Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Z Poznania do Katmandu

04.01.2024 08:40:07

Podziel się

W oddalonym o prawie 6 tysięcy kilometrów od Polski Nepalu uważa się, że niepełnosprawność, choroba czy zdrowie podlegają prawu karmy. Wynika to z lokalnej tradycji, przekonań i wierzeń. W milionowej stolicy Nepalu, Katmandu, osoby z niepełnosprawnościami fizycznymi nie mogą liczyć na żadne udogodnienia, nie ma tu podjazdów czy wind, a krawężniki w centrum miasta mają wysokość nawet 40 cm. Dr Marian Majchrzycki, osteopata, fizjoterapeuta i terapeuta medycyny tybetańskiej, oraz Tomasz Lisiecki, właściciel agencji PR-owej, w lutym 2024 roku kolejny raz z grupą fizjoterapeutów, osteopatów, lekarzy, neurologopedów i innych specjalistów lecą do Katmandu pomagać tym, którzy tego potrzebują.

ROZMAWIA: Martyna Pietrzak-Sikorska
ZDJĘCIA: materiały Kathmandu Therapy Camp

Dlaczego Nepal?
dr Marian Majchrzycki: Jestem buddystą, od wielu lat prywatnie podróżuję do Nepalu. Znam to miejsce dobrze, mam tam przyjaciół. Jako fizjoterapeuta widzę okiem specjalisty wiele potrzebujących osób. W 2011 roku, będąc pracownikiem Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, pojechałem do Katmandu z grupą studentów fizjoterapii oraz koleżanką poruszającą się na wózku. Na miejscu pomagaliśmy osobom z różnymi dolegliwościami, zajmowaliśmy się ich usprawnianiem oraz nawiązaliśmy kontakt z miejscowymi fizjoterapeutami. Po tym wyjeździe postanowiłem, że chcę zaangażować się w stałą pomoc. W Nepalu nie ma systemowej opieki medycznej. Opieka zdrowotna jest prywatna, koszty każdej wizyty u specjalisty ponosi sam pacjent, a biorąc pod uwagę zarobki ludzi, to leczenie jest naprawdę bardzo drogie i stać na nie tylko nielicznych. Nierzadko dzieje się tak, że ktoś podczas wypadku komunikacyjnego doznaje złamania nogi, która u nas byłoby wyleczona. W Nepalu pacjent ma dwa wyjścia: leczenie operacyjne podobnie jak w Europie, które jest kosztowne i musi sam za nie zapłacić, albo znacznie tańsza amputacja kończyny. W większości przypadków kończy się niestety tym drugim.

Tomasz Lisiecki: Mówimy o kraju, gdzie średni zarobek to 166 $ miesięcznie. Po moim pierwszym wyjeździe do Nepalu pomyślałem, że żyję w bogatym kraju, że jestem uprzywilejowany. Kiedy w Polsce ktoś traci nogę, ma szansę na poprawę losu i szybciej niż później będzie miał protezę. W Nepalu spotykam ludzi, którzy nie mają nadziei, bo czekają na protezę nawet 10 lat. Dlatego tam jeździmy i działamy.

Niepełnosprawność w Nepalu to karma?
TL: Nepal jest w 90% krajem hinduistycznym. Kiedy w danej rodzinie pojawia się dziecko z niepełnosprawnością lub jeden z jej członków np. traci nogę w wypadku, to Nepalczycy uznają, że najwidoczniej bóstwa tak chciały, że tak po prostu miało być. Oni się z tym godzą, bo wierzą, że takie było przeznaczenie. Systemowe ubóstwo to kolejny czynnik, który potęguje takie podejście.

MM: Często jest tak, że dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, niepełnosprawnościami fizycznymi czy psychicznymi po prostu leżą i są karmione, nic więcej. Rodzice nie potrafią i nie mają środków, żeby się nimi zająć. Nie ma mowy o rehabilitacji czy usprawnianiu. Współpracujemy z działającą lokalnie Fundacją New Life Nepal, w której pod opieką są głównie dzieci i staramy się poprawić ich los. W zeszłym roku dołączyła do nas neurologopedka, która bardzo wspomogła nasze działanie fizjoterapeutyczne. Pokazała, jak można usprawnić karmienie i oddychanie u chorych dzieci. Dzięki takiemu wsparciu terapeutycznemu jakość ich życia się poprawia.

TL: Utkwiła mi w głowie historia Chimy. Amputowano jej nogę po tym, jak spadło na nią palenisko. Trafiła do ośrodka Medical Rehabilitation Organization, z którym współpracujemy, bo nie mogła nic robić w domu, była nieprzydatna mężowi. Strasznie to brzmi, ale taka jest prawda. Chima dostała protezę nogi, a po kilku dniach przyjechał po nią mąż. Uznał, że znowu będzie mogła zajmować się dziećmi, gotować, sprzątać.

Kathmandu Therapy Camp ma realny wpływ na codzienność ludzi z niepełnosprawnościami.
MM i TL: Zdecydowanie tak. Przez kilka lat naszej działalności ponad 1000 osób było usprawnianych, miało prowadzone ćwiczenia, terapię manualną czy trening aktywnej rehabilitacji. Dostarczyliśmy ponad 100 wózków inwalidzkich, balkoników, kul, protez kończyn dolnych. Zapłaciliśmy za dopasowanie tych protez przez miejscowych protetyków. Dostarczamy do Nepalu cewniki, worki na mocz i inne produkty zaopatrzenia medycznego. Przykładowo cewniki zewnętrzne czy worki na mocz powinny być zmieniane codziennie. W Nepalu z powodu braku dostępności służą po kilka tygodni, co często doprowadza do infekcji i powikłań.

Lot i pobyt w Nepalu, zarówno Wy, jak i wolontariusze, opłacacie z własnych środków. Wszystkie osoby, które pracują z Wami w Nepalu, robią to za darmo. Jak można wesprzeć Wasze działania?
MM: Wylot do Nepalu planujemy na koniec lutego. Przed każdą misją Kathmandu Therapy Camp organizujemy internetową zbiórkę środków (tegoroczna dostępna pod linkiem: https://pomagam.pl/kathmandutherapycamp), którą można wesprzeć. Zależy nam na tym, by cała zebrana suma trafiła do potrzebujących, dlatego za przeloty każdy płaci z własnej kieszeni.

TL: Jesteśmy w trakcie organizowania pomocy. Rozmawiamy ze sponsorami, którzy chcieliby wesprzeć nasze działania, kompletujemy sprzęt z listy potrzebnych rzeczy sporządzonej przez prowadzących ośrodki w Katmandu. Pomagają nam w tym Wielkopolska Fundacja Rehabilitacji i Centrum Medyczne Stanley, które wspiera nas od dawna.

Jak wygląda Wasza codzienność podczas wyjazdu Kathmandu Therapy Camp?
MM: Opowiem o działaniach w Fundacji Bodhisatwas in action (BIA), w której jest ponad 100 osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, z uszkodzeniem rdzenia kręgowego i innymi dysfunkcjami. Pracujemy od rana do godzin popołudniowych. Chcielibyśmy na początku badać pacjentów i ustalać plan terapii na kolejne dni, ale to nie zawsze wychodzi – w kolejnych dniach coraz więcej osób chce przyjść na terapię, chce brać udział w ćwiczeniach i zajęciach. Dużo się dzieje, a my staramy się pomóc jak największej liczbie osób. Prowadzimy zajęcia aktywnej rehabilitacji, podczas których pokazujemy, jak omijać przeszkody i sprawnie poruszać się na wózku. Pracuje z nami protetyk, który mierzy i dopasowuje protezy, a popołudniami szkolimy miejscowych fizjoterapeutów po to, by mogli lepiej pomagać potrzebującym osobom. Współpracujemy również z miejscowym Collegem Medycyny Tybetańskiej, zawsze mam tam wykład, a tamtejsi studenci wspierają nas w działaniach. Wspólnie organizujemy także jeden dzień leczenia osób z ulicy. Przychodzą głównie osoby starsze z różnymi dolegliwościami bólowymi. Wspólnie z młodymi lekarzami medycyny tybetańskiej badamy ich i wykonujemy terapię.

Nepal zmienia ludzi?
MM:
Zdecydowanie tak. Dostrzegamy i doceniamy to, że żyjemy w dobrobycie, że mamy mnóstwo możliwości, wyborów. W Nepalu uważa się, że niepełnosprawność, choroba czy zdrowie, nasze życie podlegają prawu karmy. Lecz tę karmę można zmieniać.