🍂 Witamy w październiku 🍁 zapraszamy do lektury 🍂 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🍁 POLECAMY  

Organizator:

Złota tenisowa sędzia

07.09.2022 13:37:45

Podziel się

Tenis ziemny nabiera u nas coraz większych rumieńców. Iga Świątek w tym sezonie została najlepszą tenisistką świata i jeszcze długie tygodnie pozostanie na 1. miejscu rankingu WTA. Hubert Hurkacz już wygrał wielkie turnieje i cały czas ociera się o TOP10. Ale mamy też absolutną gwiazdę wśród jurorów. Katarzyna Radwan-Cho sięgnęła po złotą blachę, a takich jurorów na świecie jest tylko 32. Ma kompletowanego Wielkiego Szlema i sędziowała na igrzyskach w Tokio. A urodziła się w Puszczykowie i tam stawiała swoje pierwsze kroki na korcie.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Jest Pani pierwszą sędzią tenisową z Polski, która otrzymała tzw. złotą blachę? Proszę przybliżyć naszym Czytelnikom, co to oznacza w hierarchii tenisowej?
Tak, jestem pierwszą sędzią główną, która otrzymała takie uprawnienia (ITF Gold Badge Chair Umpire). W tenisie kwalifikacje międzynarodowe można zdobywać w trzech kategoriach: sędzia główny („chair umpire”), sędzia naczelny („referee”) oraz szef sędziów („chief of officials”). Tzw. złota blacha stanowi najwyższe sędziowskie uprawnienia, jakie można otrzymać w każdej z tych kategorii, a uzyskanie ich jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Na świecie jest 32 sędziów głównych posiadających złotą blachę, w tym tylko 12 kobiet. To z tego grona wybierani są sędziowie na finały Wielkich Szlemów czy Igrzysk Olimpijskich.

Co trzeba zrobić i kto decyduje o przyznaniu kategorii sędziowskich?
Pierwsze etapy ścieżki sędziowskiej różnią się w każdym kraju. W Polsce mamy dwa kroki, które należy wykonać, zanim zacznie się myśleć o międzynarodowych uprawnieniach: sędzia regionalny oraz związkowy. Na kursie podstawowym należy wykazać się jedynie wiedzą na temat przepisów, natomiast kurs na sędziego związkowego wymaga nie tylko wiedzy, ale także odpowiedniego doświadczenia. Kolejnym etapem są uprawnienia międzynarodowe, które składają się z czterech stopni – tzw. blach: białej, brązowej, srebrnej i złotej. Aby uzyskać pierwsze dwie, należy wykazać się odpowiednimi ocenami i liczbą przeprowadzonych meczów międzynarodowych, a następnie wziąć udział w szkoleniach zakończonych egzaminami. Srebrna i złota blacha są wyróżnieniem przyznawanym na podstawie zebranych ocen i odpowiedniego doświadczenia na poszczególnych turniejach. Odznaczenia przyznawane są raz w roku przez specjalnie powołane gremium, składające się z przedstawicieli WTA, ATP, ITF i Wielkich Szlemów.

Swoją przygodę z tenisem rozpoczęła Pani od trenowania w AZS Poznań? Czy to pomaga w tym, co robi Pani teraz?
Tak, tam też trenował mój brat. Sama umiejętność gry w tenisa niespecjalnie pomaga w sędziowaniu, ale doświadczenie z rywalizacji na turniejach pozwala mi lepiej rozumieć zachowania zawodników i emocje, jakie nimi kierują.

Co spowodowało, że nie kort, ale sędziowski stołek stał się dla Pani tenisową przygodą?
Tenis zawsze był ogromną częścią mojego życia, ale nigdy nie marzyłam, żeby zostać profesjonalną zawodniczką. Miałam inne pomysły na swoje życie zawodowe, a na kurs sędziowski zapisałam się, kiedy zobaczyłam, jak brat pracuje jako sędzia liniowy na turnieju międzynarodowym w Poznaniu. Spodobało mi się, że mogę łączyć pracę z pasją, mimo iż początkowo traktowałam sędziowanie raczej jako hobby. Dopiero po ukończeniu studiów magisterskich postanowiłam poświęcić na to więcej czasu.

Jest Pani również doktorantką Uniwersytetu Ekonomicznego. Praca dotyczy, a jakżeż mogłoby być inaczej – tenisa. Co jest przedmiotem Pani badań?
Celem mojej pracy jest ustalenie zależności pomiędzy postrzeganą wartością sieci a poziomem zaangażowania jej uczestników. Praca związana jest z rynkiem tenisa profesjonalnego.

Pani tenisowa kariera przypomina słynny schemat amerykański od pucybuta do prezesa firmy, u Pani od dziewczynki podającej piłki do sędziego ze złotą blachą.
Trochę ciężko porównać rolę dziecka do podawania piłek z pracą pucybuta. Niemniej jako dziecko bardzo dużo oglądałam tenisa, zarywając czasami noce i marząc o poczuciu atmosfery niektórych obiektów na żywo. Lubię teraz wracać do tych wspomnień, szczególnie gdy stoję na korcie centralnym największych turniejów na świecie. Czasami trudno mi uwierzyć, że jestem „po drugiej stronie telewizora”.

Tenis to chyba najbardziej „mobilny” sport. Dzisiaj tu, jutro tam. Jak Pani znosi życie na walizkach, podróże samolotami, zmiany stref czasowych?
To kwestia przyzwyczajenia organizmu do częstych zmian, ale jednocześnie niezapominanie o odpowiednim odpoczynku. Pracując zbyt wiele tygodni pod rząd i nie dając sobie czasu na regenerację, można łatwo się wypalić. Często słyszę, że takie podróżowanie jest bardzo atrakcyjne, ale trzeba pamiętać, że jednak robi się to w pojedynkę, zostawiając rodzinę i przyjaciół w domu. Kluczowe jest odpowiednie zaplanowanie swojego kalendarza, tak aby zachować balans.

Co jest najważniejsze w Pani pracy, jakie cechy charakteru powinny być pomocne podczas prowadzenia meczu?
Uważam, że kluczowa jest umiejętność radzenia sobie ze stresem i panowania nad emocjami. Sędziom przydaje się też siła spokoju. To są cechy potrzebne w trakcie meczu, aby móc mimo presji szybko podjąć właściwą decyzję. Należy także umieć zachować koncentrację przez długi okres, bo mecze potrafią trwać kilka godzin, oraz komunikatywność. Ważne jest bowiem nie tylko podjęcie właściwej decyzji, ale także umiejętne wytłumaczenie jej zawodnikom.

Czy lubi Pani na korcie pracować z sędziami tradycyjnymi, czy w oparciu o pandemiczny wynalazek, jakim jest brak sędziów, których zastąpił system sokolego oka?
Obie opcje mają swoje wady i zalety. Pracując z sędziami liniowymi, sędzia główny podejmuje znacznie więcej decyzji, niż gdy stosowany jest system ELC („electronic line calling”), jak na przykład Hawk Eye Live. To przekłada się na więcej interakcji z zawodnikami, ale także potencjalnie więcej sytuacji konfliktowych. Cieszę się, że nadal są turnieje, podczas których mogę pracować z sędziami liniowymi, ale z przyjemnością jadę też na imprezy tenisowe stosujące system ELC. Taka mieszanka pozwala zachować zdrowy balans. Nie wiem jednak, jak to będzie wyglądało, kiedy na wszystkich turniejach pozbędziemy się czynnika ludzkiego na korcie.

Skompletowała Pani Złotego Szlema, sędziując wszystkie cztery szlemy, była także Pani sędzią na olimpiadzie w Tokio. Jakie są zatem Pani zawodowe marzenia?
Kiedy zaczynałam przygodę z sędziowaniem, zastanawiałam się, czy mogę marzyć o tym, żeby kiedyś pojechać na turniej wielkoszlemowy jako sędzia liniowy chociaż raz w życiu. Dla sędziów niepochodzących z krajów wielkoszlemowych droga do tych turniejów jest znacznie dłuższa i trudniejsza. Na Rolanda Garrosa pojechałam po raz pierwszy jako sędzia liniowa 9 lat po ukończeniu kursu na sędziego regionalnego. Oczywiście zawsze można gonić kolejne marzenia i stawiać sobie coraz wyższe cele, ale ja staram się cieszyć tym, co już udało mi się osiągnąć i docenić, że to, o czym do tej pory marzyłam, spełniło się.

Na rozkładzie ma Pani wiele tenisowych gwiazd, którym Pani sędziowała, ostatnio w Toronto był to mecz Sereny Williams z Hiszpankę Nurię Parrizas Diaz. Czy w takich meczach pojawia się dreszczyk emocji?
Dreszczyk emocji zawsze pojawia się, kiedy mam okazję sędziować mecz legend czy topowych zawodników. Trybuny są wtedy zazwyczaj wypełnione, a atmosfera na korcie niepowtarzalna. Bycie częścią takich meczów jest niesamowitym doświadczeniem.

W tourze, zarówno tym męskim, jak i żeńskim, jest trochę „niezdyscyplinowanych” zawodników. Jak radzi sobie Pani w takich kontrowersyjnych sytuacjach?
Najważniejsze to nie ulegać emocjom i zachować pełną koncentrację. To pozwala mi zaufać swojej ocenie sytuacji i podjąć właściwą decyzję. Trudne mecze mogą zdarzyć się podczas każdego turnieju i trzeba umieć sobie z nimi radzić. Należy umieć zdystansować się i pozbyć się uczucia, że można było podjąć lepszą decyzję. Czas na analizę jest po meczu, a w trakcie trzeba skupić się na tym, co się w danym momencie dzieje.

Obecnie mieszka Pani w Ontario, czy jest szansa, żeby zobaczyć Panią w Poznaniu? Jest taki challenger, do którego ma Pani sentyment?
Dużo sentymentu, bo to tam stawiałam swoje pierwsze kroki jako sędzia. Planując swój kalendarz zawsze staram się sprawdzić, czy dam radę dołączyć do obsady sędziowskiej. W tym roku niestety Poznan Open kolidowało z moim powołaniem na Rolanda Garrosa.

Czy jest Pani rodzynkiem, czy też są osoby z Polski rokujące również do światowej kariery na sędziowskim stołku?
Mamy w Polsce prawie dwudziestu sędziów posiadających międzynarodowe uprawnienia, choć z pewnością znajdują się oni na różnych etapach swojej kariery. Są wśród nich osoby, które dobrze rokują, ale niełatwo jest przewidzieć, komu się uda. Nie jestem jednak rodzynkiem. Na przykład na Wimbledonie poza mną pracowało czterech sędziów z Polski (trzech sędziów liniowych oraz Review Official).