Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Życie pełne muzyki

Podziel się

Kompozytor muzyki poważnej, operowej, symfonicznej, jazzowej, popowej, filmowej. Człowiek z niesamowicie ciekawym życiorysem. To on komponował w Hollywood muzykę do zrekonstruowanych filmów Charliego Chaplina, a do tego jest świetnym gawędziarzem, którego można słuchać godzinami. Studiował kompozycję w Poznańskiej Akademii Muzycznej u Andrzeja Koszewskiego oraz dyrygenturę u Witolda Krzemieńskiego. Śpiewał w „Poznańskich Madrygalistach”. Grał, komponował i aranżował dla Orkiestry Polskiego Radia w Poznaniu. Prof. dr hab. Krzesimir Dębski jest wykładowcą kompozycji i aranżacji na Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu. W tym roku przypada 50-lecie jego twórczości i kończy 70 lat.

TEKST: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Przygotowanie do tej rozmowy zajęło mi bardzo wiele czasu. Lista pytań miała kilka stron i cały czas rosła i rosła, a przecież materiał ma mieć 8 tysięcy znaków. Jak tu wybrać? Jak zdecydować, w którym kierunku ma iść wywiad?

Krzesimir Dębski: To jest bardzo sympatyczna okazja, ten jubileusz i tyle koncertów, a jednocześnie mordęga niebywała, że muszę wybrać tylko tyle utworów. Starałem się, żeby każdy program był inny. Bywają tacy ludzie, którzy jeżdżą na dwa, trzy moje koncerty, więc muszę im dać do posłuchania coś innego. Troszkę ten wybór determinują też soliści, bo w każdym mieście są inni, nawet powiedziałbym, że innego autoramentu, bo są i śpiewacy operowi, popowe głosy, jazzowe. Wiem, że słuchacze liczą na muzykę filmową, więc połowa repertuaru są to tematy muzyczne z filmów.

W Poznaniu będzie Kasia Wilk i Mieczysław Szcześniak.
Mieczysław, kiedy miał 18 lat, śpiewał na Festiwalu w Opolu moją piosenkę pt. „Przyszli o zmroku” i wygrał Debiuty. Jak może i śpiewa z nami, to zawsze jest ten utwór. Na nadchodzących koncertach można będzie go usłyszeć po 40 latach w nieco innej odsłonie. Napisałem nawet specjalną aranżację na orkiestrę symfoniczną.

Czym kierował się Pan, dobierając repertuar na koncert w Poznaniu?
Boję się, że na mój koncert w Poznaniu mogą przyjść moi znajomi, koledzy i to może spowodować, że utworzy się taka loża szyderców. Będą koledzy ze studiów i będą nabijać się z mojego jubileuszu. Żartuję, oczywiście.

Trzeba im przypomnieć, że to będzie trochę i ich jubileusz.
Tak, oczywiście. Bardzo się cieszę, że z wieloma kolegami utrzymujemy kontakty. Przede wszystkim są to koledzy z zespołów jazzowych, z którymi grałem na początku w Poznaniu, z którymi debiutowałem. Będzie mi sympatycznie, jak przyjdzie Krzysiu Przybyłowicz, Zbyszek Wrombel i cała ferajna.

Jest Pan od początku swojej drogi muzycznej związany z Poznaniem.
Przyjechałem na studia i powiem szczerze, Poznań mnie ukształtował. Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna bardzo dużo mi dała. Od razu śpiewałem w chórach, występowałem. Na pierwszym roku studiów z Chórem Stanisława Kulczyńskiego, naszym dyrygentem, występowaliśmy razem z WOSPREM z Katowic, czyli najlepszą wtedy orkiestrą symfoniczną. Poznań był potęgą, jeżeli chodzi o muzykę poważną. Nadawano wtedy ze stolicy Wielkopolski w programie II TVP koncerty z muzyką poważną, współczesną, wielkimi dziełami oratoryjnymi. Śpiewałem, pamiętam, „Stabat Mater” Karola Szymanowskiego, „Odysa Płaczącego” Tadeusza Szeligowskiego. To było bardzo duże przeżycia, które na pewno miały wpływ na to, co potem robiłem. Śpiewałem też w Madrygalistach Leszka Bajona. To był fantastyczny kameralny chór, w którym się bardzo wiele nauczyłem.

Czy pamięta Pan pierwszy utwór, który Pan skomponował?
Nie bardzo. Pierwszy w życiu to napisałem jeszcze w liceum. Była to sonata na klarnet i fortepian.

Zaczął Pan od muzyki poważnej?
To był utwór w stylu Prokofiewa.  Na egzamin wstępny przygotowałem już poważniejszą kompozycję. I bardzo chciałem być poważnym kompozytorem. Studiować zaciekle muzykę współczesną. No, ale jak to w życiu bywa, wszystko zmienił przypadek. Pierwszego dnia, kiedy zdałem na studia i zaczął się rok szkolny, usłyszałem, że ktoś gra na fortepianie utwór zespołu Dżamble. Andrzej
Zaucha tam śpiewał, z którym potem ja też grałem. Jak to usłyszałem, to zapukałem do klasy i tak poznałem Bohdana Jarmołowicza. Potem razem założyliśmy pierwszy zespół jazzowy. Już tego samego dnia wieczorem było granie w klubie Od Nowa. Tak wsiąkłem. Studia stały się mniej ważne. A samokształcenie, czyli granie z kolegami w zespole, stało się ważniejsze i bardziej owocne.

I tych koncertów było bardzo dużo, doczytałam się, że ponad tysiąc.
Tego nie da się policzyć. Myślę, że mogło ich być nawet ponad 3 tysiące. Bardzo dużo graliśmy na całym świecie. Potem to były już koncerty z orkiestrami i big-bandami, z solistami, w mniejszych składach, w większych.

Do tego wszystkiego jeszcze występy z Kabaretem Tey.
To był niesamowity czas i wspaniali ludzie. W tamtych czasach w Poznaniu, w centrum było mnóstwo miejsc, w których kwitło życie kulturalne. Młodzi ludzie, a były to lata 70. ubiegłego wieku, tworzyli sobie we wszystkich miastach w Polsce życie alternatywne. Nikt nie oglądał telewizji. My mieliśmy swoje zajęcia. W takim klubiku Od Nowa w Zamku występował Czesław Niemen, Kwintet Stańki. Kto jechał grać do Berlina, czy z niego wracał – zatrzymywał się  tutaj po drodze. W każdym akademiku był klub kulturalny, były teatry m.in. Teatr Ósmego Dnia, biesiady literackie m.in. ze Stanisławem Barańczakiem, Lechem Dymarskim, czytano poezję, była Pro Sinfonika. Dosłownie walczyliśmy o salki, żeby ćwiczyć. Wszędzie się coś działo. W samym Poznaniu można było grać w ciągu tygodnia codziennie w innym miejscu, a imprezy trwały do rana. Potem jeździliśmy na konkursy, które udawało nam się wygrywać i takie wyjazdy zaczęły trwać, jak np. w Gdańsku dwa tygodnie z koncertami w kolejnych klubach.

Kabaret Tey był wtedy także ośrodkiem kulturalnym. Grałem w nim w latach 80., w tych późniejszych latach, a zagraliśmy ponad 650 przedstawień. Jednocześnie cały czas studiowałem. Nieraz siedziało się do rana, bo do kabaretu przychodzili bardzo ciekawi ludzie z całej Polski i ze świata. Kończyli swoje zajęcia i szli do kabaretu z wódeczką. Zaczynały się rozmowy polityczne, kulturalne, wszelakie. Wajda, Zanussi, kardynał, aktorzy, ale i sekretarz partii – wszyscy się tam spotykali. Bardzo mało się spało.

To był też czas Orkiestry Zbyszka Górnego, Polskiego Radia. Byliśmy alternatywą, ale braliśmy też udział w oficjalnych programach, m.in. na Festiwalu w Sopocie, w Opolu. Pisałem już wtedy aranżacje.  Śmiesznych anegdot z tamtych czasów jest mnóstwo. Część z nich będę też opowiadał na koncertach.

Sięga Pan do swojej muzyki z tych pierwszych lat? Czy zdarza się Panu odkopywać swoje pierwsze kompozycje?
Oczywiście. Zdarza się. Gdy czegoś szukam w kartonach albo w komputerze, to trafiam na różności i dziwię się, że to ja napisałem. Teraz to wydaje mi się, że to jakiś obcy człowiek coś takiego zrobił.

Czuje się Pan bardziej muzykiem, wokalistą, kompozytorem, dyrygentem, pedagogiem? Jakbym miała Pana przedstawić, to co powinnam wpisać na pierwszym miejscu?Chciałbym, żeby mnie kojarzono jako kompozytora.

Muzyki poważnej, filmowej, popowej?
Myślę, że muzyki poważnej, ale tych wykonań jest najmniej. Tak to jest z muzyką współczesną. Próbuję ją przemycać i sprzedawać na koncertach muzyki filmowej.

A jeszcze była opera, teatr, nie mówiąc o jazzie, który obecny jest cały czas w Pana twórczości.

Rzeczywiście, było też dużo muzyki dla teatrów, na orkiestry dęte, okolicznościowe rzeczy. Trudno to wszystko pozbierać. Usiłuję to teraz uporządkować.

Ma Pan czas na odpoczynek przy takiej ilości zajęć?
Mam. Wzorem wielkich kompozytorów gram w tenisa. Staram się regularnie to robić, jeżdżę nawet na turnieje. Organizujemy rowerowe wyprawy. Lubię też pływać. Odpoczywać też trzeba.

Czy możemy zajrzeć za kulisy i podpatrzeć, jak wygląda Pana warsztat pracy?
Mam zamówienia, które ciągle napływają. Kiedy jedno piszę, drugie czeka już w kolejce. I to mnie napędza do pracy. Jestem tradycyjnym człowiekiem, ale dzisiaj piszę już na komputerze. Najbardziej lubię siedzieć i tak sobie stukać w te klawisze, żeby coś z tego powstało ciekawego do słuchania.

Nad czym Pan teraz pracuje?
Nad zamówieniem Jana Romanowskiego z Poznania, przygotowuję utwór „Capriccio per violino solo”.

A z muzyki filmowej?
Trwają rozmowy. Zobaczmy, co w tego wyjdzie.

To czekamy na Pana w Poznaniu!

 

Więcej informacji o kompozytorze na:

www.kdebski.eu