Poznań codziennie jedzie tramwajem

6 maja 2019

Ponad 40 lat związany jest z jedną firmą, w której przeszedł wszystkie szczeble awansu. Kocha to, co robi i nadal Go to pasjonuje. Rządzi jedną z największych poznańskich firm, którą zna każdy, i z której usług każdy korzysta. Wyłamuje się z ogólnego trendu i nie lubi gotować. Jak sam mówi, pracę zostawia na wycieraczce gabinetu, ale czy można mu w tej sprawie wierzyć? Wojciech Tulibacki, Prezes Zarządu MPK Poznań Sp. z o.o., o komunikacji teraz i za 10 lat, o tym, co udało się zrobić i z czego jest dumny.

 

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska

ZDJĘCIA: MPK

Panie Prezesie, podobno sprzedajecie tramwaje?

Wojciech Tulibacki: Tak było kiedyś. Mogliśmy sprzedać zużyte tramwaje, które na przykład działkowcy przeznaczali na altanę w ogrodzie. Dzisiaj nam robić tego nie wolno. Tramwaj musimy poddać utylizacji.

Nawet pasjonatom?

Pasjonatom możemy. Sprzedaliśmy dwa takie pojazdy, które dzisiaj służą jako kawiarenki w Poznaniu. Możemy też sprzedać tramwaj do muzeum, ale tylko taki, który już nie będzie jeździł. Oczywiście musi mieć homologację i wymagane prawem dokumenty.

Czyli nie mogę sobie kupić tramwaju i jeździć nim do pracy?

Może Pani, tylko nie wiem, kto by Panią dopuścił do ruchu na torach. Trudny do zgłębienia eksperyment, bo nawet nie znam takiego przypadku.

Dociekam tak, bo ostatnio rozmawiałam z pasjonatami, którzy bardzo chętnie, jak stwierdzili, kupiliby sobie tramwaj na własny użytek. Tylko nie wiem, jak z parkowaniem. Zostawialiby go na przystanku czy dojeżdżali do pętli i stamtąd pieszo, samochodem, tramwajem miejskim?

To niemożliwa sytuacja. Abstrakcyjna. Nawet gdyby założyć, że chcieliby tylko pojeździć, to też byłby problem z dopuszczeniem ich do jazdy. Nie mógłby zabierać pasażerów i blokował ruch. Co prawda znam kilka osób, które mówiły o dopuszczeniu innych przewoźników na tory, ale to już jest realizowanie usług przewozowych, a nie prywatna jazda.

Panie Prezesie, zasiada Pan na tym stanowisku już 21 lat.

Od 23 września 1998 roku. Zatem za kilka miesięcy minie 21 lat, choć wcześniej byłem jeszcze przez chwilę pełniącym obowiązki prezesa.

To długo. Komunikacja w tym czasie bardzo się zmieniła.

Żyjemy w ciekawych czasach. W latach 80, co widać po budowie infrastruktury, nikt nie miał wyobrażenia, jak może zmienić się Polska pod kątem mobilności ludzi. Zachód już to miał, a my przeżywamy teraz. Samochód osobowy, rower, pieszy, tramwaj, autobus, pociąg. Ja też nie miałem pojęcia, że to aż tak bardzo może się zmienić.

Poznań bardzo się zmienił pod względem komunikacyjnym, także jeżeli chodzi o tramwaje, ich nowoczesność i wyposażenie, ale trochę mniej, jeżeli chodzi o tory i możliwości dojazdu. Jak wygląda to z Pana perspektywy? Czy to już jest to, co Pana zadowala? Czy chciałby Pan dużo więcej?

Jeśli chodzi o rozwój sieci tramwajowej to mamy dwojaką sytuację. Albo doprowadzamy nowe linie do tych obszarów miasta, które już są w pełni zabudowane i autobusy, które przecież grzęzną w korkach tak jak samochody osobowe, nie mogą spełnić potrzeb w zakresie sprawnej i szybkiej obsługi komunikacyjnej. Albo też prowadzimy nowe linie tam, gdzie obszary jeszcze nie są w pełni zabudowane i wówczas komunikacja tramwajowa spełnia rolę siły miastotwórczej. Trasa PST jest tego przykładem, stała się stymulatorem rozwoju północnej części Poznania, powstawały tam nowe osiedla, galerie handlowe i dziś przyjmujemy, że w bezpośrednim sąsiedztwie PeSTki mieszka 100 000 ludzi. Ceny mieszkań wzdłuż trasy poszybowały w górę.

Ale na przykład Naramowice…

Gdyby wcześniej został tam doprowadzony tramwaj, to ta dzielnica dawno już byłaby zabudowana. Hamulcem była tam komunikacja miejska. Nie zostało to zrobione i praktycznie budujemy teraz, kiedy teren jest już zabudowany. Oczywiście zawsze wiążą się z tym finanse. Uważam, że do tych części miasta, które stanowią duże obszary inwestycyjne i będą generowały spory ruch tramwajowy, czyli w ciągu doby przewiozą ok. 20 tysięcy ludzi, należy doprowadzać trasy tramwajowe wcześniej, bo jest to opłacalne. Budowa nowych linii tramwajowych powinna wyprzedzać procesy urbanizacyjne. Z tego, że tak szybko sieć tramwajowa się nie rozrasta, osobiście mogę być niezadowolony.

Kolejną taką dzielnicą jest Marcelin.

Tam są problemy, które będą narastać, bo na tych osiedlach nie ma już nawet miejsca, żeby doprowadzić linię autobusową. Obawiam się, że z tego powodu także niezadowolenie mieszkańców będzie rosło,

Podsumowując – w polityce transportowej miasta tramwaj to kręgosłup, do którego dowozi pasażerów autobus. Najważniejsze są nieodległe od siebie punkty przesiadkowe, do których szybko i sprawnie każdy może dotrzeć.

I jeszcze jedno – rozszerzenie sieci to nie jest domena MPK, tylko zadanie władz miasta. My możemy tylko rekomendować pewne rozwiązania i instrumenty.

Ile mamy obecnie taboru?

Pociągów, a nie wagonów – bo dzisiaj już raczej mamy pojazdy jednoprzestrzenne – mamy 220. W ciągu dnia roboczego uruchamianych jest ponad 170 z nich. Ten rok będzie przełomowy – do końca roku, ponad 80% tramwajów będzie przystosowanych przynajmniej w części do przejazdu osób starszych, niepełnosprawnych, rodziców poruszających się z wózkami dziecięcymi. Nie wszystkie będą niskopodłogowe, ale to już i tak znaczące osiągnięcie.

Jako podróżni, nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile tych tramwajów jeździ po mieście, chyba że robi się korek.

No tak, to od razu widać. Rzeczywiście jest ich sporo. Rocznie robimy prawie 12 milionów kilometrów po torach. Autobusami prawie 20 milionów kilometrów. W sumie razem kręcimy ponad 30 milionów.

Ilu pasażerów jest przewożonych?

Mówimy nie tylko o mieszkańcach Poznania, bo mamy aglomerację. W skali roku to ponad 230 milionów pasażerów. Pamiętam kiedyś, jakieś 20 lat temu, kiedy nie było tylu samochodów osobowych, przewoziliśmy w ciągu dnia roboczego 550 do 600 tysięcy ludzi. Dzisiaj myślę, że jest podobnie, ale w całej aglomeracji.

Jeździ Pan tramwajem lub autobusem?

Zdarza się. Skłamałbym mówiąc, że jeżdżę regularnie.

Pod hasłem: pańskie oko konia tuczy?

Też. Czasem warto zobaczyć z drugiej strony, jak to funkcjonuje.

Pracuje Pan tutaj już trochę czasu…

W sumie, w tej firmie, 3 lutego tego roku minęły 42 lata.

Przeszedł Pan wszystkie szczeble kariery.

Wszystkie, od stażysty.

Czyli zna Pan firmę od podszewki.

Znam firmę i znam wszystkie jej obiekty. Nawet te, które przeszły do historii, na przykład „porodówkę”… Nieliczni nasi pracownicy ją pamiętają. W zajezdni na ulicy Zwierzynieckiej, a były to lata 70. ubiegłego wieku, była potężna stołówka, i tam, w takiej małej części, był magazyn warzyw i obieralnia. Panie będące w zaawansowanej ciąży, które pracowały w warsztatach, były motorniczymi i już nie mogły wykonywać swojej pracy, pomagały w kuchni przy obieraniu warzyw. Stąd wzięła się nazwa. Dzisiaj już oczywiście nie ma „porodówki” ani stołówki. Podobnie jak wielu innych obiektów. W latach 80 mieliśmy przy MPK Klub Sportowy Surma, gdzie byli łucznicy, trenowaliśmy kajakarzy przy ul. Piastowskiej, był Dom Kultury Tramwajarza, który tętnił życiem…

Teraz wszyscy patrzą na rentowność.

Na pewno, ale nie tylko o to chodzi. Kiedyś ludzie mieli na to ochotę, chcieli działać, wspólnie coś organizować. Teraz po prostu przychodzą do pracy i zajęci są swoimi sprawami.

Panie Prezesie, z czego jest Pan dumny?

Z ludzi, którzy tutaj pracują. To jest największy kapitał firmy. Czuję i widzę, że nasi ludzie mają pewne poczucie łączącej ich więzi. Mimo, że są bardzo od siebie odmienni, co jest normalne w tak dużej zbiorowości – pod zielono-żółtą banderą są solidarni i zjednani. A kiedy dochodzi do sytuacji kryzysowych, potrafią się zmobilizować i pokazać, że działamy na rzecz naszego miasta i mamy wspólny cel. Gdy ktoś świadomie psuje reputację firmy, jest piętnowany przez pozostałych. I wierzę, że tak naprawdę, wszystkim zależy na dobrym wizerunku firmy.

Jestem też dumny z tego, że cała załoga z szacunkiem i dbałością podchodzi do majątku firmy. Źródłem mojej dumy jest też postawa włodarzy naszego miasta, dzięki którym udało nam się postawić komunikację na tak wysokim poziomie.

Ilu jest obecnie pracowników w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym?

Ponad 2400 osób pracuje na różnych rodzajach umów.

Ile godzin spędza Pan w pracy?

Spuśćmy kurtynę milczenia….

Czy zdarza się, że zabiera Pan pracę do domu?

Staram się tego nie robić i chyba jestem w tym skuteczny. Choć bywają oczywiście sytuacje nadzwyczajne. Jestem zdania, że w pracy człowiek powinien pracować, a w domu zajmować się rodziną.

W czym Pan pomaga żonie?

Jestem dyletantem, jeżeli chodzi o kuchnię. Nie mamy sztywnego podziału obowiązków. Po prostu się dzielimy tym, co jest do zrobienia.

Jest Pan człowiekiem, który potrafi wypoczywać?

Potrafię. Przynajmniej ja tak uważam. Wychodząc z gabinetu, zostawiam pracę na wycieraczce. Są jednak takie dni, że wysiadając z samochodu i parkując pod domem, nie pamiętam drogi z pracy.

Na urlopie nerwowo przegląda Pan wiadomości, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku i czy wszystko jeździ?

Przeglądam, ale mam zaufanie do ludzi. Mamy tak dobrany zespół, że mogę być spokojny wyjeżdżając na wczasy czy delegację. Wiem, że nic złego się nie zadzieje, a jeżeli jednak coś ważnego się wydarzy, to mam tę informację od razu.

Wypoczynek na kanapie czy aktywnie?

Wolę aktywnie spędzać czas.

Jak Pan sobie wyobraża MPK, komunikację w Poznaniu za 10 lat? Teraz bardzo dużo się dzieje – wymiana taboru, rozbudowa sieci…

Po pierwsze: układ tramwajowy zostanie rozbudowany na Naramowice oraz rozszerzony na Bramę Zachodnią, czyli Aleję Polską, to jest taki kierunek, z którego sporo ludzi będzie się poruszało komunikacją autobusową. Mówimy jeszcze o Dębcu i osiedlu Kopernika.

Uważam, że otwiera się szeroka perspektywa bliskiej współpracy organizatorów transportu tutaj w mieście, ale i w aglomeracji poznańskiej. Trzeba połączyć kolej metropolitalną z układem transportu miejskiego. Bardzo mocno trzeba postawić na kolej metropolitalną. Musimy, tak jak cały świat, iść w tym kierunku. Wtedy my, jako Poznań i MPK, będziemy musieli zadbać o to, żeby jak najbardziej komfortowo dowieźć ludzi do kolei, odbierać ludzi z różnych stacji i rozwieźć w różnych kierunkach miasta.

Jeżeli nie będzie tego rozwiązania, to Poznań stanie.

Stanie. Znając jednak działania wicemarszałka Wojciecha Jankowiaka, starosty poznańskiego Jana Grabkowskiego i prezydenta Jacka Jaśkowiaka to zostanie zrealizowane i my do tego będziemy musieli dostosować układ komunikacyjny w Poznaniu. Mam tu na myśli zwiększenie częstotliwości kursowania tramwajów, ale też i autobusów. Trzeba też pomyśleć o rozwoju innych stacji w mieście, żeby nie było sytuacji, że wszyscy wjadą na Poznań Główny i z tego jednego miejsca trzeba będzie ich wywieźć. Takim punktem zaczyna być Górczyn, do którego dojeżdża wielu ludzi i my ich zabieramy. Trzeba pomyśleć o zwiększeniu liczby taboru, ale też o zwiększeniu długości tramwajów. Pracujemy nad możliwościami wprowadzenia tramwajów 42–45-metrowych, które będą bardziej pojemne i przewiozą więcej pasażerów.

Przy naszych zakrętach da radę?

Tu nie ma problemu skrajni, bardziej chodzi o zajętość skrzyżowania, ale zakładamy, że jest zielone światło dla transportu publicznego.
Myślę, że taki powinien być cel. Powinniśmy być też konsekwentni i nie ulegać wszystkim żądaniom pasażerów. Tak było z szybkim tramwajem. Gdyby nie decyzja prezydenta Wojciecha Szczęsnego-Kaczmarka zatwierdzająca nasze propozycje, że skoro jedzie tramwaj, to nie ma autobusu, to dzisiaj jeździlibyśmy tym i tym. Opór był ogromny, ale potem okazało się, że była to dobra decyzja, bo ludzie dojeżdżają tramwajem znacznie szybciej niż autobusem korku narażonym na stanie w korku. Jestem otwarty na wszystkie dyskusje, ale wnoszące coś, a nie tylko krytykujące dla samej krytyki.