Poznańska COMPOzycja

2 kwietnia 2019

Przez siedem lat pracy w COMPO, wraz z zespołem, zwiększyli sprzedaż produktów o 500 procent. Marcin Barbach, Prezes Zarządu firmy – krakus z pochodzenia, początkowo bał się oszczędnych poznaniaków, którzy ostatecznie okazali się jego przyjaciółmi. Codziennie idąc do pracy, odkrywa tu nowe miejsca, a ze swojego biura w Kupcu Poznańskim spogląda na Stary Rynek i ulicę Wrocławską. Firma, na czele której stoi, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w Polsce. Produkuje innowacyjne rozwiązania do ogrodów, na balkony i tarasy, by można je było stosować wygodnie, bezpiecznie i przynosiły szybki efekt. Większość produktów stosuje sam na tarasie i w swoim ogródku działkowym, gdzie lubi przebywać najbardziej i obserwować to, czego nie da się zamknąć w ramach – przyrodę.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Materiały prasowe

 

Marcin Barbach kilka lat spędził w Krakowie, potem przeprowadził się pod Wrocław. Ostatecznie osiadł w Poznaniu, który jest jego domem i bardzo polubił to miasto.

Jak się Panu mieszka w Poznaniu?

Bardzo dobrze. Kiedy się tu przeprowadziłem poznałem wielu wspaniałych ludzi. Początkowo bałem się, że jako krakus nie dogadam się z poznaniakiem. Myliłem się. Poznaniacy są bardziej pragmatyczni, praktyczni, widać ich ekonomiczne spojrzenie. Tutaj nikt nie rozczula się nad swoją historią, raczej podchodzi pozytywnie do pracy i przyszłości, chce się rozwijać.

Podobno codziennie odkrywa Pan Poznań na nowo.

Tak. W ogóle inaczej odkryłem Poznań. Z pomocą przyjaciół znalazłem jeden z nielicznych na świecie medalionów Priessnitza – „twórcy” prysznica, który znajduje się na Placu Wolności. Zaciekawiła mnie też historia powstania pomnika Kochanowskiego na Ostrowie Tumskim, który podstępnym staraniem poznaniaków zbudowano w trudnych czasach dla Polski. Pierwsze biskupstwo Polski było także w Poznaniu, a nie Gnieźnie, jak uważa większość. Legenda głosi, że fragmenty „Pana Tadeusza” autorstwa Adama Mickiewicza zostały zainspirowane tym, co go spotkało właśnie w Wielkopolsce, a Poznań to jedyne polskie miasto, w którym był.

Wie Pan więcej niż niektórzy Poznaniacy…

Interesuję się miastem, w którym żyję. No dobrze, może trochę przesadziłem (śmiech).

Siedem lat temu, kiedy rozpoczynał Pan pracę w COMPO, firma była średnio znana. Dziś to jedna z bardziej rozpoznawalnych marek w Polsce.

Dziękuję. Pracowaliśmy na to kilka lat. Bez zaangażowania wszystkich pracowników nie udałoby się tego osiągnąć w tak krótkim czasie. Wiele osób pracuje tu dłużej niż ja. Mogę powiedzieć, że świetnie się zgraliśmy. Nasza branża charakteryzuje się sezonowością. Jeśli coś nie zadzieje się na wiosnę, to potem czekamy na klienta cały rok. Branża próbuje kreować potrzeby klientów w lecie czy jesienią, ale nie ma co ukrywać, że od marca do końca maja mamy najbardziej gorący okres, bo wtedy właśnie sadzimy, pielęgnujemy rośliny, trawniki i tej pracy jest najwięcej. I wtedy klienci potrzebują naszych produktów. Większa rozpoznawalność marki to efekt działań marketingowych, ale też efekt wielu szkoleń, które co roku organizujemy dla branży ogrodniczej. Badania marketingowe, które przeprowadzaliśmy w ubiegłym roku pokazały, że zwiększa się rozpoznawalność marki, chociaż przed nami ciągle dużo wyzwań i pracy. Jesteśmy w grupie produktów premium, większość asortymentu produkowana jest w Niemczech, wyróżniamy się wysoką jakością, bardzo ciekawymi rozwiązaniami, ale to wiąże się z wyższą ceną i nie każdy może w pierwszym etapie sobie pozwolić na zakup naszych produktów. Jednak klienci, którzy już raz do nas trafili i skorzystali z naszych propozycji, chętnie do nas wracają.

Dlaczego?

Przykładowo nawozy z naszej oferty są bardzo wydajne i skuteczne, i wystarczy zastosować je raz na sezon, a nie co chwilę nawozić np. trawnik. To duża oszczędność pieniędzy.

I czasu.

Oczywiście, że tak. A to pozwala na dłuższe korzystanie i cieszenie się pięknym ogrodem.

Dziś już nie kupujemy byle czego, bo tanio, a coraz częściej zwracamy uwagę na jakość. Poznaniak woli wydać więcej, jeśli to rzeczywiście przyniesie rezultaty i się opłaci.

Badania pokazują, że jeżeli kupujemy dom za miastem lub inwestujemy w mieszkanie w centrum to około 10 procent budżetu powinniśmy przeznaczyć na wykończenie ogrodu, tarasu czy balkonu. Dziś rzeczywiście mamy większą świadomość i kładziemy duży nacisk na otaczającą nas zieleń. Coraz więcej czasu i pracy poświęcamy ogrodom, tarasom, które stały się nie tylko miejscem pięknych mebli, ale też powrotu do natury, zwłaszcza w dużym mieście.

No tak, co roku mamy w Poznaniu konkurs „Zielony Poznań”, gdzie wybieramy najpiękniejszy ogród, zieleniec, balkon itp., który z roku na rok cieszy się większym zainteresowaniem.

Rady osiedli coraz mocniej angażują się w upiększanie skwerów, parków czy elementów zieleni na terenach wspólnych. Sami też bierzemy w tym udział, promując choćby ideę Weekendu Otwartych Ogrodów, która w Poznaniu będzie miała w tym roku trzecią edycję. Poznaniacy chętnie pokazują i chwalą się swoimi ogrodami, zapraszając do nich innych. Dzięki temu możemy poznać swojego sąsiada, jego pasje i zainspirować się.

Czyli coraz bardziej otwieramy się na innych, chociaż uważa się nas za dość zamknięte społeczeństwo.

Tak jak Pani powiedziała. To trochę przełamuje stereotyp „My home is my castle”. Wychodzimy do innych, rozmawiamy, poznajemy siebie i nasze otoczenie. I to mi się bardzo podoba. Dołączyliśmy do akcji Weekend Otwartych Ogrodów w ubiegłym sezonie, zaangażowaliśmy się w promocję tego projektu, a przy okazji przekazaliśmy właścicielom ogrodów pakiety zasilające zieleń.

Pana zdaniem Poznań jest zielonym miastem?

Na tle innych miast, a miałem okazję spędzić trochę czasu w Krakowie, Wrocławiu, to zdecydowanie jest jednym z najbardziej zielonych miast. Naturalnie powstały w Poznaniu i do tej pory są pielęgnowane kliny zieleni – duże parki, tereny wokół Warty, które powodują, że chętnie tam odpoczywamy. Jeśli to nie zostanie zagubione w związku z dużą rozbudową miasta i te skwery nie znikną na rzecz nowych budynków mieszkalnych, to będzie rzeczywiście ogromna zaleta Poznania. Ubolewam trochę nad ulicą Garbary czy Głogowską, które pozbawione są zieleni, nieprzyjazne i trudne do zagospodarowania.

Ale przecież zawsze można stworzyć dla siebie ogród marzeń.

Dokładnie tak. Wszystko zależy od tego gdzie on ma być. Inaczej będzie wyglądał przydomowy ogród, a inaczej balkon czy taras. Może powiem na swoim przykładzie. Co roku urządzam taras i staram się, żeby było na nim dużo roślin kwitnących, mimo że niektóre kwitną zaledwie dwa miesiące. Robię to po to, żeby cieszyć się, kiedy ta roślina rozkwita. A kiedy przekwitną, nigdy ich nie wyrzucam. Zazwyczaj przekazuję bliskim do wysadzenia lub wywożę na działkę i tam znajduję jej nowe miejsce. Myślę, że warto odwiedzać centra ogrodnicze i sezonowo uzupełniać rośliny, tworząc sobie taki właśnie ogród marzeń.

Mamy już ogród marzeń, teraz trzeba odpowiednio zadbać o rośliny…

Pierwszy, podstawowy element, to przesadzanie roślin zaraz po ich zakupie. Podłoże powinno być wymienione, żeby roślina mogła się przekorzenić oraz lepiej pozyskiwać składniki pokarmowe. Drugi etap to odpowiednia pielęgnacja: przycinanie, nawożenie. Większość wymaga sezonowego nawożenia – zarówno storczyki w domu, jak i rośliny na balkonie, w ogrodzie. Te zasoby, które są w podłożu, nie wystarczają, a roślina nie jest w stanie się dalej rozwijać. Pelargonie czy surfinie powinniśmy nawozić nawet kilka razy w tygodniu. Dzięki temu będziemy mogli cieszyć się pięknymi, ozdobnymi kwiatami. Wystarczy dobra ziemia i nawóz, żeby roślina była piękna, zdrowa i długo cieszyła oko.

I wy takie posiadacie.

Tak. Trzeci element, może nieco trudniejszy, to walka z chorobami czy szkodnikami. Może wydaje się to bardzo skomplikowane, ale każdy z nas może stać się ogrodnikiem i się tego nauczyć. Trzeba obserwować, co się dzieje z rośliną: czy się przebarwia, czy zasycha, czy występują na niej szkodniki. Są domowe sposoby zwalczania, ale możemy też kupić gotowe preparaty do walki z rożnymi schorzeniami. Pamiętajmy jednak, żeby działać zgodnie z instrukcją obsługi.

A jak wzmocnić kwiaty domowe?

Zdecydowanie wiosną. To idealny czas na przesadzenia roślin. Generalnie powinno się to robić co dwa lata. Wiosną większość roślin na nowo budzi się do życia, dlatego potrzebują więcej światła i dokarmiania w postaci odżywek.

Dużo mówi się teraz o produktach BIO, ekologicznych, pojawił się nawet BIO ogród. Co to takiego?

Trendy BIO w ogrodnictwie są mocno zauważalne, chodzi głównie o powrót do natury. W swoich przydomowych ogródkach posiadamy kompostownik, gdzie składujemy części organiczne. Ale nie każdy z nas ma dostęp do naturalnych nawozów, stąd pojawiła się oferta preparatów z grupy BIO, czyli takich, które w swoim składzie mają naturalne składniki. Dzięki ich zastosowaniu mamy pewność, że do uprawianych ziół czy roślin jadalnych nie będziemy wprowadzać składników chemicznych i będziemy mogli cieszyć się zdrowymi i pysznymi warzywami, owocami czy ziołami. Jest już dostępna cała linia produktów dedykowana uprawom w pojemnikach, czyli tym na balkonach. Możemy wyhodować pomidory, truskawki, fasolkę, zioła, nawet mini drzewka owocowe. Oczywiście zastosowanie ziemi czy nawozów z serii BIO spowoduje, że te rośliny będą powoli czerpać składniki pokarmowe z ziemi, rośliny nie będą przerastać. Te nawozy rozkładają się dłużej w glebie, ale systematycznie uwalniają składniki pokarmowe i rośliny dłużej czerpią z bogactw w nich zawartych. Ale nie bójmy się też nawozów mineralnych stosowanych w ogrodzie. Efekty ich używania w przypadku choćby hodowli róż, rododendronów czy zastosowaniu na trawnik będą dużo większe i szybsze.

Kiedy trzeba zacząć przygotowywać taki ogródek, żeby móc się nim cieszyć na wiosnę?

Ja swój ogródek przygotowuję w myślach już jesienią, wszystko mam rozrysowane. A w kwietniu zaczynam realizować swoje pomysły. Wiele roślin sezonowych, warzyw wysadzamy dopiero po okresie wiosennych przymrozków. Wcześniej była to „zimna Zośka”, dziś klimat nam się trochę zmienił i w ubiegłym sezonie przymrozki skończyły się 3 kwietnia. Wszyscy, którzy wysadzili do gruntu pomidory czy ogórki, cieszyli się efektami plonów już w czerwcu. Jeśli tylko pogoda pozwala i prognozy są optymistyczne proponuję wyjść do ogrodu czy na balkon i rozpocząć prace.

Co będzie u Pana na tarasie w tym roku?

Dobre pytanie. W tym roku skupię się bardziej na ogródku działkowym, który niedawno nabyłem. Dla mnie to miejsce musi spełniać rolę rekreacyjną. Traktuję go, jako formę przedłużenia mieszkania i spędzania tam weekendów, a nawet popołudnia, po pracy. Będzie tam duży taras, meble ogrodowe, zamiast trawy zastosuję łąki kwietne, które pięknie wyglądają i nie trzeba ich często kosić. Na pewno wracam do hobbystycznej uprawy warzyw. Będę miał nowe odmiany pomidorów, ogórków, bardzo polubiłem cukinię, pojawi się u mnie kalarepa, rzodkiewka, cebula, szczypiorek. Oczywiście wszystko w małych ilościach. Robię to, bo samo zbieranie plonów wywołuje u mnie ogromną radość i mogę się nimi cieszyć od czerwca do października.

Trudno jest założyć ogródek warzywny?

Mały ogródek warzywny na tarasie czy wokół domu zbudować może każdy. Nie ma tu wielkich wymagań, poza podstawową wiedzą, którą możemy czerpać z Internetu czy doradców w centrach ogrodniczych. Na pewno wymaga to więcej czasu w okresie upalnego lata, kiedy największym wyzwaniem jest podlewanie.

Używa Pan swoich produktów?

Oczywiście, to najlepszy test naszych produktów, a efekty widać od razu. Bardzo lubię nawozy COMPO, które są łatwe w użyciu i długo działają. Problem tylko w tym, że stosuje się je przeważnie tylko raz w sezonie i muszę znowu długo czekać do kolejnego zabiegu (śmiech).

Rozmawia się z Panem jak z prawdziwym ogrodnikiem. Zawsze Pan się tym interesował?

Moja rodzina pochodzi z okolic Sandomierza. Pradziadek był pierwszym ogrodnikiem, który szczepił jabłonie, uzyskując ich nowe odmiany. Miał duży sad. W mojej rodzinie jest wiele osób, które do dziś zajmują się rolnictwem czy sadownictwem i prowadzą nowatorskie uprawy roślin. Mój tata ma szklarnie i hobbystycznie uprawia warzywa i kwiaty, mama też zawsze dbała o rośliny w domu i ogrodzie. Jak Pani widzi, zawsze miałem kontakt z przyrodą. Poszedłem do technikum ogrodniczego, chociaż w latach 90. ogrodnictwo nie było zbyt intratnym zajęciem. Potem skończyłem Uniwersytet Ekonomiczny. Na szczęście po studiach mogłem połączyć obie pasje, czyli ogrodnictwo i ekonomiczne wykształcenie, pracując dla branży ogrodniczej. Trwa to już osiemnaście lat.

Kolejną Pana pasją, z tego co wiem, są podróże.

Owszem, każdą wolną chwilę poświęcam na zwiedzanie, jednak główną determinantą wyboru miejsc jest odkrywanie przyrody, fauny i flory czy wyjątkowych krajobrazów i to zarówno w Polsce, jak i na świecie. Na długo po podróży pozostają w pamięci nieodkryte zakątki dżungli w Meksyku, roślinność wysp na Małych Antylach, kwitnące flambojanty na Mauritiusie, ginące lasy tropikalne na Borneo czy ogromne plantacje herbaty na Sri Lance.

Dlaczego COMPO?

To europejski lider w produkcji podłoży, nawozów na rynku hobbystycznym. Dla mnie jest to permanentne wyzwanie, ponieważ ciągle rozwijamy markę. W krajach Europy Zachodniej plasujemy się w czołówce firm pod względem obrotów i rozpoznawalności. W Polsce mocne są wciąż firmy lokalne, rodzinne. Na szczęście siła, którą daje marka międzynarodowa, jej struktury, spojrzenie, know-how, badania i rozwój powodują, że co roku przeskakujemy kilka szczebli i wprowadzamy coraz to bardziej innowacyjne produkty. Sześć lat temu było to podłoże superlekkie, potem aplikatory do różnych roślin, w tym głównie do storczyków, seria produktów BIO czy saszetki do nawożenia roślin. To wszystko powoduje, że w sposób nietuzinkowy, kreatywny i praktyczny spoglądamy na konsumenta końcowego. Nasz klient w Polsce szuka rozwiązań łatwych, szybkich, gdzie efekt jest widoczny praktycznie od razu i na długo. A my te rozwiązania mamy.