Profesor od koszykówki

14 grudnia 2018

W polskiej lidze zdobył tyle punktów, że do tej pory nikt Go nie zdetronizował. Cztery razy zdobył Mistrzostwo Polski jako trener i cztery razy jako zawodnik. Eugeniusz Kijewski z koszykówką i Poznaniem związany jest do dziś. Jego największym marzeniem jest przywrócenie okresu świetności jego ukochanej dyscyplinie, dlatego aktywnie szuka talentów. Miał wiele propozycji zagranicznych. Po zakończonym tournee po USA, gdzie grał w reprezentacji Europy juniorów, mógł zacząć grać w Stanach Zjednoczonych. Nigdy nie zdecydował się na opuszczenie kraju. Ważniejsza dla Niego była rodzina i Polska. Na trening koszykówki trafił przypadkiem, bo grał wtedy w piłkę nożną. Okazał się ogromnym talentem i polską legendą tego sportu.

 

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska-Matys

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

W 1997 roku, kiedy był trenerem kadry narodowej koszykówki, jego drużyna zajęła siódme miejsce na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Tego wyniku od tamtego czasu nie powtórzył nikt. W czerwcu 2014 roku przeszedł udar i nie mógł wypowiedzieć ani słowa. Wykonał mozolną pracę, żeby wrócić do pełnej sprawności wypowiedzi. Nie poddał się – jak prawdziwy fighter walczył do końca.

Nie da się zapamiętać wszystkich Pana sukcesów, nawet jeśli ktoś ma doskonałą pamięć. Lista ta jest długa zarówno z okresu, kiedy Pan grał, ale również kiedy był Pan trenerem. Które sukcesy były i są Panu bliższe?

Każdy z tych okresów ma swoje plusy i minusy. Kiedy byłem zawodnikiem, nawet przez moment nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę trenerem. Myślałem, że po skończonej karierze zajmę się prywatnym biznesem. Nawet był pomysł na to, by pracować jako nauczyciel w szkole. Życie jednak ułożyło się według swojego planu. Prezes Bogdan Zeidler zaproponował mi objęcie stanowiska pierwszego trenera drużyny Lecha Poznań. Początkowo pomyślałem, że spróbuję. Dałem sobie rok, taki czas na sprawdzenie siebie. I tak minęło 25 lat.

Do tej pory przecież jest Pan trenerem, a dodatkowo działa Pan bardzo aktywnie przy fundacji wspierającej młodych i zdolnych koszykarzy. Czy jest szansa, że ta koszykówka stanie się tak popularna jak piłka nożna?

Powiem jedno – nie można porównywać piłki nożnej z koszykówką. Popularność piłki nożnej jest absolutnie poza zasięgiem koszykówki. Piłka nożna obroni się zawsze. Kiedy my zdobywaliśmy Mistrzostwo Polski z Lechem, piłka nożna również zdobywała Mistrzostwo Polski. Popularność piłki nożnej była o wiele większa. Nasza drużyna – Biofarm Basket – gra w pierwszej lidze. Jestem w niej prezesem honorowym, ale oczywiście jeżdżę na treningi, obserwuję młodych zawodników. Cały czas jestem przy koszykówce.

Nie szkoda Panu, że w Poznaniu nie ma już takiej drużyny jak kiedyś?

Reprezentacja siatkarzy i piłkarzy ręcznych nas bardzo mocno wyprzedziła. Całym motorem koszykówki jest niewątpliwie gra reprezentacji Polski. Kiedy reprezentacja ma bardzo dobre wyniki i odnosi sukcesy, to przyciąga do tego sportu popularność. Jest to najlepsze narzędzie marketingowe. W 1997 roku, kiedy byłem trenerem kadry narodowej, zajęliśmy siódme miejsce na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Tego wyniku od tamtego czasu nie powtórzył już nikt. Niestety w Poznaniu od lat 90. nie ma koszykówki. Bardzo intensywnie pracujemy nad tym, by przywrócić jej świetność. Biofarm Basket to jeden z najlepszych i najbardziej dynamicznie rozwijających się projektów koszykówki młodzieżowej w Polsce. Jego celem jest zapewnienie rozwoju obecnym i przyszłym pokoleniom koszykarzy, wywodzącym się z Poznania i województwa wielkopolskiego. Poznań zasługuje na ten sport. To była przecież w Poznaniu druga dyscyplina. Władze miasta Poznania również są nam bardzo przychylne. Założyliśmy wspólnie, że w ciągu najbliższych 5 lat chcemy znaleźć się w ekstralidze. Miasto wspiera nas też finansowo. Dlatego szkolimy młodych zawodników, by było gotowe zaplecze i rosło pokolenie, które będzie mogło wchodzić na miejsce starszych zawodników. Teraz mamy wszystkie kategorie wiekowe. Nasze drużyny są tworzone przy szkołach. Oprócz Poznania, mamy także swoje drużyny w Mosinie, Kórniku i Suchym Lesie. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia miasta Poznań i firmy Biofarm.

Co najbardziej lubi Pan w swojej pracy?

Moim największym szczęściem jest to, że pracuję z młodymi ludźmi i to, że cały czas mogę pomagać w rozwoju kolejnych pokoleń koszykarzy.

Czy w Poznaniu brakuje dobrej hali?

Tak, brakuje hali widowiskowo-sportowej spełniającej wymagania Europejskiej Federacji Koszykówki pod względem liczby osób i infrastruktury. Oczywiście trzeba mieć też drużynę i odpowiednie środki finansowe wymagane przy przystąpieniu do gry w ekstraklasie. Na razie mecze rozgrywamy w hali City Zen w Poznaniu, przy dużym zainteresowaniu kibiców koszykówki.

Potrafi Pan po jednym treningu ocenić czy ktoś ma talent?

Wydaje mi się, że tak. Ruchowo, rzut, postawa na boisku, motoryka – bez problemu jestem w stanie to ocenić. Ale tego, co jest w głowie, już niestety nie. Młodego człowieka trzeba dobrze ukształtować. Potrzeba też czasu na tłumaczenia i rozmowy. Każdy, kto chce zawodowo grać w koszykówkę, musi ją po prostu zrozumieć. To nie jest sport indywidualny.

Co Pan najbardziej kocha w koszykówce?

Różnorodność tej dyscypliny, wielorakość czynników. W koszykówce decydujące są punkty, asysty, przechwyty, bloki, zbiórki. To wszystko składa się na sukces. Ale najważniejsza jest atmosfera w drużynie. Gwiazdy same nie zrobią wyników. Muszą współpracować.

Od zawsze chciał Pan grać w koszykówkę?

Na swój trening trafiłem przez przypadek. Pojechałem z kolegą, który nie chciał sam jeździć na treningi. Prawdą jest, że w momencie kiedy zaczynałem grać w koszykówkę, byłem o wiele lepszym… piłkarzem. Wiem też, że trener nie był zadowolony z mojego wzrostu. W wieku 14 lat mierzyłem niecałe 160 centymetrów. Zapytał nawet mojego przyjaciela, z lekkim przekąsem, czy ten nie mógł przyprowadzić jeszcze niższego kolegi. Dzisiaj mam 186 centymetrów wzrostu. Koszykówka jest częścią mojego życia.

 

Eugeniusz Kijewski, polski koszykarz (rozgrywający) i trener. Jako zawodnik był pięciokrotnie liderem strzelców PLK (1978/79 – 28,9 pkt; 1981/82 – 29,5 pkt; 1984/85 – 28,1 pkt; 1985/96 – 31,2 pkt; 1987/88 – 24,2 pkt). Jako Reprezentant Polski Juniorów został wybrany do najlepszej piątki Europy, brał udział w Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie (1980 roku), rozegrał 220 spotkań w Reprezentacji Polski. Trener Reprezentacji Polski Seniorów, z którą w 1997 roku zajął 7 miejsce na Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Trener Ekstraklasy PLK (Anwilu Włocławek, Prokomu Trefl Sopot i PBG Basket Poznań) oraz pierwszoligowy (Polski Cukier SIDEN Toruń). Obecnie Prezes Honorowy drużyny Biofarm Basket Poznań i pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, Studium Wychowania Fizycznego i Sportu.