Puk, puk – tu depresja

19 grudnia 2018

Święta – czas radości, wspólnych chwil przy stole, życzeń. Jak się okazuje nie zawsze i nie dla każdego. Okres świąteczny może być bardzo stresujący, dołujący, a nawet prowadzić do depresji. O tym jaki wpływ mają na nas Święta rozmawiamy z doktor Agnieszką Remlinger-Molendą – specjalistą psychiatrii.

 

ROZMAWIA: Ewa Malarska

ZDJĘCIA: Ewa Malarska

 

Wigilijny wieczór.

Obraz pierwszy

W rogu niewielkiego pokoju, obok okna, stoi przybrana kolorowymi, już zabytkowymi figurkami i lampkami, choinka. Stół, zgodnie z odwieczną tradycją, nakryty jest bielusieńkim jak śnieg, wykrochmalonym obrusem. Na nim, nadal z owym zwyczajem, w przepięknej białej zastawie postawiono dwanaście potraw i przygotowano nakrycia. Dwa. Jedno dla strudzonego wędrowca.
Starsza, siwa Pani w swojej najlepszej sukience z koronkowym żabotem (znów, po czterdziestu latach jest modny) staje przy stole. Przełamuje opłatek na pół. Życzę Ci zdrowia, mówi. I kładzie drugi kawałek opłatka na talerzu dla gościa. Siada. Tyle się napracowałam, a teraz nawet nie mam ochoty i siły jeść, szepce. Po policzku spływa łza.

Obraz drugi

Między oknami dużego salonu stoi przybrana złotymi figurkami i czerwonymi lampkami choinka, pod którą poukładano pięknie opakowane w złoty papier prezenty. Mnóstwo prezentów. Wielkie, średnie i mniejsze. Kokardy oplatających je czarnych wstążek mienią się od złotego brokatu. Z głośników rozmieszczonych w rogach pokoju sączy się dyskretnie świąteczna muzyka. Olbrzymi stół pośrodku nakryty jest obrusem w kolorze czerwonego wina. Pięknie wygląda na nim czarno-złota zastawa. Tutaj również przygotowano dwanaście potraw. Nakryto na 12 osób. Jedno z nakryć przygotowano dla strudzonego wędrowca. Tak każe tradycja. Ogień w kominku naprzeciw okien tańczy wesoło. Tylko on jest pełen życia. Pani w eleganckiej burgundowej sukni podchodzi do męża siedzącego przy stole z twarzą ukrytą w dłoniach. Kładzie mu rękę na ramieniu. Pan podnosi głowę. Dlaczego, szepce, dlaczego nie przyjechali? Po policzku spływa łza.

Obraz trzeci

Przy wigilijnym stole zasiadła czteroosobowa rodzina. Stół jest mały, więc przygotowane dania poustawiano na szafkach w pobliżu. Tak jak i zastawę dla niespodziewanego gościa. Mama nalewa zupę. Tata łamie opłatek, podaje każdemu kawałek. Wesołych Świąt. Jedzmy. Dzieci spoglądają w kierunku choinki stojącej na taborecie, obok telewizora. Tato, a prezentów nie będzie? A zasłużyliście? Byliście grzeczni? Ttttaak! No to zobaczymy. Jedzmy. Dzieci dłubią w talerzach. Mama zjada zupę z opuszczoną głową. Tato, kiedy te… ? Jedz, mówiłem! Kiedy nie mogę, chlipie chłopiec. Kochanie, może… ? Nie!!! Mama niżej opuszcza głowę. Po policzku spływa łza.

Obraz czwarty

W małej kuchni uwija się czerwona z gorąca i pośpiechu uśmiechnięta Pani w fartuszku w renifery. Podśpiewuje wesoło. Kochanie! – krzyczy do męża – wolisz jajka ze szczypiorkiem czy z majonezem? Mąż ze śmiechem odpowiada – Słońce, pomyliłaś Święta! Za chwilę oboje zaśmiewają się do łez na widok choinki przystrojonej przez synka. Zamiast bombek powiesił wielkanocne jajka i zajączki. Wszystkie mają czerwone czapeczki z białym pomponem wykonane z krepy. Kiedy będzie żurek? – krzyknął. Jestem głooodny! Rodzice zgodnie odpowiedzieli: gdy zaświeci pierwsza gwiazdka! Stająca w drzwiach babcia pokręciła głową – u Was zawsze wszystko na opak, stwierdziła ze śmiechem. Jednak dzięki temu jest wesoło. Jasne, mamo, powiedział Pan domu. Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem i możemy ze Świętami zrobić co tylko chcemy. My chcemy wielkanocne jedzenie, bo nam bardziej smakuje. I nie ma w nim ryb, na które mały jest uczulony. A tradycja? Tradycję właśnie tworzymy. Naszą – pamiętasz „Misia”? „Tradycja to dobre imię dla dziewczynki” – mówi spoglądając czule na żonę, kładącą właśnie rękę na brzuchu. Dziś się dowiedzieliśmy. To nasz niespodziewany gość. Po policzku babci spłynęła łza.

Mogłabym takich obrazów wyobrazić sobie mnóstwo. Wspólną ich cechą byłaby spływająca po policzku łza. Smutku lub radości. Pani doktor, jak to jest z tymi Świętami? Odnoszę wrażenie, że niekoniecznie wszyscy cieszą się nimi.

Agnieszka Remlinger-Molenda: To prawda. Dla wielu osób okres okołoświąteczny, obejmujący czas już od końca października do mniej więcej połowy stycznia, okazuje się emocjonalnie bardzo trudny. To czas pewnych podsumowań. Najpierw spotykamy się na cmentarzach, wspominając najbliższych, których już z nami nie ma, oddajemy się refleksjom nad przemijaniem, krótko po tym zaczynamy myśleć o Świętach, później zaś przychodzi czas na podsumowanie roku. Stosunkowo blisko siebie występują trzy sytuacje, z których każda może być bardzo stresogenna.

Same Święta to tylko kilka dni – co w nich jest takiego, że tęsknimy do nich, nie możemy się ich doczekać, cieszymy się, że będą, a potem okazuje się, że jesteśmy nimi rozczarowani?

Może oczekujemy od nich zbyt wiele? Od listopada oglądamy świąteczne reklamy, gdzie wszyscy są piękni, serdeczni, obdarowują się wspaniałymi prezentami i widać, że lubią ze sobą być. Nic dziwnego, że chcemy dla siebie tego samego.
Niestety, nasza rzeczywistość nie zawsze tak wygląda. Zdarzają się w rodzinach nieporozumienia lub nawet poważne konflikty. A my na siłę sadzamy osoby, które nie rozwiązały swoich problemów, przy jednym stole i oczekujemy świątecznego cudu. Cudów nie ma, albo zdarzają się wyjątkowo rzadko.

No właśnie, a do tego jesteśmy zmęczeni przygotowaniami, bo przecież tradycja każe zastawić stół suto – musi być 12 potraw, najlepiej przygotowanych własnoręcznie przez Panią domu. Bez względu na to czy jest aktywna zawodowo, czy nie, a także bez względu na to, czy domownicy (a także i goście) w ogóle lubią je jeść. Raz w roku można?

Można. Tylko po co? Czyż w Świętach nie chodzi o to, aby poczuć atmosferę bliskości? Aby cieszyć się swoim towarzystwem, zademonstrować wzajemne szacunek, przyjaźń, miłość? Posłusznie poddając się tradycji, robimy sobie czasem krzywdę. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie należy jej kultywować. Jest bardzo cenna, jednak można wybrać z niej elementy, które nam najbardziej odpowiadają i te właśnie pielęgnować, a inne przekazywać młodszym pokoleniom w formie np. opowieści. Zwróciła Pani uwagę na to, że na gwiazdkowych przyjęciach firmowych podawanych jest tylko kilka dań? Dlaczego nie zastosować takiego zabiegu w domach? Wybierzmy nasze ulubione potrawy i przygotujmy je według tradycyjnego przepisu. Mniej jedzenia wtedy zmarnujemy, a sami nie będziemy umęczeni i zestresowani przygotowaniami.

No tak, radość ze Świąt skutecznie potrafią popsuć stres i zabieganie. Zwykle chcemy obdarować naszych bliskich i zaproszone na wigilię osoby czymś, co sprawi im przyjemność. Jak poradzić sobie z tym wyzwaniem i nie popaść w przygnębienie, gdy jednak z prezentem nie trafimy?

Przede wszystkim nie należy brać na swoje barki zbyt wielu zadań. Podzielmy je między domowników, oczywiście na miarę ich możliwości. Zaangażowanie wszystkich do wspólnej pracy nie tylko pozwoli rozłożyć ciężar przygotowań, pozwoli też na częściowe chociaż rozładowanie przedświątecznego napięcia.
Dobór podarunków stanowi duże wyzwanie. Zawsze jednak może zdarzyć się prezentowa wpadka. Najlepiej odwrócić wtedy uwagę od tego, co nie wyszło, skupiając się na pozytywnych aspektach spotkania.

Zastanawiam się jak mają poradzić sobie ze Świętami osoby samotne? Myślę, że im jest szczególnie trudno w tym czasie.

O, tak. To duży problem. Samotność w Święta może być odczuwana znacznie dotkliwiej niż na co dzień. Zwłaszcza, gdy człowiek widzi wokół innych wspólnie cieszących się świątecznymi chwilami. Zdarza się wtedy często, że takie osoby stają się przygnębione, smutne, czasem rozdrażnione. Jeśli tylko wiemy, że ktoś z naszych znajomych będzie w Święta sam – zaprośmy go do siebie. Może się okazać, że uratujemy go przed długotrwałym przygnębieniem, obniżeniem nastroju czy nawet depresją.
Odmianę tego problemu prezentują osoby „samotne w tłumie”. Taką postawę często obserwujemy w, zdawałoby się, „modelowych” rodzinach, w których jest wszystko, poza wspólnie spędzonym czasem, poświęconą uwagą. Tam, gdzie pozostają nierozwiązane, nieprzegadane zatargi czy choćby drobne pretensje, które potrafią nabrzmiewać całymi latami.

Pani doktor, kiedy mówimy o depresji?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że chorobę zawsze rozpoznaje lekarz, do którego warto, a nawet trzeba udać się, gdy dłużej niż dwa tygodnie mamy obniżony nastrój, nie odczuwamy przyjemności, przestają interesować nas dotychczas uprawiane aktywności, pojawiają się lęki, trudności z uwagą i koncentracją, a już na pewno, gdy zdarzają się myśli o charakterze autoagresywnym czy nawet samobójczym. Nie bójmy się szukać pomocy. Nie obawiajmy się zaproponować jej innym, gdy zauważymy w ich zachowaniu coś niepokojącego. Możemy w ten sposób uratować komuś życie, gdyż ciężka depresja bywa, niestety, chorobą śmiertelną.

Czy dużo ludzi na nią choruje?

Szacuje się, że jest w czołówce występujących chorób cywilizacyjnych. Różne źródła plasują ją to na drugim, to na czwartym miejscu, obok bólów kręgosłupa, anemii, chorób płuc i kardiologicznych. W różnych krajach rozkłada się to rozmaicie. Wszyscy są jednak zgodni, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat wysunie się na pierwsze miejsce.

Jak leczy się depresję?

Sposób leczenia zawsze lekarz dobiera do konkretnego pacjenta. Podajemy środki farmakologiczne, bo jest to choroba, w której występują deficyty neuroprzekaźników w mózgu, a neuroprzekaźniki to substancje, dzięki którym nasze komórki nerwowe komunikują się między sobą. Leki pomagają uzupełnić te braki. To tak, jak w cukrzycy – trzeba choremu podać to, czego organizm nie wytwarza. Ponadto, zachęcamy pacjenta do skorzystania z psychoterapii, gdyż najlepsze efekty leczenia uzyskuje się z połączenia tych dwóch metod. Jeśli trzeba – proponujemy leczenie szpitalne.

Jaką radę moglibyśmy usłyszeć od Pani przed zbliżającymi się Świętami?

Bądźmy dla siebie dobrzy. Porozpieszczajmy samych siebie i swoich bliskich, bo w dobie pogoni za uciekającym w szalonym tempie czasem – zdarza nam się o sobie zapominać.
Bądźmy uważni na potrzeby swoje i innych. Gdy zauważymy u kogoś obniżony nastrój – nie lekceważmy tego, nie pomniejszajmy wagi problemu. Bądźmy w pobliżu. Czasem serdeczny uścisk i obecność tuż obok mogą zdziałać więcej, niż długa rozmowa. Wraz ze swoimi współpracownikami z Amonarii I Neurologicznego NZOZu życzę Państwu, aby Święta i Nowy Rok przyniosły wiele miłych chwil, pozwalających cieszyć się życiem.

 

Więcej informacji: www.amonaria.pl, tel. 61 863 00 68www.hertmanowska.pl