Rogalowa historia

6 listopada 2019

Święty Marcin i rogale na stałe wpisały się w poznańską tradycję świętowania dnia 11 listopada. Bez barwnego pochodu rycerza na białym koniu czy smacznych rogali w ręku, wielu z nas nie wyobraża sobie świętowania nie tylko Narodowego Święta Niepodległości, ale też spotkań w gronie rodziny czy przyjaciół właśnie tego dnia. Poznajmy zatem tradycję i kultywujmy ją z niezmienną żarliwością w przyszłości!

 

TEKST: Marta Józefczak

ZDJĘCIA: Rogalowe Muzeum Poznania

 

O co chodzi z tym Marcinem? O co chodzi z rogalami? Takie pytania bardzo często padają wśród gości, którzy odwiedzają Poznań szczególnie w okolicach listopada. Te same pytania zadają również najmłodsi mieszkańcy naszego miasta. Jak się okazuje, pomimo tego, że jako poznaniacy tłumnie przybywamy na ulicę Święty Marcin 11 listopada każdego roku, chyba nie do końca wiemy, jak narodziła się tradycja pochodów w naszym mieście i dlaczego zajadamy się pysznymi rogalami? To tradycja, którą kultywujemy od pokoleń, ale najważniejsze jest to, aby wiedzieć, dlaczego. Do wyjaśnienia tych kwestii niezbędne jest zapoznania się z legendami miejskimi, które dały początek hucznych dziś poznańskich obchodów Dnia Niepodległości, na które patrzy cała Polska i, jak się okazuje, również wielu zagranicznych gości.

Legenda o Świętym Marcinie

Święty Marcin to patron jednej z najstarszych ulic w Poznaniu oraz kościoła u zbiegu Alei Marcinkowskiego i Świętego Marcina. To przede wszystkim postać silnie zakorzeniona w poznańskiej tradycji obchodów dnia 11 listopada. Dlaczego tak się stało? Kim był Święty Marcin? Już Wam wyjaśniam, a zaczęło się tak…

Dawno, dawno temu, w IV wieku, żył mężczyzna imieniem Marcin. Był poganinem, który w wieku 15 lat wstąpił w szeregi rzymskiego rycerstwa. Stoczył wiele bitew, odwiedził mnóstwo krajów, jednak to wjazd do miasta Amiens na zawsze zmienił jego życie. Wjeżdżając przez bramę miasta na koniu, napotkał na swojej drodze zmęczonego żebraka. Widząc go, Marcin odciął mieczem połowę swojego płaszcza i wraz z sakiewką pieniędzy przekazał potrzebującemu. W nocy, we śnie, ukazał się mu Jezus ubrany w skrawek jego płaszcza. To był znak, który sprawił, że Marcin porzucił stan rycerski i nawrócił się na wiarę chrystusową. Został klerykiem. Założył w Galii klasztor, gdzie wiódł ascetyczne życie pustelnika. Jego postawa została doceniona przez hierarchów kościelnych, którzy ogłosili Marcina biskupem Tours. Marcin, jako skromny człowiek, schował się przed przybyłymi do klasztoru papieskimi wysłannikami w zabudowaniach gospodarczych. Niestety wybrał złe miejsce. Zgromadzone gęsi na widok mnicha podniosły straszliwy hałas i zdradziły jego kryjówkę. I tak, dzięki gęsiom, Marcin został biskupem, a później świętym, a my zajadamy się w dniu 11 listopada gęsiną zgodnie z hasłem – Gęsina na Świętego Marcina!

Legenda o rogalach

Święty Marcin miał pojawić się we śnie również jednego z poznańskich mistrzów piekarskich – Walentego. Ten w swoim śnie zobaczył rycerza jadącego na białym koniu, który zgubił jedną z podków. Piekarz będący pod ogromnym wrażeniem jeźdźca, podniósł ją z ziemi i postanowił upiec rogale w kształcie znaleziska. Tak oto, zgodnie z legendą, powstać miały te jakże smaczne ciasta. Jednak jak było naprawdę?

Tuż przed dniem 11 listopada 1891 roku, ówczesny proboszcz parafii pod wezwaniem św. Marcina w Poznaniu, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona parafii zrobili coś dobrego dla biednych. Kazanie księdza było tak porywające, że pod wpływem jego słów jeden z cukierników – Józef Melzer – postanowił działać. Wychodząc w euforii z kościoła, ujrzał mężczyznę, na białym koniu, który przemierzał miasto. Nie dowierzał temu, co zobaczył. Czy był to sen czy jawa? Podążając za tajemniczym mężczyzną, natknął się na podkowę. Jej kształt był dla cukiernika tak interesujący, że upiekł trzy blachy ciasta w kształcie podkowy i przyniósł je pod kościół. Tam rogale, bo tak o nich można mówić, rozdał potrzebującym. W kolejnych latach dołączyli do niego kolejni mieszkańcy miasta. Bogaci kupowali rogale, natomiast biedni otrzymywali je za darmo. Tradycję, pomimo historycznej zawieruchy, w kolejnych latach kontynuowali cukiernicy ze Stowarzyszenia Cukierników. Był wśród nich Franciszek Rączyński, który po I wojnie światowej obdarowywał smakołykami ubogich, Zygmunt Wasiński, a teraz my poznaniacy możemy kontynuować tradycję, zajadając się i dzieląc rogalami, co roku w dzień 11 listopada.

Jaki jest przepis na rogale?

Nie znam wielu osób, które nie kochają słodkości, a szczególnie rogali świętomarcińskich. Jednak ich przygotowanie nie jest łatwe i wymaga sporych umiejętności. Poznańskie cukiernie, wypiekające rogale według tradycyjnej receptury, uzyskują specjalny certyfikat nadawany przez Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Artkułów Rolno-Spożywczych. Jak podkreśla Stanisław Butka Przewodniczący Grupy Producenckiej – Rogal świętomarciński powinien mieścić się w gramaturze 150–250 g za sztukę. Idealny rogal jest smaczny, piękny i o złocistym kolorze. Powinien składać się w 60% z ciasta, 30% z masy makowej, 8% z pomady i 2% z orzechów.

Kup rogala i pomagaj!

Tradycja dzielenia się rogalami trwa w Poznaniu w najlepsze! Wszystko dzięki akcji RogaLOVE, której celem jest niesienie pomocy w zakresie poprawy warunków leczenia dzieci chorujących na nowotwory. Autorami inicjatywy są wyspecjalizowane firmy internetowe: sklep e-Torty.pl, operator płatności PayU, platforma logistyczna Sendit, kancelaria prawna Answer oraz serwis społecznościowy Wykop.pl.

W ubiegłym roku osoby indywidualne oraz firmy zakupiły w ramach kampanii ponad 10 tysięcy sztuk charytatywnych rogali. Cały dochód z ich sprzedaży trafił do Stowarzyszenia Dzieciaki Chojraki, które nieprzerwanie od 20 lat ramię w ramię z najmłodszymi pacjentami walczy z wrednym rakiem. Jak podkreśla Justyna Grzyl z RogaLOVE: – W okresie od 4 do 17 listopada każdy może zamówić charytatywnego rogala dla siebie, bliskich, znajomych, kolegów z pracy. Do wsparcia zbiórki można zachęcać w mediach społecznościowych, publikując zdjęcie z rogalem i oznaczając je hasztagiem #RogaLOVE na Facebooku lub Instagramie. Bądźmy razem i w tym roku! Podzielmy się rogalami i pomóżmy najbardziej potrzebującym. Dobrego 11 listopada!

 

Dzięki Juliuszowi Kublowi, specjaliście od gwary poznańskiej, możemy poznać oryginalny przepis na tradycyjne poznańskie rogale. Więc może w tym roku ktoś z nas zdecyduje się je upiec?

Części na ciasto do ko 36 rogali

– Jeden funt mąki, ale nie rżannej, ino normalnej do pieczenia

– Śtyry łyżki faryny

– Mniej niż kwotyrka mleka nieodciąganego

– Tak ze dwa deko młodzi

– Półtory kostki roślinnej (pół stopić i wystygnąć)

– Jedno jojko od żywej kury, nie chłodnicze.

To, co ma być w środyszku rogala, ale zez makiem pomojtane

– Do funta maku obojętnie jakiego

– Znowu trzydzieści deko faryny

– Pińc deko okruchów ze starej chałki abo keksów

– Tyle samo suszonych winogronów

– Ździebko kandytatyzowanej skórki jak oskubiesz pomerańczo

– Szczypa orzechów

– Nie za dość smażonych na farynie gruszek

– Ociupcio masła z lodówki

– Dwa białka, ale bez żółtek

Części na lukier

– Jedna szklanka cukru miałkiego umelonego na puder

– Dwie łyżki orzechów pośrupanych do posypania po wierzchu

To, co trzebno teraz zrobić, jak już masz wszystko jak się należy

Mąkę odsiać przez małe dziuryszki, do niej dać te margarynę, ale na płynno po stopieniu, zaś znów do tego młodzie, faryna, mleko i jajko. Wszystko jak sie należy połączyć, wymojtać i wymelić, a na koniec rozwałkować na plaskato na sztuki i mieć je leżeć.

Jeden taki plyndz przeciągnąć margaryną i nakryć jak deklem tym drugim. Teraz jeszcze raz to wałkiem zrobić na plaskato, zaś poskładać na trzy razy i jeszcze raz wałkiem przejechać, znowyk złożyć i znowu tym wałkiem. I to wszystko teraz na pół godziny dać do chłodnego. Teraz zajmnąć się tym do nadziewania. Więc tak: orzechy i gruszki pokrychać drobniuteńko na kawałyszki, mak oparzyć i przemelić przez maszynkę do siekanego. Zaś mak wymojtać razem z masłem, farną i cołką resztą, a na koniec dołożyć ubite na sztram te białka.

Teraz znowu te wystygnięte ciasto. Rozdzielić wszystko na 4 sztuki osobno. Teraz znowu wałkiem na plaskato, ale tak, żeby z tego były plyndze pod kąt prosty. Zaś z tego zrobić tyle trójkątów, ile się da. A na koniec na środyszek każdego śwignąć szczypę nadzienia. Po kolei zwinąć te trójkątne plyndze, po bokach te rogi zagiąć do środyszka, a jak jest gotowe, to te rogale już ustawiać na blachę wyścieloną papierem pergaminowym. To wszystko ryn do bratkasy na 200 stopni i piec na kolor złoty. Po wyjęciu polać lukrem z miałkiej faryny i świeżo przegotowanej wody, a na koniec śwignąć do smaki na wierzch te orzechy.