SIOSTRA CECYLIA OD WŁÓCZKERSÓW

28 stycznia 2020

Znana z dziergania na drutach czapek dla ubogich dzieci w Afganistanie, 81-letnia siostra urszulanka Cecylia Śmiech została wybrana Poznanianką Roku 2019. W plebiscycie zorganizowanym przez Miasto Poznań, pokonała dziesięć innych kobiet. Pasją do robienia na drutach zaraziła też innych. To z Jej inicjatywy powstał pierwszy w Polsce klub Włóczkersów, którego członkowie wydziergali już 90 tysięcy czapek dla afgańskich dzieci.

 

ROZMAWIA: Krzysztof Grządzielski

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Ciekawe połączenie Poznanianka Roku 2019 z Krakowa.

To prawda, ale do Poznania przyjechałam dawno temu, w 1965 roku. Do Krakowa wracałam jeszcze dwukrotnie na dłużej, jednak od dwudziestu lat mieszkam już na stałe w Poznaniu. Współsiostry nazywają mnie poznanianką.

Teraz to i tytuł dodatkowo zobowiązuje.

Oczywiście. Siostry mówią też, że zawsze dużo się śmieję, ale mając w końcu na nazwisko „Śmiech” nie może być inaczej (śmiech).

Co było większym zaskoczeniem? Nominacja do samego plebiscytu „Poznanianka Roku 2019” czy zwycięstwo?

Jak tylko dowiedziałam się o nominacji, zupełnie nie mogłam w to uwierzyć. To było prawdziwe zaskoczenie. Już fakt, że dostałam się do „czołówki” dziesięciu kobiet wybranych przez kapitułę plebiscytu, był dla mnie wyróżnieniem. Nie spodziewałam się być obok tylu wyjątkowych kobiet, zaangażowanych w różne działania. Z samej nominacji niezwykle się ucieszyłam, a już wyjątkowa radość towarzyszyła mi, kiedy dowiedziałam się podczas gali, że mieszkańcy miasta wybrali właśnie mnie.

W Poznaniu jest siostra znana, jako ta od wełnianych czapek i klubu Włóczkersów.

I czasem nawet na ulicy ludzie mnie poznają (śmiech). Ostatnio na Moście Teatralnym zaczepiła mnie pewna pani i pogratulowała wyróżnienia. To bardzo miłe.

A kiedy zaczęła się siostry przygoda z dzierganiem?

Już w dzieciństwie, jak miałam osiem lat. Wówczas wszyscy mieszkańcy mojej rodzinnej miejscowości – Tyńca pod Krakowem – robili na drutach dziecięce czapki, rękawiczki czy sweterki. Następnie je sprzedawaliśmy. Z tego się po prostu żyło, ale z czasem to już mnie bardzo nudziło. Siedzieć cały dzień i robić na drutach to nie dla dziecka, którego rozpierała energia. Przestałam dziergać, kiedy mając siedemnaście lat przyszłam do klasztoru. Pojawiły się wtedy inne obowiązki.

To w jakim momencie po włóczki i druty sięgnęła siostra ponownie?

Jakieś jedenaście lat temu. Zaczęło się od tego, że nasza siostra przełożona usłyszała o zbiórce ciepłych ubrań organizowanej przez polskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie. Przyszło Jej na myśl, że jedna z sióstr ma dużo wełny po zmarłej bratowej. Skojarzyła też, że w przeszłości dziergałam na drutach. Zapytała, czy zrobiłabym coś dla biednych dzieci i zgodziłam się. Dostałam dwa kartony włóczek. Posegregowałam je i zaczęłam robić czapki. Pierwsze 150 sztuk zaniosłam do Fundacji Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio, która koordynowała zbiórkę. Ależ panie ucieszyły się z tego daru. Prosiły, aby robić dalej i tak poczułam impuls do tego, by tworzyć kolejne rzeczy.

Dlaczego zaczęła siostra robić akurat czapki?

Powód jest prosty. Lekarze zawsze powtarzają, że od głowy traci się najwięcej ciepła. Stwierdziłam więc, że czapki przydadzą się dzieciom najbardziej. Teraz robię też rękawiczki, laleczki czy różne inne drobiazgi.

Ile czasu zajmuje zrobienie jednej czapki?

Wszystko zależy od rodzaju włóczki. Z moheru robi się wolniej. Liczne włoski przeszkadzają wtedy w pracy. Jeśli jednak dziergam mniejszą czapkę lub mam grubszą włóczkę, zajmuje to około godziny.

Czy siostra robi je codziennie?

Nie. Czasem uda się zrobić jedną, czasem trzy, a bywają dni, że nie zrobię nawet żadnej. Wszystko zależy od możliwości czasowych i innych zajęć.

Ile łącznie udało się siostrze takich czapek zrobić?

Ponad 3300 sztuk. Do Afganistanu nie można wysyłać używanych rzeczy. Takie nowe, ciepłe czapki są szczególnie cenne.

Czy ma siostra ulubiony wzór, motyw tworzenia?

Lubię tworzyć przede wszystkim czapki w paski. Przeróżne – małe, duże, z kolorowym pomponem. Kolor tych rzeczy, w tamtych trudnych warunkach, cieszy te dzieci chyba najbardziej.

Z siostry inicjatywy powstał pierwszy w Polsce klub Włóczkersów. Z czasem kluby osób wspólnie robiących na drutach zaczęły powstawać w całej Polsce: w bibliotekach, domach kultury i prywatnych mieszkaniach. Wysłaliście do Afganistanu łącznie 90 tysięcy czapek. Ma siostra takie poczucie, że zaraziła innych pasją do dziergania?

Na pewno ta inicjatywa pozwoliła przypomnieć wielu ludziom o tym, że kiedyś dużo rzeczy robiliśmy ręcznie. Jak w telewizji pojawiły się reportaże o naszej działalności, wiele pań przypomniało sobie, że w przeszłości też robiły na drutach i mają nawet zaległe włóczki w domach. Telewizja nadała rozgłos. Jedni zaczęli przywozić do nas same włóczki, inni dziergać rzeczy. W pewnym momencie włóczka przychodziła do mnie niemal z całej Polski. Zdarzyło się nawet, że jedna Pani włożyła mi do włóczki czekolady na wzmocnienie sił. To ludzie motywują mnie do działania i pokładają we mnie nadzieję, że pomogę.

A skąd ta nazwa klubu?

Na początku nie widzieliśmy jak się nazwać. Syn jednej z wolontariuszek powiedział, że jak są Beatlesi, to mogą być i Włóczkersi (śmiech). Nazwa nam się bardzo spodobała. Teraz trudno nas nawet zliczyć. Generalnie dziergają panie, a kiedy mamy swoje zloty, spotykamy się wszyscy jak starzy znajomi i atmosfera jest wyjątkowa.

Co daje siostrze ta działalność i misja jaką siostra realizuje?

Dla mnie to jest przede wszystkim radość, że mogę komuś pomóc. Mam przed oczami zdjęcia afgańskich dzieci, które chodzą zimą lekko ubrane, bo ciepłych ubrań na miejscu po prostu brakuje. Robienie na drutach, dla wielu męczące i nudne, mnie uspokaja i odpręża, ale przede wszystkim daje poczucie, że pomagam w pewnym cierpieniu innym ludziom. Wiem, że w Afganistanie mojej pomocy potrzebują. Widziałam zdjęcia dzieci z moimi czapkami. To było niezwykłe. A teraz, kiedy zrobiliśmy już tyle tysięcy czapek, pojawiają się apele, żebyśmy robili sweterki. Zatem nasza misja pomocy rozszerza się, ale najważniejsze jest to, że daje wciąż taką samą satysfakcję, bo pomagać innym po prostu warto.