Smaki Katanii

14 grudnia 2018

Sycylia! Największa wyspa Morza Śródziemnego. Miejsce, które albo pokochacie od pierwszego wejrzenia miłością bezwarunkową i bezkrytyczną, albo… po prostu przejdziecie obok niego obojętnie. W moim przypadku zdecydowanie zadziałała opcja pierwsza, chociaż początkowo wcale nie było to takie oczywiste. Mimo że Włochy od zawsze były i są moją największą miłością, a za włoską kuchnię dam się pokroić, to jednak południe Italii jakoś niespecjalnie mnie fascynowało. Do czasu…

 

TEKST i ZDJĘCIA: Maciej Gładysz (dziennikarz Radia Emaus, autor audycji Gładkie Gotowanie, prywatnie podróżnik, miłośnik dobrej kuchni (szczególnie włoskiej i wielkopolskiej), zakręcony na punkcie Włoch i wszystkiego co z Włochami związane.)

 

Sycylia i owszem, znajdowała się na liście miejsc, które chciałbym zobaczyć, jednak raczej na odległej pozycji. W końcu jednak zdecydowałem się tam zawitać. To miał być krótki, trzydniowy pobyt, w drodze między Budapesztem a… Pragą. Zaczęło się fatalnie, bo ja wylądowałem w Katanii, a moja walizka w zupełnie innej części świata. Jak się okazało, takich osób jak ja było więcej i trzeba było odstać 1,5 godziny w kolejce, by zgłosić zaginięcie bagażu. Jakby tego było mało, gdy jechałem z lotniska do hotelu, rozpętała się burza i zaczęło niemiłosiernie lać, a prognozy wskazywały, że tak będzie przez cały mój pobyt. Trzeba mieć wyjątkowego pecha, bo podobno na Sycylii jest aż 300 dni słonecznych w roku.

Jedzenie z Legią w tle

Głodny, zmęczony i – bardzo delikatnie mówiąc – mocno poirytowany, trafiłem jakoś do hotelu i tu pojawił się kolejny problem. Jak wyjść na miasto, żeby coś zjeść i nie zmoknąć, bo rzeczy na przebranie przecież nie mam. Na recepcji polecili mi zaprzyjaźnioną restaurację tuż za rogiem. Coś mi mówiło, że nie będzie to dobry wybór, ale poszedłem. Restauracja niczym specjalnie się nie wyróżniała. Jedno z wielu tego typu miejsc we Włoszech. Kilka stolików, niewielki ruch z powodu deszczu i garstka Włochów zapatrzonych w transmisję meczu. Zerknąłem kątem oka kto gra, no i wówczas krew się ze mnie zagotowała… jedną z drużyn była bowiem Legia Warszawa. Niecenzuralne słowa cisnęły mi się na usta i stwierdziłem, że to mój pierwszy i ostatni raz na Sycylii. No ale później na stole zaczęły pojawiać się kolejne talerze i kolejne dania. Karafka czerwonego, sycylijskiego wina, a do tego na przystawkę delikatna ricotta, suszone pomidory, które mają wyjątkowy, słodki smak, różne wariacje na temat bakłażana, słodziutkie, marynowane papryki i cebula, a także niebiańskie wręcz oliwki. Do tego oczywiście danie główne, w tym przypadku klasyka sycylijskiej kuchni, czyli pasta alla norma. Własnoręczne robiony makaron, do tego fantastyczny bakłażan, ricotta i dojrzewające w słońcu pomidory. Każdy kęs tego dania to prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Wszystko zwieńczone filiżanką espresso i kieliszkiem sycylijskiego limoncello. To było jak strzała amora. Już wtedy wiedziałem, że na Sycylię na pewno wrócę, do Katanii i do mojej ukochanej trattorii.

Katania – jak dotrzeć?

Co mnie w tej wyspie tak urzeka? Przede wszystkim miejscowa kuchnia, oparta na lokalnych, świeżych produktach, które akurat są pod ręką. Proste dania przygotowywane i podawane z sercem. Dlatego właśnie ten tekst, w większości, będzie nie o zabytkach i miejscach godnych odwiedzenia, a o sycylijskiej kuchni i o tym co warto i co trzeba tu spróbować. Chociaż uczciwie trzeba powiedzieć, że Sycylia także raj dla miłośników plażingu i morskich kąpieli, wymarzone miejsce dla lubiących obcować z historią i sztuką, i to zarówno tą antyczną, jak i z późniejszych okresów, obowiązkowe miejsce dla osób, które wolny czas lubią spędzać na podziwianiu przyrody albo na spacerowaniu wąskimi, krętymi i pełnymi uroku uliczkami. A jeśli dodać jeszcze bardzo ciepłych i serdecznych mieszkańców wyspy, przywiązanych do swoich tradycji i kultury, to czego chcieć więcej. Nic tylko się spakować i wyruszyć na Sycylię. Jako bazę wypadową możemy potraktować stolicę wyspy czyli Palermo, Trapani lub Katanię. Do każdego z tych miast bez problemu dolecimy z polskich lotnisk lub z Berlina, a w sezonie wakacyjnym (od czerwca do września) z Poznania latają także czartery bezpośrednio do Katanii. Ja, do tej pory, zawsze wybierałem właśnie Katanię. Wielu uważa, że to mało ciekawe i szare miasto, ale dla mnie ma swój urok i niepowtarzalny klimat, a coś dla siebie znajdą tu zarówno miłośnicy antycznych zabytków, jak i sycylijskiego baroku. To drugie co do wielkości miasto na Sycylii, położone z jednej strony u stóp majestatycznej Etny, z drugiej natomiast nad brzegami morza jońskiego i to już powinno być wystarczającym argumentem do odwiedzenia Katanii. A to nie jedyne jej atrakcje. Miasto uważane jest za ojczyznę street foodu, a jedzenie urasta tu do rangi sztuki.

Arancini

 

A czego warto spróbować? Tu mam pewien problem, bo najchętniej powiedziałbym, że wszystkiego i praktycznie w każdym z miast trafimy na wspaniałe i niepowtarzalne dania. Zresztą Sycylia szczyci się jednym z najbogatszych we Włoszech zbiorów przepisów kulinarnych. To kuchnia bardzo prosta, aromatyczna, sezonowa i lokalna (innych dań skosztujemy w okolicach np. Palermo, innych w Katanii, a jeszcze innych w głębi lądu). Dodatkowo przeplatają się tu także wpływy kuchni arabskiej czy hiszpańskiej. Są jednak pozycje obowiązkowe, których, wizytując Sycylię, koniecznie trzeba skosztować. Na pierwszym miejscu wymieniłbym arancini. Można je dostać w różnych zakątkach wyspy, w barach, trattoriach czy budkach z jedzeniem. Są to smażone ryżowe kulki pachnące szafranem i nadziewane najczęściej mięsem, groszkiem i mozzarellą, ale można spotkać też zupełnie inne kombinacje. Nazwa pochodzi od słowa arancia, czyli pomarańcza, bo z wyglądu pomarańczę trochę przypomina. Kolejną przystawką spotykaną tylko na wyspie jest caponata, czyli rodzaj potrawki z bakłażanem w roli głównej. Zresztą sam bakłażan jest tu bardzo popularnym warzywem, o czym świadczy chociażby inny sycylijski klasyk – wspomniana już wcześniej pasta alla norma, ale także parmigiana (zapiekanka z bakłażanów) lub zapiekane nadziewane roladki involtini di melanzane. W tutejszej kuchni używa się w dużych ilościach migdałów czy pistacji, zwanych zielonym złotem Etny, oraz sezamu i rodzynek. Częstym składnikiem jest też bardzo kremowa i delikatna w smaku ricotta pojawiająca się zarówno w daniach wytrawnych, jak i deserach.

Pierś św. Agaty

Sycylia to bez wątpienie raj dla miłośników słodkości. Najpopularniejszym i najbardziej znanym deserem są canollo. To rurki z chrupiącego, smażonego w głębokim tłuszczu ciasta, wypełnione słodką ricottą z różnymi dodatkami, np. pistacjami albo wiórkami czekolady. Będąc w Katanii, koniecznie trzeba też spróbować ciastek, których podstawą jest biszkopt, ricotta i mascarpone, a także biały lukier i – obowiązkowo – kandyzowana wiśnia. Ich włoska nazwa to cassatelle, chociaż na Sycylii nazywane są minnunzza di Sant’Agata, co można przetłumaczyć jako pierś lub cycek św. Agaty. Deser powstał dla upamiętnienia patronki miasta – ponieważ nie chciała wyjść za mąż, została ukarana obcięciem piersi. A jeśli mamy ochotę na coś zimnego – polecam lody. Wiadomo, że te włoskie są najlepsze, ale na Sycylii podaje się je w oryginalny sposób, bo w maślanej bułce. Briochke serwuje się także do granity. Ta sycylijska różni się jednak nieco od granity, którą można dostać na kontynencie. Jest bardziej gęsta, a zamiast słomki do picia, dostajemy łyżeczkę. Co ciekawe, dawniej do jej sporządzania wykorzystywano lód sprowadzany ze zboczy Etny. Moja ulubiona to orzeźwiająca, lekko kwaskowa granita limonkowa, ale bardzo popularne są także pistacjowe, miętowe czy kawowe.

Pasta z sardynkami

Tak się rozmarzyłem, że zapomniałbym o owocach morza, a przecież i z nich Sycylia słynie. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro jesteśmy na wyspie. Krewetki, ostrygi, ośmiornice czy małże… wybór jest naprawdę ogromny. Do tego jeszcze świeże ryby z bardzo popularną tu pesce di spada czyli miecznikiem. A jeśli nie wiemy na co się zdecydować, warto odwiedzić wcześniej jeden z wielu na Sycylii targów rybnych. W Katanii znajduje się on w samym sercu miasta, tuż obok miejscowej katedry. O dwóch daniach muszę wspomnieć. Pierwsze to prawdziwa duma i chluba Sycylii, czyli spaghetti al nero di sepia – makaron z owocami morza zabarwiony na czarno atramentem z kałamarnic. Drugie – pasta con le sarde – klasyczne danie z makaronu, zapiekane z sardynkami, do którego dodaje się także rodzynki, kapary, szafran oraz koper włoski.

O tutejszej kuchni można by mówić dużo, a i tak nie powiedziałoby się wszystkiego. Warto wspomnieć też o owocach – sycylijskich pomarańczach i cytrynach, o miejscowych winach i likierach… To jednak, za co szczególnie cenię Sycylijczyków, to, że jak mało kto kochają zarówno swoją kuchnię, jak i regionalne produkty najwyższej jakości. I trzeba przyznać, że w przygotowanie każdego dania wkładają swoje serce.

Miasteczka z tradycją

Sycylia to jednak nie tylko jedzenie, ale też fantastyczne krajobrazy, przepiękne plaże, małe urokliwe miasteczka. Wystarczy wspomnieć niezwykle uroczą i bardzo popularną wśród turystów Taorminę, przepięknie położone na zboczach gór i pełne wąskich krętych uliczek Ragusę czy Ennę. Do tego, słynącą z czekolady, barokową Modicę, wpisane na listę UNESCO miasteczko Noto, które warto odwiedzić wiosną, kiedy odbywa się tam festiwal kwiatów, a na ulicach rozkłada się kwiatowe kobierce, starożytne Agrigento czy jedyny i niepowtarzalny biały wapienny klif Scala di Turchi (schody Turków). A to jeszcze nie wszystko. Miejsc czekających na odkrycie na Sycylii czeka bardzo wiele – trzeba tylko tam polecieć! Zwiedzić różne części, poznać zakamarki wyspy, no i rozkochać się w miejscowych smakach.