Spełniamy marzenia

11 maja 2020

Spełnili już prawie 9 tysięcy marzeń chorych dzieci. Mateusz chciał pojechać do Włoch, bo uważał, że tam niebo wygląda inaczej, a On uwielbiał malować. Marzyciel z Poznania został policjantem i odbijał przerażone wolontariuszki z rąk terrorystów. Piotruś marzył o tym, żeby pojechać nad morze i pojechał. Były spotkania z aktorami, piłkarzami, nawet Zinedin Zidanem. – Nie ma nic piękniejszego niż radość spełnionego marzenia, a gdy marzy chore dziecko, spełnianie marzeń nabiera wymiaru wyjątkowego. To dla mnie przywilej, że mogę uczestniczyć w takich emocjach – mówi dr n. med. Karolina Adamska-Woźniak, prezes Fundacji Mam Marzenie, która żałuje tylko jednego – tego, że czasem ze spełnieniem marzenia może zwyczajnie nie zdążyć.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

 

Otrzymałaś nagrodę Grand Prix Bizneswoman Roku Sukces Pisany Szminką. Jak się z tym czujesz?

Fantastycznie! Otrzymując ją, zdałam sobie sprawę, że to moja pierwsza nagroda za działalność charytatywną. Jestem wolontariuszką od 16 lat. Od 16 lat działam społecznie, bez wynagrodzenia finansowego, bo Fundacja Mam Marzenie to chyba już jedyna taka duża organizacja, w której nikt nie pobiera wynagrodzenia. Ja, jako prezeska, także. No i tak sobie myślę, że po tych 16 latach to się chyba należy (śmiech).

Czy to pierwsze Twoje wyróżnienie?

Tak, pierwsze. Późno, prawda?

Fakt…

Przez moją głowę przebiegały różne myśli – może działam za krótko, a może spełnianie marzeń chorych dzieci to nie to pole, które się nagradza, a może ja działam nie tak, może jestem za mało widoczna, za mało przebojowa. Ktoś zrobił jakąś jednorazową akcję – wpada nagroda. Ktoś inny założył fundację, która stała się jego miejscem pracy – wpada nagroda. Kolejny, w ramach swoich obowiązków zawodowych, zrobił coś dla kogoś innego – wpada nagroda… I między tym ja, działająca społecznie bez wynagrodzenia finansowego kilkanaście lat, łącząca rolę mamy czwórki dzieci, pracownicy wielkiej korporacji z działalnością w Fundacji Mam Marzenie – bez nagrody. Próbowałam sobie świat tłumaczyć. I z tych tłumaczeń wyszło mi, że najważniejsze, bym to ja czuła się nagrodzoną, a każdy uśmiech chorego dziecka czy każde „tak” nowego partnera takimi właśnie nagrodami dla mnie się stały.

Jak to jest spełniać marzenia chorych dzieci?

Spełnianie marzeń chorych dzieci 16 lat temu było dla mnie przygodą, odzewem na wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy. W pewnym momencie, na przestrzeni tych wielu lat, wolontariat stał się moją pasją, nieodzownym elementem życia, kluczową wartością. I wszyscy ci szczęśliwcy, którzy znaleźli w swoim życiu pasję, wiedzą, co ona znaczy. Wkładasz w nią czas, zyskujesz mnóstwo energii i wielkie poczucie spełnienia. Wiesz, Joasiu… te 16 lat temu, gdy zaczynałam przygodę z fundacją, byłam singielką rozpoczynającą studia doktoranckie. Aktualnie jestem mamą czwórki dzieci, żoną, pracownikiem wielkiej korporacji i ciągle spełniam charytatywnie marzenia chorych dzieci. To musi dla mnie wiele znaczyć.

Jakie marzenia najczęściej mają dzieci?

Zazwyczaj każde marzenie chorego dziecka udaje się nam zakwalifikować do jednej z czterech kategorii:

– „chcę coś dostać”, np. laptop, domek na drzewie, łóżko w kształcie wozu strażackiego, konsolę do gier;

– „chcę gdzieś pojechać”, np. do Disneylandu, do Legolandu, nad morze, w góry;

– „chcę kimś być”, np. księżniczką, modelką, policjantem czy strażakiem;

– „chcę się z kimś spotkać”, np. z Robertem Lewandowskim, z Małgosią Kożuchowską czy z muzykami z zespołu Metallica.

Są też marzenia, które wymykają się z tych kategorii, np. chciałabym byście podziękowali weterynarzom, którzy zaopiekowali się moim psem, gdy ja byłam w szpitalu lub chciałbym, byście przebadali wszystkie dzieci w mojej szkole, by nikt nie zachorował tak, jak ja…

Czy są takie, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Pamiętam wiele marzeń, wiele uśmiechów. Na zawsze w mojej pamięci pozostanie moje pierwsze marzenie wyjazdowe. Mateusz chciał pojechać do Włoch, bo uważał, że tam niebo wygląda inaczej, a On uwielbiał malować. Przygotowaliśmy cały wyjazd z zaangażowaniem wszystkich znajomych i ich znajomych. To było 15 lat temu i wtedy nasza rzeczywistość fundacyjna wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. Nie dysponowaliśmy wielkimi pieniędzmi, nie mieliśmy wielu partnerów, nie współpracowaliśmy jeszcze z biurami podróży. Noclegi we Włoszech mieliśmy od ludzi dobrego serca, podobnie jak samochód, którym objeżdżaliśmy kraj. Wszystko pożyczone, wszędzie w gościnie. I na dwa dni przed wyjazdem cały świat otrzymał informację o śmierci Jana Pawła II. Wiedzieliśmy, że Rzym zaleje fala pielgrzymów. Zdecydowaliśmy się na wyjazd. I podczas 5 dni we Włoszech zwiedziliśmy wiele pięknych miejsc i byliśmy pożegnać naszego Papieża. Na tym wyjeździe pełniłam rolę opiekunki, tłumaczki, kierowcy, przewodnika i kumpelki. To był dla mnie wyjazd życia. Pokazał mi, że mogę wiele.

Pamiętam marzenie o spotkaniu z Michio Kaku. Nasz Marzyciel miał wielką pasję związaną z fizyką, kosmosem, czasoprzestrzenią. Wymarzył sobie rozmowę ze swoim idolem, naukowcem. Panowie spotkali się online i rozmawiali jak równy z równym, jak dwoje naukowców. Kaku stwierdził, że po raz pierwszy spotkał tak młodego człowieka z tak wielką wiedzą. To spotkanie było niezwykłe. Czułam się zaszczycona, że mogłam wziąć w nim udział. Pamiętam Marzyciela z oddziału Poznań, który chciał zostać policjantem. Zorganizowaliśmy, wraz z prawdziwymi policjantami, super dzień akcji policyjnych, gdzie nasz dzielny Marzyciel-policjant odbijał przerażone wolontariuszki z rąk terrorystów. Zaciekawiona, zapytałam Marzyciela, dlaczego chciał być policjantem. Z ogromną szczerością i wielką powagą odpowiedział mi, że chciał aresztować swojego brata (śmiech).

Pamiętam małą Marzycielkę, która wymarzyła sobie różowy zestaw przeciwdeszczowy: różową pelerynę, parasolkę i kalosze. Zwyczajność tego marzenia zrobiła na mnie wielkie wrażenie.

Pamiętam marzenie Marzycielki nastolatki o spotkaniu z braćmi Cugowskimi. I pamiętam pierwsze pytanie, które na nim padło. Brzmiało ono tak: czy Wy macie dziewczyny/Żony/narzeczone? Bracia odpowiedzieli, zresztą zgodnie z prawdą, że tak. Nasza Marzycielka, z autentycznością i szczerością płynącą z serca odpowiedziała: „to ja w takim razie nie mam więcej pytań”.

Asiu, jak mogłabym tak długo… Każde marzenie skrywa w sobie jakąś magię!

Ile marzeń udało Wam się spełnić?

8621 marzeń!

Co czujesz, kiedy spełnia się marzenie dziecka?

Radość i szczęście! Pewnie nie mniejsze niż Marzyciel i jego rodzina. Towarzyszymy małym dzieciom i ich rodzinom w naprawdę trudnym momencie w ich życiu. To czas walki o zdrowie, o życie. Do walki staje dziecko. I my stajemy po jego stronie ringu. Poprzez spełnianie marzeń, dajemy dzieciom siłę do tej walki. Dajemy też nadzieję, że któregoś dnia, spełni się to największe marzenie każdego naszego marzyciela – to o byciu zdrowym. Pokazujemy, że marzenia mogą się spełniać. A wszechświat sprzyja. A wracając do Twego pytania o moje odczucia i emocje… Jak jeszcze nie miałam swoich własnych dzieci, uśmiech mojego Marzyciela Piotrusia, gdy spełnialiśmy jego marzenie, tj. pokazaliśmy Mu morze, był najpiękniejszym obrazem mojego życia. Nie ma nic piękniejszego niż radość spełnionego marzenia, a gdy marzy chore dziecko, spełnianie marzeń nabiera wymiaru wyjątkowego. To dla mnie przywilej, że mogę uczestniczyć w takich emocjach. To dla mnie jedna z większych wartości w życiu, że mogę takie emocje wywoływać.

Czy zdarzyło się kiedyś nie spełnić marzenia?

Zdarzyło się. Naszym największą porażką jest nie zdążyć…

Jak trafiłaś do Fundacji Mam Marzenie?

To był zupełny zbieg okoliczności. Przypadek. Na ostatnim roku studiów poczułam nagle wielką chęć, by zrobić coś dobrego na większą skalę. Zastanawiałam się nad pomocą osobom starszym, myślałam o pomocy psom w schroniskach. Fundacja Mam Marzenie organizowała właśnie pierwsze spotkanie oddziału Poznań (wcześniej działał oddział w Krakowie i Warszawie). Poszłam z ciekawości. Zostałam do dziś z miłości. Wielkie znaczenie miały dla mnie osoby, które na tym spotkaniu się pojawiły i które kiedyś przewodziły fundacji. Tomek, Ewa. To one nauczyły mnie działalności charytatywnej, to oni pokazali mi wartość wolontariatu. To wtedy nauczyłam się, co to znaczy być społecznikiem. Te 16 lat temu świat fundacji był zupełnie inny niż teraz. Fundacji było dużo mniej.

Warto pomagać?

Oczywiście! Zawsze! Pomaganie nie powinno podlegać żadnej kalkulacji. Powinno być dla nas naturalne i niezbędne do funkcjonowania i życia. Jak jedzenie, picie czy sen. Jestem przekonana, że każdy z nas jest komuś potrzebny na tym świecie. Wszyscy jesteśmy potrzebni i wszyscy mamy tu coś do zrobienia. I uparcie wierzę, że każdy człowiek ma w sobie cząsteczkę dobra. Czasami trzeba pomóc mu ją odnaleźć. Nie znam nikogo, kto byłby niezadowolony z pomagania innym. Ta dobra energia rośnie im dalej od własnego ogniska rodzinnego czy kręgu znajomych pomagamy. Marzy mi się, byśmy wszyscy spoglądali dalej niż na czubek własnego nosa. Marzy mi się, byśmy wszyscy mieli w sobie wrażliwość na potrzeby innych. Zachęcam do zrobienia bezpiecznego testu z pomagania – zrób jutro coś dla kogoś bezinteresownie, np. uśmiechnij się, przepuść w kolejce, zaoferuj, że zrobisz zakupy, wykup wszystkie niezapominajki ze stoiska starszej pani, zrób kawę osobie, która jest obok ciebie. I obserwuj, jak czuje się obdarowana osoba, ale co ważniejsze, obserwuj swoje emocje. I daj mi znać 🙂

Uwielbiam opowieść o uczniu i mędrcu dotyczącą trzech najważniejszych pytań w życiu. Ten pierwszy zapytał swojego mistrza: „co robić w życiu?”, „z kim to robić?” i „kiedy jest na to najlepszy czas?”. Mistrz odpowiedział tak: „co? – sprawiać szczęście; komu? – ludziom wokół nas; kiedy? teraz, bo tylko teraz jest nam dane”.

Jakie Ty masz marzenia?

Moje marzenie jest takie, by Fundacja Mam Marzenie nie musiała istnieć, tzn. by dzieci nie chorowały. Dopóki ono się nie spełni, to marzy mi się, byśmy wszyscy chętnie pomagali. Mam też takie marzenie osobiste – ponieważ w mojej patchworkowej rodzinie pełnię też rolę macochy, to chciałabym bardzo ocieplić jej wizerunek, sprawić, by macocha nie kojarzyła się źle. Może napiszę bajkę, która będzie w opozycji do baśni braci Grimm i zmieni stereotyp macochy?

Mam wspaniałą rodzinę, więc moje wielkie marzenie się spełniło. Z nimi wszystko jest wspaniałe.

Czy Fundacja Mam Marzenie to Twoje miejsce na ziemi?

Sopot to moje miejsce na ziemi. A tak poważnie, to czuję się wspaniale wszędzie tam, gdzie dzieją się dobre i wartościowe rzeczy i zdarzenia. Uwielbiam, jak ludzie są dla siebie mili i życzliwi, uwielbiam, jak czują spełnienie i radość i dzielą się nimi z innymi. Wszędzie tam odnajduję swoje miejsce na ziemi.