Sukces wykuwa się w zespole

24 września 2019

Michał Kozłowski – kucharz w Nifty No. 20 – w tym roku sięgnął po sukces w Wielkopolskim Kucharzu Roku rozgrywanym w Ostoi Chobienice. Okazał się najlepszym z najlepszych w rywalizacji w bardzo elitarnym gronie kucharzy z naszego regionu. Nie zobaczymy Go jednak jako kapitana jednego z zespołów startujących w Kulinarnym Pucharze Polski 2019, ponieważ swoje miejsce oddał Pawłowi Kuberze. Sam postanowił startować w jednym teamie razem z Bartkiem Fabisiem. Co było powodem tej decyzji mówi w rozmowie z nami.

 

ROZMAWIA: Juliusz Podolski

ZDJĘCIA: Archiwum prywatne, Emilia Staszków

 

Panie Michale, zacznijmy od gratulacji, bo nigdy nie jest na to za późno. Wygrana w Wielkopolskim Kucharzu Roku to olbrzymi sukces, tym bardziej, że to jedyna eliminacja do Kulinarnego Pucharu Polski, gdzie startuje się solo, a nie w zespole. Jak Pan, z perspektywy czasu, ocenia wygraną? Produkt nie był łatwy, przygotowanie królika wymaga dużych umiejętności.

Dziękuję bardzo. Zgadzam się z Panem, produkt nie był łatwy, ponieważ jest to dość neutralne w smaku mięso i, wbrew pozorom, dość trudne w obróbce. Jednak żeby skomponować danie, nie tylko trzeba perfekcyjnie przygotować mięso, ale niezwykle ważne było również wymyślenie dodatków podkreślających smak królika. Dzięki własnym pomysłom i konsultacjom, stworzone zostało danie, które pozwoliło wygrać w tym prestiżowym konkursie, z czego się bardzo cieszę. To bardzo ważne trofeum dla rodowitego poznaniaka.

Nie korciło Pana po zwycięstwie, żeby jednak wystartować w KPP pod własnym nazwiskiem, tworząc drugą drużynę Nifty No. 20. Byłby to precedens – dwie drużyny startujące z jednej restauracji.

Razem z Bartkiem jesteśmy już tak zgrani, że jeżeli chcemy myśleć o wygranej, to musimy działać razem. Rywalizowanie ze sobą nie ma większego sensu i nie przyniosło by nikomu z nas satysfakcji. Do startu w Kulinarnym Pucharze Polski nie podchodziliśmy jako kapitan i pomocnik. Tworzymy team. A podział to czysta formalność wynikająca z zapisów regulaminowych. Każdy z nas wkłada w ten zespół tyle samo, więc można powiedzieć, że mamy dwóch kapitanów, a kiedy trzeba – dwóch pomocników.

W KPP ponownie będzie Pan tworzył zespół z Bartkiem Fabisiem. W zeszłym roku zajęliście drugie miejsce. Czy nadeszła pora, by sięgnąć po najcenniejsze trofeum czyli statuetkę kucharza?

Bardzo byśmy chcieli. To marzenie wielu kucharzy, ale nie nam oceniać, czy to odpowiedni moment. Jest to konkurs, w którym z każdym się trzeba liczyć. Wiadomym jest, że ludzie spekulują i układają swoje rankingi, obstawiają wygraną, lecz my podchodzimy do tego dość rozważnie. Jeżeli staniemy na podium, to tylko dzięki ciężkiej pracy włożonej w przygotowanie. Nie ma co pompować balonika. 

Co Pan powie na temat produktów obowiązkowych i czym będziecie chcieli zaskoczyć jurorów?

Produkty dość ciekawe i bardzo wymagające, np. wegetariańska przystawka, w której – nie będę ukrywać – nigdy nie czuliśmy się mocni. To, na co bardzo stawiamy w tym roku, to smak przygotowywanych przez nas potraw. To jednak nie znaczy, że stracą na wizualnych efektach. Na pewno znajdzie się coś, na czym będzie można zawiesić oko. Chcemy podejść do naszego startu bardzo logistycznie i mieć zaplanowany każdy ruch, każdą minutę, podczas tych pięciu godzin konkursowego gotowania.

Wróćmy do Wielkopolskiego Kucharza Roku. Czy można powiedzieć, że Pana indywidualny sukces w tej rywalizacji jest wypadkową wcześniejszych sukcesów w innych konkursach?

Zapewne ma to jakiś wpływ. Z każdym konkursem nabywa się coraz większego doświadczenia, obycia. Wymyślenie potrawy to tylko jeden element tej układanki. Ważny, bardzo ważny, ale tylko jeden. Cała logistyka i rozplanowanie pracy są równie istotne.

Na czym polega trening przed konkursem? Mówi się o tym wiele, a dla przeciętnego gościa restauracji jest to coś, co trudno zdefiniować.

Można powiedzieć, że jest to konkurs w zaciszu i przeprowadzany w olbrzymim skupieniu. Trening przebiega dokładnie tak samo, z tym, że dopracowuje smak i każdy ruch, eliminując błędy. Chodzi o to, aby z treningu na trening wykonywać czynności sprawniej, szybciej i, co bardzo ważne, czyściej. To takie doprowadzanie wszystkiego do absolutnej perfekcji.

Jeśli trening to musi być i trener. Kto nim jest?

Szczerze?

Oczywiście, tylko i wyłącznie szczerze!

Można powiedzieć, że jesteśmy z Bartkiem samoukami. Owszem, jest wiele osób, które pomogą, poradzą, ale żeby kogoś nazwać trenerem? Chyba nie…

Jaką rolę w przygotowaniach pełni Sergiusz Hieronimczak, mocna osobowość, Wasz Szef w Nifty No. 20?

Sergiusz pomaga nam w technicznych sprawach. Wspiera nas, jak może. Jest także naszym wiernym kibicem. Kiedy tylko dysponuje czasem, bywa na imprezach, na których startujemy.

W jakiej kuchni najmocniej czuje się Michał Kozłowski?

Chyba nie mam takiej jasno sprecyzowanej. Lubię, jak każdy z nas, naszą prostą polską kuchnię, ale z drugiej strony, cenię francuską, ponieważ właśnie ta kuchnia kojarzy się z wykwintnymi produktami i technikami.

Trudno nie zadać tego pytania. Nikt nie rodzi się podobno kucharzem, ale może Pan jest wyjątkiem. Skąd miłość do garów i jak zostaje się kucharzem nazwijmy to „sportowcem”? Przecież w konkursach kulinarnych jest wiele adrenaliny, podobnie jak w sporcie.

Od małego zaglądało się do kuchni. Można zatem powiedzieć, że tak to się zaczęło. Pierwszą pracę podjąłem w wieku 16 lat w sieciowej restauracji. Była to prawdziwa, mocna szkoła życia , nie tylko w zawodzie kucharza. Kiedyś Jakub Ignyś, mój były szef, podrzucił nam pomysł konkursu i tak to się zaczęło. Można powiedzieć, że stało się to moim hobby, a właściwie prawdziwą życiową pasją.

Jak udaje się Panu łączyć tyle zawodowych obowiązków z życiem rodzinnym?

Trzeba rozdzielać umiejętnie dwie sfery życia, tę prywatną od tej zawodowej. W domu w pełni poświęcam czas rodzinie. Bardzo mocno wspierają mnie, bo wiedzą ile czasu kosztuje mnie przygotowanie do konkursów.

Czy ma Pan jeszcze czas na inne pasje życiowe?

Czasami znajdę czas na rysowanie, słuchanie muzyki w zaciszu oraz spędzenie czasu z rodziną.

Życzymy sukcesu na Kulinarnym Pucharze Polski! Czy ewentualne zwycięstwo w drużynie z Bartkiem Fabisiem to szczyt możliwości , czy początek kariery konkursowej, jako szef teamu?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie można znaleźć wyżej. Po zwycięstwie w KPP może przyjdzie czas na obronę tytułu. Kto wie, czas pokaże…