Tango to prosty taniec, wystarczy umieć… chodzić      

10 września 2019

Grzegorz Kałmuczak, guru poznańskich Tanguero, właśnie wrócił z Montevideo w Urugwaju, gdzie narodziło się tango. To tam w 1919 roku Matos Rodriguez skomponował słynny utwór La Cumparsita „El Tango de los Tangos”. Jego oryginalne pianino stoi do dziś w tamtejszym muzeum tanga. Tango prostym tańcem? Patrząc na szaloną plątaninę nóg na pokazach, trudno w to uwierzyć.

 

ROZMAWIA: Małgorzata Rybczyńska

ZDJĘCIA: Dorota Pisula

 

Ogólnie tango to bardzo prosty taniec, jeśli patrzymy na niego, jak na taniec użytkowy. To są dwa kroki wolne i dwa kroki szybkie. Mówi się o złotym kwadracie, ośmiu krokach, które można zatańczyć. Zupełnie inaczej wygląda forma sceniczna. Moim zdaniem jedyna trudność polega na tym, że tango to taniec, który trzeba tańczyć duszą i razem z partnerką.

Do kogo „należy” ten taniec – do kobiety czy do mężczyzny?

W pewnym sensie jest to męski taniec, to mężczyzna prowadzi, coś proponuje tancerce. Ważne jednak, że do niczego jej nie zmusza, opiekuje się partnerką w tańcu i tylko proponuje różne figury, elementy, kroki, kierunki, szybkość wykonania. Patrząc na parę tańczącą tango, powinniśmy widzieć przede wszystkim kobietę! Jeśli mężczyzna w tańcu „prezentuje” partnerkę, a jego w tym tańcu prawie nie widać, to właśnie mistrz tanga.

Ten taniec powstał w argentyńskich domach biedoty i ze względu na erotyczny charakter na początku siał zgorszenie.

W historii były dwa zakazane tańce: walc wiedeński i właśnie tango. Nie do przyjęcia było wirowanie na parkiecie, kiedy panie mdlały w objęciach partnera w walcu i rzeczywiście zbyt bliski kontakt partnerów w tangu. Dopiero wprowadzenie stylu de salone, gdzie partnerzy byli nieco oddaleni, dało przyzwolenie dla tego tańca. Pierwsze formy tanga pojawiły się w zupełnie innych miejscach niż wspomniane domy biedoty. Tam, gdzie mężczyźni stawali często naprzeciwko siebie. Stąd wzięła się teza, że na początku tango tańczyli ze sobą mężczyźni. Ale oni nie tańczyli ze sobą, tylko obok siebie, by pokazać, kto jest ważniejszy, mocniejszy, kto ma więcej ekspresji.

Czyli w tangu tak naprawdę nie chodzi o figury, ale o emocje?

Dokładnie. Caminata, sposób chodzenia w tangu, jest absolutnie najważniejszy! Przede wszystkim dlatego, że na początku tańczono na bruku, nie było żadnych figur. To było stąpanie, stawianie stopy równolegle do parkietu. Dopiero później pojawił się styl bardziej akrobatyczny, escenario, swego rodzaju show. Podstawa to jednak zwykłe chodzenie, czyli – wracając do pierwszego pytania – to… chodzenie jest proste.

Często słyszałam, że tango to coś w rodzaju kłótni małżeńskiej…

To stereotyp. Wynika poniekąd z tego, że w tangu mamy lidera i podążającą, ale to jednak taniec partnerski. On proponuje, ona odpowiada, partner tańczy figurę, partnerka znowu odpowiada i dodaje coś od siebie. On musi zareagować i znowu dodać coś od siebie. To takie taneczne przekomarzanie się, a nie kłótnia.

Czyli w tym tańcu nie ma konkretnej choreografii, układu?

(śmiech) Absolutnie nie. Partnerki, z którymi tańczę, nigdy nie wiedzą, co zatańczę. Tworzę taniec na bieżąco, słuchając uważnie muzyki. Żeby nie było wątpliwości, w tańcu pokazowym są pewne powtarzalne elementy, tego wymaga scena.

Pamięta Pan swoje początki?

Moja mama zawsze lubiła tańczyć i ja też. Wiele lat temu nie było kursów tańca, musiałem włożyć sporo wysiłku, aby w końcu móc tańczyć taniec towarzyski, także na turniejach. Zawsze interesowałem się techniką, muzyką, historią tańców, także tanga. Znałem tylko taniec towarzyski, turniejowy. Kiedy pewnego razu, w dobie coraz bardziej popularnych anten satelitarnych, trafiłem na kanał pt. TANGO, oniemiałem. Ze zdumieniem patrzyłem na tańczące pary i słuchałem muzyki. To nie było tango, które znałem. I to mnie zaintrygowało do tego stopnia, że postanowiłem poznać ten taniec jeszcze lepiej. Ta fascynacja trwa już 20 lat.

A pierwszy pobyt w Buenos Aires i konfrontacja własnych umiejętności z tym, co tańczy ulica?

Tego nie zapomnę do końca życia (śmiech). W 2003 roku z przygodami (ja w Buenos, mój bagaż w Sao Paulo) wylądowałem w mieście tanga i trafiłem do kultowego klubu Confiteria Ideal. Wszedłem na parkiet, poprosiłem tancerkę, muzyka zagrała… a my stoimy. Chcę coś zatańczyć, a partnerka nic. Mówię „…tańczmy”, ona mówi „dobrze, ale mnie poprowadź, daj mi znak ciałem, co mam zrobić”. Totalna klapa – wszyscy naokoło nas tańczą, my stoimy. Brutalnie przekonałem się, że w tangu nie ma schematów, mężczyzna musi prowadzić ciałem, wyraźnie dawać znak partnerce, co chce zrobić. Niemal przestaliśmy pierwszy utwór, drugi też nie poszedł, w trzecim spróbowałem caminaty, czyli chodzenia i usłyszałem, że „coś wreszcie tańczę”. Oczywiście po takim „pokazie” żadna z partnerek nie chciała już ze mną tańczyć. Popełniłem jeszcze jeden błąd. Często na sali tanecznej na milongach (miejsce, gdzie tańczy się tango), ustawione są w czworoboku rzędy stolików. Nie wiedziałem, że obowiązuje niepisana zasada, że pierwszy rząd zarezerwowany jest dla bardzo dobrych tancerzy, drugi dla mniej zaawansowanych, zupełnie zewnętrzny dla tancerzy początkujących. Taka niepisana zasada pozwalała tańczącym uniknąć rozczarowania. Pod warunkiem, że ktoś nie popełnia takiego błędu jak ja, usiadłem w pierwszym rzędzie (śmiech). Na kolejnej milondze zająłem miejsce w innym i zacząłem obserwować – jakie są zasady, o co tu chodzi. Powiedziałem sobie, że tu jeszcze zatańczę. Dzisiaj na milongach ta zasada prawie nie obowiązuje, szkoda.

Przyszedł sukces?

A jakże! Po czterech tygodniach pobytu, dzień przed wylotem, poszedłem do tego samego klubu. Przetańczyłem cały wieczór, przez kilka godzin żadna partnerka mi nie odmówiła.

Jak wygląda na takiej milondze zaproszenie do tańca? To tylko kontakt wzrokowy?

Ten kontakt nazywa się cabeseo. Partner kiwa, że chce zatańczyć, partnerka odpowiada, że się zgadza i oboje ruszają na parkiet. Nie podchodzi się do stolika, nie podaje ręki, to jest mało eleganckie. Tancerze spotykają się na parkiecie i tańczą tandę, czyli cztery tanga. Nie ma też odprowadzania po zakończonym tańcu. Wytrawni tancerze kończą tandę dokładnie w tym miejscu, gdzie taniec się rozpoczął. Ona odchodzi do swojego stolika, partner do swojego.

Czy takie „wzrokowe” zaproszenie nie powoduje nieporozumień?

Oczywiście, że powoduje. Na tej pierwszej mojej milondze zaprosiłem właśnie w ten sposób partnerkę i… wstały trzy (śmiech). Z emocji mój wzrok był tak rozbiegany, że nic z tego nie wynikało. Nie ukrywam tego wszystkiego, moich początkowych niepowodzeń. Nikt mi o tym nie powiedział, nie nauczył zasad, nie miałem zielonego pojęcia o całej tej otoczce, która dotyczy tanga.

Już 20 lat uczy Pan tanga w Poznaniu – jakie były początki?

To była taka ciekawostka. Na początku bawiliśmy się w tango, dopiero po powrocie z Buenos wszystko ruszyło. Kilkanaście lat temu na milongi do mnie przychodziło około 100 osób. Wtedy nie było tak wielu szkół. Teraz, mówię to ze smutkiem, każdy może uczyć tanga, nikt nie weryfikuje umiejętności, przygotowania. Ktoś powiedział takie słowa „rynek to zweryfikuje” – smutne. Nauka samych kroków, bez znajomości muzyki, historii tego tańca, zasad poruszania się na parkiecie i wielu jeszcze innych elementów, to moim zdaniem… (westchnienie). Pojawia się także wielu Argentyńczyków, którzy chcą uczyć tego tańca, choć nie wszyscy ten taniec dobrze znają. W Argentynie nie wszyscy tańczą tango, podobnie jak nie każdy Polak potrafi tańczyć poloneza. Tango w Poznaniu tańczy wiele osób. Ja od 20 lat organizuję stałe milongi, teraz w piątki, raz w miesiącu, przy ulicy Dojazd 30. Wcześniej to był klub Charyzma, Stary Browar, Pod Pretekstem, słynna kawiarnia W-Z.

Kto dziś częściej tańczy tango – mężczyźni czy kobiety?

Niestety kobiety. Mężczyźni może obawiają się tańczyć tango, co jest zrozumiałe. Nie ma figur, trzeba improwizować, a przy tym wyraźnie pokazać partnerce, co się chce zatańczyć. Na zajęciach w parach mężczyźni mają podwójne zadanie, muszą się nauczyć samego tańca, a do tego tej umiejętności prowadzenia. A panie są bardzo niecierpliwe (śmiech), zmieniają partnerów bardzo często. Niestety w tym wypadku znajomość figur i kroków nie czyni z nas tancerzy. Dla niektórych mężczyzn to zbyt duże wyzwanie.

Pan się tego nie bał?

Nie! Nigdy! Kocham tango, to taniec ciała i mojej duszy!