Test z bezpieczeństwa

4 grudnia 2019

Jak ominąć przeszkodę wpadając w poślizg? Jak zahamować awaryjnie? Co zrobić, kiedy tracimy panowanie nad samochodem? I wreszcie – jak hamować na śliskiej nawierzchni, żeby nic nikomu się nie stało? I chociaż wydaje nam się, że znamy odpowiedzi na te pytania, to dopiero kiedy stajemy twarzą w twarz z torem w Skoda Auto Szkoła okazuje się, że teoria i praktyka to dwa odległe bieguny. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy zorganizowali dla mnie szkolenie Safe Driving. Dzięki nim na drodze czuję się bezpieczniej i dziś sama bezpieczeństwa uczę innych. Po tej przygodzie jestem pewna, że każdy z Was powinien to przeżyć.

 

TEKST: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Michał Zmitrowicz

 

Poniedziałek. Stoję przed Skoda Auto Szkoła, przy ulicy Głogowskiej 425 w Poznaniu. W środku znajduje się Skoda Auto Lab – najnowocześniejsze, zaawansowane technicznie centrum bezpieczeństwa w Polsce. W każdej z 5 stref można skorzystać z interaktywnych eksponatów, doświadczyć wielu sytuacji drogowych i naprawdę spokornieć. Jest tu także symulator zderzenia i dachowania. Tę część mam już za sobą. Dziś mam na własnej skórze przekonać się, jak to szkolenie wygląda w praktyce.

Hamowanie awaryjne

Robert Szpindor, trener Skoda Auto Szkoła, podjeżdża po mnie nową Skodą Karoq z automatyczną skrzynią biegów. – Wsiadaj, zaczynamy, zaplanowałem dla ciebie mnóstwo niespodzianek – mówi, a ja posłusznie zapinam pasy. Nie zdradzał szczegółów, ale wiedziałam, że chce mnie dużo nauczyć. Obok siedziby Skoda Auto Lab wielki plac – Skoda Autodrom Poznań. Kilka modułów szkoleniowych, wzniesienie, setki słupków, znaki drogowe. Wygląda jak plac manewrowy, tylko o wiele bardziej zaawansowany. – Tutaj będziemy jechać do naszego modułu szkoleniowego, trzymaj się lewej strony. Zaczniemy od hamowania awaryjnego na suchej nawierzchni. Teraz uważnie patrz, co będę robił – mówi Robert. – Zobacz, tam stoją dwa słupki. To jest nasz moment rozpoczęcia hamowania. Wiesz, jak hamuje się awaryjnie? Myślałam, że wiem, ale tak naprawdę w konfrontacji z tym, co mówił Robert, nie wiedziałam nic. Zahamował tak, że samochód niemal stanął dęba. – A teraz przesiadamy się – zatrzymuje samochód i siadam za kierownicą. Denerwuję się, jak zawsze przed czymś, co robię po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie musiałam hamować awaryjnie i chociaż wydawało mi się, że wiem, jak to się robi, to życie za chwilę to zweryfikuje. – Sprawdzę, czy masz dobrą pozycję za kierownicą, bo to jest bardzo ważne – mówi trener. Dopasowuję fotel, ustawiam lusterka, zapinam pas, który powinien być dopasowany do ciała, a nie do płaszcza, który mam na sobie. – A teraz chciałbym, żebyś zahamowała awaryjnie przy prędkości 50 km/h, czyli przy typowej prędkości, z którą jeździmy po mieście – słyszę od trenera. – To sytuacja, kiedy nagle wybiega Ci przed maskę pieszy albo ktoś hamuje przed tobą. Rozpędzam się zaledwie do 50 km/h. – Hamuj! – krzyczy trener. Wciskam pedał hamulca maksymalnie – tak mi się przynajmniej wydaje. Mija trochę czasu do zatrzymania samochodu. Zdziwiłam się, że trwa to tak długo. – Jeszcze za słabo pracujesz nogą, musisz to zrobić tak, żeby samochód Ci podziękował. Drugie podejście. Wciąż za słabo – korygował moją pracę Robert. Widziałam po sobie, jak reaguje człowiek w momencie zagrożenia. W głowie kłębią się emocje, a auto trzeba zatrzymać tu i teraz, nie za chwilę. – Zobacz jak w przypadku hamowania awaryjnego pracują mięśnie i ile trzeba włożyć w to siły. Pamiętajmy, że ABS nie działa zawsze tak samo. Inaczej na suchej, inaczej na mokrej nawierzchni. Idzie zima, będzie błoto pośniegowe, droga hamowania automatycznie się wydłuży i trzeba o tym pamiętać. Prowadząc pojazd, cały czas musisz mieć nogę zgiętą tak, by móc nią manewrować. – Jeszcze raz – mówi Robert i wracamy na tor. – Hamuj! Wciskam pedał hamulca do końca i czuję wszystkie mięśnie w nodze. Włączają się światła awaryjne. – Widzisz? I to jest hamowanie awaryjne, brawo! A samochód Ci podziękował, włączyły się światła awaryjne. Pamiętaj, że walczymy o to, żeby przeżyć, o najkrótszą i bezpieczną drogę hamowania. Trzeba wszystko robić szybko i precyzyjnie. Systemy, które mamy w samochodzie, chcą z nami współpracować, musimy tylko dać im sygnał. Każde koło ma czujnik ABS. To Ty musisz dać komunikat: pomóż mi ABS-ie, a on będzie pomagał. Stanowczo, mocno, konkretnie. A teraz zobaczysz, jak to jest na mokrej nawierzchni – Robert kieruje mnie z powrotem na tor jazdy.

Hamowanie na śniegu

Wysiada z samochodu i idzie do punktu sterowania. Włącza system wodny. Mata poślizgowa robi się mokra. Czekam na to, co się wydarzy i nie ukrywam, że po raz pierwszy widzę coś takiego. – Teraz wjedziesz na matę, z prędkością 50 km/h i na mój sygnał zahamujesz awaryjnie – mówi Robert Szpindor. – Już! Wciskam hamulec. Samochód jakby płynie po mokrej nawierzchni. Kurczowo trzymam kierownicę w obawie, że się obrócimy. Droga hamowania zajmuje około 40 metrów… To naprawdę robi wrażenie. – A teraz podczas hamowania podniesiesz ręce do góry i zobaczysz, że to Twoje kurczowe trzymanie kierownicy jest niepotrzebne – rzuca trener. – A co, jeśli się obrócimy? – pytam. – Zaufaj systemom, które Ci pomogą – odpowiada i wjeżdżamy na tor. – Jedziesz, szybciej, hamuj i ręce do góry! Dotknęłam sufitu trzymając hamulec w podłodze. Kierownica nawet nie drgnęła. Zobaczyłam jak ważny jest moment, chwila, która decyduje o moim życiu. Że jeśli spóźnię reakcję i skupię się na czymkolwiek innym, dojdzie do tragedii.

Ominięcie przeszkody

Zjechaliśmy z maty poślizgowej na drugi tor. Teraz miałam nauczyć się omijać przeszkodę. – Zwróć proszę uwagę na co patrzysz, gdy mijasz przeszkodę, kiedy skręcasz. Tutaj tor jazdy jest niezmiernie ważny, podobnie jak twoja reakcja – radzi Robert. Omijam kolejne przeszkody, ale mam coraz węższy kąt skrętu, a to nie wróży dobrze. – Spróbuj skręcać szybciej, nigdy nie koncentruj się na przeszkodzie, bo prawdopodobnie w nią wjedziesz. Patrz na nią, ale szukaj drogi – pomaga mi trener. – Pamiętaj, że tył samochodu musi zdążyć, więc pracuj starannie. Tu nie ma bylejakości, tu jest walka o życie. Moduluję stopą, sprawdzam pedał gazu. Próbuję zrobić to jak najszybciej i jak najlepiej. Nie strącam żadnego słupka, chociaż przejeżdżam bardzo blisko. – Perfekcyjnie – chwali mnie Robert. – Jesteś solidna, potrafisz słuchać i szybko się uczysz. Lubię takich ludzi. I masz pokorę za kierownicą, a to bardzo ważne. A teraz połączymy to wszystko na macie poślizgowej.

Kurtyny wodne

Robert włącza kurtyny wodne. Symbolizują drzewa, które trzeba ominąć. – Skręcasz przed przeszkodą, jak narciarz na gigancie. Pamiętaj, że tył musi zdążyć. Niezwykle ważny jest tu moment skrętu, czyli slalom, który przed chwilą ćwiczyłaś. Chciałbym, żebyś robiła to w obie strony. Kiedy zobaczysz dwie pierwsze kurtyny hamujesz awaryjnie. Rozpędzam się. Na zegarach 40 km/h. Mocno wciskam hamulec. Samochód jedzie dalej, ale sprawnie omijam przeszkody. Nagle Robert zaczyna do mnie mówić. Chce mnie rozproszyć, bo przecież nikt w ciszy nie podróżuje. Po raz kolejny wjeżdżam na matę. Przede mną wybucha woda, hamulec, skręt, jeden drugi i zatrzymujemy się awaryjnie. – Jestem z ciebie dumny – mówi Robert i delikatnie się uśmiecha.

Szarpak strachu

Bałam się szarpaka. Wielokrotnie oglądałam filmy z tego typu szkoleń, kiedy auto wpada w poślizg, obraca się wokół własnej osi i hamuje. – Poczekaj, pójdę włączyć – mówi Robert i znika za samochodem. – Jak zapali się zielone światełko to ruszamy. I gazu. Najeżdżam z najmniejszą możliwą prędkością, asekuracyjnie. Tylne koła nagle wpadają w poślizg i tracę panowanie nad samochodem. Zatrzymujemy się. – Co mogłaś jeszcze zrobić? – pyta Robert. – Kiedy koła wpadają w poślizg dodaj gazu. Próbuję jeszcze raz. Tył samochodu w ogóle mnie nie słucha, dodaję gazu, kontruję. Kręcę kierownicą, wychodzę z poślizgu, wracam na swój pas. Dumna z siebie wysiadam z samochodu. Trzęsą mi się nogi, ale się nie poddaję i próbuję dalej. Raz wychodzi, raz nie. Po intensywnym treningu skręcamy jeszcze na okrąg. Wjeżdżam na matę poślizgową. Teraz radzę sobie doskonale, bez problemu omijam wyskakujące kurtyny wodne, panuję nad kierownicą. – Brawo, naprawdę jesteś świetnym kierowcą – kwituje Robert i podaje mi dyplom.

Wysiadłam z samochodu i bolały mnie nogi. Czułam ich każdy mięsień. W głowie mijały się obrazy, układałam tor jazdy, powtarzałam wszystkie cenne wskazówki Roberta. Kiedy tutaj przyjechałam, nie wiedziałam, że w zderzeniu z pewnymi elementami kierowca okazuje się bezradny, chociaż się stara. Dlatego tak ważne jest to szkolenie i umiejętność opanowania pojazdu, który wpada w niekontrolowany poślizg. To była prawdziwa lekcja jazdy i weryfikacji umiejętności – dla mnie po 18 latach posiadania prawa jazdy. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy zorganizowali ten dzień. Dzięki nim na drodze czuję się bezpieczniej i dziś sama uczę bezpieczeństwa innych. Zachęcam wszystkich do udziału w tym szkoleniu. Naprawdę warto!

Podziękowania dla: Michał Zmitrowicz, Robert Szpindor.