Tu się szyje

8 kwietnia 2019

Przez rok tworzyli markę, której produkt, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, broni się na całym świecie. – Postanowiliśmy, że Poznań będzie szyciem stał – mówią Alina Niewczyk-Toczyńska i Piotr Toczyński, założyciele iNEEDle, których nowoczesne wykroje krawieckie pokazują, że szycie może być przyjemne, proste i dla każdego.

 

ROZMAWIA: Dominika Job

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

SESJA ZDJĘCIOWA: Wnętrza i Ogrody, ul. Wielka 11

 

Szycie wydawało się być zapominaną sztuką. Skąd pomysł na taką działalność?

Piotr: Prowadzę drukarnię i od kilku lat drukujemy wykroje krawieckie dla Europy Zachodniej. Firm przybywało, więc wyposażyliśmy się w park maszynowy i zaczęliśmy drukować dla całego świata. W mojej głowie powstał wtedy pomysł, by zrobić coś takiego również na rodzimym rynku, jednak żadna z polskich firm, dla których mogliśmy wykonywać taką produkcję, nie wiedziała, jak się za to zabrać. Zebraliśmy więc grupę specjalistów od marketingu, social mediów, grafiki i programowania, aby pomogli nam w stworzeniu marki. Gdy wszystko było umówione, pozostało tylko pytanie: jak to zrobić? Trzeba było wytypować ochotnika do szycia, żeby w ogóle zobaczyć, o co w tym chodzi. Namawiałem Alinę, by tchnęła duszę do projektu. Wiedziałem, że ona się w tym odnajdzie.

Alina: Ja na początku nie byłam przekonana do idei. Zawsze myślałam, że szycie jest skomplikowane, trudne i nieprzyjemne. Patrzyłam na wykroje ponakładane jeden na drugi, jakieś tajemnicze siatki… Niczego nie rozumiałam. Trzeba to było przerysowywać przez kalkę czy pergamin. Okropnie dużo zachodu i brak pewności, co z tego wyjdzie, a ja żeby to robić, muszę w to uwierzyć. Pomyślałam jednak, że mamy dobre maszyny oraz doświadczenia z Zachodu, które mogą nam w tym projekcie pomóc, a że jestem z Poznania, to nie lubię jak się coś marnuje. [śmiech] Postanowiłam spróbować coś uszyć. Zamówiłam najprostszy wykrój spódnicy ołówkowej, wzięłam materiał, który mi się podobał, wycięłam, zaczęłam szyć i… okazało się, że to jest fajne! Kończąc to szycie, już wyobrażałam sobie kolejne ubrania, które chciałabym mieć w szafie. Poczułam ogromną przyjemność, że sama mogę stworzyć ubranie, w dodatku nikt takiego nie będzie miał. Nie trzeba tracić czasu na chodzenie po sklepach, szukanie. Dodatkowo, szycie niesamowicie rozwija zdolności manualne. Jestem skupiona na tym, co tu i teraz. W dobie szybkiego życia i stresu, takie oderwanie, gdzie dodatkowo mogę poczuć się dumnym autorem i kreatorem, było nie do opisania. Postanowiłam, że wchodzę w projekt. A ponieważ znane mi wykroje zniechęcają do szycia, wiedziałam jak je zmienić, by łatwiej się z nich korzystało.

Wtedy rozpoczęliście pracę pełną parą?

Alina: Prace nad samą marką już trwały. Pracę nad produktem ciągle przekładaliśmy, jednak pewnego dnia na spacerze z maluchami zobaczyłam młodą dziewczynę. Był upał 30 stopni, a ona szła w grubych czarnych rajstopach, obcisłej czarnej sukience i w pełnym makijażu. Widać było, że szukała na siebie pomysłu. Popatrzyłam na nią i na moich chłopaków. To uczucie chyba tylko matka potrafi zrozumieć… Moje dzieci są radosne, będziemy je rozwijać, zaszczepiać w nich rożne pasje, stwarzać możliwości, by mieli zajęcie, robić coś wspólnie z nimi. Nie chciałabym dopuścić do momentu, w którym moja córka wychodzi z domu tak jak ta dziewczyna. Zrobiłabym wszystko, żeby pokazać jej alternatywę. Uświadomiłam sobie, że niektórzy nie mają tego szczęścia w postaci wspierających rodziców. I wtedy pomyślałam, że mam możliwość skonstruowania narzędzia, które będzie atrakcyjne dla takich osób. Dzięki któremu będą mogli znaleźć jakiś środek przekazu do wyrażenia siebie, zainteresować się modą. Niech nawet szyją czarne ubrania, ale mając zajęcie, połowa głupot odejdzie im z głowy i zastąpi je poczucie, że mogą się rozwijać. Być może za chwilę taka pasja pozwoli im zarabiać. Zrozumiałam, że mogę stworzyć narzędzie atrakcyjne, dostępne, zrozumiałe i modne.

Piotr: To był właśnie ten moment, w którym udało nam się zdefiniować, czym chcemy się wyróżniać. Firmy na świecie mają swoje bardzo skomplikowane wzory, których nie da się skopiować. A my postanowiliśmy stworzyć coś nie tylko dla osób zaawansowanych, ale również dla tych, które nie potrafią szyć lub są początkujące.

Mieliście genialny pomysł, wspaniałą misję i chęci do pracy. Jakie były początki?

 Alina: Od momentu podjęcia decyzji, że wchodzę w ten projekt, cały świat zaczął nam sprzyjać. Okazało się, że moja ciocia, której nie widziałam 20 lat, ma sklep z tkaninami na naszym osiedlu. Dzięki niej dostałam namiary na fantastycznych projektantów i konstruktorów. Ten pomysł uproszczenia szycia określili strzałem w dziesiątkę, ponieważ pamiętali swoje początki, gdy wykroje były tak skomplikowane, że woleli szyć bez instrukcji. Przemawiała do nich również idea pokazywania, że szycie jest naprawdę fajne i nie musi być trudne.

Jednak dużym wyzwaniem było stworzenie wzorów i instrukcji atrakcyjnych dla osób, które szyją po raz pierwszy, a jednocześnie przyjemne dla bardziej zaawansowanych. Pracowaliśmy nad tym prawie rok. Byliśmy trudnym klientem dla naszych projektantów i konstruktorów, dla których wszystko było oczywiste. Pierwszą barierą był sam wykrój. Do tej pory standardem było nakładanie wzorów na siebie, a żeby któryś wyciąć, należało znaleźć łączniki. Nietrudno było o pomyłkę. My chcieliśmy czegoś innego. Drugą barierą było niesamowicie fachowe, techniczne wręcz słownictwo. Nie ma wyjaśnienia, co to jest zaszewka, a co dopiero trudniejsze wyrazy.

Piotr: Osoby, które jeszcze nigdy nie szyły, często zniechęcają się po zetknięciu z fachowym słownictwem. Żeby uszyć nawet coś prostego dla siebie, muszą najpierw nauczyć się rozumieć skomplikowane instrukcje. Dlatego naszą przewagą było to, że nigdy wcześniej nie szyliśmy, więc byliśmy z Aliną pierwszymi testerami naszego produktu. Mówiliśmy na bieżąco, czego nie rozumiemy i tak stworzyliśmy pierwszą instrukcję. Kolejne były już zasługą wielu tygodni i nieprzespanych nocy mojej żony, odpowiedzialnej za tworzenie pierwszej kolekcji.

Uproszczenie wykroju nie jest wcale łatwym zadaniem. Musieliśmy znaleźć porozumienie z konstruktorami i projektantami, dla których każde zdanie brzmiało logicznie i było zrozumiałe. Musieli nauczyć się rozwijać swoje skróty myślowe w proste zdania. I tak w każdym zdaniu, w dwudziestu wykrojach.

Kiedy w końcu się udało, na rynku nie pojawiały się głosy zazdrości?

Piotr: Myśleliśmy, że będziemy konkurencją dla szkół szycia i warsztatów. Natomiast okazało się, że oni sami chcą pracować na naszych wykrojach! Stworzyliśmy narzędzie, nie tylko użytkowe, ale też dydaktyczne. Teraz na warsztatach mogli skupić się już na samym szyciu, ulepszaniu techniki, a nie na rozszyfrowywaniu skomplikowanych wykrojów czy tworzeniu nowych konstrukcji dla każdego z kursantów z osobna. Nasze wykroje podniosły wartość takich warsztatów.

Do kogo kierujecie swój produkt?

Alina: Do osób, które potrafią szyć i z naszym wykrojem będzie to prostsze i szybsze. Również do osób, które pierwszy raz spróbują coś uszyć lub szyją niewiele. Chcemy ułatwiać szycie, ale też do niego zachęcać. Moją ideą było dobranie takich modeli, żeby każda kobieta mogła skompletować całą garderobę. Postanowiłam sobie, że Poznań będzie szyciem stał i od tego zaczniemy rewolucję szyciową w Polsce. Chcę zainteresować tym przede wszystkim młodzież.

Piotr: Ciekawym odkryciem było, że projekt, który z początku miał być jedynie biznesowy, jest też sposobem na spędzanie czasu i realizowanie siebie. Wcześniej nie dostrzegaliśmy wielu pozytywnych korzyści płynących z szycia. Teraz, budując sieć dystrybucji, szukamy też miejsc, gdzie można pokazać, że szycie jest dla każdego. W Polsce mamy rzesze kobiet, które potrafią szyć, mają maszyny, ale uważają, że to jest umiejętność, która nie jest nikomu potrzebna. A powinny być dumne, że mają taki fach w rękach i pokazać młodemu pokoleniu, jak można spędzać wolny czas, zamiast siedzenia w galerii handlowej lub z nosem w komórce.

Wasze wykroje są bardzo ładne, przejrzyste i… zachęcają do szycia!

Piotr: Mamy też sporo wyróżników. Nasze wykroje są kolorowe, wydrukowane na trwałym papierze i w trwałym opakowaniu, w którym łatwo można przechowywać wycięte kroje. Wszystkie informacje wydrukowane są na jednej stronie. Mamy też kolorową rozmiarówkę, a wykroje są rozsunięte o pół centymetra, co dodatkowo zwiększa ich przejrzystość. Są nawet ponumerowane i od razu widzisz ile ma być kroków, oraz na którym aktualnie jesteś. Każdy element jest podpisany. Pokazujemy też, jak przy podanej przez nas ilości materiału, rozłożyć na nim wycięte elementy. W instrukcji znajduje się średnie określenie czasu pracy oraz skala trudności danego wykroju. Podajemy, co będzie potrzebne do pracy, czyli akcesoria, materiały oraz ogólne zasady mierzenia się. Mamy słownik pojęć, co chwalą sobie nawet szkoły szycia i profesjonaliści. Pokazujemy również, co z danej kolekcji będzie pasowało do danego wykroju.

Alina: Naszą perełką jest dodawana do każdego wykroju metka z napisem MADE BY ME. Jest to przecież dzieło każdego, kto daną rzecz uszył! Jesteśmy z Poznania i dlatego chcemy, żeby nasze miasto było wizytówką tego, że można ciekawie spędzić czas na szyciu, i że jest to opcja dla każdego.

Pokazujecie, że to zanikające rzemiosło jest nadal ważne i wartościowe.

Piotr: Jest społecznie atrakcyjne. Chcemy, żeby Polki tworzyły własną modę. Na szczęście nie każdy chce ubierać się w sieciówkach. Budzi się w nas świadomość, sprawdzamy gdzie powstawały nasze ubrania, w jaki sposób i jakim kosztem. Poza tym, jesteśmy Polską firmą i mamy produkt broniący się na całym świecie. Już pracujemy nad wejściem na rynki zagraniczne, na których często jest inne podejście do konkurencji i moja wygrana nie musi być czyjąś przegraną. Na szczęście w Polsce też się z takim podejściem coraz częściej spotykamy i dlatego możemy wspólnie poprawiać jakość życia ostatecznego klienta, robiąc podobne produkty.

Alina: Ludzie nam sprzyjają i to potwierdza, że to, co robimy, jest dobre. My nie wywodzimy się z tego świata, więc prezentujemy inny punkt widzenia, tworzymy nową wartość. Nasz produkt jest ładny, modny, atrakcyjny i funkcjonalny. Nasze wykroje mają być też alternatywą dla osób, które szukają drogi do wyrażenia siebie. Pozwalają rozwinąć wyobraźnię, zmysł kreatywności, co przekłada się też na inne aspekty w życiu. Pierwsze egzemplarze pakowaliśmy sami, byliśmy z siebie bardzo dumni. Ogrom pracy przed premierą był naprawdę wycieńczający. Kiedy jeden z pierwszych klientów, prezes dużej firmy, z którą nawiązaliśmy współpracę w zakresie ogólnopolskiej dystrybucji, był zachwycony naszym produktem, tak samo jak my, to aż zapłakałam ze wzruszenia, bo dopiero do mnie dotarło, co stworzyliśmy.