W samym sercu Sołacza

15 listopada 2019

Spacerując w najpiękniejszym parku w Poznaniu – Parku Sołackim – zatrzymałam się przed Hotelem i Restauracją Meridian’s. Okazały, zabytkowy budynek nie wyglądał na swoje 107 lat. Poczułam zapach aromatycznej kawy, świeżej bezy i czegoś, co przypomniało mi dzieciństwo – barszczu z kołdunami. Kiedyś zaglądałam tu z rodzicami na niedzielny obiad. I właśnie te wspomnienia poprowadziły mnie prosto do sali marmurowej i ani się obejrzałam, a na moim stoliku stała ogromna porcja obłędnie pachnącego barszczu.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Jacek Kurczaba, manager Restauracji i Hotelu Meridian’s, podszedł do mnie nieśmiało. – Wie Pan, kiedyś tutaj przychodziłam, postanowiłam sprawdzić czy smak pozostał ten sam – powiedziałam. Usiadł naprzeciwko mnie. Restauracja jakby się nie zmieniła: wciąż te same wykładziny, układ sali, nawet tapety pozostały te same. Zmieniło się jedno: wciąż siedzieliśmy przy białym obrusie, ale ceny nie przygniatały, a smak aromatycznej, domowej kuchni pozwolił mi wrócić do beztroskich czasów dzieciństwa.

Czym dla Pana jest to miejsce?

Jacek Kurczaba: Takim trochę kurortem. Proszę spojrzeć przez okno, jak tu jest pięknie. Dobrze się tutaj czuję. Mamy dużo pracy, świetny zespół, wspaniałych gości, którzy chętnie nas odwiedzają. To miejsce jest magiczne, trudno to wytłumaczyć. Proszę sobie wyobrazić, że w okresie międzywojennym pracowało tu 100 kelnerów, a stoliki były ustawione od mostku aż do wypożyczalni łódek.

No dobrze, ale doskonale wiemy, że gastronomia to ciężka praca. W Poznaniu jest ogromna konkurencja.

Miejsce może być niezwykle luksusowe, wyjątkowe, ale jeśli nie włożymy w nie pracy i serca, nic z tego nie będzie. Nasi klienci muszą chcieć do nas przychodzić i czuć, że tutaj jest miło.

No i musicie ich dobrze karmić.

Oj tak i robimy wszystko, żeby tak było. Nasza kuchnia jest prosta, polska, serwujemy tradycyjne potrawy. I co ważne – porcje są uczciwe. Mamy regionalne produkty bardzo dobrej jakości, nawet wina i piwa pochodzą od lokalnych dostawców. W niedziele wydajemy kilkaset obiadów. Przychodzi do nas wiele osób z Uniwersytetu Przyrodniczego, który jest obok, wydajemy uroczyste kolacje. Cieszymy się, że nasze jedzenie smakuje i zapraszamy wszystkich codziennie od godziny 12.00 do ostatniego gościa.

Macie flagowe danie?

Pyszne poliki wołowe, cielęcinę w białych warzywach, wybornego sznycla, łososia marynowanego na zimno. W listopadzie serwujemy naszą poznańską gęsinę, można u nas zjeść kaczkę z pyzami i modrą kapustą oraz czerninę. Nasza pani Bożenka przygotowuje wspaniałe desery i lody. Obecnie serwujemy śliwkę pod kruszonką, która ma swoich stałych fanów. Beza z malinami jest również jednym z najczęściej wybieranych deserów. Wszystko robimy sami. Pieczemy wyśmienite serniki, babki, torty. Nasze hasło to „W stylu Meridian’s”.

Organizujecie też tutaj wiele imprez.

Tak, ostatnio gościmy art!Show. To jest piękne wydarzenie i niesamowity klimat. Bardzo się cieszymy, bo przecież Meridian’s od zawsze kojarzony był z kulturą, sztuką. I to wszystko do nas wraca. Organizujemy koncerty na naszej scenie, w listopadzie odbędą się tutaj targi ślubne.

Czym chcecie przyciągnąć tutaj ludzi, bo ta restauracja niektórym do dziś kojarzy się z drożyzną?

Rzeczywiście może się tak kojarzyć, bo przecież w latach 90. była to jedna z najlepszych i najdroższych restauracji w Poznaniu. Dziś cenowo nie odbiegamy od innych restauracji, pomimo że na stołach wciąż mamy białe obrusy. Proszę się tego nie bać. Zresztą niech Pani zajrzy do menu.

Widzę tu wiele pyszności w dobrych cenach. A mój barszcz jest obłędny…

No właśnie. A do tego porcje są naprawdę spore. Przykładem może być sznycel, który zajmuje cały talerz.

Wygląda to naprawdę ciekawie. Restauracja wygląda tak, jak przed laty. Czy coś się tutaj zmieni?

Tak, na pewno trochę zmienimy kolor wnętrza, żeby je rozjaśnić. Zmieniliśmy kuchnię. Mamy wiele planów.

Pan jest menadżerem tego obiektu już trzy lata. Jaka była pierwsza myśl, kiedy Pan tutaj przyszedł?

Dużo roboty (śmiech). Powoli realizujemy wszystkie pomysły.

I jak?

W ubiegłym roku zabrakło nam gęsiny w listopadzie (śmiech).

To znaczy, że ludzie polubili Waszą kuchnię.

Bardzo nas to cieszy.

Co przed Wami?

Chcielibyśmy, żeby na stawy wróciły łódki, bo fajnie to działało. Zrobimy drobne remonty, które są potrzebne, pomyślimy nad ogródkiem.

Oprócz restauracji macie też hotel.

Tak, mamy dziesięć pokoi i obłożenie praktycznie 100 procent. To też bardzo nas cieszy. Myślę, że wynika to także z tego, że mamy jedną z najpiękniejszych lokalizacji w Poznaniu i pyszne śniadanie. Nasi klienci lubią spacerować po parku. Jest tutaj wyjątkowy klimat. Muszę dodać, że Meridian’s to też imprezy okolicznościowe. Organizujemy bankiety, wesela, konferencje. Mamy kilka sal. Największa z nich to marmurowa, czyli główna, w której siedzimy, jest akwarium do 18 osób z pięknym widokiem na park, jest sala klubowa oraz sala błękitna, która pomieści nawet 50 osób. Mamy jeszcze patio na 140 osób.

Pamiętam, że kilka lat temu, obiekt został zamknięty, ponieważ były właściciel nie płacił czynszu.

Tak i do dziś to się na nas odbija, ponieważ niektórzy pytają, jak długo się utrzymamy. Chcę oficjalnie powiedzieć, że Meridian’s jest otwarty dla Państwa codziennie do ostatniego gościa i serdecznie zapraszamy.

Dla kogo jest to miejsce?

Dla wszystkich, którzy lubią dobrze zjeść w miłej atmosferze, pięknych wnętrzach – bogatych w historię i wspomnienia. Serdecznie zapraszam w imieniu całego naszego zespołu.

Kiedyś…

Restauracja została otwarta 31 sierpnia 1912 roku. Na terenie Parku Sołackiego znalazła się w efekcie przeniesienia z Wystawy Wschodnioniemieckiej, gdzie pełniła funkcję winiarni. Nosiła wtedy nazwę Parkowa. Pierwszym dzierżawcą restauracji i właścicielem okazałej willi przy ulicy Kujawskiej 15 był Niemiec – Franz Mlody. Składała się z lokalu gastronomicznego na najniższym poziomie oraz ogrodu restauracyjnego ze składanymi stolikami na dwóch wyższych poziomach. Od strony fasady do budynku przylegała przeszklona weranda, z której latem wyjmowano okna, umożliwiając swobodny przepływ powietrza. Wejście do restauracji zwieńczone było przeszklonym, kolistym frontonem, umieszczonym pomiędzy dwiema wysokimi wieżami służącymi do wentylacji głównej sali o beczułkowatym kształcie. W okresie I wojny światowej Park Sołacki uniknął dewastacji, a dzierżawę restauracji miasto powierzyło Janowi Müllerowi i Janowi Budzyńskiemu. W 1913 roku nad brzegiem stawu, w pobliżu restauracji, zbudowano pomost z wypożyczalnią łódek. Po II wojnie światowej restauracja, najpierw pod nazwą „Wypoczynek”, a później „Piracka”, przechodziła różne koleje losu, by w końcu 16 maja 1992 roku przyjąć nazwę Restauracji i Hotelu „Meridian”.

Obecnie…

W listopadzie 2015 roku restauracja w Parku Sołackim przedłużyła swoją gastronomiczną historię sięgającą 103 lata. Jej sytuacja prawna została ostatecznie uregulowana. Firma Meridian’s Sp. z o.o., jako pierwsza w historii, podpisała umowę z miastem Poznań i stała się nowym najemcą. Obecnie restauracja nosi nazwę „Restauracja i Hotel Meridian’s”.