Wartości są w DNA

14 października 2019

Życie w ciągłym pędzie jest jak jazda w tunelu z dużą prędkością. Rozmazuje się wtedy cały obraz tego, co dzieje się dookoła. Nie jest łatwo się zatrzymać, ale warto to zrobić… O firmie zbudowanej na wartościach, rzeczach tworzonych z myślą o naturze i ludziach, ale przede wszystkim o zmianach oraz odważnych decyzjach, opowiada Beata Kazimieruk-Szozda, która dwa lata temu stworzyła w Poznaniu wyjątkową firmę Cottonganic.

 

Rozmawia: Anna Skoczek

Zdjęcia: Sławomir Brandt

 

Na rozmowę umówiłyśmy się w samym centrum Poznania. Ani upał, ani lekkie spóźnienie, ani miejski gwar nie zburzyły spokoju tego spotkania. Później dopiero okazało się dlaczego. W końcu to właśnie spokój i komfort jest wdrukowany w DNA marki Cottonganic. Ich ubrania i tekstylia domowe szyte są wyłącznie w Polsce, u zaprzyjaźnionych poznańskich krawców, a użyte materiały starannie selekcjonowane. Jest to prawdziwe i szczere, ale…

Czy z takimi wartościami można się dzisiaj przebić na rynku?

Na naszych oczach dokonuje się zmiana. Dzisiaj, oprócz twardych biznesowych zachowań, nawet wielcy gracze i ogromne firmy podejmują działania na rzecz środowiska naturalnego, wspierają lokalne społeczności. Moja firma jest niewielka, ale budowana na solidnych podstawach, w trosce o otoczenie i z myślą o ludziach. Coraz większa grupa konsumentów to docenia. Ludzie już nie chcą stać z boku i obserwować. Chcą mieć wpływ na tę zmianę.

Jak powstał Cottonganic?

Pomysł powstał jakieś 3–4 lata temu, kiedy w Polsce jeszcze prawie w ogóle nie mówiło się o organicznych tkaninach. Pamiętam, kiedy sprawdzałam rynek materiałów w Polsce i zadzwoniłam do jednej z firm. Wówczas na pytanie o organiczną bawełnę usłyszałam: mhm? A co się Pani nie podoba w naszej? Pamiętam, że po tej krótkiej rozmowie pojawił się szeroki uśmiech – jak wtedy, kiedy wiesz, że niedługo coś się wydarzy i że ty możesz w tym uczestniczyć. Uwielbiam takie wyzwania, bo udział w kreowaniu i tworzeniu nowej jakości jest szalenie ekscytujący i dodaje energii.

I od razu wymyśliłaś firmę?

Zanim stworzyłam firmę, pracowałam w gazecie, wymyśliłam portal motoryzacyjny dla kobiet i 10 lat pracowałam w agencjach reklamowych. Nawet wtedy, poza oczywistą pracą na rzecz wzrostu sprzedaży, znaczenie miały dla mnie jeszcze inne wartości. To był bardzo intensywny czas, ale szalenie rozwijający również moje postrzeganie społecznej odpowiedzialności. Wiedziałam, że serce bije mi mocnej przy kampaniach, w których ważny był człowiek. Najbardziej interesowały mnie te projekty, których wartości dodane budowały lub miały wpływ na społeczności, czasem te bardzo lokalne, najbliższe. Emocjonalnie trudno było mi rozstać się z firmą, gdzie przez 7 lat byłam partnerem zarządzającym, ale z pomocą przyszło mi własne zdrowie, pokazując, że czas na solidne zmiany. Zaczęłam więc od swoich nawyków – zaczęłam się wysypiać, a jak już się wyspałam, przeanalizowałam to, co mam w lodówce. Mając dużo pracy, ale i stresu, nasza dieta potrafi być wysokokaloryczna, ale uboga w wartości odżywcze.

Zmiany zmianami, ale pewnie prościej byłoby Ci otworzyć sklep ze zdrową żywnością?

Prowadzenie sklepu ze zdrową żywnością wcale nie jest takie proste, ale i tak chciałam pójść krok dalej. W trakcie pracy nad zmianą swoich przyzwyczajeń, czy wręcz zmianą życia, sporo podróżowałam. Skandynawia, Islandia czy nawet dużo bliższy nam Berlin, mają takie podejście do środowiska, jakie my, mam nadzieję, będziemy mieli za niedługi czas. Byłam wtedy w fazie zmian i interesowało mnie wszystko, co mogło wiązać się z poprawą mojego samopoczucia i zdrowia, ale też to, co nie szkodzi innym. Tak właśnie trafiłam na organiczną bawełnę i zaczęłam interesować się organicznymi tkaninami. Raz, że produkt końcowy w postaci ubrania jest zdrowszy, bo nie jest tak naszpikowany chemią, a dwa, że proces wytwarzania materiałów jest bardziej humanitarny. Trzeba zdać sobie sprawę, że konwencjonalna uprawa bawełny i jej późniejsze barwienie to bardzo szkodliwe procesy. Chemikalia nie tylko degradują środowisko naturalne wnikając w ziemię i wody gruntowe, ale też bezpośrednio wpływają na zdrowie i życie ludzi. Z szacunkowych danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że co roku 25 mln. pracowników takich plantacji ulega zatruciu, a aż 20 tys. w ich skutek umiera.

W przypadku bawełny organicznej jest inaczej?

Jest zdecydowanie inaczej – zarówno pod względem rodzaju użytych środków, jak i zużycia wody.
W Cottonganic korzystamy wyłącznie z certyfikowanych materiałów. Międzynarodowe organizacje, które za nimi stoją, sprawdzają sposób uprawy surowców, przyglądają się pracy na plantacjach i analizują cały proces w łańcuchu dostaw. Dzięki temu mamy pewność, że surowce, z których pochodzą nasze tkaniny, były uprawiane ekologicznie, zgodnie z naturalnymi procesami zachodzącymi w przyrodzie – od wysiewu aż do powstania gotowego materiału. Używanie chemikaliów jest zabronione na każdym z etapów. Dlatego też uprawa bawełny organicznej w stosunku do uprawy przemysłowej zużywa mniej wody, nie degraduje i nie zanieczyszcza środowiska. Nawet barwniki użyte do barwienia tkanin są pochodzenia naturalnego.

Znalazłaś lukę i zaczęłaś sprowadzać materiały?

Na początku zamówiłam mnóstwo próbek. Generalnie zawsze chodzę z nimi w torebce. Teraz też je mam. Lubię czasem sprawdzać i przykładać materiały do różnych przedmiotów. U mnie proces tworzenia nigdy nie ograniczał się do biurka. Oczywiście czasem wymyślę coś, co wydaje się trudne do zrealizowania, ale nasze genialne panie krawcowe zawsze znajdują sposób lub… sposób na kompromis. Cenimy sobie ten osobisty kontakt, co jest możliwe w sytuacji, gdy nasze ubrania powstają tutaj, na lokalnym rynku. Ta bezpośrednia współpraca i „porządność” zapisana w poznańskim DNA, przejawia się również w naszych ubraniach. Pochodząc indywidualnie od każdego zamówienia, stawiamy przede wszystkim na jakość: materiałów, wykonania, ale i jakość naszej współpracy.

I w końcu powstała pierwsza seria rzeczy i domowych tekstyliów…

Pierwsze rzeczy weszły na rynek dwa lata temu. Świadomość ekologiczna w Polsce była jeszcze wtedy niewielka. Ludziom trudno było zaakceptować koszulkę za 200 złotych. Pomyślałam, że to nic złego. Widocznie wszystko musi chwilę poczekać. Dałam sobie czas. W tym roku powstała zwiewna, kobieca kolekcja, która jest też uniwersalna. Swoje projekty opieramy na ponadczasowych formach, odpornych na kaprysy sezonowych trendów. Inspirowały mnie też moje własne potrzeby. Na przykład sukienki cieszące się ostatnio sporym zainteresowaniem – z dekoltem na plecach i falbaną na dole – mają kieszenie. Ten krój powstał, bo sama takiej sukienki bardzo długo szukałam dla siebie. Miałam ją w głowie od dawna. Nie chciałam też wprowadzać sztywnego podziału na letnią czy zimową kolekcję. Nie chodzi przecież o to, by mnożyć i gromadzić coraz nowsze rzeczy. Dlatego nasze „letnie” ubrania zimą i jesienią możemy nosić w domu, albo wykorzystywać je jako piżamy. Wszystkie spodnie i koszulki idealnie się do tego nadają.

Ale nie da się ukryć, że rzeczy z organicznej bawełny są drogie.

Patrząc na nasze średnie pensje, ubrania z organicznej bawełny mogą wydawać się drogie. Wartość, ale i postrzeganie kwoty np. 100 Euro, będzie różna dla kogoś, kto np. pracuje i zarabia zagranicą. Z drugiej jednak strony należy sobie zadać pytanie, czy chcę mieć jedną porządną rzecz, czy 5 takich, które po chwili wylądują w koszu. Każdy musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sam. Kiedy zaczęłam tworzyć Cottonganic, przejrzałam całą swoją szafę. Przede wszystkim okroiłam liczbę ubrań. Wiedziałaś, że żeby dobrze wyglądać, wystarczy nam tak naprawdę 10, 15 rzeczy? Nie musimy ich gromadzić. Nie musimy podążać za sezonową modą, żeby modnie wyglądać. Dlatego Cottonganic nigdy nie będzie marką modową podążającą za trendem.

Co dalej?

Teraz pracuję nad uzupełnieniem naszego sklepu o ciepłe bluzy i spodnie. Pojawią się również szale i czapki. Ostatnio gościliśmy na Targach Mody MTP w strefie EKO. Poznań to w końcu moje miasto, w którym wszystko się zaczęło. Poza tym, jeszcze we wrześniu pojawimy się na targach w Warszawie i nie wykluczamy obecności zagranicą.

Gdzie jest Twoje miejsce na ziemi?

Być może wrócę kiedyś na wieś, ale póki co doceniam życie w Poznaniu. Mam to szczęście, że mogę trochę podróżować po świecie i obserwować ludzi w różnych miejscach. Ten nasz pęd jest jak jazda w tunelu z dużą prędkością, kiedy rozmazuje się cały obraz tego, co dzieje się dookoła. W trochę bardziej rozwiniętych krajach work–life balance jest rzeczywiście bardziej widoczny. Ludzie wychodzą, znajdują czas w środku tygodnia, by usiąść i porozmawiać, tak, jak my teraz. Nie wirtualnie, tylko teraz i tu. U nas też tak się zaczyna dziać i jest to ogromna radość widzieć jak Poznań się zmienia, że jest więcej takich pozytywnych ludzi, którzy po prostu chcą być i cieszyć się życiem.