Wciąż się dużo uśmiecham

19 czerwca 2020

Właśnie pojawiła się Jego najnowsza płyta „Credo”. Miał jechać w trasę koncertową, ale koronawirus pokrzyżował Mu plany. Wszystko zostało zawieszone, przełożone lub odwołane. To Jego takie pierwsze lato od 20 lat. Tęskni za publicznością i występami, i przyznaje, że kiedy wróci na scenę, to będzie dla Niego duże przeżycie. Jacek Mezo Mejer to nie tylko znany i lubiany w całej Polsce artysta, autor takich przebojów jak „Ważne” czy „Sacrum”. To poznaniak, mąż i tata, który swojej najmłodszej córce Fridzie zadedykował piosenkę „Błogostan” i nie ukrywa, że jest szczęściarzem.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Wojciech Wrazowski, Iza Tatarkiewicz

 

Credo, to Twoja oficjalna, dziewiąta płyta, która pojawiła się na rynku. Co ona dla Ciebie znaczy?

Staram się żyć w chwili obecnej, ale gdy spoglądam wstecz, widzę już długą i interesującą muzyczną oraz życiową podróż i cieszę się, że dołożyłem kolejny rejs do tej wyprawy. Dojrzewam razem z moimi słuchaczami. Niektórzy schodzą z pokładu, niektórzy dołączają. Ale Lajner wciąż płynie od ponad 20 lat. To niesamowite!

Dlaczego „Credo”?

Credo to wyznanie wiary i wartości. Na tej płycie sporo jest dojrzałej treści, moich przemyśleń na temat duchowości i nawiązania relacji z Bogiem. Otworzyłem się na tę przestrzeń w swoim życiu i naturalnie słychać to na płycie – choćby w tytułowym numerze „Credo” czy utworze „Serce już bije”.

Co słuchacze odnajdą dla siebie na tej płycie?

W odwiecznej batalii między refleksją a rozrywką na płycie „Credo” szala zdecydowanie przechyla się w stronę refleksji. Skupiam się na tym, czego nam w życiu brakuje i mam wrażenie, że musimy nieco przestawić akcenty z tego co zewnętrzne na wgląd w siebie. O tym mówi numer „Introspekcja”, do którego nakręciliśmy mocny teledysk na terenie opuszczonego więzienia w Łęczycy oraz w ruinach kościoła w Żeliszowie. Nie zapomniałem także o sporcie i biegaczach. Jest trochę refleksji na ten temat i przestawienie się z pogoni za życiówkami w maratonach, na bieganie jako formę medytacji i oczyszczenia głowy.

Czy jest tam Twój ulubiony utwór?

Najbardziej z perspektywy całości lubię „Introspekcję”. Jest mocna i szczera, ma wartościową treść i przy okazji jest dobra warsztatowo, rymowo. Wyróżniłbym jeszcze „Credo”, „Błogostan”, który jest lekki, rodzinny i przypomina o tym, że nawet dojrzały i nieco poważniejszy Mezo wciąż się dużo uśmiecha. Poza tym w teledysku pokazałem moją rodzinę i jest to dla mnie ogromna radość.

Jak promować płytę w czasach pandemii?

Paradoksalnie bardzo jestem zadowolony z tego czasu. Dawno tak się nie przyłożyłem do wydania albumu. W 2 miesiące nagraliśmy 3 teledyski, zrealizowaliśmy 2 koncerty online. Nagraliśmy ciekawy numer „Ocaleni” wraz z teledyskiem, m.in. z udziałem Donia i Zuzi Markiewicz, tak całkiem poza płytą. Zacząłem nawet robić live’y w Internecie, do czego długo nie mogłem się przekonać. Jest oczywiście także druga strona medalu. Płyta to spory wysiłek logistyczny i finansowy, a przez brak koncertów mam ograniczone możliwości spotkań ze swoją publicznością i zarabiania na życie.

Tęsknisz za koncertami i kontaktem z publicznością?

Koronawirus wysłał artystów na koncertowe bezrobocie. Miałem wszystko skrupulatnie zaplanowane. Płyta, a potem trasa koncertowa w niemal 30 miastach w całej Polsce. Wszystko zostało zawieszone, przełożone lub odwołane. To moje takie pierwsze lato od 20 lat! Myślę, że pierwszy koncert po tak długiej przerwie to będzie duże przeżycie. Oczywiście, że zgłodniałem i tęsknię za tym.

Czy którąś z piosenek dedykowałeś swojej najmłodszej córeczce Fridzie?

Piosenka „Błogostan” mówi o spokoju i radości przebywania z rodziną. To było oczywiste dla mnie, że coś napiszę o nowo narodzonej córce. Miałem przygotowany podkład muzyczny już od miesięcy. Kiedy się urodziła na przełomie 2019/2020, słowa same przelały się na papier. Radość z bycia tatą jest zupełnie metafizycznym uczuciem. Poród i pierwsze minuty Jej życia, to był dla mnie największy możliwy szał wdzięczności.

Czy śpiewasz Jej do snu?

Tak. Pracując nad płytą robiliśmy sobie z żoną takie żarty i zmienialiśmy większość refrenów tekstowo, żeby pasowały do życia Fridy, np. w „Medytacji w biegu” refren zaczyna się od słów „Biegnę, gdzie mnie oczy poniosą” – zmieniliśmy to na „Leżę, gdzie mnie mama położy” (śmiech). Poza tym, w ramach ćwiczeń w rymowaniu, napisałem dla Niej wiele wierszyków, szczególnie gdy żona była w ciąży.

Na polskiej scenie muzycznej jesteś już 20 lat. Każdy z nas zna i nuci regularnie takie hity jak „Sacrum” czy „Ważne”. Jak zmienił się Mezo w ciągu tych lat muzycznie i życiowo?

Mam szczęście, że „Sacrum” i „Ważne” stały się piosenkami nieśmiertelnymi. Wciąż są grane w radiu, wciąż są żywym wspomnieniem dzieciństwa i wczesnej dorosłości dla moich rówieśników oraz – o dziwo – nadal trafiają do młodszego pokolenia. Cieszy mnie również, że swoją muzyką i biegowymi osiągnięciami zachęcam ludzi do aktywnego, sportowego życia. Popularność to sinusoida – raz spada, raz wzrasta. Uodporniłem się na to. Mam swoją niszę zaufanych słuchaczy. Sam staram się nagrywać dziś rzeczy nieco bardziej wymagające. Wynika to raczej z mojego życia, przeczytanych lektur, osobistych wzlotów i upadków. Jestem bardziej refleksyjny. Miałbym dziś kłopot ze zrobieniem imprezowego numeru w stylu „Aniele”.

Jesteś poznaniakiem, co wielokrotnie podkreślasz. Jesteś dumny, że mieszkasz właśnie tutaj?

Tak – jestem dumnym poznaniakiem. To miejsce, którego nigdy nie opuszczę. Poznań jest w sam raz dla mnie. Wystarczająco duży, ale nie przytłaczający. Cenię też nasze poznańskie cechy takie jak zaradność, przedsiębiorczość i solidność.

Masz swoje ulubione miejsca w Poznaniu?

Moje ulubione miejsca to najczęściej trasy biegowe. Cały Golęcin, jezioro Rusałka i Strzeszyn. Jezioro Malta i okolice. Cytadela. No i serce Poznania – Rynek.

Czy którąś z piosenek z najnowszej płyty zadedykowałbyś poznaniakom w trudnym dla nas czasie?

Już spoglądam w tracklistę, która z piosenek jest najbardziej poznańska? Polecam otwierający płytę numer „Staromodny”. Lekko jazzujący klasyczny bit, treść trzymająca się blisko ziemi. Tacy są poznaniacy – konkretni, a nie bujający w obłokach i z nadzieją patrzący w przyszłość.