Wydobyć wewnętrzny blask diamentu

13 grudnia 2018

Swoją przygodę z diamentami rozpoczęła dzięki prezentowi od babci. Pamiątka rodzinna, piękna spinka wysadzana drogimi kamieniami, wpłynęła nie tylko na wybór kolejnych studiów, ale na resztę zawodowego życia. Dzisiaj potrafi gołym okiem ocenić kamień, jednak do zadań specjalnych wykorzystuje specjalny sprzęt w swoim laboratorium gemmologicznym. Widziała już przeróżne okazy, a światowe aukcje kamieni szlachetnych śledzi często z zapartym tchem. Przyznaje, że klienci często nie wiedzą, co mają w swoich rodzinnych zbiorach. Pewna klientka po wycenie kolii, po prostu zemdlała. Kobieta była pewna, że ma piękny „Jablonex”, a Barbara Dembowska – założycielka Diamonds Lab – doliczyła się tam 177 diamentów.

 

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska – Matys

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z kamieniami szlachetnymi?

W tym zawodzie nie można pracować bez solidnych podstaw. Jeśli chodzi o moje zafascynowanie kamieniami, zaczęło się od broszki, którą dostałam od babci. Każdy diament w niej był inny, o innym szlifie. Babcia opowiadała mi, że była to spinka do butów. Ale nie od razu rozpoczęła się moja przygoda z kamieniami. Najpierw ukończyłam biologię na Uniwersytecie w Poznaniu, później przez wiele lat pracowałam jako pracownik naukowy w Poznaniu i Siedlcach. Kiedy postanowiłam, że na stałe zamieszkam w Poznaniu, ta spinka od mojej babci ponownie mi wpadła w ręce. Wówczas zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak różnie są szlifowane w niej kamienie. Dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do nowoczesnych szlifów, te z ubiegłych epok wzbudzają zainteresowanie swoją niekształtnością. To w niej pierwszy raz zobaczyłam szlif typu Mazarina. Francuski kardynał Mazarin, jako jeden z pierwszych zastosował ten szlif, by wydobyć z diamentu barwę. Była to podwalina obecnego szlifu brylantowego. Na tyle mnie to zainteresowało, że rozpoczęłam poszukiwania literatury na temat kamieni. Później, na Uniwersytecie we Wrocławiu zostały uruchomione studia podyplomowe z gemmologii, na które zdecydowałam się zapisać. Miałam odpowiednie przygotowanie zarówno z chemii, jak i fizyki, co było bardzo potrzebne do pracy z minerałami.

Jak wygląda Pani praca na co dzień?

Nasza placówka to typowa hurtownia kamieni naturalnych. Współpracujemy z osobami, które na co dzień wykorzystują te kamienie w swojej pracy, zarówno w niedużych ilościach do pojedynczych małych dzieł sztuki, ale też zaopatrujemy duże firmy mające swoje sieci sklepów. Do małych firm bardzo często trafiają klienci z własnym wyobrażeniem o tym, co by chcieli kupić dla siebie lub bliskiej osoby i stąd trafiają do nas nietypowe pytania i życzenia klientów. Niekoniecznie tylko o diamenty, ale także o inne kolorowe kamienie. Zdobycie tego, czego poszukuje klient indywidualny, kamienia o nietypowym kształcie i barwie, dostarcza moc satysfakcji. Często takie poszukiwania są przeprowadzone dosłownie na całym świecie. Nasza codzienna praca, którą wykonuję wspólnie z moją córką Izabellą Sawicką, polega na tym, że dokonujemy sortowania i oceny kamieni. Tego typu usługi wykonujemy dla złotników, zarówno małych, jak i dużych. Zdarza się też często tak, że złotnicy przynoszą do nas swoje kamienie, żeby je przesortować, określić jakie to kamienie według schematu 4C: masa w karatach, barwa, szlif i czystość. Nasza praca to nie tylko praca stacjonarna w laboratorium. To udział w konferencjach naukowych, np. w Paryżu, Moskwie, Antwerpii czy Hong Kongu. To także udział w ekspedycjach do kopalni diamentów. Jako jedyna z Polski uczestniczyłam w ekspedycji do kopalni rosyjskich firmy Alrosa w Jakucji, jak też do kopalni afrykańskich, np. w Namibii. Córka natomiast badała rynek kamieni kolorowych w Kambodży. Nie uciekam też przed swoją inną pasją, jaką jest jeździectwo. Łączę je, wyszukując sylwetki konia rzeźbione w diamentach.

Wykonujecie Państwo także szlify?

Tu tego nie wykonujemy. Współpracuję jednak z kilkoma firmami w Belgii, gdzie można przeszlifować kamienie. Miałam kiedyś klientkę, która przyniosła do nas bardzo duży kamień. Blisko 20 karatowy. Był on uszkodzony. Kryła się za tym bardzo ciekawa historia. Pani, zamykając drzwi swojego samochodu, uratowała palec właśnie dzięki pierścionkowi z ogromnym kamieniem, który przyjął na siebie siłę uderzenia. Kobieta czuła ogromną wdzięczność do kamienia, a że ten po całym zajściu był ukruszony, postanowiła powtórnie go oszlifować. Wiadome było, że kamień straci sporo ze swojej masy.

To jak to jest z trwałością diamentów?

Diamenty są bardzo twarde (10 w skali Mohsa), ale mają swoje płaszczyzny łupliwości ukryte we wnętrzu. Bardzo często też się zdarza, że diamenty wzrastające w przyrodzie, są blisko siebie położone i następuje ich zbliźniaczenie. Dwa kamienie wzrastają wspólnie. Doświadczeni szlifierze potrafią tak oszlifować diament, by połącznie dwóch kamieni pozostało na miejscu, końcowa masa w karatach była większa. Również wewnętrzne inkluzje naturalnie występujące osłabiają diament, dlatego często złotnicy radzą się w naszej firmie, jak ustawić kamień przy oprawie, by uniknąć uszkodzenia.

Diament, kamień, węgiel, minerał? Jak poprawnie można mówić o diamentach?

Diament zbudowany jest z czystego węgla. Minerał to także poprawne określenie diamentu. U nas bardzo często używa się zamiennie nazwy diament i brylant. Termin brylant jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla kamieni okrągłych, w szlifie brylantowym. Pełny, klasyczny szlif brylantowy, zawiera 58 faset. Diament jest na tyle ciekawym kamieniem, że można wymyślić jakiś szlif i go opatentować. Forma szlifu polega na tym, by wydobyć tę najpiękniejszą iskierkę z kamienia.

A jakie są kolory diamentów?

Jesteśmy przyzwyczajeni do białej barwy, ale barwne diamenty w przyrodzie też występują. W Australii np. jest najwięcej diamentów o barwie różowej. To i tak jest zaledwie 2 do 5 procent całego wydobycia. Na aukcjach mogą osiągnąć cenę nawet ok. 2 milionów dolarów za karat. Jest cała gama kolorów diamentów. Od czarnego, po białe. Współpracuję z jedną z firm w Belgii, która specjalizuje się tylko w kolorowych diamentach. Z przyjemnością spędzam tam czas. Moim ulubionym kolorem diamentu jest zielony. Z kolei najmniej na świecie jest diamentów czerwonych. Można je policzyć na palcach rąk. Najbardziej znany, to ten który ma 5,05 karata – został znaleziony na Borneo i, co ciekawe, przez dłuższy czas nie mógł znaleźć swojego nabywcy. Początkowo nie doceniano tego kamienia, a w tej chwili jest na tyle cenny, że nie jest wystawiany na aukcji.

Jakie są najbardziej znane i cenione domy aukcyjne?

Christie’s, Sotheby’s – to największe znane na świecie domy aukcyjne. Posiadają swoje filie, m.in. w Chicago, Mediolanie, Madrycie, Rzymie, Atenach, Sydney, Amsterdamie, Genewie, Zurychu itd. Sama nie biorę udziału w tych aukcjach, zbieram jednak wszystkie informacje na ich temat, by być na bieżąco. Kilka lat temu przecież rozpętała się burza branżowa. Został sprzedany błękitny diament – zlicytowany za rekordową sumę dwudziestu czterech milionów dolarów. Niezwykły klejnot należący do dynastii Wittelsbachów, 35,56 karatowy kamień, poszedł pod młotek właśnie w domu aukcyjnym Christie’s w Londynie. Kupiła go firma Graff, która zdecydowała się go przeszlifować. Środowisko zostało podzielone, na tych którzy uważają, że diament historyczny powinien być pozostawiony w pierwotnym szlifie i na tych, o liberalnym podejściu. Firma Graff jednak, zmieniając proporcje kamienia i pomniejszając masę na 31,06 karata, usunęła drobne uszkodzenia i wydobyła jeszcze głębszą jego barwę.

A co ze sztucznymi diamentami?

Diamenty obecnie są również produkowane przez człowieka. Początkowo były syntetyzowane tylko i wyłącznie do wykorzystania przemysłowego. Później jednak stwierdzono, że można spróbować przeszlifować taki kamień na kamień jubilerski. Szybko okazało się, że to możliwe. W tym momencie zaczęły się dwie drogi życia kamieni syntetycznych: przemysłowa i jubilerska. Mamy więc na rynku diamenty naturalne, które niosą za sobą historię setek milionów lat i diamenty syntetyczne, z czterotygodniową historią. Zobaczymy więc, jak długa będzie ich żywotność w jubilerstwie. Te syntetyczne kamienie pojawiają się już w sprzedaży, zarówno w Azji jaki Stanach Zjednoczonych. Zobaczymy co będzie dalej. Kolorowe diamenty syntetyczne można rozpoznać gołym okiem, gdyż często ich barwa jest inna od tych spotykanych w przyrodzie. Trudniej jednak jest już z białym diamentem – do jego analizy potrzebne jest specjalistyczne oprzyrządowanie.

Czy osoby prywatne także korzystają z Państwa wiedzy i doświadczenia?

Często odwiedzają nas klienci, którzy chcą wycenić swoją biżuterię. Sporo osób przychodzi do naszego laboratorium, by sprawdzić co mają w swoich zbiorach. Nam sprawia to ogromną przyjemność, bo bardzo często zdarzają się bardzo ciekawe okazy z epoki, gdzie można zauważyć kunszt jubilerski. Doradzamy także osobom, które chcą zainwestować w kamienie szlachetne. Kiedyś diamenty nie były tak dostępne na rynku, dlatego ludzie szukają czegoś bardzo indywidualnego i oryginalnego. My im w tym pomagamy. Szukamy czegoś na miarę oczekiwań naszych klientów. Oprócz czerwonego diamentu, jesteśmy w stanie zorganizować wszystko, o czym zamarzy klient – ograniczeniem może być tylko jego budżet.