Z miłości do tańca

23 stycznia 2019

Zaczęła tańczyć mając 5 lat. Mieszkała na al. Stalingradzkiej w Poznaniu. Jej sąsiadka, ceniona śpiewaczka operowa, wywróżyła dziewczynce karierę artystyczną. Profesor Ewa Wycichowska, oprócz bycia wybitną tancerką, choreografem i pedagogiem, 23 lata spełniała się w roli dyrektora Polskiego Teatru Tańca.

 

Rozmawia: Ania Jasińska

ZDJĘCIA: Archiwum prywatne bohatera

 

Po maturze wyjechała do Łodzi. Do Poznania wróciła po latach, żeby zastąpić Conrada Drzewieckiego w PTT. Gdy zrezygnowała z prowadzenia teatru, myślała, że nieco zwolni i będzie cieszyć się spacerami z psem po Żurawińcu, gdzie mieszka. Nadal zaraża swoją pasją do tańca.

Czym teraz zajmuje się Ewa Wycichowska?

Mam uczelnię i masę różnych rad. To wszystko mnie angażuje i to na dwa miasta – na Warszawę i na mój Poznań.

Spodziewała się Pani, że córka też zarazi się miłością do tańca?

Wiedziałam, że będzie przebywała w Teatrze Wielkim w Łodzi, bo wtedy tam tańczyłam. Córka mówiła, że raczej będzie reżyserem i że nie chce tańczyć tak jak mama. Gdy Ją zaangażowałam do spektaklu „Miriam”, magia teatru okazała się wielka i oznajmiła, że napisała podanie do szkoły baletowej. Ja siedziałam wtedy w komisji i robiłam wszystko, żeby nie została przyjęta. Okazało się, że ciocie w teatrze Ją poduczały i bardzo dobrze zdała egzamin. Stwierdziłam, że najlepiej będzie, gdy podejmie studia tańca współczesnego w Local Contemporary Dance School w Londynie. Wróciła jako nowy człowiek.

Niektórzy zastanawiali się, czy Paulina przejmie dyrekturę po mamie w PTT.

Paulina wiedziała, z czym to się wiąże, i jeszcze na rok przed moim odejściem powiedziała, że woli zajmować się choreografią.

Pani udawało się łączyć kierowanie zespołem i tworzenie choreografii.

Chciałam moim choreograficznym dzieciom oddać, przede wszystkim, swoje doświadczenie. Powstało Atelier PTT dla młodych choreografów. Niestety, ten repertuar został wycofany. Zależało mi na przekształceniu baletu w teatr tańca. Nie robiłam tego sama. Wiedziałam, że trzeba zaprosić najlepszych ze świata, stąd Ohad Naharin i inni, którzy zostawiali swój sposób pracy, zupełnie inny niż ja proponowałam, i to było bogactwo. Dzięki temu wyrosły wspaniałe osobowości – „Owoce Ewy”: Andrzej Adamczak, Bartek Raźnikiewicz, właśnie Paulina czy Karina Adamczak, Agnieszka Fertała, Paweł Walicki. On jedyny jeszcze został w teatrze. Nie ma na razie możliwości działania twórczego w teatrze, a uważam, że to bardzo ważne, bo zmienia podejście do widza. Moim mistrzem prowadzenia teatru był Sławomir Pietras. Tylko dlatego, że wysłał mnie do Poznania i obiecał pomoc, ja się tego zadania podjęłam. Wtedy powstał kierunek dla menedżerów kultury – od razu się zapisałam, razem z Jagodą Ignaczak, którą ściągnęłam z Łodzi, żeby zajęła się promocją i stroną literacką. Dołączyła jeszcze Katarzyna Anioła, bo w kobietach siła. Nasza trójca była w stanie zdobyć 40% funduszy na prowadzenie teatru. Grywaliśmy nawet i po 100 spektakli w kraju i zagranicą. Podziwiałam ich na scenie i to dodawało mi energii. Po części dla nich stworzyłam międzynarodowe warsztaty tańca współczesnego Dancing Poznań, a teraz Dancing Fair Place Poznań.

Brak sceny stał się dla was atrybutem.

To akurat zasługa Conrada Drzewieckiego. Wymyślił ten teatr w konwencji objazdowej. Podziwiałam Go, kiedy uczyłam się w szkole baletowej. Później wyjechałam do Łodzi. Sądziłam, że po roku wrócę do Poznania. Wróciłam po 20 latach i nie do opery, tylko żeby zastąpić Conrada. Prezydent Wituski powiedział, że jak ja tego nie wezmę, to zlikwiduje PTT. Uległam „szantażowi” i nie żałuję (śmiech).

Powstała książka „Istnienie – grać. Portret Ewy Wycichowskiej”, którą napisała Jagoda Ignaczak. Miała Pani obawy, co się w niej pojawi?

Jagoda jako współpracownik i przyjaciółka, nigdy mnie nie zawiodła. Czułam, że kiedyś zacznie pisać, ale nie biografię, tylko o PTT. Pytałam „dlaczego nie napiszesz o tej osobie”? A ona na to „napisz sobie swoją biografię. To jest moja książka i będę pisała co uważam”. Jestem bardzo wdzięczna Jagodzie, bo wiele rzeczy zapomniałam, a teraz mam wspomnienia.

W tej książce pojawiają się też opisy przyjaźni. Kim jest Bat Saj Chan?

Bat to wspaniały tancerz z Ułan Bator, który zastąpił mojego partnera. Wacław Niedźwiedź na spektakl „Giselle” nie dojechał, bo zatrzymano Go w Moskwie. Bat stał się moim partnerem i pokazał mi Mongolię, która była dla turystów zakryta. Byliśmy u jego rodziny w stepie, w jurtach, w świątyniach. Byłam obdarowywana różnymi prezentami. Bogusław Kaczyński, prowadząc koncert, stwierdził: „A teraz Ewa i Bat Saj Chan. Ich przyjaźń tak się rozwija, że tylko możemy sądzić, że przyjaźń polsko-mongolska będzie wyglądała podobnie”. Bat był spadkobiercą staromongolskich tańców po swoim tacie, który w latach reżimu został zamordowany. Przez kilka lat utrzymywaliśmy kontakt, a później dowiedziałam się, że Go też zamordowano. Miał synka, któremu te tańce przekazał. Poza tym świetnie partnerowali mi też koledzy z Teatru Wielkiego w Łodzi.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można spotkać Ewę Wycichowską na polu tanecznym?

Niedawno zrealizowałam „Krzesła” Ionesco dla Teatru Logos. To teatr przy kościele środowisk twórczych w Łodzi. Rzecz dotyczy starych ludzi. Mam cichą nadzieję, że zagramy go w Poznaniu. To może być dobre dla osób, które mają kogoś chorego w rodzinie albo straciły kogoś. Interesuję się seniorami w ogóle i podczas Dancing Fair Place Poznań prowadzę zajęcia z seniorami.

Życzę, żeby jak najwięcej choreografii pojawiało się w Poznaniu.

Bardzo się cieszę z tej rozmowy, a jako że w PTT już nie istnieje, zapraszam do innych przestrzeni, bo gdzie jest taniec, tam pewnie i ja się znajdę.