Z pasji do wrotkarstwa

23 czerwca 2020

Swoją przygodę z wrotkarstwem rozpoczął 26 lat temu. Zainspirowała go płynność ruchów, a pociągała prędkość. Mistrz Polski w jeździe szybkiej. Dziś także menedżer sportu, instruktor i doradca, do którego po sprzęt, poradę i na lekcje kierują swoje kroki klienci z całej Polski i zza granicy. Wrotki to nie tylko pasja, to doskonały środek transportu – mówi Jakub Ciesielski „Zico”.

 

ROZMAWIA: Katarzyna Świderska

ZDJĘCIA: Izabela Długa

 

W Poznaniu, z Pana inicjatywy, ma powstać profesjonalny tor wrotkarski. Ilu miłośników wrotek i rolek wyczekuje na realizację tej inwestycji?

Trudno określić dokładnie, ile to osób. Najprościej chyba odnieść się do głosowania, bo projekt toru wrotkarskiego został zgłoszony w 2015 roku do Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. Zwyciężył wówczas sporą liczbą ponad 6000 głosów, rywalizując z obiektami dla pasjonatów pływania, piłki nożnej i żużlu. To spore osiągniecie! Sporty wrotkarskie są popularne w dużym stopniu wśród osób młodszych, co da się zauważyć latem na Wartostradzie, Łęgach Dębińskich czy chociażby podczas zajęć, które prowadziłem podczas projektu „Lato na targach”. Ponadto głosowanie było kilka lata temu, a od tego czasu dyscypliny wrotkarskie pozyskały nowych zwolenników. Zmieniło się też spojrzenie na wrotkarstwo, które jest traktowane nie tylko jako dyscyplina sportowa czy aktywność rekreacyjna. Wiele osób wykorzystuje rolki po prostu jako środek transportu do pracy czy na uczelnię. Myślę, że możemy śmiało zrobić założenia, że obecnie w Poznaniu mamy kilkadziesiąt tysięcy osób, które z chęcią korzystałyby ze zunifikowanego toru wrotkarskiego.

Aktualnie wyróżnia się kilka specjalności wrotkarskich: jazdę szybką, hokej na wrotkach i rolkach, jazdę figurową na wrotkach i rolkach, jazdę agresywną, zjazd (downhill), freestyle slalom, inline alpine czy roller derby. Która z tych dyscyplin jest w Polsce najpopularniejsza?

Najbardziej popularna jest jazda rekreacyjna oraz korzystanie ze sprzętu wrotkarskiego w celu przemieszczania się po mieście. Wrotkarstwo ma również swój odłam sportowy i tutaj popularna jest jazda szybka. W Polsce jest kilka torów pozwalających uprawiać tę dyscyplinę. Mam tu na myśli Tomaszów Lubelski czy Duszniki Zdrój, w których prężnie działają kluby wrotkarskie szkolące w jeździe szybkiej. W 2017 roku, na potrzeby Mistrzostw Świata Sportów Nieolimpijskich, powstał także tor we Wrocławiu. Warto podkreślić, że obiekty te są bezpieczne i pozwalają nie tylko trenować jazdę szybką, ale również jeździć na rolkach rekreacyjnie czy uprawiać inne dyscypliny wrotkarskie.

A Pan który styl jazdy preferuje?

Jazdę szybką i agresywną, choć w tym drugim obszarze musiałem już trochę odpuścić z racji wieku. Bardzo lubię na rolkach przemieszczać się po mieście. Są tu pewne elementy jazdy agresywnej, jak na przykład szybki skok ze schodów.

Jak to się stało, że wybrał Pan właśnie taki sport?

Jako dziecko szukałem sportu, który będzie bliski bieganiu. Chodziło o szybkie poruszanie się. I wtedy, a było to na początku lat 90., zdarzyły się dwie rzeczy. Po pierwsze, położono nowy asfalt na ul. Kasprzaka, na którym zobaczyłem moją koleżankę na wrotkach klasycznych. Zaimponowała mi sprawność z jaką się poruszała, tzw. czysty flow. Wszystko było w punkt. Wkrótce potem mój kolega przywiózł z Belgii pierwsze rolki. To był sprzęt dobrej klasy i idealnie na mnie pasowały. Musiałem spróbować. I choć na początku nie obeszło się bez groźnego upadku, to i tak wiedziałem, że ten sport zagości na długo w moim życiu. Kilka miesięcy później kupiłem swoje pierwsze rolki i zacząłem jeździć na Placu Wolności, a gdy padał deszcz – pod Rondem Kaponiera lub na Dworcu Cesarskim, który też był zadaszony. To dość istotne. Jazda na rolkach czy wrotkach wymaga płaskich i suchych powierzchni. I takich musimy szukać, jeśli chcemy systematycznie trenować i rozwijać swój umiejętności.

Całkiem dobrze Pan sobie radził. Sporo tytułów udało się Panu zdobyć.

Stanąłem na najwyższym podium Mistrzostw Polski w jeździe szybkiej na torze dwa razy: w Warszawie wygrywając na dystansie 300 m oraz w Słomczynie, na dystansie 500 m. Kilkukrotnie zdobyłem tytuł wicemistrza na krótszych dystansach torowych, ale też zdarzały się podia na dystansie maratonu. Miałem również osiągnięcia w skokach wzwyż, kiedyś bardzo popularnej dyscyplinie. W zawodach, które odbyły się na poznańskiej Malcie, zająłem pierwsze miejsce, pokonując poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2,5 metra.

Jest Pan instruktorem wrotkarstwa. Kogo Pan uczy?

Grono osób, które uczyłem jeździć, jest naprawdę imponujące, zarówno pod względem liczebności, jak i rozpiętości wiekowej. Są w nim najmłodsze dzieci, w wieku 4–5 lat, przyprowadzone przez rodziców chcących się przekonać, czy dziecko ma smykałkę do jazdy, a także młodzież. Pojawiali się seniorzy. Do dziś pamiętam jednego z moich uczniów, który zgłosił się do mnie w wieku 66 lat. Bardzo chciał spróbować jazdy na rolkach i nauczył się, ale najbardziej z naszych lekcji zapamiętał moment, gdy udało się mu zjechać z górki z Cytadeli do ul. Szelągowskiej. To jest górka o sporym nachyleniu, więc wyczyn niemały.

Co trzeba przede wszystkim opanować, żeby jeździć na rolkach – technikę czy strach przed upadkiem?

To jest bardzo techniczny sport. Dobrze opanowana technika sprawia, że jeździmy lepiej, mniej męczymy się, więcej kilometrów jesteśmy w stanie przejechać i poruszamy się pewniej. Są oczywiście osoby, o których można powiedzieć, że urodziły się z rolkami na nogach. Większość jednak zaczyna od poziomu zero. Mając cały komplet ochraniaczy, dobrze dopasowany kask oraz wsparcie instruktora, który pokaże jak prawidłowo się poruszać, a jeśli coś robimy źle – od razu to skoryguje, nauka będzie przyjemna, bezpieczna i będzie trwała krócej.

Czy zabierając się za ten sport trzeba mieć jakieś predyspozycje?

Nie trzeba mieć specjalnych predyspozycji. Trzeba po prostu to lubić, chcieć. Ktoś, kto założy rolki dobrej jakości i wykonana pierwszą jazdę z instruktorem, zazwyczaj już nie rezygnuje. Później treningi można wykonywać indywidualnie, z muzyką „w uszach”, oczywiście zachowując wszelkie standardy bezpieczeństwa, można też jeździć ze znajomymi. To jest sport, który stwarza wiele możliwości, a sprzętowo nie zajmuje dużo miejsca.

Mówi się, że „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

We wrotkarstwie kluczowe są precyzja i równowaga. Do tego dochodzi często prędkość, która, jeśli jest duża, sprawia, że spotkanie z asfaltem kończy się mocnymi obtarciami, a podparcie się ręką przy upadku może zakończyć się poważniejszą kontuzją. To jednak nie stawia w złym świetle wrotkarstwa na tle innych dyscyplin. Takie rzeczy się po prostu zdarzają, nawet przy bieganiu. Dlatego tak ważne są ochraniacze i kask. Natomiast z perspektywy wpływu uprawiania tego sportu na stan naszego ciała, to wrotkarstwo jest jedną z najbezpieczniejszych dyscyplin. Gładki, posuwisty ruch powoduje, że stawy nie są obciążone tak, jak przy bieganiu, a przy nierównych powierzchniach dobre kółka i nierzadko stosowane amortyzatory pod piętami niwelują wstrząsy.

W ubiegłym roku podczas BIKE SHOW współorganizował Pan turniej Roller Derby. Co to za dyscyplina?

Roller Derby pojawiło się w Polsce 6 lat temu. To sport drużynowy z wykorzystaniem wrotek tradycyjnych, w którym rywalizacja rozgrywa się na płaskim torze. W danym momencie rywalizują dwie 5-osobowe drużyny. W każdej z nich jest tzw. jammer, czyli zawodnik, którego zadaniem jest pokonywanie kolejnych okrążeń i wymijanie czterech blokujących z drużyny przeciwnej. Blokujący nie tylko utrudniają pracę jammera z przeciwnej drużyny, ale też wspierają swojego, dbając o to, by przeciwnicy nie utrudniali mu poruszania się po torze. W jednym momencie działa więc zarówno ofensywa, jak i defensywa. W tej dyscyplinie osiąga się duże prędkości, są mocne uderzenia, skoki. Po prostu sporo dzieje się, emocje gwarantowane. Punkty przyznawane są za każdą miniętą osobę z przeciwnej drużyny. Jako ciekawostkę mogę przytoczyć wyniki rozgrywki pomiędzy USA i Holandią. Wyniósł on 286:0. To daje obraz, jak duże dysproporcje mogą być między drużynami, nawet na poziomie światowym.

To trochę sport kontaktowy. Mówi się o nim „rugby na kółkach”, a jednak jest domeną kobiet.

Roller Derby rzeczywiście uprawiane jest głównie przez kobiety, ale są też drużyny męskie, a także mieszane. Warto jednak zaznaczyć, że nie trzeba być atletycznej budowy, by osiągać dobre wyniki. Ważne są umiejętności techniczne i opanowanie danej pozycji, a całość jest sprawdzana za pomocą tzw. Minimum Skill Testu. Na ten test składa się kilkadziesiąt konkurencji, takich jak na przykład jazda po łuku z przeplatanką, minimalna ilość okrążeń w danym czasie, skok, prawidłowe uderzenia czy hamowanie na określonym odcinku. Każdy z tych elementów musi zostać opanowany na co najmniej czwórkę, by brać udział w rozgrywkach.

Czy w Polsce mamy drużyny, które uprawiają Roller Derby?

Tak i są to faktycznie drużyny kobiece z kilku dużych, polskich miast. W ramach ciekawostki wspomnę, że część dziewczyn z naszej poznańskiej drużyny Bad Rangers Poznań Roller Derby League reprezentowało Polskę po raz pierwszy na Mistrzostwach Świata w 2018 roku. Wygraliśmy wówczas dwa mecze. To, że rywalizowały z o wiele bardziej doświadczonymi drużynami oznacza, że zmierzamy w dobrym kierunku. Mimo że byłem obok, bardzo cieszyłem się z wygranej!

Dlaczego warto uprawiać wrotkarstwo?

Przede wszystkim dla zdrowia. To sport, który ma bardzo dobry wpływ na nasz organizm, rozwija układ krążeniowo-oddechowy, podnosi sprawność i wydolność fizyczną. To również świetny środek transportu. Sam często dojeżdżałem do pracy na rolkach, podobnie jak moi klienci. I na koniec to po prostu dobra zabawa. Dla każdego, bez względu na wiek.