Za miłością do… Poznania

12 lutego 2019

Przyjechali tu, bo się zakochali, bo to w stolicy Wielkopolski znaleźli swoją drugą połówkę i właśnie tu zostali. Jak udało im się pokonać długą drogę do szczęścia? I jak dziś żyje im się w Poznaniu?

TEKST: Dominika Job

Miłosz

Moja żona jest moim przyjacielem. Zbliżyliśmy się do siebie po wieloletniej znajomości. Co ciekawe, akurat wtedy, gdy ona wyjeżdżała na rok za granicę. Zbyt długo żyliśmy na odległość, dlatego po jej powrocie do Polski, postanowiłem przeprowadzić się do Poznania, gdzie kończyła studia. Bardzo trudno było mi zostawić za sobą całe moje życie i zamieszkać w obcym, dużym mieście. Nawet poruszanie się komunikacją miejską wydawało mi się wtedy trudne. Po kilku zawirowaniach zawodowych, zacząłem się zniechęcać. Coraz częściej zastanawiałem się czy nie powinniśmy wrócić na Dolny Śląsk, skąd pochodzimy, gdzie mamy rodziny i przyjaciół.

Ale przetrwałem to. Dzisiaj moja sytuacja jest stabilna, znam Poznań na wylot, mam tu znajomych, świetną pracę i jakoś się kręci. Nie udałoby się to, gdyby nie moja Oleńcia, która jest najbardziej wyrozumiałą osobą jaką znam. Dzielnie znosi moje narzekania na miasto, które jeszcze się zdarzają. Dwa lata temu urodziła się nasza córeczka. Uświadomiłem sobie, że jej dom już zawsze będzie tutaj, w Poznaniu. I mój także.

Paulina

Po zakończeniu studiów mój chłopak Paweł dostał w Poznaniu wymarzoną pracę. Ja obroniłam magistra na wrocławskiej uczelni i mogłam wystartować w dorosłe życie gdziekolwiek. Poznań… Wyjechałam z domu z jedną walizką, do miasta, w którym oprócz męża, nikogo nie znałam. Początki nie były kolorowe. Jeździłam do pracy, która nie była szczytem moich marzeń, wracałam do domu komunikacją miejską i wpadałam w depresję. Najgorsza była tęsknota i poczucie samotności. Paweł dbał o mnie, starał się zapoznawać ze swoimi znajomymi, ale to nie było to samo, co moje przyjaciółki.

Sytuacja zaczęła się poprawiać, gdy wzięliśmy ślub, kupiliśmy mieszkanie i zaczęliśmy żyć na swoim. Nowe znajomości zamieniły się w przyjaźnie. W pracy zaczęłam odnosić sukcesy i lepiej zarabiać. Wspólnie z Pawłem zaczęliśmy podróżować, żyć pełną piersią. Ponieważ moje dotychczasowe pasje umarły śmiercią naturalną, postanowiłam, że w Poznaniu zrealizuję swoje marzenie z dzieciństwa – nauczę się jeździć konno. Dopiero w tym momencie poczułam się tu jak w domu. Budowanie tego zajęło mi sześć lat, ale mam fajną pracę, poukładany związek, grono znajomych i przyjaciół, a do tego wielką pasję. Niedawno urodziła się nam śliczna córeczka. Razem z mężem dochodzimy do wszystkiego wspólnie. Sprawdziliśmy się w wielu trudnych sytuacjach i wiemy, że możemy na sobie polegać, a to jest najważniejsze.

Zuza

Marcina przedstawiła mi koleżanka, gdy pierwszy raz przyjechałam do Poznania. Odwiedzaliśmy się coraz częściej, a gdy zaszłam w ciążę, podjęłam decyzję o opuszczeniu mojego ciepłego domu rodzinnego. Bardzo się bałam, jak to będzie, czy się odnajdę, czy wspólne mieszkanie zda egzamin, no i co z pracą. Przepłakałam pół drogi.

Choć początki były ciężkie, ostatecznie życie w Poznaniu jakoś się ułożyło. Randkowaliśmy na Cytadeli, zaręczyny były w Kiekrzu nad jeziorem w towarzystwie kaczek. Lato, zachodzące słońce, kocyk, owoce i szampan. Brzmi banalnie? Może, ale to było spełnienie moich marzeń.

Potem poszło jak z górki: dziecko, ślub, wspólne życie… później rozwód, a teraz koleżeńska relacja. Nasz związek nie przetrwał, ale to tu jest miejsce na Ziemi, gdzie można odnaleźć swoje szczęście. Zakochałam się drugi raz, ułożyło się, spotkałam prawdziwych przyjaciół i Poznań to już jest moje miasto.

Magda

Zawsze myślałam, że to Tomek przeprowadzi się do Wrocławia, bo ja miałam tam całą rodzinę, z którą jestem zżyta i wielu znajomych, których już poznał. On pochodzi z Suwałk, studiował w Poznaniu. Kiedy już mieliśmy podejmować ostateczną decyzję, okazało się, że wybrano go na prezesa stowarzyszenia, do którego należał. Waśnie kończyłam pierwszy stopień studiów, także wyszło, że to mi będzie łatwiej dokonać życiowej zmiany w obecnej sytuacji.

Wyprowadzenie się z domu rodzinnego oznaczało życie na własną rękę. Tęskniłam za rodziną i zastanawiałam się, po co mi to było. Mimo wszystko nie wróciłam do Wrocławia. Tomek mnie wspierał każdego dnia we wszystkim i jakoś ułożyłam swoją nową codzienność. Po pół roku oświadczył się i obecnie jestem najszczęśliwszą żoną. Spodziewamy się dziecka.

Niektóre rzeczy zdawały się mnie przerastać, ale cieszę się, że im nie uległam. Wiele się nauczyłam, zyskałam samodzielność, a przede wszystkim miłość mojego życia. Nigdy bym nie pomyślała, że to Poznań spełni moje marzenie o cudownej rodzinie.

Kewin

Odkąd pamiętam, nigdy nie chciałem mieszkać w wielkim mieście. Z Alicją poznaliśmy się nad morzem, gdzie obydwoje pracowaliśmy w sezonie letnim. To był zwykły lipcowy wieczór. Tak naprawdę wszystko było zwykłe, oprócz niej… Niestety, po wakacjach Alicja wróciła do Poznania, a ja długo bez niej nie mogłem wytrzymać. Jeździliśmy do siebie prawie 200 km. W końcu podjąłem decyzję o zmianie swojego życia. Chciałem być blisko niej. Bałem się, ale ona mnie wspierała. Bardzo się cieszyłem, że będziemy mogli widywać się częściej niż 2 razy w miesiącu, a na SMSa „tęsknię”, będę odpisywał „to otwórz drzwi, jestem”.

Dzisiaj wiem, że to była jedna z najważniejszych i najlepszych decyzji w moim życiu. Nigdy bym jej nie cofnął, ale sam pomysł też nigdy nie przyszedłby mi nawet do głowy. A wszystko to za sprawą przypadkowo poznanej osoby, która okazała się moją drugą połówką.

Sylwia

Bardzo wcześnie wyszłam za mąż. Kochaliśmy się, ale też różniliśmy od siebie. Bywało różnie, jednak kiedy mąż dostał propozycję pracy nie do odrzucenia, postanowiłam, że wyjadę z Łodzi i przeprowadzę się z nim do Poznania. Początki były trudne. On całymi dniami pracował, często wyjeżdżał w kilkudniowe delegacje. Nasze drogi coraz bardziej się rozchodziły. Ja oswajałam się z nowym miastem jeżdżąc komunikacją miejską. Pracowałam. A gdy zaczęłam sobie wszystko powoli układać, mąż ponownie awansował… Do Warszawy już nie chciałam się przeprowadzać. Tu zdobyłam nowych przyjaciół, dobrze się tu czułam, nasz syn także.
Mój mąż ułożył sobie życie w Warszawie z kimś innym. Bardzo przeżyłam porzucenie, przestałam o siebie dbać. Kawa i papierosy stały się moim jedzeniem.

Parę miesięcy później poznałam Tomasza. Kiedy na nowo wszystko zaczęło się układać, przeżyty stres dał o sobie znać… Przeszłam udar niedokrwienny mózgu. Wózek, miesiące rehabilitacji. Miałam lewostronny niedowład. W tym czasie Tomasz przyjeżdżał codziennie 80 km w jedną stronę, żeby mnie zobaczyć, pomoc się wykąpać. Był moim słońcem i motywacją. Po paru miesiącach oświadczył mi się. Pobraliśmy się i mieszkamy na Jeżycach. Ze szpitala wyszłam o własnych siłach, ale ciągle wiele skutków udaru codziennie daje się we znaki.

Tomasz opuścił dla mnie swoje rodzinne miasto, ale podobno nie żałuje. A ja? Codziennie zasypiam i budzę się uśmiechnięta. Jestem szczęśliwa jak nigdy w życiu. Mam obok siebie ukochanego, mądrego, przystojnego faceta, z którym mogę być zawsze szczera, i który wspiera mnie na każdym kroku. Poznań jest teraz moim domem, ale gdyby los rzucił mnie do innego miasta, to wiem, że wszędzie znajdziemy swoje miejsce. Byle razem.

Mateusz

Postanowiliśmy z moją dziewczyną zawalczyć o to, by żyć ze sobą. Tak narodził się pomysł by zamieszkać razem w Poznaniu. W młodości kochałem to miasto za jego urok, jednak z czasem ta miłość jakoś wygasła.
Z Pauliną poznawaliśmy nowe miejsca, a te, które już znałem, przy niej nabrały nowych barw. Odkrywanie czegoś w innym świetle – to było wspaniałe. Poznaliśmy się przez Internet, jednak to nie portale randkowe nas połączyły, ale portal wspólnej pasji jaką jest fotografia. Dwoje ludzi swoje piękno, tu w Poznaniu, pokazuje przez sztukę fotografii.

Decyzja o przeprowadzeniu do Poznania nie była dla mnie łatwą decyzją. Zasiedziałem się w rodzinnym mieście, dziesięć lat pracy w jednej firmie, przyzwyczajenia, trochę strach o to, że nie odnajdę się w tak dużym mieście. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. I jak widać opłaciło się! Jestem tu już od roku i jest mi dobrze. Zaręczyliśmy się. Miejscem naszym romantycznych spacerów jest Cytadela – szczególnie w letnie popołudnia, Palmiarnia, Park Wilsona, Ogród Botaniczny, lasek Marceliński. Mam nadzieję, że moja historia przekonała Was, że nie odległość się liczy, a po prostu miłość.