Złomek atakuje

8 czerwca 2020

W pofabrycznej hali tuż pod miastem dzieją się motoryzacyjne cuda. To właśnie tam od kilku tygodni trwa reanimacja kolosalnie wielkiego Forda F250 z 1985 roku. Nie trzeba być specjalnym znawcą tematu, żeby stwierdzić, że auto trafiło tu ze Stanów. Mateusz Maruszczak i Paweł Kozak jeszcze latem chcą nim wyjechać na ulice Poznania.

 

Tekst: Anna Skoczek

Zdjęcia: Sławomir Brandt

 

Ma około 2,5 metra szerokości i około 6 metrów długości. Nawet w wielkiej hali robi wrażenie kolosa. O tym jak jest ogromny niech świadczy fakt, że same opony mają niemal metr wysokości. Ford F 250 to typowy amerykański pickup. Poprzedni właściciel był pszczelarzem. Pozostały po nim rysunki pszczół, które znajdziemy na drzwiach i masce. W całkiem niezłym stanie jest środek z wygodną, lekko wytartą, welurową kanapą. Tył, czyli paka, jest natomiast tak ogromny, że ze spokojem można byłoby tam rozbić co najmniej dwuosobowy namiot i jeszcze zostałoby trochę miejsca na małe krzesełka. – Karoseria jest zardzewiała i ta ruda rdza jest mocno widoczna – pokazuje Paweł Kozak. – Ale to jest właśnie cały urok tego forda. Naszym pomysłem na niego jest sprawienie, żeby niezawodnie służył i jeździł. Silnik, skrzynia biegów i zawieszenie mają być idealne, a z zewnątrz ma być taki… surowy. To będzie auto z charakterem – dodaje właściciel Złomka. – Mówiąc w skrócie, w środku go naprawimy, a z zewnątrz nadal będzie zepsuty – mówi ze śmiechem Mateusz.

Spokojnie, to tylko hobby

Samochód trafił do pofabrycznej hali w Luboniu już kilka miesięcy temu. – Kiedyś, mieszkając w Stanach, znaleźliśmy takie aukcje, na których kupuje się samochody, po różnych przejściach – tłumaczy Mateusz. – Są tam auta po wypadkach, kradzieżach albo po prostu dlatego, że ktoś ich już nie chciał. Tam właśnie Paweł kupił to auto.

Jak to w życiu bywa, samochód odstał swoje i w końcu Mateusz i Paweł, którzy są szwagrami, postanowili wspólnie się za niego zabrać. – Teoretycznie w ciągu miesiąca powinniśmy skończyć całą operację – mówi Paweł Kozak. – Sprowadziliśmy już części, a zaprzyjaźniony mechanik pomaga nam w naprawie silnika – dodaje. – Moglibyśmy spróbować zrobić to sami, ale silnika jeszcze nie rozbieraliśmy, a chcielibyśmy oczywiście zrobić to dobrze. Dlatego potrzebujemy pomocy fachowca – dodaje Mateusz Maruszczak. Naprawa amerykańskiego kolosa to nietypowe hobby, a postępy prac można na bieżąco obserwować w mediach społecznościowych, na profilach nazwanych Loovena_projekt.

Zajęcie dla wszystkich

Właśnie dlatego, że jest to hobby, w naprawie pomagają też dzieci. – Nie chcemy, żeby siedziały przed Ipadem albo z nosem w smartfonie – tłumaczy Paweł Kozak. – Chciałbym, żeby potrafili w przyszłości zamontować szybę, albo robili w swoim wolnym czasie ciekawe rzeczy. Chciałbym, żeby realizowali swoje pasje – mówi. – Wszyscy dobrze się tu ze sobą bawimy, a rozstrzał wiekowy naszych pomocników jest spory – dodaje Mateusz Maruszczak. – Mój Tomek ma dwa lata. Pawła Leon ma sześć, a Borys jest już prawie dorosły, prawda? – Mam już prawie jedenaście lat. Nie czuję się ani trochę znudzony tym, co się dzieje tutaj, jest fajnie – mówi Borys. – Być może kiedyś też będę się tym zajmować. Jak na razie potrafię już na przykład naprawić rower. Łańcuch już sobie naprawiłem.

– Czasem jest tu jeszcze z nami moja córeczka, ale ona jest raczej księżniczką – mówi Mateusz. – Ma prawie pięć lat i nie lubi się brudzić smarami jak chłopaki.

Złomek i co dalej?

Prace przy naprawie forda są w toku. Jeśli mechanicznie będzie już sprawny, rozpoczną się prace przy zabezpieczeniu rdzy. Tak, aby samochód dalej już się „nie posuwał w czasie”. Samochód ma być charakterny, ale nie będzie brudzić. – Na pewno będzie tak, że chwilę nim pojeździmy, później go sprzedamy i mamy marzenie, żeby zbudować w tej hali samolot – mówi Mateusz.

I to nie jest żart. Według obliczeń hala jest wystarczająco duża, żeby pomieścić samolot i żeby swobodnie nim tam manewrować. – Chcemy go zbudować od początku. Będzie to maszyna typu KitFox 7 z dużymi oponami Alaskan Tires, żeby móc lądować nią wszędzie. Na polach rzepaku czy w dolinach rzek. Oczywiście bezpiecznie – mówi Paweł. – Sami latamy, lubimy latać, bo to jest prawdziwa wolność. Przelecieliśmy już nad Atlantykiem samolotem jednosilnikowym, więc to dość zepsuło nam głowy, aby teraz chcieć zbudować samolot samemu.

– Na pewno w tym miejscu będzie nam się dobrze pracowało. Ten samolot, który chcielibyśmy zbudować, ma składane skrzydła. Dokładnie już wszystko sprawdziliśmy – mówi Mateusz. Niezbędny do dalszego spełniania marzeń jest zakup zestawu, z którego buduje się taką maszynę. Czy to znaczy, że samolot można dziś kupić sobie częściach i złożyć go jak mebel z Ikei? – To wszystko jest jak klocki Lego, tylko trochę większe – mówi Paweł. – Jestem przekonany, że skoro potrafimy naprawiać samochody, robić z nich limuzyny to damy radę z samolotem. – Myślę że jesteśmy w stanie zbudować samolot bez przeszkód. Nie jestem pewien, czy to będzie pierwszy samolot zbudowany w Poznaniu, ale na pewno pierwszy zbudowany przez nas – dodaje Mateusz. – Tym bardziej, że samoloty naprawdę mogą być proste w konstrukcji. Tak jak te pierwsze, które ponad 100 lat temu wzbijały się w powietrze. Proste rozwiązania działają najlepiej, bo w ich przypadku jest najmniejsze zagrożenie tym, że coś się zepsuje. – Oceniamy, że zbudowalibyśmy ten samolot w 100 dni. Na pewno też będzie można śledzić postępy naszych prac w mediach społecznościowych, tak jak można podziwiać postępy w reanimacji Złomka. Dziękujemy też za każde słowa otuchy i wsparcie, które dostajemy nawet od zupełnie obcych nam ludzi – mówi Paweł.