Zrozumieć pilates

6 czerwca 2019

Poprawia kondycję, wzmacnia mięśnie bez ich nadmiernego rozbudowania, odciąża kręgosłup, poprawia postawę, uelastycznia ciało, obniża poziom stresu. To nie jest opis kolejnego cudownego leku tylko zbawienne skutki pilatesu. A jeśli korzystać z tej formy aktywności fizycznej to tylko pod okiem fachowców, którymi niewątpliwie są dziewczyny z PilatesRoom. To studio, o którym marzyła jego właścicielka, Weronika Ratkowska, nauczycielka pilates, która jak w nic innego – wierzy w jakość. Przeszła długą drogę przez wiele szkół pilatesu: w Londynie, Berlinie, była w Finlandii i w Nowym Jorku, kończąc edukację pod okiem np. Alycea Ungaro. Dziś to ona jest ogromnym wsparciem dla wielu poznaniaków, pomagając im zrozumieć siebie.

 

ROZMAWIA: Agnieszka Markiewicz

ZDJĘCIA: Archiwum PilatesRoom

 

Do studia pilates na Tylnym Chwaliszewie 25 pierwszy raz trafiłam w styczniu, kiedy z nowym rokiem postanowiłam, że uporam się z bólem pleców. Zaciągnęła mnie koleżanka z pracy, mówiąc: „Zobaczysz, ja po pierwszych zajęciach czułam się jakbym była 2 cm wyższa”. I poszłam. W kameralnym studio PilatesRoom panuje przyjemna, wręcz intymna atmosfera. I wszyscy dobrze się tu znają…

Zawsze myślałam, że pilates to takie proste ćwiczenia. Wymachy, skłony. Póki nie trafiłam do Ciebie.

Weronika Ratkowska: Rzeczywiście jest tak, że ludziom wydaje się, że pilates to mielenie powietrza. Podnieś rękę, podnieś nogę, każdy to potrafi. Pilates to nie jest to, co znamy np. z komercyjnej telewizji – „leżą foki” na wielkiej piłce i czekają, aż coś się zadzieje. Pilates to podróż w głąb swojego ciała.

Od razu wiedziałaś, że to dyscyplina dla Ciebie?

Nie, szukałam. Moja przygoda z pilatesem zaczęła się w sumie od szkoły muzycznej. Chodziłam do niej, bo taka była rodzinna tradycja. Na studiach jako kierunek wybrałam rehabilitację, bo chciałam usprawniać ludzi poruszających się na wózkach inwalidzkich. Wtedy też po raz pierwszy zetknęłam się z fitnessem, a po studiach wybrałam to na swój zawód. Pilates przyszedł do mnie dopiero po 15 latach pracy zawodowej – zaryzykowałam i z jedną z bardzo bliskich mi osób, które uczą pilatesu na co dzień, ruszyłam w świat, uczyć się wtedy jeszcze dość trudno na polskim rynku dostępnej metody.

Czy stało się coś szczególnego, że postawiłaś właśnie na pilates?

Momentem zwrotnym w życiu często bywa wiek i np. pojawienie się dzieci. U mnie tak było. Zatęskniłam za tym, co mają w sobie jakoś pośrednio i muzyka, i rehabilitacja: za jakością, płynnością, taką precyzją ruchu, a nie tylko ciągle ruch dla energii i dobrej zabawy. Pilates okazał się tym, gdzie to wszystko mam.

Ale samo studio PilatesRoom to w Poznaniu miejsce stosunkowo młode.

Tak, od 2014 r. w tej lokalizacji i tylko pilates. Wcześniej prowadziłam studio prozdrowotne – tak to nazywałam – na Trójpolu, z oknami na supermarket. Kiedy mówiłam do ćwiczących „Wyciągnij czubek głowy do Makro”, to wszyscy myśleli, że mówię jakimś skomplikowanym techniczno-sportowym językiem. W pewnym momencie, gdy rozbudowałam studio o potrzebne mi sprzęty: reformery, wieże, cadillac – przeniosłam je na Chwaliszewo. To też zbiegło się z moją ciążą. Ja na samej sobie widziałam, że to działa, że ludzie trenujący pilates naprawdę zmieniają się i zmieniają się ich ciała. Wyglądają inaczej, czują inaczej, czują, że ich nie boli.

Nasz świat skonstruowany jest trochę tak, że wszyscy marzymy o figurze jak z okładki czasopisma. Co zatem znaczy, że pilates działa?

Joseph Pilates, twórca tej metody, mawiał, że pilates jest dla każdego, ale nie każdy zrozumie pilates. Wyznawał zasadę, że pięć pierwszych treningów to jest ten czas, kiedy masz się rozkochać w metodzie, w takiej formie ruchu, jaką ona właśnie jest. Doświadczyć siebie w relacji ze sprzętem, w relacji z matą – i albo zostać i trenować, albo znaleźć inną formę ruchu dla siebie.

Czasem na treningach u Ciebie słyszę, że to, że czegoś nie byłam w stanie zrobić jeszcze kilka treningów temu, teraz jest możliwe, bo ciało wybudowało odpowiednie połączenia.

To jest właśnie to. Nowy etap. Nazwa metody Pilatesa – od ang. contrology – kontrologia – też jest chyba nieprzypadkowa. Tak sobie myślę, że dziś żyjemy w takich czasach, gdzie wszystko musi być pod kontrolą. Contrology to taka umiejętność samokontroli – nie świata zewnętrznego – w której musimy uczyć się „odpuszać”. My ludzie żyjemy w jednym wielkim napięciu. W momencie, kiedy potrafimy tak sterować ciałem, by odpuścić napięcia w przykurczonych mięśniach, które nam zniekształcają ten najwłaściwszy ruch, dopiero wtedy ciało zyskuje pewne „połączenia”, może wykonywać nowe ćwiczenia, które nagle stają się dla niego przyjemnością, a nie przeciążającym wysiłkiem. To oczywiście w jakiś sposób wytrąca nas z poczucia komfortu, ale to nie jest zabójstwo na ciele.

Czy to odpuszczanie ma także przełożenie na sferę mentalną?

Romana Kryzanowska, uczennica i kontynuatorka metody Pilatesa – zdefiniowała pilates w trzech słowach: siła, elastyczność i kontrola. I ta kontrola jest najważniejsza, bo to praca umysłu na rzecz tego, co się dzieje w naszym ciele. Moim zdaniem to holistycznie przekłada się na nas: umieć odpuścić napięcia w głowie, w ciele, nie być niewolnikiem we własnych rękach. 

Czy metodę pilates da się zrozumieć na zajęciach w komercyjnym klubie fitness?

Nie potrafię odpowiedzieć, bo od dawna nie prowadzę takich zajęć. Dla mnie pilates to jest jakość ciała w ruchu. Należę do tych, które są w stanie poświęcić wszystkie fundusze, po to by móc trenować z innymi nauczycielami. Tylko nauczyciel może mnie skorygować tak, że człowiek dostanie się do nieznanych sobie odczuć w ciele, mięśni i miejsc, które nigdy dotychczas nie pracowały. W dużej grupie na sali fitness, trochę się obawiam, że taki stan nigdy nie będzie osiągalny, też dlatego, że nasza własna strefa komfortu nas ogranicza – zostaniemy w ruchach wygodnych, wyuczonych wcześniej. W studio jest mała liczba osób, gdzie staramy się wszystkich potraktować bardzo indywidualnie. Wysyłam do nich informację zwrotną „Aśka, opuść barki”, „Bartek, lewa stopa wyżej”. Ale wtedy wiem, że trafiam w punkt z tą informacją.

Dla mnie to bardziej reżim i dyscyplina niż fun.

Pilates podkreślał często, że pilates ma być drogą do radości. Jeśli ty po ćwiczeniach wychodzisz zadowolona, cieszysz się sobą, swoim samopoczuciem, tzn. że rozumiesz pilates, że jest dla Ciebie. A jeśli wychodzisz sfrustrowana wskutek ograniczeń, które masz w ciele, bo pewnych ćwiczeń nie jesteś w stanie wykonać, bo ciężko, bo boli – to może się nie udać. Pilates jest pewną drogą, taką trochę bez końca. Początkowo wyginasz palec i myślisz, że bez sensu, ale potem się okazuje, że jedziesz na narty i forma jak nigdy. Pływasz jak nigdy. Podnosisz swoją sprawność w każdej innej dyscyplinie, bo pilates jest takim fundamentem formy sportowej. To taka podstawa skutecznego prawidłowego ruchu.

Jest moda teraz na pilates?

Zaczyna się. Myślę, że świat jest tak energetycznie zorganizowany, że wszystko do nas trafia w odpowiednim dla nas momencie. To, co do nas dochodzi – ma nieprzypadkowo swój właściwy moment. Nie trafiłam na pilates, mając 19 lat. Tylko teraz: kiedy umiem go poczuć, zrozumieć i przekazać dalej.

Uczyłaś się od najlepszych na świecie!

Pracuję od pewnego czasu z Lesley Logan, głównie przez Skype. Ale w moim życiu spotkałam wielu wybitnych nauczycieli. Przeszłam długą drogę przez wiele szkół pilatesu: w Londynie, Berlinie, byłam w Finlandii i w Nowym Yorku i kończąc moją edukację pod okiem np. Alycea Ungaro. Postanowiłam poszukać wielu innych nauczycieli – wspaniałe postacie, choć nie każdy jest dostępny i chętny i przemieszczać do Polski i szkolić. W taki sposób znalazłam także swoją niesamowitą najlepszą nauczycielkę – Victorię Torre-Capan.

Samantha z „Seksu w Wielki Mieście”, kultowego już serialu, namiętnie uprawiała pilates.

O widzisz. To jest dla mnie ważne, żeby w naszym kraju pokazywać, jak to wygląda zagranicą, bo w pilatesie potencjał jest ogromny. W 1999 r. pilates był tak samo popularny w Stanach jak Starbucks. My żyjemy dwie dekady później.

W studio PilatesRoom jest bardzo różnorodny zespół. Dla mnie mata z Tobą i mata z Natalią – choć niby ten sam poziom – to kompletnie dwa różne treningi.

Dobierałam nauczycieli bardzo świadomie, bo każdy kto tu trafia jest energetycznie inny. I ta energia do jednego nauczyciela pasuje bardzo, do innego mniej. My jako nauczyciele jesteśmy tylko kablem, który ma przewodzić informację do innych. Może być drożny lub nie. Chcę, żeby to miejsce było dostępne wielu ludziom. Bo ktoś może nie chcieć przychodzić do studia tylko z powodu mnie samej. A ja chcę różnych ludzi, którzy będą częścią tego miejsca. Wierzę, że różne osobowości będą budować tu swoje zdrowie, sprawność, pracować nad pokonaniem ograniczeń w ciele. I o to chodzi – że elementy systemu pilates choć powtarzalne, z każdym nauczycielem nabierają innego kształtu. Ja sama uwielbiam pracować z różnymi nauczycielami. I myślę, że w pilatesie jest też tak, że trzeba mieć mentora, który Cię wprowadzi. Każdy da Ci coś innego. Wejdzie z Tobą na zupełnie inną górę. To pomnaża doświadczenia w ciele, które ja jako nauczyciel mogę spróbować przekazać innym, podzielić się nimi.

Kiedy będę mogła poczuć, że o pilatesie już coś wiem, coś rozumiem?

Ciało Ci powie, choć jestem przekonana, że Ci, którzy rezygnują po 6 miesiącach – oni nawet nie zbliżyli się do tej formy ruchu. Pilates po prostu nie jest dla wszystkich. To jest metoda, która uczy Ciebie wszystkiego na Twój własny temat. Trenując pilates, nabywasz wprawy i wiesz jak wrócić do formy, wiesz jak się odciążyć. Wiesz, że jeśli źle siedzisz na jednym czy drugim pośladku w biurze, to skutkuje to skurczem tu i tu. Ale odpowiadając – patrząc na moje grupy: 2–3 lata treningu to solidny fundament. I nie trzeba iść z nim dalej. Można na tym poziomie pozostać i zawsze będziesz miała poczucie, że i tak idziesz do przodu.

To czas najwyższy na mój trening na macie!