Organizator:

Aquaman z sąsiedztwa

10.11.2020 12:27:50

Podziel się

Jest bardziej podobny do amerykańskiego aktora Jasona Momoi niż do własnego brata bliźniaka. Piotr Czechowski był trenerem personalnym, animatorem fitness, a obecnie zajmuje się modelingiem. Sam przyznaje, że wiele rzeczy, które mu się w życiu przytrafiły, to szczęśliwy splot okoliczności. Jak choćby to, że zapuścił włosy, brodę i okazało się, że wygląda zupełnie jak Aquaman…

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIA : Edo Sa putra

Spotkaliśmy się w kawiarni w samym centrum miasta.Piotr, który był na miejscu chwilę przede mną, siedział już przy stoliku i zdecydowanie zwracał nasiebie uwagę. W końcu niezbyt często w Poznaniu możnazobaczyć Aquamana. Nawet jeśli jest to superbohaterw cywilu…

Masz długie, ciemne, kręcone włosy… Takie,jakie zawsze chciałam mieć. Co robisz, żeby tak dały?

Piotr Czechowski: No właśnie nic. To jest mój naturalny kolor, który trochę zmienił się po moim pobycie w Hiszpanii. Jednak jedenaście miesięcy na wyspach, gdzie prawie non stop świeci słońce, robi swoje. Włosy mi się rozjaśniły,nawet zrobiły mi się pasemka. Wszyscy myśleli, że sobieje farbowałem, ale nie. Kolor mam po Hiszpanii, kręcone włosy mam po tacie i naprawdę nie robię z nimi wiele. Od momentu kiedy je zapuszczam, podcinałem je tylko raz…

Jak się czujesz z tym, że jesteś teraz na fali?

Wszystko, co teraz dzieje się wokół mnie, traktuję jak moment przejściowy. Sam jeszcze nie jestem w stanie stwierdzić, do czego to prowadzi.

Czyli nie jest to dla Ciebie żaden przełom?

Byłem w telewizji, różne osoby zaczęły się mną interesować,ale nic więcej się w moim życiu nie zmieniło. No może oprócz tej rozmowy, która jest dla mnie sporym zaskoczeniem (śmiech).

To jaki moment w Twoim życiu był przełomowy?

Pierwszym takim momentem był rok 2017. Razem z moim przyjacielem wyruszyliśmy w spontaniczną podróż do Tajlandii. Byłem świeżo po rozstaniu i postanowiłem sobie, że chciałbym w życiu spróbować wszystkiego, niczego sobie nie odmawiać. Wiedziałem już wtedy, że nie chcę życia przetrwać, tylko chcę je przeżyć najlepiej, jak to możliwe. W trakcie tej wyprawy zakochałem się w podróżowaniu. Wyjazd zrobił na mnie ogromne wrażenie. No i po powrocie postanowiłem, że zapuszczę włosy…

Czyli to nie był przypadek.

Nie, ale jak już podjąłem tę decyzję, to okazała się ona bardzo wygodna. Nie musiałem chodzić co dwa tygodnie do fryzjera i martwić się o to, co dzieje się na mojej głowie. Poza tym od kilku lat, czasem bardziej, czasem mniej świadomie, zwracam uwagę na to, żeby się wyróżniać. Po prostu nie lubię wyglądać i zachowywać się jak wszyscy. Wynika to częściowo z mojego charakteru, ale przede wszystkim z tego, że od małego do 18 roku życia byłem cały czas ze swoim bratem bliźniakiem.

Jest Was dwóch?

Nie jesteśmy do siebie podobni. Brat jest ode mnie starszy o dwie minuty. Niby to tylko moment, ale zawsze czułem się przy nim jak ten młodszy brat. Zawsze chodziliśmy do jednej klasy, mieliśmy tych samych kumpli. Brat był duszą towarzystwa, a ja byłem jego wycofanym bliźniakiem. Miałem problemy z pewnością siebie. Nawet kilka razy usłyszałem od naszych wspólnych kolegów,że wolą mojego brata. Teraz się z tego śmieję, ale kiedy byłem dzieckiem, bardzo mnie to bolało. Rozstaliśmy się dopiero, kiedy skończyliśmy szkołę średnią i wybraliśmy dwie różne uczelnie.

To był czas na nowy start?

To też był przełom. Zmieniłem środowisko i wiedziałem,że to jest czas dla mnie. Moment, w którym mogłem się pokazać. Nie chodziło mi o to, żeby być w centrum uwagi, ale żeby się usamodzielnić. Mogę nawet powiedzieć, że narodziłem się na nowo. Wtedy też zacząłem pierwszą poważną pracę w życiu.

Jaką?

Pracowałem na siłowni, byłem trenerem personalnymi tak jak wcześniej miałem problem z nawiązywaniem kontaktu z obcymi ludźmi, tak praca pomogła mi przełamać bariery. Od tego czasu trochę się zmieniłem(śmiech). Pracowałem na siłowni dwa i pół roku, jednak stwierdziłem, że to nie jest to, co chciałbym robić w życiu.To był taki czas, w którym nagle okazało się, że wszyscy chcą tak pracować. Wszyscy chcieli być trenerami. Zrezygnowałem z pracy na siłowni i zacząłem szukać pracy za granicą. Chciałem zupełnie zmienić środowisko,od wszystkiego się odciąć. Wtedy moje życie zmieniło się najbardziej, bo znalazłem pracę w hotelu na Wyspach Kanaryjskich. Pracowałem tam jako animator fitness.

I jak się sprawdzałeś w tej roli?

Robiłem coś, co lubię. Początkowo miałem spędzić na Fuerteventurze sześć miesięcy, ale zostałem jedenaście. To było dla mnie ogromne wyzwanie. Wyjechałem zupełnie sam. Nikogo tam nie znałem, pierwszy raz spędziłem tak długi czas bez rodziny, przyjaciół. Musiałem też przez cały czas mówić w innym języku. Pierwsze dwa tygodnieto była dla mnie masakra. Bałem się do kogokolwiek odezwać.

Brzmi jak horror…

Wszyscy się dziwili, po co tam pojechałem, skoro z nikim nie rozmawiam. Było mi ciężko, ale nie chciałem wracać. Po dwóch tygodniach oswoiłem się z sytuacją, zacząłem mówić i wszystko się zmieniło. Później nie miałem już nawet problemu, żeby wyjść na scenę i mówić do setki gości hotelowych, czy na forum żartować w obcym języku. Nawet mi się to spodobało. Pomyślałem wtedy, że to jest to i chciałbym się tym zająć na poważnie. Dlatego też z tych sześciu miesięcy zrobił się niemal rok.

I co się wydarzyło?

Myślałem, że moja przygoda potrwa jeszcze dłużej, ale po jedenastu miesiącach miałem wrócić na chwilę do Polski. To był marzec, więc sytuacja związana z koronawirusem pokrzyżowała moje plany związane z pracą na wyspach. Dzisiaj myślę sobie, że tak po prostu miało się wydarzyć. Gdyby nie pandemia, to na pewno dziś byśmy tu nie siedzieli i nie rozmawiali.

A kiedy okazało się, że wyglądasz jak Aquaman?

To wszystko przez włosy, które zacząłem zapuszczać bez konkretnego powodu. Brodę natomiast chciałem mieć od dzieciaka, ale zawsze miałem z nią problem, bo niechciała rosnąć. Któregoś dnia pomyślałem sobie „no dobra, nic z nią nie robię, niech rośnie, najwyżej będzie brzydka”. I tak urosły mi włosy, urosła broda. Później obejrzałem „Grę o tron” i dowiedziałem się o istnieniu aktora Jasona Momoi. Jeszcze wtedy nikt nie dostrzegał podobieństwa. Kiedy byłem na Fuerteventurze, ukazał się film Aquaman, który z przyjemnością obejrzałem. I właśnie któregoś dnia w pracy podszedł do mnie jeden z gości hotelowych i powiedział mi, że wyglądam jak Jason, jak Aquaman.

To był początek…

Sporo poczytałem o tym aktorze i szczerze mogę powiedzieć,że to jeden z moich życiowych autorytetów. Cały czas jest sobą, jest naturalny, w jego życiu na pierwszym miejscu są takie wartości jak przyjaźń czy rodzina. Nie staram się absolutnie do niego upodabniać, nie chcę go kopiować, cały czas pozostaję sobą, ale faktycznie coraz więcej osób zaczęło dostrzegać podobieństwo.

A gdyby się okazało, że jest w zasięgu spotkanie z Twoim idolem?

Jeszcze o tym poważnie nie myślałem, chociaż gdzieś z tyłu głowy mam to. Bardzo chciałbym, żeby do tego doszło. Na pewno byłbym mega zestresowany. Pewnie odrazu zapomniałbym angielskiego, ale myślę, że to byłoby dobre podsumowanie tego, co dzieje się właśnie w moim życiu.

Czym się teraz zajmujesz?

Aktualnie zacząłem trochę poważniej bawić się w modeling. Zawsze dobrze czułem się przed obiektywem. Nigdy nie byłem specjalnie skrępowany zdjęciami, więc staram się to wykorzystywać. Lubię fotografię. Raczej stoję przed obiektywem, chociaż ostatnio coraz częściej staję po drugiej stronie aparatu, czyli staram się pstrykać zdjęcia. Jest to póki co moje hobby, ale kto wie, co z tego wyniknie.

Jakie są Twoje marzenia zawodowe?

Nie mam zielonego pojęcia. Kiedy byłem trenerem personalnym, miałem już cały plan na życie, chęć tworzenia własnej marki, może własnej siłowni. Wszystko miałem dokładnie przemyślane i okazało się, że to jednak nie jest to. Później pracowałem za granicą i również robiłem plany dotyczące tego, jak będzie wyglądać moje życie. Wtedy pojawił się wirus i świat stanął na głowie. Teraz mam modeling i fotografię… Ale przecież mam 24 lata i wiem, że jeszcze mogę zrobić ze swoim życiem wszystko. Aktualnie więc mam przerwę w robieniu planów. Wszystkie rzeczy, których spróbowałem w życiu, wpłynęły na to, jaką jestem osobą. Nie chciałbym już teraz decydować się na jedno zajęcie, które będę robił już do końca życia.