Organizator:

Biblioteka zapachów

01.07.2021 11:40:29

Podziel się

„Kompleks pocysterski w Owińskach jest jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w powiecie poznańskim ze względu na swoją historię oraz obecne przeznaczenie obiektu, w którym mieści się Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych”. To słowa wstępu do książki „I w ciemności… Światło”, które choć są prawdziwe, to tak naprawdę trudno jest w kilku zadaniach zatrzymać piękno i cudowną atmosferę tego miejsca. Przekonałam się o tym podczas rozmowy z Markiem Jakubowskim, nauczycielem, który od 40 lat wkłada całe swoje serce w kształcenie dzieci. Najlepszym dowodem na to, że robi to w sposób niezwykły, jest wiele nagród otrzymanych przez wszystkie lata pracy, w tym Order Uśmiechu, o który wystąpili dawno temu jego wychowankowie. Ale on nie osiada na laurach. Od września rusza kolejny jego projekt – Biblioteka Zapachów.

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska-Matys
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt, Archiwum

Marek stał przed bramą ośrodka i czekał na mnie, kiedy podjeżdżałam na umówione spotkanie. Od razu wiedziałam, że to z nim mam umówiony wywiad. Przywitał się ze mną serdecznie i od razu przeszliśmy na ty. Ustaliliśmy wspólnie, ile mamy czasu na spotkanie i po kalkulacji Marek zabrał mnie na szybkie zwiedzanie ośrodka. Po drodze opowiedział o tym, że od lat zajmuje się nowoczesnymi technologiami pozwalającymi przybliżyć osobom niewidomym i słabo widzącym otaczającą ich rzeczywistość. Oczywiście powiedział to w sposób szalenie skromny i dopiero w trakcie spotkania okazało się, jak wiele zrobił dla tego miejsca i setek dzieci, które się tutaj uczyły. I będą się uczyły. W sposób ekspresowy zwiedziłam Muzeum Tyflologiczne, które jest na terenie Ośrodka. I choć wszystko było dla mnie niezwykłe, to – jak sam powiedział znawca tematu – powinnam przyjechać na kilka dni, bym mogła naprawdę lepiej wszystko zobaczyć i poznać. Do obejrzenia jest kilkaset starych map tyflologicznych wydawanych na przestrzeni przeszło 200 lat na całym świecie, duża liczba tyflografik oraz przedmiotów związanych z szeroko rozumianą kulturą i edukacją niewidomych. Po drodze mijaliśmy wirydarz, pachnący różami i szumiący cicho fontanną. Idealne miejsce do spacerów, odpoczynku i nauki. Kiedy doszliśmy do Ogrodu Sensualnego, stanęłam jak wryta. Coś absolutnie pięknego. A zapachy, które wirowały w powietrzu, stanowiły fantastyczny dodatek do tego wszystkiego, co tam zobaczyłam. Każda ścieżka była wykonana z innego rodzaju podłoża: drewno, kamień, żwir, piasek. Po drodze mijaliśmy grupki dzieci i młodzieży, które poruszały się po obiekcie tak swobodnie, że gdybym nie wiedziała, nie odgadłabym, że są to dzieci niewidome i słabo widzące. Nikt nie miał tam laski. Chociaż może powinnam napisać „blondyny”, bo tak o laskach mówi Marek. Nikt nie wyglądał na zagubionego i każdy rozpoznawał głos Marka z daleka i elegancko mówił „dzień dobry”. W końcu usiedliśmy w cieniu altany, z widokiem na piękny staw i fontannę.

Jak się zaczęła Twoja historia z ośrodkiem w Owińskach?

Skończyłem Pedagogikę Specjalną w Poznaniu i zostałem oddelegowany na praktyki studenckie właśnie do Owińsk. Pamiętam doskonale, że kiedy tutaj przyjechałem i zobaczyłem smutne twarze dzieci, to sobie obiecałem, że nie będę tutaj pracował.

No to złamałeś obietnicę (śmiech).

Dyrektor zapytał mnie, co umiem robić. Zacząłem się chwalić swoim dyplomem i szybko zostałem sprostowany, że nie o to mnie zapytał. Chciał się dowiedzieć, co tak naprawdę umiem robić. To powiedziałem, że zajmuję się turystyką. No i w tym momencie klamka zapadła. Powiedział, że będę z dziećmi chodził po górach. I przyjął mnie od razu do pracy.

Najszybsza rekrutacja świata.

I to bez składania podania (śmiech). No i taki był mój początek. Chodziłem z dziećmi po górach i tak naprawdę uczyłem się od starszych kolegów i koleżanek i od samych dzieci, jak pracować z kimś, kto nie widzi. Studia dały mi piękny papier, ale to tutaj nauczyłem się wszystkiego.

Dzisiaj jest tu wspaniale. Pięknie zadbany obiekt, który naprawdę warto zobaczyć. A jak wyglądało tutaj 40 lat temu?

Tak jak w większości szkół w tamtych latach. Było biednie. Mieliśmy swoje pole, na którym uprawialiśmy ziemniaki i marchew. Hodowaliśmy świnie i krowy. Musieliśmy zadbać o to, by mieć czym nakarmić dzieci. Kiedyś przecież dzieci przyjeżdżały do nas praktycznie na cały rok. Później wracały do domu na Boże Narodzenie. Dzisiaj dzieci najrzadziej jeżdżą do domów co dwa tygodnie. Chociaż i tak rodzice wolą przyjechać po dzieci co tydzień i zabrać je na weekend do domu.

Zastałeś ośrodek „drewniany, a dzisiaj jest murowany”. I do tego otoczony piękną zielenią, obiektami sportowymi i placami zabaw. Z czego jesteś najbardziej zadowolony?

Uczciwie muszę powiedzieć, że od kiedy organem prowadzącym jest Starostwo Powiatowe, zaczęło się tutaj dziać. I to tak naprawdę. Pozwolono nam działać i zawsze mieliśmy wsparcie, zarówno dobrym słowem, jak i pieniędzmi. Dużym działaniem był Park Orientacji, który powstał na 3 hektarach. Nie ma takiej drugiej przestrzeni w Europie. I najważniejsze jest to, że zgodnie założeniami starostwa, park ma być dostępny dla wszystkich.

I jest?

Jest! Każdy może do nas przyjechać i spędzić tutaj miło czas. Warto też odwiedzić jedyne w Polsce Muzeum Tyflologiczne. Jedyną na świecie mamy też pracownię tyfloakustyczną. Tam uczymy dzieci orientacji przestrzennej przy wykorzystaniu dźwięków. Jako Ośrodek mamy w skali kraju i Europy bardzo wiele osiągnięć nowatorskich. Zaangażowanie nauczycieli jest tutaj ogromne i dzięki temu powstają między innymi pomoce dydaktyczne, które są wdrażane w całej Europie.

I Biblioteka Zapachów.

Z reguły kojarzy się niewidomego ze zmysłem dotyku. Tak naprawdę dla niewidomego najważniejszy jest słuch, ale nie można bagatelizować zmysłu zapachu. Wszystko zaczęło się przez pandemię. Zaczęliśmy wysyłać do naszych uczniów koperty z różnymi ususzonymi roślinami z naszego ogrodu. Prosiliśmy o opis tego co czują.

Przyjęło się!

I to jeszcze jak. Aż w końcu nie miałem już czego wysyłać. I wtedy wpadłem na pomysł, że może czas na zapachy perfum. Opisy tych zapachów chwytały nas za serce. Piękne historie z tego powstały. I dlatego na naszym Facebooku napisaliśmy, że szukamy ciekawych zapachów.

I tak ruszyła lawina.

Mamy w tej chwili zgromadzonych 6000 zapachów. I nie wszystkie są ładne. Z Wolsztyna dostaliśmy słoik smaru do smarowania lokomotyw. Z fermy przyszły do nas kłaki różnych zwierząt. Mamy nawet kupę słonia z poznańskiego zoo.

Naprawdę?

A jak! W końcu to zapachy! Zadzwoniła też do nas pani znad morza, która zapytała, czy chcemy pył bursztynowy, żebym mógł pokazać dzieciom, jak pachnie 40 milionów lat. Spodobał mi się ten poetycki zwrot. Jak się go rozciera w dłoniach, zaczyna pachnieć pięknie żywicą. Wszystkie te zapachy czekają w piwnicy na oficjalne otwarcie Biblioteki Zapachów.

To też będzie dostępne dla wszystkich?

Tak. Biblioteka zacznie już działać w okrojonej formie pod postacią prezenterów edukacyjnych od września. To jednak będzie na razie dostępne tylko dla naszych dzieci. Liczymy na to, że za rok biblioteka będzie dostępna dla wszystkich.

Z czego jesteś najbardziej dumny dzisiaj?

Przede wszystkim z tego, że wielu moich byłych uczniów jest moimi kolegami. Wśród nich mam lekarzy, profesorów, ale także kucharzy i tapicerów. Jestem dumny z tych, którzy założyli rodziny, mają dzieci i pracę, z której potrafią to wszystko utrzymać. Cieszę się, że wielu z moich uczniów wybrało zawód nauczyciela.

Jakie masz największe marzenie zawodowe?

Żeby wynaleźli coś, żeby przywrócić wzrok dzieciakom. My wszyscy stracimy wtedy robotę, ale właśnie o tym marzę.

Pięknie! Dziękuję za przemiłe spotkanie. To prawdziwa przyjemność być tutaj i rozmawiać z Tobą.

Dziękuję.