Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Dla mnie liczy się człowiek

08.02.2024 12:50:34

Podziel się

Paulina Stochniałek, wicemarszałkini Województwa Wielkopolskiego, weszła do polityki, bo od zawsze bliski jej był człowiek. Z ramienia Samorządu Województwa Wielkopolskiego odpowiada za edukację, zdrowie i politykę społeczną. Uparcie dąży do wyrównywania szans mieszkańców poszczególnych subregionów województwa, zmienia szpitale, a wprowadzając lekcje empatii w szkołach, pokazuje, że można inaczej, po ludzku. Wciąż ubolewając nad dyskryminacją kobiet w różnych firmach i instytucjach, stara się im pomagać, jak może, bo wie, że partnerstwo po prostu się opłaca.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIE: UMWW

Spotykamy się na 9 piętrze Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu.

Piękny ma Pani widok z biura.
Paulina Stochniałek: To prawda. Codziennie, kiedy tu wchodzę, patrzę na Wielkopolskę. Lubię myśleć o tym i koncentrować działania tam, gdzie w naszym województwie są potrzeby i nasze wsparcie jest zasadne.

Gdzie są potrzeby?
Właściwie wszędzie. Mam to szczęście w zarządzie województwa, że odpowiadam za zdrowie, edukację i politykę społeczną. Te wszystkie trzy obszary bardzo mocno dotykają człowieka. Oczywiście wszystko, co realizujemy z ramienia samorządu, jest dla ludzi, a bycie blisko ludzkich spraw jest dla mnie szczególnie ważne. Polityka społeczna ma uspójniać możliwości i dostęp do tego, by ludzie czuli się ze sobą dobrze niezależnie od różnic. Wszyscy musimy czuć się ważni w społeczeństwie, chociaż jedni radzą sobie w nim lepiej, a inni gorzej. Dlatego powinniśmy wszystkich sieciować i pokazywać im dobre praktyki, co staramy się na co dzień robić w ramach Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej.

Zarówno zdrowie, jak i edukacja są zagadnieniami od zawsze budzącymi wiele emocji.
To prawda, a do tego bardzo się zmieniają. Dużo obiecuję sobie po zmianie, jaka zaszła w Polsce w październiku. Głęboko wierzę w to, że wreszcie nastąpi dialog z samorządem, którego nie możemy się doczekać. Jako samorządy województw mamy w swojej dyspozycji szpitale – osobiście nadzoruję 21 placówek i stacje pogotowia ratunkowego. Bez wątpienia jest to trudny obszar z bardzo różnych powodów: tych czysto ludzkich, bo mamy na każdym kroku do czynienia z człowiekiem – od personelu, przez pacjentów, po NFZ. Pacjent nie zastanawia się, czy placówka ma problemy kadrowe, czy finansowe – chce być dobrze potraktowany. W tym temacie jest wiele jeszcze do zrobienia. Z kolei w zakresie edukacji Wielkopolska jest regionem bardzo dobrze rozwiniętym. Niemniej jednak wyzwaniem dla nas jest to, żeby edukacja nadążała za potrzebami rynku pracy. Potrzebujemy ludzi z wykształceniem humanistycznym – pandemia pokazała, że socjologowie, psychologowie i humaniści doskonale zaopiekowali się innymi ludźmi, analizowali poszczególne zjawiska i je nazywali. Okres ten pokazał, jak bardzo potrzebujemy na rynku równowagi. Cieszę się z mojej współpracy z poznańskimi uczelniami, gdzie poszczególne projekty i działania możemy przełożyć na potrzeby rynku pracy. Chcę, żeby młodzież z terenu całej Wielkopolski wiedziała, że są dla nich miejsca na naszych uczelniach i wcale nie trzeba stąd pochodzić, żeby się utrzymać, bo proponujemy wiele programów stypendialnych czy socjalnych, z których warto skorzystać.

Mówi się, zresztą chwalimy się tym na arenie krajowej, że jesteśmy mocno przedsiębiorczy.
Wielkopolska jest bardzo zróżnicowana. W subregionie poznańskim ta przedsiębiorczość jest faktycznie mocno widoczna i odczuwalna, natomiast przykładowo w subregionie konińskim borykamy się z najwyższym wskaźnikiem bezrobocia w Wielkopolsce. Z drugiej strony to region, gdzie wciąż mocno zauważalne jest przyzwyczajenie do tego, że to mężczyzna jest głową rodziny i jego zadaniem jest utrzymać dom. Chcemy to zmieniać nie tylko po to, żeby kobiety pracowały, ale żeby czuły się zawodowo spełnione, dlatego będziemy w tym subregionie mocno inwestować. Zresztą Konin będzie miał olbrzymią okazję do rozwoju, bo jesteśmy na etapie inwestowania w wodór, a co za tym idzie – transformacja dotycząca odnawialnych źródeł energii i wodoru ma się toczyć w Koninie. Tego typu inwestycje dotyczą także Piły, która też jest świetnym miastem, z zupełnie inną specyfiką, gdzie z kolei brakuje właściwego skomunikowania z Poznaniem. Miejmy nadzieję, że droga ekspresowa, która ma połączyć te dwa miasta, powstanie w miarę szybko. Tam też będziemy starali się wyrównać dostęp do usług onkologicznych mieszkańców północnej Wielkopolski poprzez rozwój naszego Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Czy jest region w Wielkopolsce, który wyróżnia się w drugą stronę?
Poza Poznaniem, który faktycznie jest zdecydowanie na prowadzeniu, Leszno z pewnością zasługuje na miano przedsiębiorczego miasta.

Gdzie są największe potrzeby inwestowania w rozwój poza Koninem?
Obecnie każdy subregion ma swoje potrzeby. Konin wydaje się najbardziej nazwany, ale są miejsca, które również potrzebują wsparcia. Nawet Poznań ma swoje słabe strony.

Jakie?
Ostatnio rozmawiałam z Fundacją „Czas kobiet” i okazuje się, że każdego dnia zgłaszają się w Poznaniu kobiety, które doświadczają przemocy. I jeśli nam się wydaje, że jesteśmy już supereuropejscy, równouprawnieni i otwarci na mniejszości pod każdym względem, to do końca tak nie jest. Przemoc ma dzisiaj różne oblicza i częściej jest przemocą psychiczną niż fizyczną, ale obie są równie straszne i nie powinny mieć absolutnie miejsca. Przemoc psychiczna prowadzi do samobójstw i tragedii. Do tego dochodzi przemoc ekonomiczna, która widoczna jest coraz częściej. Uważam, że obecnie wszędzie – w mniejszych czy większych miastach – potrzebna jest odpowiednia edukacja, która pozwoli nam na walkę z tym zjawiskiem.

Do tego dochodzi dyskryminowanie kobiet na różnych stanowiskach w wielu firmach.
Niestety, luka płacowa jest zmierzona i stwierdzona. Dostęp kobiet do stanowisk związanych z decyzyjnością i władzą jest mocno ograniczony. Nie ma problemu z tym, że kobiety zarządzają jakimiś obszarami i ciężko pracują, natomiast tam, gdzie stanowisko wymaga kreacji i wpływu na zespół, mamy niedobór kobiet.

Z czego to wynika?
Niestety z historii i przyzwyczajeń. Mężczyźni na niektórych stanowiskach byli od zawsze. Jeśli przejrzy Pani oferty pracy i spojrzy na stanowiska, na których oczekuje się od kobiet wieloletniego doświadczenia, a generalnie zawsze zajmowali je mężczyźni, to mamy do czynienia z dyskryminacją. Kiedyś zwrócił mi na to uwagę Pan Adam Bodnar, dzisiejszy Minister Sprawiedliwości, mówiąc, że jeśli kobieta nie miała dostępu do pewnego rodzaju stanowisk przez wiele lat, to nie można dzisiaj wymagać od niej 10-letniego doświadczenia. Myślę sobie, że panowie niezależnie od tego, na ile po transformacji 1989 roku byli gotowi na różne wyzwania, to właśnie oni rozpoczęli działania w takich obszarach, jak choćby: biznes, samorząd, polityka i niezależnie od poziomu przygotowania nabyli pewnego rodzaju doświadczenia. Dzisiaj, kiedy lekko uchylają się drzwi, żeby wpuścić do tego pokoju kobietę, od progu słyszy: dobra, ale żeby do nas dołączyć, musisz być co najmniej taka, jak ktoś, kto robi to 25 lat. Obie wiemy, że to niemożliwe. Wszystkie statystyki i badania jasno mówią, że kobiety są lepiej wyedukowane, zorganizowane, skromniejsze, co nam niestety przeszkadza, bo nie potrafimy walczyć o swoje. Myślę, że nasza transformacja nadejdzie, ale nie chciałabym na to czekać latami. I tu nie chodzi o to, żeby panów nie było.

Bo my, kobiety, chcemy partnerstwa, a nie dominacji w środowisku.
Dokładnie tak. Chcemy, żeby ktoś traktował nasze spojrzenie w sposób równie ważny jak swoje własne. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o tym, że reprezentujemy pełną społeczność. Z wykształcenia jestem ekonomistką, spędziłam 25 lat w biznesie. W firmach, w których zarządach zasiadają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, notuje się lepsze wyniki finansowe. I jeśli do kogoś nie przemawia równość czy sprawiedliwość społeczna, to powinny przemawiać pieniądze, bo to się zwyczajnie opłaca.

Pani jest jedyną kobietą w zarządzie województwa wielkopolskiego.
Tak i w tym obszarze również mamy w kraju dużą dysproporcję. Mamy zarządy województw, gdzie zasiada pięciu panów, a nie ma ani jednego samorządu, w którym byłyby trzy kobiety. Do niedawna mieliśmy województwo lubuskie z jedyną marszałkinią, która obecnie pracuje jako posłanka. W zarządzie Samorządu Województwa Wielkopolskiego zasiada czterech mężczyzn i jedna kobieta.

Jak Wam się razem pracuje?
Pracuje nam się dobrze, ale wynika to z tego, że marszałek Marek Woźniak daje dużą autonomię każdemu z nas. Oczywiście wszystkie tematy konsultujemy na posiedzeniach zarządu, bo jest to organ kolegialny. Mam poczucie, że rzeczy, które chcę realizować i kreować, są poparte argumentami i z korzyścią dla mieszkańców, pewnie dlatego nie spotkałam się z oporem ze strony zarządu odnośnie do tego, co chcę realizować.

Jak minęły Pani ostatnie lata w zarządzie?
Dużo zrobiliśmy. W edukacji zrealizowaliśmy genialne projekty, które są kontynuacją moich poprzedników, jak choćby projekt cyfrowej szkoły. Na uwagę zasługuje Czas Zawodowców, czyli doposażenie uczelni i szkół technicznych w najnowocześniejsze sprzęty. Cieszy mnie, kiedy widzę osoby dorosłe, które się przebranżawiają, bo chcą realizować swoje marzenia zawodowe, a wcześniej nie miały takiej możliwości z różnych powodów. Edukacja w naszych szkołach dla dorosłych jest oczywiście bezpłatna. No i oczywiście mój własny projekt – Budujemy Społeczeństwo Obywatelskie – jestem z niego dumna.

Jestem też dumna ze wszystkich projektów senioralnych, tych usamodzielniających, czy też pozwalających tę samodzielność zachować. Nasz najnowszy projekt, który za chwilę wystartuje, przeznaczony jest dla dzieci wychodzących z pieczy zastępczej, polegający na doposażeniu ich w umiejętności, kursy, działania, które pomogą im odnaleźć się w społeczeństwie i wyrównać szansę do poziomu dzieci wychodzących z domów rodzinnych. To jest dla nas projekt bardzo ważny, który zaczynamy realizować ze środków unijnych. Ponadto przygotowujemy interwencyjny ośrodek preadopcyjny przy Szpitalu św. Rodziny w Poznaniu, na który widzimy ogromną potrzebę, bo w całej Polsce funkcjonują tylko trzy tego typu placówki. Mam nadzieję, że dzieci, które pozostają w szpitalach, będą trafiały tam możliwie jak najszybciej i równie szybko znajdą nowe rodziny. Zapewnimy im profesjonalną i stałą opiekę, bo ta stałość jest tutaj najważniejsza do zbudowania więzi. Jej brak w wieku dojrzewania prowadzi do różnego typu zaburzeń emocjonalnych. Żeby te dzieci mogły zbudować swoją szczęśliwą rodzinę, musimy im w tym pomóc.
Oczywiście nie zrobiłabym niczego sama. Bardzo dziękuję dyrektorom i wszystkim pracownikom moich departamentów i jednostek. Tylko współpraca daje efekty.

Wspiera też Pani rodziny poprzez choćby program in vitro.
Dumna jestem, kiedy widzę, że z tego programu urodziło się ponad 400 dzieci. To duży sukces, biorąc pod uwagę ujemny przyrost naturalny. I jeśli możemy robić coś dla par, które chciałyby zostać rodzicami, a z różnych powodów nie mogą, to należy natychmiast to zrobić. Dlatego przez ostatnie cztery lata finansowaliśmy program in vitro. Na koniec chcę dodać, że jest jeszcze wiele potrzeb, ale jednym z filarów naszych działań musi być edukacja dzieci. Jeśli dzisiaj nie zadbamy o dzieci i młodzież, to będziemy mieli ogromny kłopot za kilka lat. Liczba samobójstw wśród dzieci i młodzieży wzrosła o 800 procent. To przeraża! A to są wyłącznie dane, które są zgłoszone. Musimy my, jako społeczeństwo – od rodziców po szkołę – bardzo nad tym pracować. Rozmawiajmy ze sobą, zmieniajmy szkołę, żeby z przeładowanych klas i przeładowanego programu stworzyć odpowiednie warunki do edukacji i wychowania. Polecam też stopniowo wprowadzać lekcje o empatii, które umożliwiliśmy w prawie 600 szkołach dla osób z różnymi potrzebami – to absolutny początek naszej pracy nad zmianą podejścia do szkoły. Dbajmy o siebie i o nasz dobrostan. To nasza przyszłość!