Organizator:

Drukując marzenia

10.11.2020 11:58:10

Podziel się

Zaczynał w 20-metrowym pomieszczeniu przy ulicy Krzywej w Poznaniu. Marek Nawrocki był handlowcem, drukarzem, operatorem maszyn introligatorskich, kierowcą. Zlecenia dostawał od znajomych. W ciągu siedmiu lat zbudował fantastyczną firmę, a ostatnio zainwestował w najlepszy cyfrowy produkcyjny system drukujący na rynku i jedyną tak skonfigurowaną maszynę w Poznaniu - XEROX Iridesse, która pozwala drukować blisko 0,5 mln stron miesięcznie. Dzięki niej może drukować, używając tonera białego, bezbarwnego, srebrnego oraz złotego, co czyni Go liderem na rynku. Z usług drukarni Madimo korzysta wiele firm, m.in. rozpoznawalne marki z branży wydawniczej, konferencyjnej, odzieżowej czy kosmetycznej, medycznej, transportowej, spożywczej, targowej.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIE: Sławomir Brandt

Co to za magiczna maszyna?

Marek Nawrocki: Pierwsza tego typu maszyna w Poznaniu w tej konfiguracji. XEROX Iridesse ma bardziej efektowne wydruki dzięki cyfrowym uszlachetnieniom i technologii druku Color FLX, sześć wbudowanych stacji kolorów do druku pozwalających na użycie opcjonalnie tonera białego, bezbarwnego, srebrnego oraz złotego. To maszyna do druku cyfrowego. Dzięki niej możemy drukować praktycznie wszystko: nośniki powlekane, niepowlekane, z fakturą i barwione w masie, etykiety, wizytówki, folie samoprzylepne, papiery wzmacniane/syntetyczne, kartki okolicznościowe, papiery tłoczone, nośniki poliestrowe i inne nośniki niestandardowe, teczki, kalendarze, pudełka, opakowania. Pozwala nam wydrukować wszystko w krótkim czasie w jakości offsetowej – to coś, czego do tej pory na rynku nie było. Jej atutem są dodatkowe kolory, których druk na innej maszynie jest czasochłonny i drogi.

Czyli dostajemy więcej za mniej…

Możemy w standardzie zaoferować o wiele bardziej złożony rodzaj usługi — a przy tym wyższą wydajność i jakość wydruków. Kolory metaliczne, kolor biały i lakier wybiórczy, realizowany przez toner bezbarwny, to atrakcyjne i oczekiwane przez klientów uszlachetniania wydruków dla niskich i średnich nakładów. Kolory te mogą zostać użyte osobno lub położone pod kolorami CMYK lub na nich, aby stworzyć unikalne palety barw. Możemy drukować także na papierach masowych, ekologicznych, co jest ostatnio bardzo popularne i stwarza nowe możliwości dla naszych klientów. Maszyna doskonale sprawdza się w wydrukach dla branży kosmetycznej czy biżuteryjnej, dając niesamowite efekty uszlachetnień katalogów, opakowań, certyfikatów.

Inwestycja trochę ryzykowna jak na te, trudne, czasy.

No tak, idziemy trochę pod prąd, ale kiedy jest lepszy czas na inwestowanie? Firma musi się rozwijać i pozyskiwać kolejnych klientów. Dziś żyjemy w czasach, kiedy każdy chce coś zrobić szybko, w najwyższej jakości i w przystępnej cenie. My takie usługi oferujemy.

Jak to się stało, że zajął się Pan branżą drukarską?

Trafiłem do branży przez kolegę, na pierwszym roku studiów. W 2005 roku wkręcił mnie do CCS-u, gdzie spędziłem osiem lat.

Co Pan tam robił?

Zaczynałem na dziale ksero, robiłem oprawy introligatorskie, oprawiałem prace magisterskie. Drukowałem i skanowałem. Jako osoba, która chciała nauczyć się więcej, angażowałem się w innych działach firmy. CCS Druk miał wtedy jedne z najnowocześniejszych maszyn na rynku. Po niedługim czasie otrzymałem propozycję przejścia do prestiżowego działu kolorowego druku cyfrowego. W 2013 roku pojawiło się kilka okazji do otwarcia biznesu i postanowiłem zaryzykować.

To był dobry ruch? Przecież mógł Pan zostać w CCS-ie.

Zadecydował przypadek. Zresztą poligrafia wciągnęła mnie bez reszty. Wraz z żoną kupiliśmy maszynę cyfrową Xerox C75, do tego kilka maszyn introligatorskich w postaci krajarki do papieru, bigówki, foliarki i kilku innych sprzętów. Tak rozpoczęła się drukarnia Madimo. Pamiętam, że pierwsze zamówienia miałem od znajomych i od byłego… szefa, dla którego pracowałem jeszcze przed CCS-em. Zamówił dyplomy na konkurs. Nie zapomnę, jak biegłem do księgowego, żeby wystawił fakturę na kilkadziesiąt złotych. Ale to była radość.

I poszło samo.

Przez pierwsze miesiące byłem sam. Realizowałem zamówienia. Klienci trafiali do mnie głównie z polecenia. Potem zacząłem zatrudniać pracowników. Najważniejsze to mieć zespół ludzi, którzy będą odpowiedzialni za poszczególne kwestie w firmie. Nie jestem typem szefa, który robi wszystko sam i na urlop jeździ z telefonem. Pamiętam, jak kilka lat temu pracownik powiedział mi: ważne jest, żebyś ty mógł iść na urlop na trzy tygodnie, a po powrocie firma pracowała tak samo dobrze lub lepiej. Wziąłem sobie tę radę do serca. Poza tym podglądałem teścia, który prowadzi firmę z branży budowlanej i widziałem, jak deleguje zadania i odpowiedzialność za poszczególne procesy. Dużo się od niego nauczyłem.

Kiedy zatrudnił Pan pierwszego pracownika?

Po trzech miesiącach. Była to graficzka Patrycja - równie dokładna i upierdliwa jak ja (śmiech). Dla niej ważny był każdy detal. Świetnie się uzupełnialiśmy. Ja sprzedawałem, szukałem klientów, a ona realizowała projekty. Była bardzo kreatywna. W ciągu roku udało mi się wraz z nią tak rozkręcić firmę, że przestaliśmy się wyrabiać. Była idealnym kompanem. Po roku zatrudniłem drukarza Patryka, który pracuje tutaj do dziś. Też początkowo robił wszystko, jak my. Ostatecznie odnalazł się w druku i dziś pracuje na naszej nowej maszynie. Firma zatrudnia dziś managera produkcji, kalkulantów, drukarzy, introligatorów oraz pracowników administracyjnych.

Jak pandemia wpłynęła na Wasz biznes?

Pandemia niestety trochę pokrzyżowała nam plany. W kwietniu mieliśmy spadek zamówień o ponad 70 procent. Na szczęście udało mi się utrzymać cały zespół, z czego bardzo się cieszę. Postanowiłem, że pójdziemy dalej i wydzierżawiłem halę produkcyjną, obok naszej siedziby. Aby wykorzystać nowe możliwości lokalowe kupiłem maszynę drukującą, o której wcześniej wspomniałem i wzmocniłem kadrę osobową na dziale produkcji. Podobno w kryzysie najlepiej się inwestuje. Zobaczymy.