Organizator:

Duchy, duszki i tajemnicze zakamarki

02.02.2021 13:38:04

Podziel się

Teatr to miejsce magiczne. To nie tylko scena, na której wszystko się może wydarzyć, ale też i wszystko to, co zwykle jest ukryte przed wzrokiem widzów. Tam dzieją się rzeczy niesamowite, baśniowe. Budzą się duchy i strachy, ożywają lalki, wracają upiory, znajdują się zagubione pomieszczenia, ale też i gubią przedmioty. Historia wraca ze zdwojoną siłą.

TEKST: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Piotr Jasiczek

Boicie się?!

Teraz w Teatrze Polskim w Poznaniu panuje cisza. Nie przychodzą widzowie, a aktorzy grają spektakle obserwowani przez czujne oczy kamer. Teatr jednak nie jest pusty, bo za zamkniętymi drzwiami trwają próby, szycie kostiumów, projektowanie i wykonywanie scenografii. Teraz łatwiej jest zajrzeć do niedostępnych miejsc, które pamiętają jeszcze czasy powstawania gmachu. Specjalnego, bo przecież zbudowanego za pieniądze poznaniaków, w pełni polskiego, wbrew zaborcy. Był pierwszą placówką na ziemiach polskich zbudowaną z przeznaczeniem dla teatru – wyłączając XVIII-wieczne teatry dworskie w warszawskich Łazienkach. Teatr Polski w ogrodzie Potockiego (tak pierwotnie brzmiała nazwa teatru) otwarto w 1875 r. w nowo wybudowanym budynku przy ul. Berlińskiej (obecnie 27 Grudnia). Gmach zaprojektowany przez Stanisława Hebanowskiego powstał dzięki składkom polskich mieszkańców zaboru pruskiego. Pierwszą premierą była "Zemsta" Aleksandra Fredry. To wielki kawał naszej wspaniałej historii.

To co? Idziemy wraz z Katarzyną Kamińską, rzeczniczką prasową, na zwiedzanie? Kto się boi wspinać na jaskółkę, a potem schodzić do czeluści piwnicznej, spotykać duchy i dziwne stwory, niech czyta tylko w dzień.

Z jaskółczego gniazda

To nie miejsce dla tych, którzy mają lęk wysokości. Trzeba mozolnie wspiąć się po dziesiątkach schodów na trzecie piętro, pod sam dach. To trzeci balkon, tzw. jaskółka. Obecnie nieczynna dla widzów, a kiedyś stąd spektakle oglądali ci wszyscy, których nie stać było na drogie bilety: biedniejsi poznaniacy i studenci. To tutaj zasiadali klakierzy, którzy za pieniądze oklaskiwali premiery, ale też i aktorów. Dzisiaj to już tylko dodatkowe miejsce dla oświetleniowców czy realizatorów dźwięku. A widok z góry jest niesamowity. Widać całą widownię i scenę, tylko aktorzy są jak niewielkie kukiełki. Dopiero lornetka pozwala wyjaśnić, kto jest kim.

– Na jaskółce znajduje się stanowisko oświetleniowca – mówi Katarzyna Kamińska. – W ścianie jest otwór, a w nim reflektor. To tutaj podczas jednego ze spektakli „Wielki Fryderyk”, który trwa cztery i pół godziny, oświetleniowiec nagle poczuł, że ktoś jest za nim – słychać było oddech i wzdychanie. Do końca przedstawienia rozglądał się bacznie, czy znowu nie pojawi się… ten duch.

Teatr pełen duchów

Duch na jaskółce pojawił się niedawno, ale przecież starzy aktorzy przed laty opowiadali o smutnej, zawiedzionej aktorce, której nazwiska już nikt nie pamięta. Błąkała się za kulisami, cały czas czekając na rolę życia. Można ją było podobno spotkać przed premierą, kiedy wszyscy nerwowo biegali, tylko jej się ta atmosfera nie udzielała.

– No i jest duch Wilama Horzycy – dodaje Katarzyna Kamińska. – Cały czas obecny w teatrze. Czasem można go poczuć i nie zawsze jest przyjaźnie nastawiony. Pracownicy teatru przypisują mu różne wydarzenia. Przed laty np. tuż przed premierą wysiadły wszystkie pralki, które właśnie prały kostiumy. Nie wiadomo dlaczego. Innym razem zginęły potrzebne rekwizyty, ktoś się spóźnił, zapomniał tekstu, potknął, przewrócił. Kto winien? Horzyca i jego klątwa.

Choć Maciej Nowak, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego, twierdzi, że klątwa już nie działa, bo udało się Horzycę przebłagać. A jest być może jeszcze duch Heleny Modrzejewskiej, Wojciecha Bogusławskiego i wielu innych, którzy tej scenie tak wiele poświęcili. Sami powiedzcie, który teatr może pochwalić się taką liczbą duchów? A jeszcze pewnie nie wszystkie dały o sobie znać.

Nie podniesie się z upadku przez pół wieku

A co to była za klątwa? W 1951 roku władze Poznania zwolniły ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego Wilama Horzycę. Zrobiono to w sposób nieelegancki, z powodów politycznych.

Obrażony twórca rzucił klątwę na miasto i teatr. Nikt dzisiaj już nie pamięta dokładnie słów owego przekleństwa. Wiadomo jedynie, że padło ono na miasto Poznań i Teatr Polski, które nie miały podnieść się z upadku przez najbliższe 50 lat.

Całe szczęście klątwa przestała działać, ale duch Horzycy pozostał i w razie czego można go oskarżyć o różne drobne wpadki.

Siłacze na usługach sceny

Gdy schodzimy krętymi schodkami pod scenę, naszym oczom ukazuje się niezwykła machina. Wielkie koło z pomostem. Poruszające się po szynach. To najstarsza i jedyna w Polsce, i jedna z najstarszych w Europie, scena obrotowa poruszana siłą mięśni. – Sześciu silnych mężczyzn na znak dawany przez inspicjenta łapało za uchwyty i pchało z całych sił. Mechanizm ruszał i obracał scenę – mówi Katarzyna Kamińska. – Często na niej stały jeszcze dekoracje i oczywiście aktorzy. Naprawdę spory ciężar do przesunięcia. Dzisiaj scena już nie działa. Jej mechanizm jest zablokowany, a my czekamy cały czas na pieniądze na jej remont. Co ciekawe, przed laty Adam Nowak, wokalista zespołu „Raz Dwa Trzy”, był właśnie jednym z sześciu siłaczy pchających mechanizm sceny. Pracował w naszym teatrze jako techniczny, a potem przez pewien czas był też garderobianym. Od lat 90. XX wieku mechanizm nie jest już używany. Ostatnim spektaklem, w którym wykorzystano możliwości zabytkowej obrotowej sceny był „Tajemniczy Ogród”.

Ciekawostką są też zachowane drewniane pomosty znajdujące się nad i po bokach sceny. To wielka rzadkość, bowiem w Polsce nie ma już takich konstrukcji, które są stale w użyciu.

Piwnica pełna skarbów

Piwnica teatru kryje wiele tajemnic i ma wiele zakamarków. – Schodząc do piwnicy i krążąc po korytarzach, co jakiś czas napotykam na zamknięte drzwi – opowiada Katarzyna Kamińska. – Muszę znaleźć kogoś, kto wie, co tam jest i ma klucze. To zajmuje sporo czasu, a potem znowu są jakieś zamknięte drzwi i stale mam co odkrywać.

Pod ścianami mnóstwo jest używanych i nieużywanych rekwizytów. Lalki, broń biała, jakieś kawałki kostiumów i… portrety dawnych włodarzy rządzących Polską. Tam znalazł np. miejsce portret Gomułki. Kiedyś zapewne wisiał w jakimś gabinecie, jak to było wymagane, a potem historia zmagazynowała go w nieco zapomnianej części piwnicy. Tutaj jest jak w skarbcu, każda rzecz na swój sposób cenna i kto wie, czy jeszcze nie okaże się przydatna i przeżyje swoją drugą młodość.

Odkryte pomieszczenie

Czasem takie zamknięte drzwi, do których trzeba znaleźć człowieka z kluczem, nagle ukazują wnętrze pełne historii i skarbów. W takim otwartym po latach pokoju znaleziono m.in. popiersie Słowackiego i mnóstwo innych teatralnych pamiątek. – To jest tak trochę, jak ze strychem w każdym domu – mówi Katarzyna Kamińska. – Chowamy pamiątki i o nich zapominamy, a potem nagle odnajdujemy i odkrywamy. Mamy nadzieję, że dokonamy kolejnych ciekawych znalezisk.

Jak się nie da, jak się da

Kiedy jest normalnie, nie ma pandemii, lockdownu, kiedy widzowie przychodzą na spektakle do teatru, od czasu do czasu organizowane są wycieczki z przewodnikiem po zakamarkach teatru. Dzisiaj można to zrobić jedynie wirtualnie, a wtedy ducha się nie spotka. – Pandemia to czas, kiedy trzeba było zmienić myślenie o teatrze – mówi Katarzyna Kamińska. – Cały czas pracujemy, a nasze spektakle można oglądać online. Mamy własną platformę VOD, na której prezentujemy też premiery, jak choćby Don Juana, spektakle czy koncerty. Cały czas trwają próby do kolejnych przedstawień. Chcemy organizować spotkania online. Planów jest bardzo dużo, ale już nie możemy się doczekać, kiedy będziemy mogli normalnie spotykać się z widzami, słyszeć ich reakcje, wiedzieć, czy się podoba i co o tym myślą.