Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Endorfiny skaczące do sufitu

10.10.2023 11:03:47

Podziel się

15 lat temu z doklejonymi tipsami, nad wyraz umalowana i uczesana, w nieprzeciętnym, przykuwającym wzrok ubraniu, wraz z przyjaciółką przemierzała ulice Poznania niczym „star”. Robiła zakupy w supermarkecie, nagrała fatalną płytę muzyczną, wyprodukowała wodę mineralną, której nikt nie kupił, a wszystko to w ramach realizacji artystycznej, która Dominikę Ignasiak zmieniła w Mikę Starowską. Tworzy ręcznie drukowane tekstylia domowe, grafiki, tapety, prowadzi warsztaty z drukowania, zajmuje się projektowaniem graficznym oraz zdarza jej się malować murale.

ROZMAWIA: Karolina Michalak
ZDJĘCIA: Mika Starowska, Aleksandra Gerlach

Kim jest Mika Starowska?
Dominika Ignasiak: To właściwie postać fikcyjna. Powstała w social mediach na potrzeby akcji artystycznej, realizowanej z moją przyjaciółką Magdaleną Szmigiel-Taube (Megi Pegi Starkiewicz). Wcielałyśmy się w role gwiazd i celebrytek. Stąd początkowy człon „Star” w naszych wyimaginowanych nazwiskach. Do tej akcji zaadaptowałyśmy mieszkanie, w którym nasze podobizny widniały na wszystkim, co nas otaczało: tapecie, desce klozetowej, poduszkach, torcie itp. Jako Starowska i Starkiewicz odwiedzałyśmy też artystyczne festiwale. W rzeczywistości nazywam się Dominika Ignasiak, ale od dziecka wołają na mnie Mika, dlatego nie bardzo identyfikuję się z moim imieniem.

Czym się zajmujesz?
Od prawie 20 lat zajmuję się sitodrukiem ręcznym, czyli serigrafią. Skończyłam grafikę warsztatową na poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, a dyplom broniłam u prof. Mirosława Pawłowskiego. Lubiłam eksperymentować z nadrukami na różnych podłożach. Drukowałam na papierach, na ścianach i na odlewanych betonowych płytach. W ostatnich latach skupiłam się na druku na tekstyliach. Razem z Magdaleną Vencken współtworzyłam markę modową „Warsztat pracy”. Projektowałam nadruki i przenosiłam je za pomocą sitodruku na materiał, z którego potem były szyte ubrania. Obecnie działam pod nazwą „Starowska” i większość czasu spędzam w mojej pracowni sitodruku ręcznego mieszczącej się przy ul. Szyperskiej 3 w przestrzeni o nazwie: „Robię Tylko To Co Lubię” wymyślonej przez studio „Bękarty”, którego mój mąż, pan Krzysiu, jest połową. Tworzę ręcznie drukowane tekstylia domowe, grafiki, tapety, prowadzę warsztaty z drukowania, zajmuję się projektowaniem graficznym oraz zdarza mi się malować murale. Wspólnie z panem Krzysiem tworzymy projekt: happyhand.shop. Jest to przestrzeń i sklep zrzeszający poznańskich rzemieślników. Dostaniecie tam nasze t-shirty, tekstylia ręcznie drukowane oraz guziki.

Na czym polega sitodruk?
Sitodruk to technika druku wywodząca się z Dalekiego Wschodu. Za jego twórcę uznaje się Japończyka – Yuzensai Miyasaki, który w XVII w. wykorzystał tę metodę do ozdabiania kimon. Sitodruk działa na zasadzie szablonu wyciętego z kartki, dzięki któremu możemy wielokrotnie powielać przygotowany przez nas wzór. Matrycą jest rama z naciągniętym materiałem (siatką), na który naświetla się wzór. Typowy proces przygotowania siatki do naświetlania i do druku jest czasochłonny, dlatego większość drukarni nie podejmuje się np. wydrukowania wzoru na jednym t-shircie.

A Ty wręcz przeciwnie?
Dosyć często realizuję takie nietypowe zamówienia. Z fajniejszych i wymagających zleceń zdarzyło mi się drukować dyplomy studentów School of form. Drukowałam wtedy wzory np. na frotowych ręcznikach, z których następnie były szyte ubrania. Swoje wzory poza marką „warsztat pracy”, „Starowska” drukowałam na strojach teatralnych, bieliźnie marki Avolingerie, dodatkach do wnętrz, np. abażurach lamp, oraz tapetach.

Ale nie ograniczasz się tylko do druku.
Zdarza mi się malować murale. Pierwszy mural zaprojektowałam dla miasteczka rodzinnego mojej mamy, dwa kolejne mieszczą się na budynkach escape roomu „Find a Way” oraz „Przy Tobie” i „Przestrzeni bliskości”, a także w budynku biurowym przy ul. Bułgarskiej. Te nowe wyzwania dostarczyły mi sporo adrenaliny i sprawiły dużo frajdy.  

Dlaczego zajęłaś się tą formą sztuki?
Od najmłodszych lat dużo rysowałam, więc było oczywiste, że będę się w tym kierunku rozwijać. Skończyłam Liceum Plastyczne w Poznaniu. Serigrafię natomiast wybrałam trochę przypadkowo. Zawsze interesowało mnie tworzenie graficznych form, jednak za namową rodziców zdawałam na architekturę wnętrz. Mam siostrę architektkę, która kończyła studia na Politechnice poznańskiej, stąd pewnie pomysł połączenia sił sióstr. Po roku niezbyt satysfakcjonujących studiów architektonicznych zdawałam na grafikę warsztatową. Serigrafia była wtedy na uczelni najnowocześniejszą formą druku. Dawała więcej możliwości i była fizycznie mocno wymagająca, co nie ukrywam, bardzo mi odpowiada. Na serigrafii czyszczę siatki za pomocą myjki ciśnieniowej, do tego proces druku, dociskanie rakla też potrafi być mocno wysiłkowe. Często porównuję sitodrukowanie do siłowni. W pewnym sensie w pracy mam zapewniony trening.     

Skąd czerpiesz inspiracje?
Inspiracje są wszędzie. Najważniejsze jest to, że każdy z twórców przetwarza to, czym się zainspiruje, przez swoją maszynkę wrażliwości i to ostatecznie nadaje formę i tę ewentualną niesamowitość. Ja najwięcej inspiracji czerpię z natury. Uwielbiam nietypowe kolorystycznie połączenia, czasem może dziwne, czasem bardzo delikatne, błotne, pastelowe, a czasem z „żarówiastym” akcentem. Lubię wszystko to, co jest pomiędzy, to, co czasem jest banalne, ale może być niezauważalne, i to, co jest „między słowami”. Połączenia kolorów zdecydowanie potrafią mnie zachwycić i dobrze nastroić na resztę dnia. Szukam kolorów, wzorów i kształtów wśród ludzi, zwierząt, roślin, kamieni. Zachwycają mnie ślady na ciałach ludzi. Czasem są to piegi, kolor oczu czy włosów. Uwielbiam mieszkające na moim osiedlu szpaki. Ich upierzenie, zwłaszcza w okresie lęgowym, jest niezwykłą mieszanką kolorystyczną. Umierające kwiaty w wazonie zmieniające kolor czy formę potrafią być równie fascynujące. Zwykłe krople deszczu czy plamki po sosie potrafią zostawić wzór, który np. zduplikowany może pięknie wyglądać na obrusie.

Sitodruk jako forma arteterapii?
Jak najbardziej. Sitodruk jest pracą rzemieślniczą, wykorzystującą rękę i umysł. Cały proces jest tu dużą wartością, a do tego na koniec masz efekt wow w postaci wydrukowanej np. grafiki. Dodatkowo musisz się skoncentrować, żeby np. spasować papier, wymieszać odpowiedni kolor. To wymaga uspokojenia myśli, polaryzacji uwagi. Za to obserwowanie efektów nakładanych kolejnych warstw koloru jest tak ekscytujące, że gdyby było to możliwe, mogłabym obserwować endorfiny skaczące do sufitu. Zwłaszcza, gdy widzisz to również u innych osób. Dlatego w ostatnim czasie wprowadziłam ofertę warsztatów i zapraszam innych do tworzenia w mojej pracowni albo wychodzę z sitodrukiem na zewnątrz. Chcę zarażać ludzi tą fantastyczną techniką druku.