Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Gdy rad olśnił świat

Podziel się

Na początku XX wieku promieniotwórczość uchodziła za cud nowoczesności – obietnicę energii, urody i długiego życia. Odkrycie państwa Curie szybko opuściło laboratoria i trafiło do kremów, eliksirów oraz codziennych rytuałów konsumenckich. O tym, jak narodziła się „radowa moda” i dlaczego pozostaje aktualną przestrogą, rozmawiamy z prof. Izabelą Nowak przy okazji wystawy „Radowa moda – gdy promieniotwórczość stała się trendem”.

 

ROZMAWIA: Anna Gidaszewska

ZDJĘCIA: Archiwum Izabeli Nowak i „Życie Uniwersyteckie”

 

Skąd wziął się pomysł na stworzenie wystawy „Radowa moda – gdy promieniotwórczość stała się trendem”?

Izabela Nowak: Pomysł na wystawę wyrósł z fascynującego paradoksu: to, co dziś większości osób kojarzy się z zagrożeniem i koniecznością ścisłej kontroli, jeszcze sto lat temu było symbolem postępu, nowoczesności, zdrowia i prestiżu. W materiałach wystawy bardzo wyraźnie widać, że rad nie funkcjonował wyłącznie jako obiekt badań naukowych, ale niezwykle szybko przeniknął do codzienności: do medycyny, reklamy, produktów kosmetycznych, a nawet do sfery stylu życia. Sama konstrukcja ekspozycji pokazuje, że jej ideą było zestawienie odkrycia naukowego Marii Skłodowskiej-Curie z jego zaskakującym odbiorem społecznym i komercyjnym. Wystawa opiera się też na bardzo konkretnych, materialnych śladach tej epoki: eksponatach z mojej kolekcji i prof. Tomasza Pospiesznego. To właśnie połączenie historii nauki, kultury popularnej i autentycznych obiektów czyni tę wystawę tak przekonującą.

Dlaczego historia „mody na radioaktywność” może być dziś interesująca dla współczesnego odbiorcy?

Pokazuje mechanizm, który wcale nie zniknął. W pierwszej połowie XX wieku słowo „rad” działało niemal jak znak jakości: sugerowało, że produkt jest bardziej nowoczesny, bardziej skuteczny, bardziej ekskluzywny. Dziś też bardzo chętnie ulegamy modzie na hasła brzmiące „innowacyjnie”. Historia „radowej mody” przypomina, że pomiędzy autentycznym odkryciem naukowym a jego społecznym odbiorem może powstać ogromna przestrzeń uproszczeń, mitów i marketingowych nadużyć. Dodatkowo jest to opowieść bardzo widowiskowa: łączy wielką naukę, postać Marii Skłodowskiej-Curie, obietnicę zdrowia i urody, a potem dramatyczne konsekwencje niekontrolowanego zachwytu promieniotwórczością. Właśnie dlatego ta historia jest jednocześnie atrakcyjna i bardzo aktualna.

 

Dlaczego promieniotwórczość była wtedy postrzegana jako coś niemal „magicznego” i luksusowego?

Wynikało to z klimatu epoki. Na początku XX wieku rad stał się obietnicą nowoczesności, zdrowia, energii i postępu. Był niewidzialny, a zarazem spektakularny; działał niejako „sam”, bez bezpośrednio dostrzegalnego mechanizmu, więc otaczała go aura tajemniczości. W czasach, gdy elektryczność dopiero wkraczała do domów, a medycyna nadal poszukiwała skutecznych metod leczenia wielu chorób, radioaktywność wydawała się siłą przyszłości. Na jednej z plansz wystawy przywołaliśmy bardzo sugestywny cytat Marii Skłodowskiej-Curie o preparatach radu świecących nocą jak „nikłe, czarodziejskie światełka”. Taki obraz musiał silnie działać na wyobraźnię. Z kolei w sferze komercyjnej wystarczyło dodać do nazwy produktu słowo „radium”, by zasugerować klientowi, że ma do czynienia z czymś lepszym technologicznie i bardziej prestiżowym. To właśnie połączenie tajemnicy, nauki i aspiracyjnego stylu życia stworzyło wizerunek promieniotwórczości jako czegoś niemal magicznego i luksusowego.

Jakie produkty z dodatkiem radu lub z jego nazwą były najpopularniejsze w tamtym okresie?

Najszersze zastosowanie radu znalazło się w produktach reklamowanych jako medyczne lub prozdrowotne. Na przykład w takich wyrobach, jak: tabletki, eliksiry, maści, środki przeciwbólowe, preparaty „na zmęczenie”, „na trawienie”, „na anemię”, a nawet dodatki do żywności, takie jak chleb przygotowywany z użyciem wody radioaktywnej czy czekolada. Osobną kategorię stanowiły produkty codziennego użytku, które wykorzystywały aurę promieniotwórczości: pasta do zębów, wskazówki zegarków, wskaźniki samolotowe, guziki luminescencyjne czy elementy optyczne. Bardzo wyraźnie obecne były też kosmetyki – przede wszystkim kremy, pudry, róże, toniki do włosów, mydła i perfumy. Ze względu na swoje zainteresowania chemią kosmetyczną jest to ważny dla mnie element wystawy. Z perspektywy współczesnego odbiorcy najbardziej zaskakuje chyba to, jak szerokie było spektrum tych produktów: od „kuracji” zdrowotnych po zwykłe artykuły toaletowe i reklamowe.

Wystawa pokazuje też, że można było na nią trafić w bardziej nieoczywistych miejscach: w wyposażeniu technicznym, w produktach optycznych, a nawet w żywności. Innymi słowy, rad nie był wówczas zjawiskiem zamkniętym w laboratorium – stał się elementem codziennej wyobraźni konsumenckiej.

 

 

Jak radioaktywność przeniknęła do świata mody i kosmetyków?

Przeniknęła przede wszystkim przez język reklamy i przez obietnicę nowoczesnej urody. Wiele firm rzeczywiście dodawało substancje promieniotwórcze do kosmetyków albo nadawało im radioaktywność przez indukcję, czyli czasowe napromieniowanie produktu. Zjawisko to było szczególnie silne we Francji, co wiązano z faktem, że pionierskie badania nad radem prowadzili w Paryżu Maria Skłodowska-Curie i Pierre Curie. W Anglii działały kolejne marki, a te same produkty trafiały także na rynki niemiecki i polski. Radioaktywność weszła więc do świata urody nie tylko jako ciekawostka naukowa, lecz jako narzędzie budowania prestiżu produktu: krem miał być nowocześniejszy, puder skuteczniejszy, a pielęgnacja bardziej zaawansowana. Szczególnie znamienna jest historia marki Tho-Radia, której linia obejmowała m.in. kremy, pudry, perfumy i pomadki, a na wystawie pokazano zarówno same produkty, jak i dokument potwierdzający zawartość bromku radu w kremie. To bardzo mocny dowód, że nie była to jedynie metafora reklamowa, lecz konkretna praktyka rynkowa.

Czy wśród eksponatów znajdują się przedmioty, które szczególnie zaskakują współczesnego widza?

Zdecydowanie tak – i właśnie to jest jedną z największych sił tej wystawy. Współczesnego odbiorcę zaskakuje przede wszystkim zwyczajność tych obiektów. Na wystawie widzimy pastę do zębów Doramad, tabletki Radione, pudełko po zegarku, kosmetyki Tho-Radia, perfumy, puder i pomadkę. Szokujące jest to, że promieniotwórczość nie była zarezerwowana dla specjalistycznej medycyny, lecz pojawiała się w obszarze codziennej higieny, urody i konsumpcji. Równie poruszające są materiały dotyczące Radithoru, bo pokazują, jak produkt reklamowany jako „bezpieczny” stawał się symbolem katastrofalnego oszustwa medycznego. Dla wielu widzów zaskoczeniem będzie także obecność obiektów związanych z wodami radowymi i uzdrowiskami, ponieważ uświadamia to, jak szeroko rozumiano „dobroczynne” działanie promieniotwórczości.

Kiedy zaczęto rozumieć, że promieniotwórczość może być niebezpieczna dla zdrowia?

Z materiałów wystawy wynika, że przełom nie nastąpił od razu, lecz był procesem. Najpierw dominował entuzjazm wobec radu jako symbolu energii, zdrowia i postępu. Z czasem jednak kolejne doświadczenia, zwłaszcza związane z nadużywaniem „cudownych” preparatów, zaczęły zmieniać społeczne postrzeganie promieniotwórczości. Szczególnie ważny był moment, gdy głośne przypadki zatruć zaczęły funkcjonować w przestrzeni publicznej jako przestroga, a nie jako incydent. W odniesieniu do kosmetyków rok 1937 jest ważną cezurą: wtedy francuski rząd sklasyfikował tor i rad jako substancje trujące, a następnie usunięto je z francuskich kosmetyków. To oznacza, że w latach 30. ubiegłego wieku świadomość zagrożeń była już na tyle silna, by przekładać się na decyzje regulacyjne.

 

 

Jakie wydarzenia lub historie ludzi przyczyniły się do zmiany postrzegania radu?

Najmocniej wybrzmiewa tu historia Ebena Byersa. Był on znanym sportowcem i przemysłowcem, miał wypić około 1400 butelek Radithoru – produktu reklamowanego jako bezpieczny i dobroczynny. Zmarł w 1932 roku w wyniku zatrucia radem, a opisane skutki obejmowały ciężkie uszkodzenia kości, w tym martwicę i destrukcję żuchwy. Wystawa podkreśla, że właśnie ta sprawa odbiła się szerokim echem w mediach i stała się punktem zwrotnym w stosunku opinii publicznej do „radioaktywnych cudów”. Równie znaczące były zapewne doświadczenia związane z coraz lepszym rozumieniem biologicznych skutków ekspozycji na promieniowanie oraz późniejsze działania regulacyjne, takie jak uznanie toru i radu za substancje trujące w kosmetykach. W wymiarze symbolicznym niezwykle ciekawy jest też kontrast pokazany na planszy: od Radithoru do współczesnego Xofigo®, czyli od niekontrolowanego zachwytu do precyzyjnie kontrolowanego zastosowania medycznego. To pokazuje, że nie sama radioaktywność jest „dobra” albo „zła”, lecz kluczowe są wiedza, dawka, kontrola i cel użycia.

Czy dostrzega Pani Profesor podobieństwa między tamtymi trendami a współczesnymi modami na „naukowe” składniki w kosmetykach czy suplementach?

Tak, i to bardzo wyraźnie. W obu przypadkach działa podobny mechanizm kulturowy: odkrycie naukowe lub termin pochodzący z języka nauki zaczyna żyć własnym życiem w reklamie i komunikacji rynkowej. W epoce „radowej mody” sam wyraz „rad” potrafił sugerować nowoczesność, skuteczność i luksus. Dziś podobną rolę odgrywają niekiedy modne określenia technologiczne, biochemiczne czy medyczne, które dla odbiorcy brzmią przekonująco, choć nie zawsze stoją za nimi rzetelne dane, właściwe proporcje czy prawidłowa interpretacja badań. Oczywiście, nie należy stawiać prostego znaku równości między współczesną kosmetologią a historycznym dodawaniem radu do produktów. Dzisiejsza nauka i regulacje są nieporównywalnie bardziej rozwinięte. Ale ta historia pozostaje ważną lekcją krytycznego myślenia: sam „naukowy” język nie jest jeszcze gwarancją bezpieczeństwa ani skuteczności. Właśnie dlatego wystawa ma nie tylko wymiar historyczny, lecz także edukacyjny.

Czy przygotowując wystawę, natrafiła Pani Profesor na historię, która szczególnie zapadła Pani w pamięć?

Jeżeli spojrzeć na materiały wystawy, to najmocniej zapadają w pamięć dwie historie. Pierwsza to oczywiście dramat Ebena Byersa, dlatego że w skrajny sposób pokazuje konsekwencje bezkrytycznej wiary w „cudowny” produkt sygnowany autorytetem nauki. To opowieść niemal symboliczna: od zachwytu, przez reklamę, aż po tragedię. Druga historia ma zupełnie inny charakter i dotyczy Radium Girls (młodych kobiet, które ciężko chorowały po latach pracy polegającej na malowaniu farbą radową tarcze zegarków). Ich los bardzo silnie wpłynął na społeczną świadomość zagrożeń i na późniejsze myślenie o odpowiedzialności pracodawców za bezpieczeństwo. Warto też w tym miejscu wskazać na historię pracy Marii Skłodowskiej-Curie. Na planszach poświęconych odkryciu radu oraz wodom radowym widać nie tylko wielkość samego odkrycia, lecz także to, jak daleko sięgało jego oddziaływanie – od laboratorium, przez uzdrowiska i przemysł, aż po kulturę masową. Szczególnie poruszający jest dla mnie kontrast między powagą pracy naukowej Marii Skłodowskiej-Curie a późniejszą komercjalizacją radu w formie kosmetyków, eliksirów czy produktów codziennego użytku. Właśnie w tym kontraście zawiera się chyba najważniejsze przesłanie całej wystawy: wielkie odkrycia naukowe mogą inspirować rozwój cywilizacji, ale mogą też zostać uproszczone i podporządkowane modzie.

Wystawę RADOWA MODA – GDY PROMIENIOTWÓRCZOŚĆ STAŁA SIĘ TRENDEM można zobaczyć do 30 czerwca br. w Collegium Chemicum, ul. Uniwersytetu Poznańskiego 8, Poznań – Campus Morasko

 

Prof. dr hab. Izabela Nowak – chemiczka związana z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, specjalizująca się w chemii materiałów, katalizie i nanotechnologii. Tytuł profesora uzyskała w 2014 roku. Kieruje Pracownią Chemii Stosowanej i rozwija badania na styku nauki oraz przemysłu, szczególnie w obszarze chemii kosmetycznej. W latach 2008–2012 pełniła na Wydziale Chemii UAM funkcję prodziekana ds. organizacyjnych, a także funkcję prezesa ZG Polskiego Towarzystwa Chemicznego (kadencje 2019–2021 oraz 2022–2024). Laureatka licznych nagród, odznaczona m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej (2018) i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2023).