Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Gram w hokeja, bo to kocham

12.03.2024 11:50:08

Podziel się

Bez wątpienia tak można powiedzieć. Reprezentacje Pań i Panów sięgnęły po srebrny medal w Mistrzostwach Europy w rozgrywkach halowych, a Panie dorzuciły brąz w pierwszych mistrzostwach świata „piątek”. W składach tych drużyn są zawodnicy z Poznania. Piątka męska otarła się o medal, zajmując 4. miejsce, a jej bohaterem jest Jakub Hołosyniuk, strzelec bramki z Egiptem w ostatniej sekundzie meczu.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Zacznijmy mocnym akcentem, jak u Alfreda Hitchcocka… czyli od Pana bramki w meczu z Egiptem w ostatniej sekundzie, która dała awans do półfinału Mistrzostw Świata w hokeju na trawie 5-osobowym rozgrywanym w styczniu w Omanie. Jakie uczucie wtedy Pana ogarnęło?
Jakub Hołosyniuk: Nie da się tego wytłumaczyć. Dzisiaj pamiętam nieopisaną euforię i absolutny brak kontroli nad swoim ciałem. Jestem osobą, która z bramek zbytnio się nie cieszy, bo to tylko mój wkład do dobrego wyniku drużyny. Ale po tym golu czułem szczęście. Chłopaki z ławki rezerwowych też fantastycznie zareagowali, no, w końcu wyszliśmy z grupy „śmierci” i byliśmy jedną z czterech najlepszych drużyn na świecie. Wiem, że w Polsce był olbrzymi wybuch radości wśród rodziny i znajomych.

Czyli przechodzi się w inny stan świadomości. Gdyby był to gol dla reprezentacji Polski w piłce nożnej, byłby Pan pewnie na ustach całej Polski?
Pewnie tak, ale gram w hokeja, bo to kocham. Pochłania mnie on na tyle, że jak kilka dni nie gram, to jestem bardzo pobudzony i czegoś mi brakuje. I to się liczy. A kibice... no cóż, mam przed sobą jeszcze wiele lat grania, więc wszystko może się zdarzyć.

Aż miło patrzeć na wyniki tegoroczne w hokeju na trawie, trzy medale na imprezach rangi mistrzostw Europy i świata. Czy to jest światełko w tunelu dla polskich laskarek i laskarzy?
To na pewno jest efekt naszej pracy. Latem na mistrzostwach Europy trzeciej dywizji w 11-osobowej odmianie hokeja powiedzieliśmy sobie, że musimy zawalczyć i pokazać, że stać nas na więcej. Musimy jako reprezentacja być konsekwentni. Pierwszy krok zrobiony, przed nami wszystko i, co najważniejsze, to wszystko zależy tylko od nas. 4. miejsce w Omanie to nadal nie jest medal. Zobaczymy, co najbliższy czas przyniesie, czy powtórzymy sukces, a trudne zadanie już w czerwcu w „jedenastkach” w Gnieźnie podczas prestiżowego turnieju FIH Hockey Men’s Nations Cup, gdzie pojawią się topowe nacje.

Niektórzy Wam trochę zazdroszczą, że hokeista na trawie może stać się multimedalistą. No bo nie ma tu takiego podziału jak w koszykówce na halowych i 3 x 3. Jesteście bardziej uniwersalni, bo każdy z Was może grać w 11-osobowej wersji, ale także halowej i tej 5-osobowej.
Rzeczywiście. Jedyna różnica między tymi wersjami to to, że „jedenastka” jako jedyna jest sportem olimpijskim. Wszyscy zatem przykładają do tych drużyn największe znaczenie. W „halówce” już tylko część reprezentacji można oglądać, a w „piątkach” startowały w Omanie tylko trzy reprezentacje z Europy. Oprócz na byli to Szwajcarzy i zdobywcy championatu – Holendrzy. Ale realnie można sięgnąć po medale w każdej z odmian. Nie ma tu trudności, by przestawić się na jedną z nich. Zresztą na co dzień po sezonie letnim na trawie gramy zimą w hali, a reprezentacja w Omanie była stworzona również z zawodników, którzy grają, nazwijmy to, w normalny hokej.

Hokej 5-osobowy w swoich założeniach podobny jest do koszykówki 3 x 3. Małe boisko, mniej zawodników, bandy, brak koła strzałowego i nie ma krótkich rogów. To spowodowało, że jest to dyscyplina prostsza w odbiorze, szybsza i sypiąca bramkami, chociażby Wasz mecz z Pakistanem zakończony zwycięstwem 8:7.
Tak, to jest bardzo dynamiczne granie. Musieliśmy się zmieniać co dwie minuty, bo podczas meczu nie ma czasu na odpoczynek. Jeżeli nie da się stu procent, to szybko traci się bramkę i w konsekwencji można przegrać mecz. Bandy powodują, że nie ma chwili na przestój, jedynie wtedy, kiedy pada gol. Intensywność gry powoduje także duża liczba pojedynków jeden na jeden. A dodatkowo w Omanie było bardzo gorąco, nawet do 50 stopni przy podłożu. Znakomicie w tych warunkach czuli się ludzie z tamtej strefy klimatycznej – Hindusi, Pakistańczycy. To jakby dyscyplina stworzona dla nich.

Patrząc na klasyfikację mistrzostw, jak już wspomnieliśmy, wśród 16 zespołów były tylko trzy z Europy, a dochodzą słuchy, że pierwsi mistrzowie świata nie będą startować w kolejnych rozgrywkach.
Co do Holandii, słyszałem tylko jeden wywiad zawodnika, który jest olimpijczykiem. Powiedział, że podoba mu się ten sport z racji olbrzymiej intensywności i szybkich zwrotów akcji, dużej liczby strzałów i wielu bramek.

Dlaczego hokej?
Zakochałem się w tym sporcie, bo jest bardzo nieprzewidywalny. Wersja halowa czy piątki do ostatniego momentu meczu mogą trzymać w napięciu. Gdy zespół traci dwie bramki, to w piłce nożnej mówi się często, że mecz jest już ustawiony i że trudno będzie zmienić wynik. W hokeju wszystko może się zdarzyć, przegrywając 0:2, możemy wygrać 9:2 czy 9:8. Nie ma nigdy przegranego meczu, nawet jeżeli wynik jest bardzo niekorzystny.

Skoro zahaczyliśmy o piłkę, to wróćmy do Pana początków, bo przez ponad 6 lat grał Pan z laską i kopał futbolówkę.
Mimo podjęcia decyzji cały czas zastanawiam się nad odpowiedzią. Piłkarzem można być jednym z wielu, a w hokeju łatwiej być tym najlepszym. Piłkę nożną kocham do teraz. Uwielbiam, jak mam czas, obejrzeć dobry mecz futbolowy. Wracając do Pana pytania, powodem mojego wyboru nie były na pewno pieniądze czy sława wśród rzeszy kibiców. Zdecydowałem się na hokej, mając 12 lat, chyba właśnie dlatego, że mam możliwość konkurowania na najwyższym poziomie w mniejszym gronie rywali. Dla sportowca najważniejsze jest granie w to, co się kocha. Jak wspomniałem, serce mam rozdarte, ale chęć bycia najlepszym w tym przypadku wzięła górę.

Przyglądając się rozwojowi Pana kariery, to można powiedzieć, że mimo młodego wieku jest Pan weteranem, jeśli chodzi o reprezentację, bo sukcesy osiągał Pan, brązowy medal mistrzostw Europy, już kategorii U-16 w Gnieźnie.
Hokej uprawiam od szóstego roku życia. Zawsze miałem dryg do sportu i myślę, że dlatego szybko dostawałem się do kadry w różnych poziomach wiekowych. Tak się przytrafiało, że zwykle byłem najmłodszym zawodnikiem w kadrze. Dzisiaj jestem w kadrze seniorów i też jestem jednym z młodszych hokeistów i mam czas na rozwój, na kolejne mistrzowskie imprezy, na kolejne medale.

Ostatni raz reprezentacja w hokeju na trawie była na igrzyskach w 2000 roku w Sydney…
To trudne zadanie, ale szansa jest dla każdego sportowca na kółka olimpijskie. Ekipę w kadrze mamy bardzo młodą, trenera mamy bardzo dobrego z wielkimi ambicjami. Dariusz Rachwalski nigdy nie zagrał na igrzyskach, ale ma nadzieję, że stanie się olimpijczykiem jako trener. Musimy ciężko pracować, by wygrywać mecze, które będą się liczyły w rywalizacji o olimpijski awans. Oman pokazał nam, że wszystko może się zdarzyć.

Hokej stał się rodzinną dyscypliną. Gra bowiem też Pana brat Jan.
Jest bramkarzem. Bronimy barw AZS Politechnika Poznańska. Jest nominalnie drugim brakarzem, ale z powodu kontuzji pierwszego golkipera z powodzeniem go zastępuje, nabierając doświadczenia i umiejętności. Na początku był trochę spięty, ale mówiłem mu, że jest dobry, tylko musi poprawić swoją fizyczność, żeby być bardziej gibkim i szybszym na bramce. Cieszę się, że wciąż gra, bo razem jeździmy na treningi i mecze, wspierając się i motywując do treningów.

Łączy Pan treningi wyczynowe z poważnymi studiami.
Jestem na drugim roku Politechnik Poznańskiej, Wydział Inżynierii Zarządzania. Teraz jestem w czasie sesji, nadrabiam zaległości związane z wyjazdem do Omanu, ale już jestem blisko finiszu.

Marzenia sportowe te na przyszłość?
Po skończeniu studiów zagrać w jednej z drużyn z najlepszych ligi europejskich, czyli Holandii, Belgii lub Niemiec.