Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Jak prać, to szybko, łatwo i przyjemnie

Podziel się

Choć pralnie samoobsługowe kojarzą się głównie ze Stanami Zjednoczonymi i amerykańskimi serialami, to w ciągu ostatnich lat ich popularność w Europie i w Polsce rośnie. Adam Torz – właściciel samoobsługowych pralni Speed Queen zlokalizowanych przy ul. Dąbrowskiego, ul. Głogowskiej i wkrótce również przy ul. Królowej Jadwigi, opowiada nam o swoim biznesie oraz tym, dlaczego ludzie coraz chętniej korzystają z tego typu usług.

ROZMAWIA: Martyna Pietrzak-Sikorska
ZDJĘCIA: Agata Jesse Obiektywnie
[współpraca reklamowa]

Mam wrażenie, że Polacy są bardzo przywiązani do pralek w domu. Czy nasza mentalność w tej kwestii się zmienia?
Adam Torz: Faktycznie – w polskim domu pralka, tuż obok lodówki, jest najważniejszym sprzętem AGD. Widać jednak, że od kilku lat w siłę rośnie trend na ekonomię współdzielenia. Zaczynamy rozumieć, że nie musimy posiadać danej rzeczy na własność, żeby z niej korzystać. Coraz chętniej wypożyczamy samochody, rowery lub hulajnogi na minuty, wynajmujemy mieszkania i oczywiście korzystamy z różnorodnych usług – w tym np. z pralni.

Jak długo działacie Państwo na poznańskim rynku?
Naszą pierwszą lokalizację przy ul. Dąbrowskiego otworzyliśmy w 2019 roku. Dziś rozmawiamy w naszym drugim lokalu przy ul. Głogowskiej, a już wkrótce, bo na przełomie lipca i sierpnia, otworzymy naszą najnowszą pralnię przy ul. Królowej Jadwigi.

Kto korzysta z Państwa usług?
Naszymi klientami są zarówno przyjezdni, jak i mieszkańcy. Przyjezdni są w podróży i bardzo często nie mają dostępu do pralki, mieszkańcy mają inne motywacje – czasem jest to awaria domowej pralki, czasem remont łazienki, który trwa kilka tygodni. Klienci przychodzą również z większymi gabarytami, których nie wypierze się w domowej pralce – z kołdrami, kocami, narzutami. Z naszych usług korzystają również małe hotele, hostele oraz restauracje.

W Speed Queen stawiacie na maksymalną automatyzację całego procesu. Klienci doceniają to, że wizyta w pralni nie wymaga od nich dużego zaangażowania?
Są klienci, którzy faktycznie cenią sobie nowoczesne rozwiązania, ale jest też spore grono osób, które lepiej czują się w tradycyjnym modelu. Jedni i drudzy znajdą u nas coś dla siebie. W naszych najnowszych lokalizacjach przy ul. Głogowskiej oraz przy ul. Królowej Jadwigi (której otwarcie zaplanowane jest na przełom lipca i sierpnia) pralki są maksymalnie zautomatyzowane – nie trzeba dozować im detergentów, jest również dedykowana aplikacja, za pomocą której można rozpocząć pranie jednym kliknięciem. Z kolei nasza pierwsza lokalizacja przy ul. Dąbrowskiego jest nieco bardziej tradycyjna – detergent trzeba dozować samemu – oczywiście można kupić go na miejscu, ale tu klient może przynieść swój ulubiony proszek do prania czy płyn do płukania.

Do Waszej pralni wchodzi się z torbą brudnych ubrań, a po kilkudziesięciu minutach wychodzi z czystym, suchym i pachnącym praniem. Minimum wysiłku, maksimum wygody – czy to właśnie ta kwestia motywuje ludzi do korzystania z Państwa usług?
Myślę, że faktycznie jest to jeden z kluczowych powodów. Podam przykład, który doskonale to obrazuje: 4-osobowa rodzina wraca z 2-tygodniowych wakacji, ma trzy walizki brudnych ubrań. Jasne, mogą to ogarnąć w domu, ale pralka będzie chodziła bez przerwy przez cały tydzień, zużyje prąd i wodę, plus dodatkowo – gdzieś te wszystkie ubrania trzeba będzie wysuszyć. W naszej pralni samoobsługowej można włączyć pięć pralek jednocześnie i jednorazowo wyprać nawet 50 kg prania. Po 1,5 godziny ubrania są suche, czyste i gotowe do noszenia.

Czyli nazwa Speed Queen nie jest chwytem marketingowym?
Absolutnie nie (śmiech). To nazwa całej sieci, do której należymy, ale doskonale obrazuje to, co dla nas ważne. Jesteśmy otwarci od 7:00 do 22:00 każdego dnia, 365 dni w roku. W naszych pralniach mamy profesjonalny sprzęt, który trudno porównywać z domową pralką. Cykle prania są zdecydowanie krótsze i bardziej intensywne, trwają około 30-40 minut, podobnie wygląda kwestia suszenia ubrań – po około 45 minutach w suszarce są one gotowe do noszenia. W lokalach przy ul. Głogowskiej i ul. Królowej Jadwigi pralki korzystają z ozonowanej wody, która zapewnia ochronę tkanin, zmniejsza ilości bakterii oraz sprawia, że ubrania są po praniu delikatne i miękkie. Tu warto dodać jedno „ale” – nasze pralki nie są cudotwórcami i bywa, że nie są w stanie wyprać uporczywych plam. Jesteśmy substytutem pralki domowej, a nie pralni chemicznej, która zajmuje się profesjonalnym wywabianiem plam.

Prowadzi Pan pralnie samoobsługowe od 5 lat. Co najbardziej ceni Pan w swojej pracy?
Być może zabrzmi to banalnie, ale satysfakcjonujące jest dla mnie poczucie, że realnie pomagam moim klientom. Pomagam im oczywiście w prozaicznej sprawie, czyli w robieniu prania. Nie uważam, że to wielka misja. To po prostu pomoc w codzienności, ale cieszę się, że w jakiś sposób ułatwiam ludziom życie. Wierzę, że biznes oparty na pomocy klientom, na rozwiązywaniu ich problemów, jest najbardziej stabilny i daje największą satysfakcję.