Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Jak trafiłam pod strzechę „Chłopów”

Podziel się

Do rysowania i malowania ciągnęło ją od dziecka, ale dopiero na etapie studiów zdecydowała się sformalizować swój talent. Analizę sylwetki człowieka opanowała do perfekcji i pewnie dlatego to ją wybrano do zacnego grona malarzy animatorów filmu „Chłopi”. O tym, jak pasja może zamienić się w wielką przygodę, i o pracy nad filmem opowiada nam Zofia Słupczyńska.

ROZMAWIA: Karolina Michalak
ZDJĘCIA: Agata Jesse Obiektywnie

Skąd u Ciebie pasja malarska?
Zofia Słupczyńska: Rysowałam i malowałam od dziecka. Lubiłam sobie usiąść i ze spokojem narysować np. postać, która spodobała mi się na tyle, by móc przenieść ją na papier. Pochodzę z artystycznej rodziny, gdzie ciocia od strony taty była uznaną graficzką i malarką, natomiast rodzice są architektami, a więc pewne zdolności manualne i pokłady kreatywności mam zakodowane w genach. W domu nie czułam presji, wręcz przeciwnie – miałam swobodę w wyrażaniu się poprzez rysunek. Lubiłam także wymyślać komiksy w warstwie rysunkowej, ale tę formę aktywności zaniechałam dawno temu.

Jakim rodzajem malarstwa się zajmujesz?
Realistycznym. Nie do końca przepadam za sztuką abstrakcyjną. Moją przygodę z malarstwem zaczynałam od akryli. Później chciałam wypróbować też inne techniki i padło na farby olejne, które okazały się być dla mnie najlepsze aż do dziś. Dzięki olejom mogę dłużej pracować nad danym obrazem oraz z większą dokładnością oddawać np. podobieństwo postaci bez presji, że kolor wyblaknie lub wyschnie za szybko. Najbardziej fascynuje mnie człowiek i to właśnie portretom poświęcam najwięcej czasu.

Dlaczego człowiek?
Jest dla mnie największą inspiracją. Lubię pokazywać jego charakterystyczne cechy, również te wynikające z jego natury. Z twarzy można wiele wyczytać. Portretem można uchwycić stany emocjonalne, które siedzą głęboko w człowieku i przelać drzemiącą w nim energię

Ale malarstwo to nie wszystko.
Tak, moją kolejną pasją jest haft artystyczny. Kiedyś na jednej z aplikacji telefonicznych zobaczyłam, jak ludzie haftują naszywki. Strasznie mi się to spodobało i pomyślałam, że chciałabym nauczyć się haftować. Upatruję w tym pewnej malarskości, bo pewne doświadczenia malarskie mogę przenieść na hafty. Jednym ze źródeł inspiracji jest japońskie studio animacyjne Ghibli, które specjalizuje się w produkcji pełnometrażowych filmów anime. Wciągnęłam się w to na tyle, że zaczęłam także tworzyć hafty na specjalne zamówienie.

Mimo że malujesz od dziecka, to dopiero na etapie studiów zdecydowałaś się „sformalizować” swoją pasję?
Tak. Skończyłam liceum ogólnokształcące i dopiero gdy zdecydowałam się na studia artystyczne, zapisałam się na kurs przygotowawczy, który pozwolił ugruntować mój warsztat. Wcześniej rysowałam głównie dla siebie i jak mi w duszy zagra, brałam też udział w różnych konkursach plastycznych, które pozwalały mi zderzyć się z głosem z zewnątrz. Obecnie jestem studentką piątego roku malarstwa i niebawem mam zamiar obronić pracę magisterską, choć gdyby nie praca przy „Chłopach”, to ten etap miałabym już za sobą.

No i płynnie przeszłyśmy do tematu „Chłopów”. Czyli chcesz powiedzieć, że praca przy tak spektakularnej i o światowym rozgłosie produkcji pokrzyżowała Twoje plany?
Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie, praca przy tej produkcji skierowała moje zawodowe plany na właściwe tory. Natomiast faktycznie na rok musiałam zawiesić edukację i wziąć urlop dziekański, gdyż praca przy „Chłopach” wiązała się z przeprowadzką do Gdańska i pełnoetatową pracą, czego w żaden sposób nie byłabym w stanie pogodzić z dziennym trybem studiowania na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

To uchyl rąbka tajemnicy i opowiedz, jak to się stało, że trafiłaś do ekipy malarskiej „Chłopów”?
Któregoś dnia przyszedł mejl od dziekana wydziału, że sopockie studio produkcyjne BreakThru Films poszukuje malarzy animatorów i jeśli ktoś z nas jest chętny, to może się zgłosić. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia i wysłałam swoje zgłoszenie, czyli cv i portfolio. Po jakimś czasie otrzymałam mejl z informacją, że pozytywnie przeszłam weryfikację portfolio, zdolności malarskich i zapraszają mnie do kolejnego etapu.

Na czym polegał ten etap?
Pierwszym zadaniem było namalowanie jednego kadru z filmu. W treści mejla znajdowała się specyfikacja, jak należy przygotować kopię tego kadru, czyli format, technikę, podłoże, na którym powinno być zrobione. Dodatkowo po namalowaniu należało sfotografować obraz pod wieloma kątami, które ujmą technikę i ślady pociągnięcia pędzla, a kolejno odesłać do nich w wersji cyfrowej. Ten etap również przeszłam pomyślnie i zaproszono mnie na trzy dni do studia w Sopocie. Tam już pod okiem specjalistów realizowałam kolejne zadanie testujące moje zdolności animacyjne.

Jakie zadanie dostałaś?
Powierzono mi namalowanie sceny, a właściwie kadru z wójtem, gdy ten przychodzi do Jagny na zapowiedzi. Dodatkowym zadaniem było wprowadzenie w ruch tego kadru, co było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, ponieważ wcześniej nie miałam z animacją nic wspólnego. Po tym etapie zostałam zaproszona na trzytygodniowe szkolenie, po którym stałam się członkiem ekipy produkcyjnej. Na tym etapie było już znacznie więcej kreacji i działań wymagających od uczestników wykazania się wyobraźnią oraz zgłębienia wiedzy na temat techniki i obsługi programu służącego do tworzenia animacji poklatkowej.

Jak wyglądała praca przy samej produkcji?
Każdy z nas dostawał ujęcie konkretnej sceny, które trzeba było najpierw namalować, a później zanimować. Aby uzyskać efekt ruchu, należało namalować kadry wynikające z poruszania się postaci. Mimo że mieliśmy narzuconą technikę malarską, to jednak każdy artysta ma swoją manierę i maluje inaczej, chociażby w inny sposób prowadzi pędzel i to są widoczne różnice. Żeby wpasować się w odpowiedni styl malowania i uzyskać ten sam efekt dbałości o detale, dostawaliśmy referencyjne obrazy, które już ktoś wcześniej namalował, żeby zobaczyć, w jakiej konwencji jest prowadzona produkcja i jak się powinniśmy w nią wpasować. Dlatego też na całym etapie produkcji były osoby, które nadzorowały ten proces i starały się połączyć style tak, żeby poszczególne „autorskie” kadry stanowiły spójną całość. Reżyserka także na bieżąco robiła korekty i trzymała piecze nad tym, co i jak robimy. Czasami odwiedzali nas aktorzy i z zaciekawieniem podglądali, jak ich malujemy. Oczywiście, nie wszystko wyszło mi za pierwszym razem. Zdarzyła się korekta mojej pracy i wtedy musiałam zastosować poprawki.

A jak Ci się pracowało z tak liczną i międzynarodową grupą artystów?
Wspaniale. Mimo że byliśmy w różnym wieku, różnych narodowości i z innym bagażem doświadczenia zawodowego, to z wieloma z nich utrzymujemy kontakt do dziś. Przez cały czas była bardzo duża chęć integracji zespołu, dlatego szukaliśmy sposobności, by spotykać się zarówno w pracy, jak i po. Praca przy kadrach jest samodzielna i trochę samotna, ponieważ wymaga bardzo dużego skupienia i precyzji, dlatego też każdy miał indywidualne stanowisko malarskie w oddzielnym boksie, tzw. PAWS od ang. Painting Animation Work Stations, które zostały stworzone na potrzeby produkcji filmów takich, jak „Twój Vincent” i „Chłopi”.

Czy to jest kierunek, w którym chciałabyś pójść?
Przydarzyła mi się niezwykła przygoda, o której nawet nie marzyłam, a jednocześnie praca, którą zawsze chciałam wykonywać, czyli malować to, co widzę i odwzorowywać coś jak najdokładniej. Gdy zaczynałam studia, nie miałam planu na siebie, po prostu chciałam malować, a teraz już wiem, co chcę robić. To doświadczenie otworzyło przede mną nowe możliwości i uzbroiło w nowe umiejętności. Tu na koniec chciałabym jeszcze podziękować supervisorom (osobom, które nadzorowały pracę nad ujęciami, dawały korekty) oraz całej produkcji za owocną współpracę. Była to czysta przyjemność pracować w takim zespole.

Czego nauczyła Cię ta przygoda?
Poza pędzlami i farbą wszystko było dla mnie nowe. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy, począwszy od technik produkcji animacji filmowej, digital paintingu czy inbetweenigu, po samodzielne funkcjonowanie w nowym miejscu. Wcześniej mieszkałam z rodzicami i rodzeństwem pod Poznaniem, więc przeprowadzka do innego miasta była dla mnie dużym wyzwaniem. Musiałam nauczyć się samodzielności i radzić sobie z przeciwnościami. Ta decyzja zmieniła mój sposób myślenia, głównie o sobie, i wiązała się z pokonywaniem swoich słabości. Z natury jestem dość nieśmiała i stresują mnie występy przed publicznością, ale sukces „Chłopów” spowodował, że musiałam zacząć konfrontować swoje lęki i jak się powoli okazuje, nie jest to wcale takie straszne.

Jesteś zadowolona z decyzji, jaką podjęłaś, żeby wysłać formularz zgłoszeniowy?
Tak, ponieważ jestem też zadowolona z efektu końcowego pracy wszystkich malarzy. Zdałam sobie przy tym sprawę ze swoich umiejętności malarskich i po raz pierwszy poczułam się w tym pewna. Udział w tej produkcji był dla mnie bez wątpienia życiową szansą, dzięki której mogę teraz o siebie zawalczyć zawodowo.

Jakie jest Twoje marzenie zawodowe?
Chciałabym móc się utrzymywać z malarstwa i nie stać się sławną dopiero po śmierci – śmiech.

Tego Ci życzymy!