Organizator:

Jestem dumny z Wielkopolski!

01.11.2021 00:05:00

Podziel się

Swoją karierę w samorządzie rozpoczął w 1990 roku zostając Sekretarzem Gminy Suchy Las. Od 2005 roku pracuje na stanowisku Marszałka Województwa Wielkopolskiego i uważa, że to jest jego miejsce na ziemi. Działa aktywnie także na forum europejskim, jako Przewodniczący Polskiej Delegacji do Komitetu Regionów w Brukseli. Podejmuje decyzje, które mają realny wpływ na życie mieszkańców Wielkopolski. W jego pracy nie ma miejsca na amatorszczyznę, trzeba postępować odpowiedzialnie.

Jest zadowolony z rozwoju województwa, wielu inwestycji, w tym z powstającego właśnie Wielkopolskiego Centrum Zdrowia Dziecka i z tego, że wyszliśmy z pandemii obronną ręką. Marek Woźniak to samorządowiec z krwi i kości, który co roku, 27 grudnia, dziękuje bohaterom Powstania Wielkopolskiego za ich heroiczną walkę o wolność. W tym roku, dzięki m.in. jego poparciu, dzień 27 grudnia będzie świętem państwowym. I znów tego dnia mówić będziemy wspólnym głosem, choć właśnie o tę wspólnotę nam dziś najtrudniej.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt,
archiwum UMWW

Już niedługo kolejna rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Jest Pan kojarzony z ogromnym zaangażowaniem w pielęgnowanie pamięci jego bohaterów. Dlaczego to dla Pana takie ważne?

Marek Woźniak: Powstanie Wielkopolskie jest elementem integracji mieszkańców Wielkopolski. To powód do dumy, to radość, doświadczenie wielu rodzin. Coraz więcej ludzi jest w stanie jednoczyć się wokół pamięci o Powstaniu, pomimo różnic. Powstanie jest taką nadzwyczajną – jeśli chodzi o przestrzeń obchodów – sferą, która zaciera wszystkie różnice i powoduje, że stajemy się wielkopolską wspólnotą. To jest bardzo pozytywne z punktu widzenia samorządu. Chcemy zadbać o tę pamięć, promocję tego wydarzenia historycznego, przybliżenie tematu tym, którzy nie zetknęli się z nim z bliska. I to się udaje. Jeśli chodzi o wymiar krajowy zależy nam, żeby Powstanie było dostrzegane szerzej, chcemy, żeby Wielkopolanie byli docenieni w skali kraju.

Jak to zrobić?

Na wiele sposobów, ale należy zacząć już na etapie szkolnym. Mam nadzieję, że uda nam się uzyskać więcej przestrzeni w podręcznikach szkolnych od momentu, kiedy dzień 27 grudnia stał się świętem państwowym. Mam wrażenie, że ten fakt ułatwi dotarcie z przekazem do większej liczby osób poprzez media, które będą bardziej zmotywowane, aby o tym informować. My przez minione lata już wiele zrobiliśmy, w postaci choćby kampanii billboardowych, city lightów, akcji informacyjnych, internetowych, ale i wydając Encyklopedię Powstania Wielkopolskiego 1918–1919. Jednak każda forma promocji jest ważna i suma tych wszystkich działań daje większy efekt.

Dlaczego dopiero teraz?


Dla mnie to jest doświadczenie 16-letniej działalności. Pamiętam wszystkie obchodzone rocznice Powstania Wielkopolskiego. Są jednak takie, które na zawsze zostaną w moim sercu. Na pewno będzie to rok 2008 – 90. rocznica z niepowtarzalnym udziałem zarówno Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, jak i Premiera Donalda Tuska przy Pomniku Powstańców Wielkopolskich w Poznaniu. Nie zapomnę multimedialnego widowiska na Placu Wolności wyreżyserowanego przez Filipa Bajona. Wtedy dostrzeżono Poznań i Wielkopolskę w skali kraju, między innymi dzięki transmisji wydarzenia w ogólnopolskiej telewizji. Z kolei w 2013 roku, 28 grudnia, uroczyście obchodziliśmy w Warszawie 95. rocznicę wybuchu Powstania. To był piękny, słoneczny dzień. Bardzo wielu Wielkopolan, w tym rekonstruktorzy wydarzeń historycznych, przemaszerowali od katedry archidiecezji warszawskiej Krakowskim Przedmieściem do Grobu Nieznanego Żołnierza. Ludzie zatrzymywali się na ulicach, pytali, co to za uroczystość, robili zdjęcia. To była dla mnie znacząca chwila. I oczywiście 100-lecie, które było wyczekiwane, było elementem obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Osiągnęliśmy wtedy dwa efekty – po pierwsze ogromną integrację społeczeństwa i wyciszenie wszystkich sporów politycznych, i sukces marketingowy – koncert na poznańskim stadionie miejskim z udziałem wielu gwiazd transmitowany był przez telewizję TVN. I to były kamienie milowe w budowaniu pamięci o Powstaniu. Myślę, że to jest prawdziwa praca organiczna, która musi dalej trwać, bo tylko wtedy przyniesie rezultaty.

Czym dla Pana osobiście jest Powstanie Wielkopolskie?

Pielęgnowanie pamięci i promocja tego ważnego historycznego wydarzenia to dla mnie zadanie samorządowe, które realizuję konsekwentnie od lat, jednoczące nas wszystkich na obszarze województwa. Dla mnie osobiście to przykład tego, jak należy podchodzić do patriotyzmu i ważnych spraw państwowych – odpowiedzialnie, rzetelnie, profesjonalnie, nie kierując się wyłącznie emocjami i szczerymi chęciami, ponieważ to często prowadzi do klęski.

Czy właściwie korzystamy z wywalczonej dla nas wolności?

Trudne pytanie. Mam wrażenie, że nie potrafimy z niej dobrze korzystać jako społeczeństwo, dlatego że nie wszyscy traktują wolność w sposób poważny. Niektórym się wydaje, że wolność jest oczywista i dana na zawsze.

Tak przecież nie jest.

No właśnie. Udowadnia to historia. Trochę brakuje nam poczucia indywidualnej odpowiedzialności za wspólne losy. Uciekając w swoje sprawy mówimy, że coś nas nie dotyczy. Pozwalamy decydować innym. Mówimy: niech ktoś się tym zajmie, to nie moja sprawa. I to może prowadzić do katastrofy. Na końcu mamy pretensje do całego świata, że stało się tak, a nie inaczej.

MUZYKA WOLNOŚCI Poznań 2018, koncert na stulecie wybuchu Powstania Wielkopolskiego na Stadionie Miejskim w Poznaniu, 27 grudnia 2018 roku

Czy wartości wypływające z Powstania mogą być ważne dla młodych ludzi?

Oczywiście, jeśli tylko zechcą identyfikować się i nabyć wiedzę, która pozwoli im głębiej przyjrzeć się sukcesowi Powstania. To jest przede wszystkim odpowiedzialne traktowanie swojej roli społecznej. To się da wyczytać z Powstania. Każdy z nas ma możliwość odegrania istotnej roli w społeczeństwie. Ważne, aby to robił w sposób rzetelny, odpowiedzialny, profesjonalny i w takim wymiarze, w jakim potrafi. Ktoś potrafi strzelać, a ktoś dobrze gotować. Jeden i drugi jest ważny dla działań wojskowych. Tak jest również w codziennym życiu. Ważna jest umiejętność znalezienia swojego miejsca, odpowiedniego wykorzystania swoich kompetencji, ale przede wszystkim odpowiedzialne i poważne traktowanie tego, co się robi.

Przemarsz Krakowskim Przedmieściem w Warszawie, podczas obchodów 95. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego, 28 grudnia 2013 roku

Jak będziemy obchodzili tegoroczną rocznicę Powstania Wielkopolskiego?

Będzie to już święto państwowe. Będziemy świętować w Poznaniu i w Warszawie z uwzględnieniem aktualnej sytuacji pandemicznej. Staramy się więc nie zachęcać do tłumnego udziału w uroczystościach. Chciałbym, abyśmy przeżywali ten dzień indywidualnie. Nie proponujemy też wydarzeń o charakterze wspólnotowym, aby się zanadto i tłumnie nie gromadzić. Mam nadzieję, że bardziej zaistniejemy też w ogólnopolskiej przestrzeni medialnej i w mediach społecznościowych.

Czy spotkał się Pan osobiście z powstańcami lub
ich potomkami?

Kontakt z powstańcami miałem od dziecka. Jestem absolwentem Szkoły Podstawowej im. Powstańców Wielkopolskich w Kaliszu, a tam Powstańcy regularnie pojawiali się w szkole ubrani w mundury. Natomiast dziś, na co dzień, współpracujemy z Towarzystwem Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918–1919. W tym przypadku mogę śmiało mówić o zażyłości o charakterze wręcz rodzinnym.

Jest Pan samorządowcem z krwi i kości. Czym dla Pana jest dziś samorządność?

Rzeczywiście, mam za sobą długą drogę samorządową i to na różnych poziomach samorządności – od tej lokalnej, przez powiatową, aż po regionalną. Samorząd rzeczywiście – i tu nie ma przesady – jest jednym z najlepszych rezultatów reformowania Polski po roku 1989, choć ten proces decentralizacji miał swoje lepsze i gorsze lata.

A dziś?

Dziś ma niestety gorsze. Przez te wszystkie lata wskazywaliśmy towarzyszące funkcjonowaniu samorządu mankamenty, jak choćby niedopracowany system finansowania. Dzisiaj niestety istnieje bardzo poważne zagrożenie utraty znacznej części własnych dochodów przez samorządy i zamianę części dochodów własnych na subwencje i dotacje państwowe. To jest absolutnie zły model finansowania. Kiedy spotykałem się z lokalnymi działaczami z takich krajów jak Ukraina, Gruzja czy Mołdawia, które aspirowały do Unii Europejskiej, zawsze mówiłem, żeby zadbali o zadowalający poziom dochodów własnych, bo tylko wtedy będą mogli mówić o samorządności. Jeśli większość pieniędzy będzie pochodziła z dotacji rządowej, to ktoś będzie miał wpływ na to, jakiej wielkości i na jaki cel te pieniądze przekazuje. Niestety obecny rząd zmierza do tego modelu, który najprościej daje się opisać sformułowaniem: jak będziesz grzeczny i ładnie poprosisz, to dostaniesz pieniądze. A im będziesz bardziej grzeczny i ładniej poprosisz, tym ich więcej dostaniesz. To nie będzie już samorządność, tylko instrumentalne wykorzystanie struktury samorządowej, jako wykonawcy woli decydenta centralnego. Trzeba mieć nadzieję, że ta tendencja zostanie odwrócona po najbliższych wyborach parlamentarnych.

Skoro już tak otwarcie rozmawiamy, muszę zapytać Pana o obecną sytuację w kraju i nastroje antyunijne partii rządzącej. Czy my, obywatele, mamy powód do niepokoju?

Tak, zdecydowanie. Bycie członkiem Unii Europejskiej gwarantuje nasze podstawowe bezpieczeństwo, czyli bezpieczeństwo przed agresją militarną, próbami narzucania nam czyjejś woli, nie wspominając oczywiście o żądaniach terytorialnych. Będąc w UE możemy obronić się przed elementami wpływów, choćby ze strony Rosji. Oczywiście z tą wspólnotą wiąże się szereg obowiązków, ale i praw. Obowiązki to przestrzeganie wspólnych zasad, a prawa to np. prawo do pozyskania określonych środków finansowych na poprawę poziomu cywilizacyjnego, na nasz rozwój. Naszym celem bycia w UE nie są jednak pieniądze, a kwestie bezpieczeństwa i przestrzegania wspólnych, demokratycznych zasad. Jeśli te elementy się niemal codziennie kwestionuje, kreując narrację, że wspólnota zagraża naszej suwerenności, że tak naprawdę niewiele nam daje, że bez niej i bez środków unijnego budżetu świetnie damy sobie radę, to słuchający jej może odnieść wrażenie, że Unia Europejska i członkostwo w niej to tylko problem. Niepokojące jest to, że jeśli takie nastroje uda się wywołać i ktoś zechce je wykorzystać, to będziemy mieli powtórkę z Brexitu i mnóstwo problemów, dużo poważniejszych nie te, które ma Wielka Brytania. W przypadku Wielkiej Brytanii sytuacja jest o tyle odmienna, że jest grupą wysp, które właściwie są niezagrożone terytorialnie, czego nie można powiedzieć o Polsce.

Czy my mamy na to jakiś wpływ?

Tak. I tu właśnie mówimy o kwestii odpowiedzialności za państwo. Tu potrzeba woli i determinacji do zmiany i tego, by wdrożyć ją w życie. Na tym polega demokracja.

Mamy szansę zawalczyć jako naród?

Tak, tylko musimy działać razem i dobrze rozumieć to, co dzieje się wokół nas.

A co dzieje się na naszym polu, czyli w Wielkopolsce?

Wielkopolska z pandemii wyszła nieco lepiej niż część innych regionów, choćby z racji określonej struktury gospodarczej i tego, na czym i jak budujemy swój potencjał. Wielkopolska ma też strukturę małych i średnich przedsiębiorstw, które dość elastycznie zachowują się na rynku, nawet w trudnych czasach.

Czy są działania Samorządu Województwa Wielkopolskiego, na czele którego Pan stoi, z których jest Pan szczególnie dumny?

Oczywiście, że tak. Cały czas konsekwentnie realizujemy zadania, które sobie wyznaczyliśmy. Są takie sztandarowe, jak budowa Wielkopolskiego Centrum Zdrowia Dziecka, z którego jesteśmy szczególnie zadowoleni. Już niedługo będziemy przeprowadzać szpital dziecięcy ze starych poklasztornych zabudowań do supernowoczesnej przestrzeni. Jest to rozwiązanie, które było bezdyskusyjne dla wszystkich. Nowoczesną, wielofunkcyjną własną siedzibą od niedawna cieszy się też nasz Polski Teatr Tańca. To niewątpliwie także inwestycja z tych przełomowych. Decyzją z gatunku trudnych była budowa naszej siedziby, ale żeby administracja mogła dobrze funkcjonować, musi mieć godne warunki do pracy i trzeba było ten urząd zbudować. Kolejne spektakularne przedsięwzięcie to zakup nowoczesnego, nieodstającego od standardów światowych taboru kolejowego, kursującego w ramach naszej spółki Koleje Wielkopolskie. To jest oczywiście zadanie na wiele lat, ponieważ jest to niezwykle drogi zakup i jeszcze nie stać nas na tyle pociągów, ile byśmy chcieli, ale na bieżąco je uzupełniamy. Będziemy też modernizować linie kolejowe, żeby pociągi dojeżdżały do miejsc, do których przestały dojeżdżać. Takich miejsc jest sporo. Konsekwentnie inwestujemy też w rozbudowę sieci dróg wojewódzkich – są to m.in. obwodnice dużych i małych miast, gdzie ruch ciężarowy jest szczególnie uciążliwy. Niemałe środki finansowe przeznaczamy na infrastrukturę edukacyjną, zdrowotną czy kulturalną. Bardzo poważnym wyzwaniem jest rozwój obszarów poza Poznaniem, aby ludzie chcieli tam pracować, mieszkać i żyć. Aby te miejsca znalazły na siebie pomysł i mogły go realizować przy użyciu finansowego wsparcia. To bardzo duże i ważne zadanie dla samorządu. Myślę, że realizacja Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego tej i poprzedniej perspektywy finansowej UE, to także przykład tego, jak efektywnie zainwestowaliśmy w rozwój regionu. Nie przestajemy zmieniać Wielkopolski na lepsze.

Co by Pan robił, gdyby nie pracował Pan w samorządzie?

To jest pytanie, którego nigdy sobie nie zadałem (śmiech). Samorząd to jest moje życie, chyba trafiony wybór. Niespecjalnie myślę o tym, co bym robił. Plany życiowe miałem różne: chciałem pracować w elektrowni atomowej, potem wybrałem archeologię, ale te scenariusze się nie rozwinęły, więc nie są już aktualne.

Czy to jest Pana miejsce na Ziemi?

Myślę, że praca w samorządzie jest takim miejscem, które daje możliwości i satysfakcję z tego, że człowiek może zmieniać rzeczywistość. Jeśli podejmuje się jakieś decyzje, to za tym idzie konkretne zdarzenie: obiekt, który będzie służył edukacji, kulturze, kolejny odcinek drogi, kolejna inwestycja podnosząca poziom życia wielu ludzi. Nasze decyzje znajdują w przestrzeni określony wymiar materialny lub niematerialny. Mam poczucie satysfakcji, pomimo wielu przeszkód i trudności.

Jaki jest marszałek Marek Woźniak?

Odpowiedzialny. To jeden z moich priorytetów, ale i największy ciężar. To odpowiedzialność za to, co się robi i za ryzyko związane z potencjalnym błędem, który zawsze można popełnić. Po drugie staram się tłumić emocje, których nie brakuje w tej działalności – one nie sprzyjają rozwiązywaniu problemów. Emocje w tej pracy trzeba umieć tłumić, chociaż nie jest to łatwe i przyjemne, a i podobno zdrowiej je uzewnętrzniać. Staram się być maksymalnie profesjonalny, bo tylko w tym widzę szansę na to, że możemy coś realizować z sukcesem. Tutaj nie ma miejsca na improwizację czy amatorszczyznę. Staram się być wyrozumiały dla ludzi, może czasami zbyt wyrozumiały. Staram się być dobrym człowiekiem. Więcej nie powiem.

Dziękuję za rozmowę.

 

http://www.27grudnia.pl/