Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Jezioro nad morzem

Podziel się

Podczas urlopowego pobytu nad jeziorem bezskutecznie wypatrywałem pierwszych tegorocznych ważek. Czy to oznacza, że bezowocnie straciłem kilka dni?… O poranku siadywałem na ławce i wtapiałem się w okoliczną przyrodę. To szybko stało się moją niepisaną, acz rzetelnie praktykowaną tegoroczną tradycją, którą celebrowałem każdego dnia. Miałem ze sobą nieodłącznego kompana tych obserwacji w postaci lornetki. Do tego notes i długopis. Więcej nie potrzebowałem.

 

TEKST i ZDJĘCIE: dr Dawid Tatarkiewicz

 

Nadmorski akwen

Jezioro, które tu opisuję, jest zlokalizowane w okolicy morza. Brzmi to intrygująco: jezioro nad morzem. Jest kilka takich miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie idąc kilka kroków na południe – lądujemy nad jeziorem. I odwrotnie: wystarczy kilka kroków na północ – i oto jesteśmy na plaży.

Ten akurat dzień odznaczał się odczuwalnym wiatrem, chłodniejszym i mocniejszym niż w dniu poprzedzającym. Wciąż natomiast było słonecznie, z temperaturą maksymalną w okolicy dwudziestu stopni Celsjusza. Nie były to więc warunki dla pasjonatów upałów. Szczerze mówiąc, bez nieprzewiewnych spodni nie wysiedziałbym zbyt długo na plaży. W swej opowieści wracam jednak nad jezioro.

W teatrze przyrody

Przy moim brzegu, zupełnie niespodziewanie, wśród okolicznego ptactwa pojawiły się nowe sylwetki. Przywykłem już do tutejszych krzyżówek, także do spędzającej tu noce gęsiej rodziny (w modelu dwa plus trzy – rodzice z potomstwem), wreszcie do tracza, który również wydawał się być stąd i któremu wcale nie przeszkadzała moja obecność. Często drzemał sobie w najlepsze w oddaleniu około piętnastu metrów na pomoście. Widziałem jednak, że miał na mnie oko, to jest raz po raz zerkał, by przekonać się, czy wciąż przebywam w stosownym oddaleniu.

Wspomnianych nowych sylwetek pojawiło się kilka. Łącznie cztery ptaki. Szybko wcieliły się w rolę pełnoprawnych, pierwszoplanowych bohaterów. Były to stworzenia stosunkowo małe (jak na rodzaj, który reprezentowały), niemniej zauważalnie większe od jerzyków. I w jakimś sensie jerzyki przypominały – były mianowicie podobnego pokroju (wąskie skrzydła, smukła sylwetka). Odznaczały się za to zupełnie innym ubarwieniem, gdyż ich upierzenie było jasne. Miały żółte dzioby, czarne czapeczki, a we wspomnianym ogólnie jasnym upierzeniu wyróżniał się nieco ciemniejszy z przodu wierzch skrzydeł. Ogon wcięty, ale nieprzesadnie, biały. Słowem: przepięknej urody rybitwy białoczelne.

Zachowanie ich wniosło w ten poranek sporo ruchu, intensywności, jakości, maestrii. Tak akrobatycznym panowaniem nad ciałem w locie może poszczycić się niewiele ptaków. Zachwycająca sama w sobie umiejętność lotu to jedno, ale jego parametry to drugie. By móc z powodzeniem polować na zwinne rybki, trzeba mieć niesamowite zdolności awiacyjne. I rybitwy je mają.

Patrzyłem z zachwytem, jak raz po raz zawisały nad wodą, by za chwilę z impetem, w locie ślizgowym zapolować na małą rybkę. Pewnie Państwo pamiętacie zabawy z dzieciństwa, kiedy próbowało się choćby podejść do małych rybek, które – gdy to się udało – aż chciałoby się złapać i obejrzeć z bliska. Nic z tego! Są dla nas o wiele za szybkie. Ale rybitwy dawały radę. Trzeba jednak powiedzieć, że nawet u nich nie każde polowanie było skuteczne.

Cały ten spektakl trwał pięć, może siedem minut. Skończył się tak szybko, jak się zaczął: ptaki odleciały gdzieś w kierunku drugiego brzegu.

Za oknem – oknówki

Te codzienne nadjeziorne odwiedziny były źródłem większej liczby zadziwień lub wręcz zachwytów. Gdybym został w domu, nie zobaczyłbym tak wiele. I choć, owszem, z okna i za oknem widziałem budujące tu gniazdo jaskółki oknówki, to nad jeziorem zebrałem w tym względzie jeszcze obfitszy materiał obserwacyjny.

Zacznę jednak od innego gatunku – dymówek. Te jaskółki zamieszkują tu nieoczywiste miejsce: pomost, gdzie od spodu montują swoje gniazda. Są więc obecne w okolicy w sporej obfitości. W pewnym momencie zauważyłem i usłyszałem, że latają tu również oknówki, choć bardziej od strony lądu.

Zacząłem się im przyglądać, by zrozumieć, co je tutaj zwabia. Pierwszą hipotezą była ta oparta na pokarmie. Myślałem, że przylatują, by pożywić się jakimiś wylatującymi masowo owadami. Niemniej, gdy podszedłem w to miejsce, zobaczyłem tylko kawałek brzegu z odkrytym lustrem wody i piaszczystą skarpę (o wysokości może 70 centymetrów), za którą każdorazowo wlatywały te ptaki. Nie mogłem więc dostrzec, co dokładnie tam robią. Niemniej, poza larwami komarów w samej wodzie, nie odkryłem tam rójki owadów.

Druga hipoteza dotyczyła pobierania wody, ale ją również odrzuciłem. Dopiero dokładniejsze przyjrzenie się skarpie przyniosło odpowiedź. Od strony wody ziemia była tu wilgotna, błotnista, stanowić więc mogła cenny budulec. Zagadka została rozwiązana!

Trwa czas urlopów. Każdy z nas potrzebuje odpoczynku. W tym celu mogę polecić Państwu obserwacje przyrody – dla zdrowia i urody. Ja, choć tym razem jeszcze nie zaobserwowałem ważek, to jednak poczyniłem ważkie obserwacje. Serdecznie polecam takie spędzanie czasu na świeżym powietrzu!