Klunkry teatralne, czyli naród sobie na 150-lecie Teatru Polskiego
We wrześniu tego roku Teatr Polski w Poznaniu będzie świętował 150-lecie swojej działalności. Przygotowania do jubileuszu już trwają, a o wyjątkowych planach rozmawiamy z Maciejem Nowakiem, dyrektorem artystycznym Teatru Polskiego w Poznaniu. Do udziału w obchodach za-proszeni są wszyscy mieszkańcy – wystarczy zajrzeć do domowych szuflad i podzielić się teatralnymi pamiątkami. Zapowiada się niesamowite wydarzenie kulturalne.

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne
Rocznica przypada dokładnie 21 września.
Maciej Nowak: Tak, od kiedy objąłem funkcję dyrektora artystycznego teatru, pobudza on moją wyobraźnię. To jest absolutny fenomen na dwóch poziomach. Jeden taki powiedziałbym dzisiaj modny, że jest to teatr stworzony przez miejscową społeczność, czyli to, co od dwóch dekad jest strasznie ważne – przechodzenie na poziom lokalności. Chodzi o to, by odpowiadać na zapotrzebowanie lokalnej społeczności. Jest jeszcze drugi, również bardzo ekscytujący kontekst. Jest to jedyny w Polsce teatr, który działa od 150 lat bez przerwy. I również jest to najstarszy nieprzerwanie działający teatr w Polsce. Inne ważne teatry w kraju mają dłuższą tradycję, ale miały przerwy w swojej działalności, zmieniały siedziby.
Na przykład Teatr Narodowy w Warszawie w tym roku będzie obchodził 260-lecie, ale w obecnym miejscu jest dopiero od 1924 roku. Stary Teatr w Krakowie został powołany w 1781 roku. Jest co prawda w tym samym miejscu, ale na 100 lat zniknął w ogóle. To była tylko sala koncertowa.
Teatr w Poznaniu nie miał żadnej przerwy, nie przenosił się, nie dotknął go żaden kataklizm, bo przecież teatry są łatwopalne. Trwa, i to jest bardzo znaczące dla Poznania. I dla tej porządności poznańskiej, że jak się już raz coś zrobiło, to trzeba o to dbać.
Lepiej odpukajmy w niemalowane, żeby na pewno nic się nie stało z Teatrem Polskim.
I się nie stanie. Również dlatego, że już od jakiegoś czasu mamy świadomość, że takie stare budynki ze starym wyposażeniem są cenne, więc ta ochrona przed czerwonym kurem jest precyzyjniejsza niż kiedyś. Już kilka razy się tak zdarzyło, że jak używaliśmy dymiarki do jakichś efektów scenicznych, łapał to czujnik ogniowy i przed teatr zajeżdżał natychmiast samochód straży. Czyli są czujni. I wiedzą, że trzeba o to niesłychanie dbać. Nawet przy najmniejszym podejrzeniu, że coś jest nie tak, to oni się natychmiast zjawiają.
Teatr Polski powstał, bo mieszkańcy tego chcieli i o to walczyli, nie urzędnicy. Teatr był tworzony przez Waszych przodków i przodkinie, bo przecież powstał dzięki zbiórce społeczności polskiej. Co jest strasznie ważne w tych początkach teatru w Poznaniu, to to, że był to świadomy gest mający na celu integrację mieszkańców i mieszkanek tego regionu. Był wspierany również przez społeczności pozostałych dwóch zaborów. To była ogólnonarodowa zbiórka. Co zawdzięczamy, trzeba to powiedzieć, kanclerzowi Bismarckowi, ponieważ powołanie do życia cesarstwa niemieckiego w 1871 roku po triumfie nad Francją doprowadziło tutaj do poważnych reform społecznych. I wtedy stało się możliwe, żeby rozmaite inicjatywy polskie, w tym Polski Teatr, zaistniały.

Teatr Polski działał także w czasie okupacji hitlerowskiej.
W tym miejscu, w naszym budynku był niemiecki teatr operetkowy, ale teatrowi jednak budynek służył. Więc to jest 150 lat pełnych intensywnej i teatralnej działalności, 150 lat, w których można odczytać wszystkie zakręty historii, jakie przez ten czas miały miejsce w Europie i w naszym kraju. Myślę, że warto o tym mówić, warto z tej historii być dumnym. Tym bardziej jeszcze, że teatr przetrwał w stanie właściwie nienaruszonym i jest mnóstwo reliktów sprzed lat. Co prawda, nie zawsze przez te 150 lat dbano o przeszłość tego miejsca, wiele pamiątek zniknęło.
A to zadziwiające, prawda?
Podobno przez lata w antykwariatach poznańskich pojawiały się meble z naszych zasobów. Szereg rzeczy zniszczono z powodu braku odpowiedniej troski. Zniszczono mnóstwo zabytkowych kostiumów też z powodu braku troski.
Tutaj takim przełomem były niestety lata 80. i 90., kiedy po prostu w ramach liberalizacji wszystkiego uznano, że wolno, że hulaj dusza, piekła nie ma. No bo po co to komu? Przestaliśmy brać odpowiedzialność za to wszystko, za ten wspólny dorobek. Państwowe – nie moje. Ale też szczęśliwie podjęto rozsądną decyzję, żeby przekazać do Biblioteki Raczyńskich całe nasze archiwum. Dzięki czemu ocalały naprawdę bezcenne dokumenty, bezcenna biblioteka egzemplarzy teatralnych. Ogromna część rękopiśmienna zresztą. Przetrwały też nuty. To są niesamowite zbiory, bo w czasach powojennych pracowali z nami najwybitniejsi polscy kompozytorzy, m.in. Krzysztof Penderecki, Witold Lutosławski i wielu, wielu innych. Szczęśliwie to się udało ocalić. Teraz pani profesor Mądry pracuje nad tym zasobem. I będziemy też wyciągali z tego zasoby dla naszych potrzeb.
Część pamiątek jednak uległa zniszczeniu?
Zniszczono w dużej części zasoby magazynu kostiumów, zniszczono też kurtynę gobelinową. Ja jak przyszedłem, już jej nie było, ale być może Ty pamiętasz kurtynę, która przedstawiała gobelin ogromny w wielkości okna sceny. I w centralnej części był ratusz, a także portrety ważnych dramatopisarzy.

Z tego, co sobie przypominam, podobno została zdjęta, bo była pożarta przez mole.
Odkryliśmy jej resztki gdzieś rzucone w kąt. Chciałem nawet, żeby spróbować ją ocalić, ale to już się nie nadawało do niczego. Zostały projekty, bo ta kurtyna na początku lat 80. Też była fundowana przez społeczeństwo Poznania. Na podstawie tych projektów będziemy odtwarzali tę kurtynę. Nie mogę odżałować tego, ile rzeczy zniknęło. Musieliśmy teraz wyrzucić na śmietnik dużą część kostiumów. Zostały zrzucone w podziemia teatru. Opowiadano potem, że są już zgniłe, bo tam jest ogromna wilgoć. Kiedy to sprawdziliśmy, okazało się, że wilgoci nie ma, ale w kostiumach zagnieździły się tysiące moli. Gdyby ktoś wcześniej zaczął z nimi walczyć, udałoby się je ocalić w całości, a tak została niewielka część.
Gmach ocalał ze wszystkich kataklizmów, ale wnętrze aż prosi się o wielki remont.
Jest nadzieja na remont teatru. Zarząd miasta chce przystąpić do niego za dwa lata. Ostatni był ćwierć wieku temu. W czasie tego remontu chcemy odtworzyć m.in. starą mechanikę sceny. U nas jest scena obrotowa, taka, jakiej nigdzie już nie ma. Są sceny obrotowe w wielu teatrach, ale poruszane mechaniczne, a u nas jest pierwotna konstrukcja z 1875 roku, czyli scena poruszana jest siłą mięśni ludzkich. Po prostu jest taki kierat, do którego wchodzili maszyniści i kręcili. To jest bardzo archaiczna konstrukcja. Nie będziemy jej przerabiać na nowoczesną, zostanie taka. Chcę zachować jak najwięcej tej przeszłości, bo warto o nią dbać, to nasza tożsamość.
I dlatego rozpoczęliście specjalną akcję, która ma ocalić wszystkie pamiątki dotyczące Teatru Polskiego?
Tak, właśnie dlatego chcielibyśmy pozbierać to, co jeszcze jest w poznańskich domach. Zachować te klunkry teatralne. Ja to słowo poznałem teraz, bardzo mi się ono podoba i dokładnie odpowiada temu, co chcemy zachować. Ludzie opowiadali nam np., że mają w domach zeszyt z wycinkami z gazet prowadzony przez babcię, a dotyczących teatru. Ktoś ma zdjęcia, ktoś kolekcje biletów. No i chciałbym to, co jeszcze zostało, jest rozproszone po domach, zgromadzić.
Ale nie w teatrze, bo nie ma miejsca i teatr jest niebezpiecznym miejscem dla starzyzny. Chcemy to zrobić z Wydawnictwem Miejskim Posnania i Wirtualnym Muzeum Historii Poznania CYRYL, w którym gromadzone są wszystkie pamiątki z historii miasta. Chcemy to wszystko, co nam powierzą poznanianki, poznaniacy, udokumentować. I część oddamy właścicielom, jeśli będą sobie życzyć, albo do Muzeum Narodowego czy Biblioteki Raczyńskiej, żeby ocalało. To będzie prezent społeczności poznańskiej dla teatru z okazji naszych urodzin. Dlatego bardzo namawiam i proszę, żeby przejrzeć klunkry domowe i wyciągnąć wszystko to, co dotyczy naszego teatru.
To jednak nie jedyne, co przygotowujecie dla swoich widzów.
Przygotowujemy specjalną premierę urodzinową, nad którą Konrad Marek Cichoń, nasz aktor i reżyser, pracuje już od ponad roku. Tak po cichutku. Konrad, mimo że nie jest poznaniakiem, to po poznańsku jest systematyczny i rzetelny, i bez specjalnego rozgłosu, ale od ponad roku siedzi w Bibliotece Raczyńskiej. Wchodzi do archiwum razem ze swoim zespołem i gromadzi materiały do tego widowiska, które ma być opowieścią o historii teatru od początku do dzisiaj. Będą to cytaty zarówno ze sztuk, które przez ten czas były na naszej scenie, ale też i rozmaite dokumenty, listy, recenzje, artykuły, bo różnorodnych ciekawych zakrętów historii teatralnej i politycznej związanej ze sceną przy 27 grudnia było bardzo wiele. Z tego Konrad zbudował już scenariusz, próby za chwilę się zaczną. Będzie w tym brała udział orkiestra i chór Pogłosy, z którym współpracujemy od bardzo dawna, a także właściwie cały zespół aktorski.
Tam są rzeczy i bulwersujące, i śmieszne, wzruszające. Jednocześnie trzeba pamiętać, że z teatrem w Poznaniu byli związani najwięksi artyści. Często o tym zapominamy. Od Modrzejewskiej, poprzez Zapolską, która zresztą nienawidziła Poznania i napisała nawet artykuł o tym, jak bardzo go nienawidzi. Był tutaj Hańcza, Ludwiczanka, Krysia Tkacz, Stanisława Wysocka, a Emil Zagadłowicz był kierownikiem literackim. Cała masa wielkich i znakomitych aktorów i twórców. Będziemy przypominać w tym widowisku.
Czy pojawi się w nim także Wilam Horzyca, który rzucił klątwę na Teatr Polski?
Oczywiście. Musi się pojawić. Teatr był świadkiem wielu skandali erotycznych, obyczajowych, politycznych. Mam też wrażenie, czytając o Arturze Marii Świnarskim, kiedy był w Poznaniu, że jestem jego wnukiem. Chodził np. w kolorowych koszulach. Był wyjątkowy, wytykano go palcami, bo przecież w konserwatywnym Poznaniu to było nie do pomyślenia. Było to miejsce bardzo barwne, bulwersujące, ale też wspaniałe artystycznie. Chociażby historia Państwa Byrskich, ich tragicznej obecności przez jeden sezon. Ja ich znałem dobrze, robiłem z nimi wywiad w latach osiemdziesiątych jako bardzo młody człowiek. Oni byli straszliwie na Poznań rozżaleni, kiedy zostali po prostu brutalnie i bezpodstawnie wyrzuceni. Zostawili tutaj między innymi genialny spektakl „Wesele” w scenografii tego wielkiego Potworowskiego, jednego z największych polskich malarzy. I oni go namówili do tego, żeby tutaj właśnie zrobił oprawę do spektaklu.
Kulisy tego, co działo się w teatrze przez te dziesiątki lat, są bardzo ciekawe.
Oj, tak. Na przykład historia Horzycy i jego wypędzenia. Ma ona bardzo ciekawy podtekst obyczajowy. Był to okres bierutowski. On kontynuował wizję teatru monumentalnego, który tworzył przed wojną Zenon Schiller. Sprężyną intrygi, która Horzycę z Poznania wypędziła, był aktor Tadeusz Muskat. Mąż słynnej pisarki z wybrzeża, Stanisławy Fleszerowej Muskat. Było to białe małżeństwo, bo on był homoseksualistą. Władza szukała haków na Horzycę i posłużyła się Muskatem. Donosił na Horzycę i robił to w zamian za obietnicę, że zostanie dyrektorem teatru. Horzycę wyrzucili, Tadeusz Muskat został dyrektorem, ale jego po pół roku także wyrzucili. Może klątwa go dosięgła.
Czyli jednak była?
Tego typu klątwy należą do urban legend wielu teatrów, bo na przykład jest identyczna historia o Teatrze Narodowym w latach 50. Ewa Kunina, wielka tragiczka, wielka aktorka tamtych lat, odbyła pod sceną podobno jakąś czarną mszę w nocy i zakopała tam szczura, żeby przynosił pecha. U nas klątwa już nie działa.
Widać, że już nie działa, bo powstają świetne premiery, grają znakomici aktorzy, a widownia jest pełna i trudno kupić bilety.
Mam ogromną satysfakcję, że buduje nam się coraz bardziej stabilna publiczność i społeczność wokół teatru. Słyszę, że wiele osób wybiera nasz teatr jako pierwszy. Dwa teatry w Poznaniu obecnie się dopełniają. Nie muszą się bić między sobą. Dla mnie jest to dodatkowy powód do zadowolenia, że nie jesteśmy już tym gorszym braciszkiem i samopoczucie naszych pracowniczek i pracowników jest dużo lepsze.
Fajnie, że aktorzy i aktorki Teatru Polskiego, którzy byli nieodkryci, niewykorzystani, a przecież znakomici, nareszcie grają i to jak grają.
Nagle się okazało, że naprawdę mamy świetny zespół. Bo ja mam taką teorię, że nie ma złych aktorów, są tylko niekochani aktorzy i źle prowadzeni. Mamy bardzo wysoki poziom szkolnictwa teatralnego w Polsce. I proszę zobaczyć, że na dyplomach, na przedstawieniach dyplomowych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, na festiwalu szkół teatralnych w Łodzi, są zachwycający młodzi ludzie, a potem trafiają do rozmaitych zapuszczonych teatrów, gdzieś daleko, gdzie niedobrze się wiedzie. I ci ludzie, którzy mieli wspaniałe osiągnięcia w szkole, mieli buławy marszałkowskie w plecakach, frustrują się, giną. Polska się rozpadła regionalnie straszliwie. Kiedyś kino korzystało z zasobów wszystkich teatrów, a teraz przede wszystkim z warszawskich teatrów bierze się aktorów. W związku z tym oni nie są znani z ekranu, mają też poczucie, że są dziećmi od gorszej mamusi. To wpływa na ich funkcjonowanie, na ich odbiór. Nasi aktorzy teraz powoli mają coraz więcej propozycji filmowych. I ja to wspieram bardzo, i bardzo ich do tego namawiam, i namawiam moich znajomych z kina, żeby sięgali do naszych zasobów. I to się powoli dzieje. Alona Szostak we wrześniu zagra u wielkiego Andreia Zwiagincewa – u reżysera nominowanego do Oscara. To nie jest polska produkcja, tylko francusko-niemiecka. Reżyser zobaczył ją i zaprosił do Berlina na casting do dużej roli. To wielka sprawa także dla naszego teatru.