Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Kolor to mój język

03.04.2024 11:13:39

Podziel się

Jest czuła na kolory i słowa, sprawnie żongluje nimi w swojej twórczości – barwnej, intrygującej, takiej, obok której nie da się przejść obojętnie. Pola Augustynowicz – młoda poznańska ilustratorka i projektantka graficzna gości nas w swojej pracowni na Łazarzu i opowiada o tym, co ją inspiruje i nakręca w pracy twórczej.

TEKST: Martyna Pietrzak-Sikorska
ZDJĘCIA: Agata Jesse Obiektywnie


Jej konikiem jest projektowanie opakowań, tworzy również wzory na tekstylia, plakaty oraz ilustracje do artykułów i książek. Na swoim koncie ma m.in. współpracę z Microsoftem, Hyundaiem, Newsweekiem, Vogue, Asusem, Play’em, Costa Caffe oraz E.Wedlem (zaprojektowała opakowania dla Ptasiego Mleczka). Jak do tego doszło? Artystyczna ścieżka Poli Augustynowicz jest nieoczywista i barwna – dokładnie taka, jak jej prace.

Kto by pomyślał?
– Kiedy byłam mała, chciałam być aktorką, to był mój pierwszy trop. Później myślałam, że może pójdę w ślady mojego taty, który przez jakiś czas miał drukarnię, w liceum z kolei pojawił się pomysł o zajęciu się programowaniem. Od zawsze kochałam malować i rysować, chodziłam na wszystkie dodatkowe zajęcia i warsztaty, ale szczerze mówiąc, nie sądziłam, że w dorosłym życiu pójdę w tę stronę – mówi Pola. Jej artystyczna przygoda zaczęła się dość przewrotnie, bo na studiach dziennikarskich, na które zaprowadziła ją miłość do pisania. Po dwóch latach zdała sobie sprawę, że najbardziej kręci ją grafika, zmieniła więc kierunek i poszła na poznański Uniwersytet Artystyczny. Kilka lat spędziła w poznańskich agencjach reklamowych, dziś działa freelancersko na własny rachunek i pracuje z klientami zarówno z Polski, jak i z całego świata.

Psie wystawy, strony internetowe i Matisse
Choć brzmi to niewiarygodnie, to swoje pierwsze zlecenie Pola zrealizowała w wieku 12 lat. Tata kupił jej książkę o HTML-u, ona jeździła z psem na wystawy i podczas jednej z nich poznała panią, która potrzebowała strony internetowej dla swojej hodowli. Pola ją dla niej zaprojektowała, chwilę później fama o zdolnej dziewczynce rozeszła się pocztą pantoflową. – Ta pierwsza zaprojektowana przeze mnie strona nie była niczym spektakularnym, ale wspominam to z ogromnym sentymentem i wzruszeniem, bo w jakimś stopniu był to początek mojej drogi – wspomina.
Ogromną inspiracją od najmłodszych lat jest dla niej francuski malarz Henri Matisse.
– Jego historię przeczytałam jako dziecko w jakiejś gazecie, pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. U szczytu swojej kariery Matisse poważnie zachorował, leżał w łóżku, nie było mowy o tym, żeby malował. Uznał, że nie może żyć bez sztuki, zatrudnił więc asystentkę, która zamalowywała kartki różnymi kolorami, a on sam wycinał z nich różnorodne kształty, układał z nich kompozycje i przyklejał je na kartkę. Tak powstały kolaże, które dziś są znakiem rozpoznawczym jego twórczości. Przekuł swoją słabość w coś twórczego, w coś pięknego, to opowieść o niezwykłym harcie ducha – opowiada Pola. To właśnie Matisse obudził w niej miłość do tworzenia kolaży, którą ma w sobie do dziś.

Róż i już
Pola w branży działa już od kilkunastu lat, a na przestrzeni czasu jej styl ewoluował. Wszystko zaczęło się od kolaży analogowych, które tworzyła jako nastolatka, później przerzuciła się na kolaże digitalowe. Dziś projektuje wektorowo i przeplata ze sobą obie techniki – część elementów rysuje sama, część wycina i tworzy z nich autorską kompozycję. Znakiem rozpoznawczym jej twórczości jest kolor, który – jak sama przyznaje – jest czymś, co najbardziej kocha w sztuce. – Większość ludzi szuka w niej emocji, a ja uwielbiam kolor. Jeżeli coś mnie kolorystycznie nie przyciągnie, nie zachwyci, to nie jest to dla mnie atrakcyjne. W kwestii kolorów jestem absolutną pedantką – nienawidzę bałaganu kolorystycznego, nie znoszę, gdy kolory się gryzą. W swojej pracy bardzo mocno się na nich skupiam, zawsze pieczołowicie je dobieram i, cóż – często zajmuje mi to sporo czasu, ale to dla mnie kluczowa sprawa – mówi ze śmiechem ilustratorka. W swoich pracach bardzo chętnie sięga po róż, bo ten zawsze się broni i świetnie komponuje się z większością kolorów. Często punktem wyjścia dla danej pracy jest słowo lub zdanie, które zapadło jej w pamięć. Pola jest też wielką fanką maksymalizmu, kocha, gdy dużo się dzieje, w swoich pracach stale wykorzystuje motyw dłoni i oczu. – To taki mój osobisty język graficzny, który stworzyłam na przestrzeni lat – podsumowuje.

W co wsadzić ręce?
I choć przez sporą część czasu Pola skupia się na komercyjnych zleceniach, to nie wyobraża sobie życia bez malowania, które przynosi jej ogromną przyjemność i frajdę.
– Maluję, żeby nie zatracić swojego stylu, swoich pomysłów. Na co dzień pracuje digitalowo, siedzenie przy komputerze bywa dla mnie męczące, dlatego staram się trzymać balans. Muszę mieć w życiu coś manualnego, coś fizycznego, coś, co zajmie moje ręce, a nie tylko głowę – opowiada.
Nie wierzy w mityczną i osławioną wenę twórczą, wierzy w to, że każdy projekt wymaga czasu. Kiedy praca nie idzie po jej myśli, wychodzi z pracowni i idzie na spacer. Chodzi po parku Wilsona, zadziera głowę w górę i z zachwytem spogląda na łazarskie kamienice.