Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Korona Poznania – jak zdobywać miasto krok po kroku?

Podziel się

Poznań nie kojarzy się z górami. Jest raczej miastem równym, uporządkowanym, rozłożonym szeroko. A jednak wystarczy spojrzeć na mapę trochę uważniej, by odkryć, że także tu można zdobywać szczyty – tylko w innej skali i w zupełnie innym tempie. Korona Poznania to inicjatywa, która udowadnia, że do małej miejskiej przygody nie trzeba dalekich wyjazdów ani specjalistycznego sprzętu. Wystarczą wygodne buty, ciekawość i chęć ruszenia się z domu.

 

TEKST: Weronika Maria Rogowska

ZDJĘCIA: Magdalena Adamczewska

 

Pomysł narodził się z górskiej pasji. Magdalena Adamczewska od lat zdobywa korony: Gór Polski, Sudetów, a dziś także Europy. Prowadzi bloga o tematyce górskiej i właśnie tam zaczęła zadawać sobie pytanie, które z pozoru brzmiało jak żart: czy Poznań ma swoją koronę? Turystyczną odznakę, która zachęcałaby do odkrywania najwyższych punktów miasta?

Podczas poszukiwań trafiła na zapomnianą historię sprzed lat. W 2007 roku dziennikarze „Gazety Wyborczej”, Radosław Nawrot i Jacek Y. Łuczak, z przymrużeniem oka opisali zdobycie pięciu poznańskich „szczytów”. Pomysł był świetny, ale nigdy nie doczekał się kontynuacji.

– To był dla mnie punkt wyjścia – wspomina Magdalena. – Pomyślałam, że skoro nikt tego nie rozwinął, to może właśnie na to czekał ten pomysł.

Tak powstała Korona Poznania, która oficjalnie działa już od ponad roku. Pierwszy zdobywca skompletował ją 16 grudnia 2024 roku. Od tego momentu inicjatywa zaczęła żyć własnym życiem.

Pomysł większy niż spacer

Choć Korona Poznania powstała z pasji, od początku było jasne, że to coś więcej niż jednorazowa zabawa. Magdalena tworzy projekt wspólnie z mężem, który, jak sama podkreśla, wspiera ją na każdym etapie.

– Bardzo szybko poczuliśmy, że to może być większe miejskie przedsięwzięcie – mówi. – Takie, które zachęca do ruchu, ale bez presji wyniku, czasu czy rywalizacji. Projekt powstaje po godzinach pracy, w wolnych chwilach, bez instytucjonalnego zaplecza. Właśnie to nadaje mu autentyczności. Na dziś Korona Poznania ma w sobie serce i szczerość. I mam nadzieję, że to poniesie ją dalej – dodaje.

W przyszłości marzy jej się także wsparcie miasta, bo inicjatywa idealnie wpisuje się w ideę lokalnej turystyki i aktywności dostępnej dla wszystkich.

 

Prosto, blisko, bez wymówek

Jedną z najważniejszych potrzeb, które Korona Poznania miała zaspokoić, była potrzeba ruchu, ale takiego, który nie wymaga wielkich przygotowań.

– Wielu mieszkańców chce się ruszać, ale blisko domu – zauważa Magdalena. Po pracy, w weekend, z dzieckiem, z psem albo zupełnie solo. – Korona Poznania nie narzuca zasad. Można ją zdobywać o każdej porze dnia i roku, bez zapisów i limitów czasowych. Jedni decydują się zamknąć całość w jeden dzień, traktując wyzwanie sportowo. Inni rozkładają je na tygodnie lub miesiące. I jedno, i drugie podejście jest równie dobre. Tu naprawdę nie trzeba się spieszyć – podkreśla inicjatorka.

Miasto z innej perspektywy

Choć ruch jest ważny, równie istotne jest odkrywanie miasta. Korona Poznania prowadzi przez miejsca, o których wielu mieszkańców nigdy wcześniej nie słyszało. Kokoryczowe Wzgórze, Wzgórze Berlińskie czy Górka w Lasku Marcelińskim – dla niektórych to zupełnie nowe punkty na mapie.

– Wielu zdobywców przyznaje, że nie miało pojęcia o istnieniu tych miejsc – mówi Magdalena. – I właśnie ten moment odkrycia jest jednym z największych atutów Korony.

Sama również patrzy dziś na Poznań inaczej. Regularne wizyty na „szczytach” sprawiły, że zaczęła dostrzegać detale, spokój i urok miejsc, które wcześniej omijała.

 

Górska przygoda na nizinach

Od początku zależało jej na tym, by Korona Poznania jak najwierniej oddawała klimat górskich wypraw. Stąd pomysł na pieczątki, ulotki i stemple – każda inna, przypisana do konkretnego wzniesienia. Na szczytach pojawiają się tablice, przy których można zrobić pamiątkowe zdjęcie i poczuć satysfakcję z „wejścia”. Projekt stale się rozwija. Doszły Mini Kroniki Korony Poznania – skrzyneczki, w których uczestnicy zostawiają wpisy na pamiątkę. Do Korony dołączyło także dodatkowe wzniesienie. Każdy nowy element to efekt wielu rozmów, formalności i nakładów finansowych.

– Oznaczenie szczytów to jedno z największych wyzwań – przyznaje Magdalena. – Każde miejsce ma innego zarządcę, a zgody potrafią trwać miesiącami. Mimo to projekt idzie do przodu.

Ludzie Korony

Największą siłą inicjatywy są jednak ludzie. Koronę Poznania zdobywają dzieci, dorośli i seniorzy. Rodziny, pary, grupy przyjaciół i osoby, które traktują ją jako pretekst do samotnego spaceru.

– Ten przekrój jest naprawdę niesamowity – mówi Magdalena. – Szczególnie poruszające są wiadomości od uczestników. Historie o synach wyciągających mamy na spacer, o rodzinnych wyprawach nastolatków, o radości z małych osiągnięć.

 

Sukces po poznańsku

Korona Poznania nie mierzy sukcesu rozmachem ani liczbami w tabelach.

– Dla mnie sukces to każdy kolejny zdobywca i radość, jaką ten projekt przynosi – podkreśla Magdalena. Oczywiście liczby też są ważne, ale najważniejsze są emocje: frajda, ciekawość, poczucie, że miasto może zaskakiwać.

Plany na przyszłość są ambitne. W głowie inicjatorki kiełkują pomysły na happeningi, wspólne wejścia, zimowe zdobywanie szczytów. W dalszej perspektywie – nawet Korona Wielkopolski.

– Chciałabym, żeby jeszcze więcej osób odkrywało region i patrzyło na swoje otoczenie z nowej perspektywy – mówi. – Bo Korona Poznania to nie tylko projekt turystyczny. To zaproszenie do tego, by na chwilę zwolnić, ruszyć się z domu i spojrzeć na znane miasto trochę inaczej. Krok po kroku. Szczyt po szczycie.