⭐️ SUKCES PO POZNAŃSKU ⭐️ Pierwsza lifestylowa strona o Poznaniu ⭐️  

Organizator:

Kulinarne opowieści [GALERIA ZDJĘĆ]

31.12.2021 14:01:15

Podziel się

Książka „Umami” to pisarski debiut aktorki Joanny Brodzik. W odpowiedzi na trudny czas pandemii i izolacji sięgnęła po wspomnienia smaków z dzieciństwa, które przeniosły ją w bezpieczną przestrzeń. Na ponad dwustu stronach serwuje przepisy okraszone opowieściami o kąpieli w truskawkach, wrażliwości na zmysły oraz wyjątkowej atmosferze, która może towarzyszyć każdej przygodzie kulinarnej. Spotykamy się we wnętrzach poznańskiej restauracji, aby usiąść do wspólnego stołu i zaprosić do niego czytelników. Zresztą Joanna ma sporo z Poznaniem wspólnego.

ROZMAWIA: Dominika Job

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Jesteś znaną aktorką, jednak dzisiaj spotykamy się z okazji Twojego debiutu pisarskiego. Skąd pomysł na napisanie książki?

Joanna Brodzik: Opowieści kulinarne „Umami” to pomysł zrodzony z chęci znalezienia dla siebie sensu i celu po miesiącu trwania pandemii. Zaczęłam pisać, ponieważ szukałam dla siebie bezpiecznego schronienia. Taką przestrzenią były dla mnie właśnie wspomnienia z dzieciństwa i obszaru okołokulinarnego, na podstawie których powstały kolejne rozdziały książki. Pisałam, żeby dać sobie ukojenie i wytchnienie, wcale nie zakładając, że to będzie miało ciąg dalszy. To chęć zadbania o siebie doprowadziła mnie do sytuacji, w jakiej znajdujemy się dzisiaj, kiedy to rozmawiamy podczas spotkania autorskiego promującego moją książkę „Umami. Opowieści i przepisy”.

Pomimo tych trudnych kulis powstania, Twoja książka jest bardzo pozytywna.

Owoc mojej pracy, czyli książka, wraz ze swoim ciężarem i kształtem, jest dowodem na to, że nawet z najtrudniejszego czasu może wyniknąć coś, co stanie się nowym rozdaniem, przygodą, która zapoczątkuje kolejną w życiu drogę i zaprowadzi tam, gdzie w ogóle byśmy się nie spodziewali (śmiech).

Można powiedzieć, że ciężki czas pandemii przetrwałaś dzięki spisaniu swoich historii.

I dzięki byciu w tym. Zazwyczaj zamykałam się w moim maleńkim kawalerskim mieszkaniu, na kilka godzin dziennie, wyrywając się z domu, w którym akurat odbywały się np. zajęcia wf-u moich dzieci (śmiech). Chowałam się wówczas w tym, co dzisiaj stanowi treść „Umami”. Przenosiłam się do starożytnego Rzymu, udawałam w podroż do Babilonu albo szukałam połączeń, które sprawiły, że kolendra odbyła odwrotną drogę niż większość przypraw. Dawało mi to poczucie sprawczości, ale również ogromną frajdę. Moje marzenie, żeby te wszystkie anegdotki, które zawsze bawiły towarzystwo podczas spotkań przy rożnych stołach, zostały w końcu zapisane w jednym miejscu. I – co dla mnie niezmienienie ważne – zyskały formę, która może stanowić dla kogoś zaproszenie do tego, żeby usiąść jednym stole, choć wcale nie musimy się przy nim spotkać.

W swojej kulinarnej książce zaprezentowałaś naprawdę szerokie menu opowieści! Która jest Twoją ulubioną?

Lubianą przeze mnie i jednocześnie najczęściej wspominaną historią w trakcie promocji książki, jest opowieść o mojej kąpieli w truskawkach. Już samo zrobienie zdjęcia było nie lada wyzwaniem i świetnym wydarzeniem! Niemniej, historia o truskawkach jest tak naprawdę historią o szczęściu, jakiego doświadczyłam ja, osoba z wysoką wrażliwością na zmysły, otoczona dorosłymi, którzy pozwalali mi eksperymentować. Mogłam eksplorować świat i dzięki temu, po krótkiej wymianie wymownych spojrzeń, dostałam pozwolenie, żeby do tej wanny pełnej truskawek „wleźć” (śmiech). Myślę, że nie rozmawiałabym dzisiaj z Tobą o tej książce, gdyby nie to, że doświadczałam takiej miłości i otwartości.

Przywołujesz wiele wątków związanych z miłą atmosferą ciepła domowego. Sam tytuł „Umami” przywodzi na myśl określenie „jak u mamy” – celowo wybrałaś to słowo?

Oczywiście, że tak! Kiedy trafiłam na to japońskie określenie piątego smaku, który ciężko zdefiniować jednym słowem, a kojarzony jest właśnie ze smakiem domowego posiłku, było dla mnie oczywiste, że umami to smak jak u mamy. To skojarzenie jest spójne z tym, co czuję i myślę o kuchni i jedzeniu.

Twoja książka nie jest zwykłym zbiorem przepisów. Okrasiłaś je smakowitymi opowieściami, które podkreślają, jak ważna jest atmosfera i cały anturaż jedzenia.

Tak naprawdę „Umami” tylko pozornie jest o gotowaniu. To książka o miłości do życia i do ludzi. Moja ukochana, mądra, świętej pamięci babcia Jadzia mawiała, że jajko zawsze możesz zjeść na dwa sposoby: w pośpiechu, narzekając przy tym na swój los, lub utrzepać omlet, nakryć pięknie do stołu, zapalić świecie i zjeść uroczyście posiłek. To, co z tymi jajkami zrobimy, zależy od nas. Tu ponownie: to nie jest opowieść o jajkach. To opowieść o wyborze, jaki mamy w życiu, którego dokonujemy wielokrotnie każdego dnia. O tym, jak rezonujemy z okolicznościami, które nas spotykają.

Skoro mówimy o przyrządzaniu jedzenia, to co byś poradziła komuś takiemu jak ja, kto nie ma ręki do gotowania?

Myślę, że po prostu jeszcze nie odkryłaś, że masz! Zaufaj mi! Jest w „Umami” przepis, który zadedykowałam właśnie tym, których prawdopodobnie nie nauczono wiary w swoje możliwości kulinarne. Jest tam przepis na „Wszechplacek dla początkujących i zapracowanych” i właśnie od niego zacznij proszę swój akt odwagi w kuchni. Często powtarzam za Brene Brown, że odwaga to przepracowany akt strachu – zatem bój się, ale zaryzykuj (śmiech)!

Dlaczego wybrałaś Poznań do promocji swojej książki?

Tutaj mam wspaniałych przyjaciół, z którymi wielokrotnie siedzieliśmy przy jednym stole. W swojej restauracji Żuk gości nas Karolina Szlachta, która fantastycznie rozumie kuchnię, również w tym kontekście, który jest dla mnie tak ważny. Zwracam uwagę na to, że kuchnia nie składa się tylko z tego, co jest na talerzu, ale też z tego, co otacza ludzi. To nastrój, który jest tworzony dla nich, albo który oni stwarzają dla siebie, żeby zrobić miejsce dla posiłku, a także czas, jaki sobie podarowują. Karolina jest mistrzynią w tych wszystkich aspektach, stąd Żuk jest miejscem wyjątkowym, w którym czuję się wygodnie i komfortowo, jak u siebie domu. Albo „Jak u mami” (śmiech)!