Organizator:

Lubimy bić rekordy

08.06.2021 11:10:14

Podziel się

Sekcja sportowa studentów z niepełnosprawnościami na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu nie zamyka się w czterech ścianach sali gimnastycznej. Od 5 lat podopieczni trenerów chętnie biorą udział w cyklu zawodów Integracyjnych Mistrzostw Polski. Możliwość sportowej rywalizacji pozwala osobom niepełnosprawnym włączyć się lub powrócić do czynnego życia. Wie o tym doskonale dr Fryderyk Musielak, starszy wykładowca Studium Wychowania Fizycznego i Sportu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Sport dla studentów z niepełnosprawnościami to nie tylko odskocznia, rywalizacja, satysfakcja, ale przede wszystkim integracja. Kiedy zaczynali z IMPami w 2016 roku, wystartowało w nich 200 zawodników z całej Polski. W zeszłym roku było ich już 500. Studenci i ich trenerzy mówią otwarcie o swoich marzeniach. Chcą startować i bić rekordy na arenie międzynarodowej.

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska-Matys  
ZDJĘCIA:  Archiwum
imp.azs.pl

Robicie fantastyczne rzeczy dla studentów z niepełnosprawnościami, którzy chcą zawodowo uprawiać sport.

Fryderyk Musielak: Wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy powstała inicjatywa Integracyjnych Mistrzostw Polski AZS. Pomysłodawcą była Marta Dalecka, wiceprezes Zarządu Głównego AZS ds. Sportu Osób z Niepełnosprawnością. Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza początkowo studenci mogli brać udział tylko w sekcji pływackiej, ponieważ nasz uniwersytet jako jedyny organizował zawody pływackie dla osób z orzeczeniem o niepełnosprawności. Przez około 12 lat były to jedyne takie zawody w Polsce. Nie byliśmy zrzeszeni i nazywaliśmy je nieoficjalnymi Mistrzostwami Polski.

I dlatego poczuliście pewien niedosyt?

W 2016 roku Marta wpadła na pomysł, żeby zrobić coś więcej i tak zorganizowano pierwsze Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS. My z ramienia uniwersytetu jesteśmy w tych IMPach od samego początku. Taki był pomysł, żeby się zrzeszyć. Dzięki temu mogliśmy dotrzeć do większej liczby uczelni i co ważne, mogliśmy mieć przez to bogatszy wachlarz dyscyplin.

A jak to dzisiaj wygląda w liczbach?

Zaczynaliśmy od 6 dyscyplin. Cały czas się rozwijamy i dzisiaj mamy ich już 9. W 2016 mieliśmy 200 zawodników, a w 2020 roku w IMPach wystartowało 500 studentów. Jeszcze pięć lat temu było siedem sekcji studentów z niepełnosprawnościami w Polsce – dzisiaj jest ich 30. Idea jest taka, żeby Integracyjne Mistrzostwa Polski odbywały się w różnych miastach, na różnych uczelniach.

Trenerzy i kadra zgłaszają się do Was na szkolenia?

Organizujemy kursy instruktorskie i trenerskie, właśnie dla tych, którzy chcą się specjalizować w sporcie osób niepełnosprawnych. I znowu mogę zrobić małe porównanie, że na początku naszej przygody trenerów było 10, a dzisiaj jest ich 50.

A jak to jest na UAM? Ilu jest trenerów?

Razem z mgr Martą Gębalą jestem trenerem w sekcji sportowej studentów z niepełnosprawnościami na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nasza sekcja jest tą, która odnosi największe sukcesy. Przywozimy medale z różnych mistrzostw. Sekcją pływacką zajmuje się mgr Violetta Prusińska.

Mówimy o złotych medalach?

Oczywiście również. Dwa lata temu wygraliśmy Integracyjne Mistrzostwa Polski w bocci. To dyscyplina paraolimpijska, która nie ma odpowiednika w Igrzyskach Olimpijskich. W tym samym czasie znowu biliśmy rekord Guinnessa.

Znowu? A kiedy był pierwszy raz?

Pierwszy rekord biliśmy w Poznaniu na naszym uniwersytecie. Chcieliśmy zainteresować media organizowanym dla naszych pracowników i studentów Dniem Sportu. Wpadliśmy na pomysł, że bicie rekordu będzie odpowiednim wabikiem (śmiech).

Pomogło nagłośnić wydarzenie ?

Pomogło! Jasne, że tak. Z reguły na naszych wydarzeniach były głównie lokalne media. Tym razem byli dosłownie wszyscy.

Jaki to był rekord?

Rekord ilościowy – musieliśmy zebrać jak największą liczbę osób, żeby pobić rekord Chińczyków w robieniu przysiadów. Rozważaliśmy różne opcje i postawiliśmy właśnie na ten. Robiących przysiady pracowników i studentów było 2908. Mieliśmy apetyt na więcej, ale niestety nie wystarczyło nam chipów liczących uczestników.

Liczba robi wrażenie. Pewnie organizacyjnie nie była to bułka z masłem.

Nie jest to takie proste. Guinness wysyła mnóstwo dokumentów, które trzeba wypełnić i oczywiście przestrzegać wszystkich wytycznych. Nie jest to lekkie zadanie, ale nam się udało. Po pół roku otrzymaliśmy certyfikat potwierdzający pobicie przez nas rekordu.

No to jak to było z drugim biciem rekordu Guinnessa?

Podczas jednego z obozów wpadliśmy na pomysł, że takie samo wydarzenie powinniśmy zrobić przy okazji ważnej imprezy dla studentów z niepełnosprawnościami.

Ale już nie przysiady?

Zupełnie inny rekord. Mieliśmy dwie zawodniczki, które grały non stop przez 25 godzin w boccię. Wszystko działo się przy okazji Integracyjnych Mistrzostw Polski w bocci. Na trzech sektorach hali odbywały się mistrzostwa, a jeden sektor był zarezerwowany dla bicia rekordu Guinnessa. Udało nam się po raz drugi. Lubimy bić rekordy.

Na czym polega gra w boccię?

To gra bilami ze skóry, ze specjalnym granulatem w środku, na hali gimnastycznej. Można grać indywidualnie lub drużynowo. Rozgrywki są prowadzone na siedząco – tak, żeby wyrównać szanse. Na boisko wyrzuca się białą bilę i swoje kolorowe trzeba ustawić jak najbliżej niej. To bardzo precyzyjna gra, ale najbardziej przystępna dla osób z różnymi niepełnosprawnościami. Poza tym jest możliwość korzystania z asystenta, który jest obrócony twarzą do zawodnika, a ten dokładnie określa, jak bila ma być spuszczona ze specjalnej rynienki.

Niesamowite. A łatwiej już było z formalnościami przy biciu tego rekordu?

Oj wcale nie było lżej. Kiedy zgłosiliśmy swój pomysł do Guinnessa okazało się, że nie mają takiej kategorii. Dlatego stworzono ją specjalnie dla nas. Dostaliśmy takie wytyczne, że na każdą godzinę gry przysługiwało dziewczynom 5 minut przerwy. Mogły też te przerwy kumulować, ale nie przekraczać łącznie 15 minut.

Miały kryzys?

Oczywiście, że tak. Dodatkowo wszystkie warunki musiały być spełnione. Musieli być sędziowie z Polskiego Związku Bocci, całość rozgrywek musiała być filmowana dwoma kamerami, potrzebowaliśmy świadków. Na szczęście Marta Dalecka wszystko doskonale zorganizowała, włącznie z dopingiem, który na pewno był potrzebny w tych najtrudniejszych momentach. Rekord w Poznaniu był zupełnie inny niż ten w Zielonej Górze.

Ale udało się!

Tak. I media się rozpisywały (śmiech). O to nam właśnie chodziło – o promocję sportu akademickiego. A zapotrzebowanie na takie sekcje jest bardzo duże. Widzimy to nie tylko na naszej uczelni, ale także na innych, z którymi współpracujemy. Jest mnóstwo studentów z niepełnosprawnościami, które są naprawdę różne i często nie są wcale widoczne. Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza aspekt integracyjny jest dla nas bardzo ważny. Młodzi ludzie się spotykają, poznają, a atmosfera jest wspaniała.

Bez rywalizacji?

Oczywiście, że jest rywalizacja – ale nie jest ona na pierwszym miejscu. Nie ma u nas tych napięć, które można zaobserwować na Akademickich Mistrzostwach Polski. To największa różnica.

Jakie macie plany i marzenia?

Marzenia są! Lokalnie zależy nam na tym, żeby jeszcze więcej uczelni dołączyło do Integracyjnych Mistrzostw Polski.

A mniej lokalnie?

Wyjść poza Polskę i skopiować Mistrzostwa w Europie. Może nie musi być to wiele dyscyplin od razu. Ale chcemy zacząć od kilku, a reszta sama przyjdzie. (śmiech)

I tego Wam życzę.

Dziękuję.