Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Malarstwo dało mi drugie życie

10.02.2023 10:49:42

Podziel się

Swoją przygodę z malarstwem zaczęła późno, bo na emeryturze. Dziś nie wyobraża sobie bez niego życia. - Za każdym razem, gdy maluję, to jest jakbym weszła w obraz, była w nim i coś tworzyła – mówi poznańska artystka Zofia Kubisiak.

ROZMAWIA: Krzysztof Grządzielski
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne, Joanna Małecka

Gdyby Pani życie, osobowość, miały być obrazem, jaki by Pani wybrała?
Jeśli urodziłabym się drugi raz, jako obraz, to na pewno byłby to jakiś widok z Australii i coś związanego z oceanem, co uwielbiam. Na pewno nie wybrałabym obrazu żadnego artysty, by pokazać w nim siebie.

Dlaczego?
Po prostu, nie maluję kopii obrazów. Jestem zakochana w wielu artystach, podziwiam ich sztukę, warsztat, wykorzystywane techniki, ale nie kopiuję dzieł, które później wystawiłabym na sprzedaż. Moja twórczość jest w pełni oryginalna, a np. „Słoneczniki” Vincenta van Gogha mogę namalować tylko dla siebie i samorozwoju.

Skąd taka filozofia pracy?
W moim przekonaniu kopiowanie byłoby jak ukradnięcie duszy artysty. Na moich obrazach można odnaleźć namalowane zdjęcia, które kiedyś wykonałam, widoki, jakie zapamiętałam, albo wymyśloną przeze mnie abstrakcję. Mam w głowie miliony pomysłów, więc szkoda czasu na kopiowanie. Doba jest tak krótka.

To ile czasu zajmuje Pani namalowanie jednego obrazu?
To zależy od pomysłu. Jeśli jest to mały obraz, to może zająć dosłownie trzy godziny. Gdy rozmiar jest większy lub zastosowana technika bardziej skomplikowana, bo choćby wymaga nałożenia wielu warstw, zajmuje dłużej. Posługuję się akrylami, więc plusem jest to, że nie muszą tak długo schnąć jak przy technice farb olejnych, by malować kolejne warstwy. Pozwala mi też to kończyć obrazy w jeden dzień. Nie lubię odkładać koncepcji w czasie. Często nawet zaczynam malować od nowa, jeśli ktoś przerwie mi proces twórczy.

Co Panią szczególnie inspiruje artystycznie?
Najbardziej podróże. Od zawsze je uwielbiałam. Jakbym mogła, mieszkałabym w wielu krajach. W każdym czuję się dobrze. Mam też tak, że w ciągu roku nie wypocznę, jeśli chociaż raz nie wyjadę za granicę. Uwielbiam ciepłe kraje i ich klimat. Mogę godzinami patrzeć na fale czy układ chmur. Pozytywni ludzie, słońce, woda, to wszystko pobudza mnie do twórczości. Natura jest moim stymulantem, zwłaszcza pejzaże, ale mam też obrazy, które bardziej związane są z bieżącymi tematami i tym, co dzieje się u mnie w głowie w danym momencie.

Czy myśli Pani o tym, gdzie Pani obraz, kupiony przez kogoś, może zawisnąć?
Raczej nie, choć zdarzało mi się, że jak projektowałam w przeszłości apartamenty, to od razu wiedziałam, jaki obraz powinien wisieć w danym miejscu w mieszkaniu. Bardzo często w takie projekty dekoracji wnętrz wprowadzałam swoje namalowane obrazy. Ważne jest jednak to, że nie maluję pod gotowe projekty mieszkań. Nie ulegam malarskim modom. Maluję to, co czuję i mój obraz trzeba po prostu pokochać takim, jaki jest, aby się z nim dobrze czuć.

Skąd zatem w dekoratorce wnętrz z zawodu zaczęła się pasja do malarstwa?
Tak naprawdę całe życie marzyłam, aby malować. O ile jestem dobra w projektach komputerowych i grafice, nie wierzyłam w siebie, że mogę dobrze rysować. To mnie powstrzymywało. Do 2018 roku. Wtedy, po skończeniu studiów, wyjechała z mojego domu Masza, studentka malarstwa z Ukrainy. Miała ona przedwojenną sztalugę od swojej babci. Wyprowadzając się, zapomniała ją zabrać. Dzwonię do niej, a ona mi mówi, że specjalnie ją zostawiła, bo przynosi szczęście i czuje, że jest we mnie potencjał i będę pięknie malować. To było szokiem. Poprosiła, abym coś namalowała i jej wysłała. Zajęło mi to dosłownie jeden dzień.

Jaki obraz powstał?
Wybrzeże duńskie. Wysłałam go Maszy z prośbą o recenzję i ewentualne uwagi. Napisała mi, że namalowałam niebo i wodę w taki sposób, że mi tego zazdrości. To był bardzo duży komplement i doping do dalszej pracy. Oddałam ten obraz na aukcję charytatywną dla osób ze spectrum autyzmu i został wylicytowany za aż 1700 zł. Co roku zresztą przekazuję obrazy na szczytne cele, dzięki czemu m.in. otrzymałam tytuł honorowego przyjaciela Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej im. Zbigniewa Tylewicza w Poznaniu.

To wydarzenie było przełomowe?
Tak. Chęć malowania była u mnie zawsze silna, ale miałam ograniczenia. Zupełnie niepotrzebnie. Dziś uwielbiam szukać różnych form w malarstwie, próbować nowych rzeczy, jak np. malowanie palcami. Mam obrazy, które powstały za pomocą myjki do szyb albo takie, w których do malowania użyłam łyżki czy grzebienia. Nurt abstrakcji jest dla mnie niezwykle interesujący.

Liczy Pani każdy swój obraz?
Tak, kataloguję obrazy. To bardzo ułatwia. Do grudnia zeszłego roku namalowałam 210 obrazów.

Płodna z Pani artystka.
To prawda, ale w mojej pracowni nie ma już wielu z tych obrazów. To oczywiście dobrze, jak obrazy się sprzedają. Cieszy mnie też to, że za ich pomocą mogę kogoś uszczęśliwić. Jeśli dzięki mojej twórczości ktoś się uśmiechnie albo komuś obraz daje pozytywną energię, to czego, jako artystka, mam chcieć więcej? Nawet mój mąż ma trzy ulubione obrazy i wiem, że na pewno by ich nie oddał, gdybym wpadła na taki pomysł. Prędzej by się rozwiódł (śmiech).

W 2018 roku stworzyła Pani Art!show – dzień z malarstwem, rzeźbą, sztuką użytkową, muzyką, poezją, modą. Wydarzenie odbywa się w różnych miejscach w Poznaniu. Co się działo do tej pory?Koncept tego przedsięwzięcia na sztukę w publicznej przestrzeni stworzyłam wraz z Bartoszem Seifertem – fotoreporterem. Te spotkania to szansa na promocję naszej twórczości i aktywności, a także zaproszonych gości. Robiliśmy już imprezy w Hotelu Olimpia, HP HOTEL PARK, Meridian – kilkakrotnie, Lulu Cafe Avenida, FOOD SHOP Better Hurry, a obecnie w Caffe Crema CH PLAZA i w samej PLAZIE. Byliśmy zapraszani do wystawienia obrazów i fotografii na różnych eventach.
Aktualnie organizujemy wystawy połączone z poezją, muzyką i pokazami na żywo np. malowania. Wśród artystów wystawiających swoje dzieła są amatorzy, ale również profesorowie uniwersyteccy, jak np. rzeźbiarz Norbert Sarnecki i inni znani malarze czy fotografowie. Występowali u nas np.: Ares Chadzinikolau, Luigi Pagano, VOYTEK SOKO SOKOLNICKI, Stefania Abbasova, Marcin Lewandowski, Marta Cecylia Michalak, Izabella Tarasiuk-Andrzejewska i Jorge Esparza Inostroza. Wystąpił u nas też poeta Sergiusz Myszograj ze znaną skrzypaczką Aliną Kubik czy Krystian Galiński.

Zajęła się Pani malarstwem już na emeryturze. To dobry sposób, by wykorzystać ten czas?
Tak, malarstwo pochłonęło mnie niesamowicie. Stało się moim drugim życiem. Jestem w to bardzo zaangażowana. Za każdym razem gdy maluję, to jest jakbym weszła w obraz, była w nim i coś tworzyła. Utożsamiam się z danym obrazem i często tracę rachubę czasu.
Polecam każdemu, by w tym wolnym czasie od pracy zająć się rękodzielnictwem. Każdy na pewno może znaleźć coś dla siebie. Osobiście odnalazłam się w malarstwie i dzięki niemu jestem tak szczęśliwa.