Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Medale przychodzą i odchodzą

09.10.2023 10:05:15

Podziel się

Pływanie w kategorii Masters według mistrza świata Przemysława Kucy to sport dla pasjonatów, dla tych, którzy kochają pływać i mimo mijających lat cały czas trenują i chcą startować, mierząc się z najlepszymi zawodnikami na świecie. To także szansa na rozpoczęcie kariery zawodniczej w wieku, kiedy wszyscy myślą o emeryturze sportowej. Przemysław Kuca odważnie kieruje apel do Czytelników, mówiąc: „I Ty możesz zostać jeszcze mistrzem”. Ciasteczkowy medal ceni bardziej niż złoto z Fukuoki.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Powiedział Pan, że pływanie kształtowało Pana od najmłodszych lat. Jest Pan nauczycielem… Poproszę o rozwinięcie zdania.
Przemysław Kuca: Kiedy miałem siedem lat, rodzice zaprowadzili mnie na kurs pływania. Już wtedy poważnie podchodziłem do tego, co robię. Zrozumiałem, że wielką radość sprawia mi nauka prostych rzeczy – zanurzenie głowy, odbicie od ściany czy potem poznawania różnych stylów pływackich. Postawiłem sobie cel, którym było osiągnięcie perfekcji we wszystkich elementach składowych pływania. To zaczęło mnie kształtować. Na poważnie zacząłem trenować w liceum i jeżdżąc na każde zawody, chciałem gonić tych najlepszych. Dzisiaj wiem, że sport w życiu młodego człowieka jest ważny, bo pomaga znaleźć sens i rozwijać pasję. Poprzez osiąganie drobiazgów można stworzyć wielką rzecz, jaką jest sukces, i to nie tylko w sporcie, ale także w szkole, a później w życiu codziennym i pracy.

Penetrując regulaminy, zdziwiło mnie, że kategoria Masters to pływacy od 25. roku życia… W wielu dyscyplinach jest to dopiero rozkwit kariery, a w innych nawet pod „czterdziestkę” zawodnicy są w szczytowej formie.
Mastersem w pływaniu rzeczywiście staje się w 25. roku życia i kolejne kategorie są ustanowione co 5 lat, aż do 94, a nawet i wyżej, bo zdarzają się startujący stulatkowie. Zawodnik startujący na igrzyskach olimpijskich może wystartować w zawodach Masters bez żadnej karencji startowej. Przygotowując się do swoich głównych zawodów, wystartowali w Masterach, poprawili rekord i nikt tego nie kwestionuje. Dlaczego tak niska cezura wiekowa? Pływanie jest wytrzymałościowym sportem, więc najlepsze wyniki osiąga się między 17. a 25. rokiem życia. Chociaż brazylijski pływak Nicholas Santos w wieku 42 lat poprawił rekord świata i zdobył mistrzostwo globu, tylko że na dystansie 50-metrowym. Im krótszy dystans, tym dłużej można startować, bo zawodnik odbywa mniej jednostek treningowych.


A w Pana przypadku?
Ja należę do grona tych zawodników, którzy osiągali wyniki, które nie dawały mi przepustki do międzynarodowych imprez, ale cały czas pływanie jest moją pasją, całym moim życiem. Uwielbiam rano wejść do wody i pokonywać kolejne długości basenu. Nie wyobrażam sobie, by nie trenować pływania. I właśnie dla takich, jak ja są zwody Masters. Nie mamy kontraktów, sponsorów, ale trenujemy i spełniamy się, startując w rywalizacji Masters. Ja miałem to szczęście, że udało mi się pozyskać sponsorów i wyjechać na czempionat globu do Japonii. Nie byłbym w stanie pojechać, ponieważ tego typu zawody nie są dofinansowywane przez związek i to nie tylko w Polsce.

Sport cały czas, ale te sukcesy przyszły dopiero teraz, najpierw na krajowych basenach, a w tym roku na mistrzostwach świata zdobył Pan złoty i brązowy medal.
Jak wspomniałem, nie miałem takich predyspozycji, by osiągać takie wyniki, które mogły mi dać szansę na starty w imprezach rangi międzynarodowej. W 2014 roku Jacek Thiem, wiceprezes Polskiego Związku Pływackiego, podpowiedział mi, żebym zaczął startować w kategorii zero. To taka przejściowa pomiędzy wiekiem juniorskim a Mastersami (20.-24. rok życia). Zacząłem tam rywalizować, żeby przedłużać sobie sezon. Ostatnie juniorskie zawody miałem w maju, a Masters odbywał się w czerwcu. Miałem zatem jeszcze miesiąc, by potrenować i startować.

Wiele w Pana życiu zmieniło przyjście na świat córki Julki.
Tak, to był 2016 rok. Miałem wtedy zabieg i nie mogłem wchodzić do wody, nie wyjechałem na zawody i zacząłem trenować sam. Okazało się, że moje wyniki idą do przodu. Trenowałem wtedy mniej, bo podjąłem pracę, na świat przyszła Julka. Miałem coraz mniej czasu, co zmusiło mnie do bardziej metodycznych treningów. Dużo myślałem, jak przygotowywać się bardziej intensywnie i wykorzystywać czas do maksimum. Osiągałem coraz lepsze wyniki w grupie Masters. To zaczęło mnie dodatkowo napędzać, aż w końcu przed tegorocznymi mistrzostwami świata w Fukuoce w grudniu 2022 pomyślałem sobie, sprawdzając rankingi, że jest szansa na powalczenie w tych prestiżowych zawodach. Udało mi się pozyskać sponsorów i zebrać potrzebną kasę na wyjazd i start w Japonii. W marcu wiedziałem, że pojadę na zawody. To było spełnienie moich życiowych marzeń. Nie miało znaczenia, czy są to zawody seniorskie, czy Masters, bo są organizowane na najwyższym poziomie, bo tam nikt nie jedzie na wycieczkę, każdy chce wygrać.

Spotkał Pan wielu utytułowanych zawodników.
Po 200 metrach motylkiem dekorował mnie złotym medalem Anthony Lee Ervin, trzykrotny mistrz olimpijski, który też startował w tych zawodach. Była Alia Atkinson, obecna rekordzista świata na 100 metrów klasykiem, Marcus Rogan – wicemistrz olimpijski z Aten. To było niesamowite doświadczenie, którego nie zapomnę do końca życia. A wygranie medalu dla Polski to coś, co jeszcze dziś nie pozwala mi znaleźć słów, by to uczucie określić.

Co Pan czuł na podium?
Czułem wielką dumę. Łzy same napływały do oczu. Przypomniało mi się wszystko, jak od małego chłopca oglądałem najlepszych na świecie i teraz sam znalazłem się na samym szczycie. Kiedy o tym mówię, czuję drżenie rąk. Bałem się jednego, by się nie potknąć, wchodząc na podium. Gdy poczułem medal na szyi i zabrzmiał hymn, to myślałem o ciężkim treningu, o narzeczonej Magdzie, o mojej córce Julce i synku Jasiu. To Magda mnie wspiera, bo widzi, ile wysiłku to wszystko kosztuje. Wie, że robię to dla naszych dzieci, bo chcę być dla nich wzorem, żeby dostrzegły, że ciężką pracą można sięgać po swoje marzenia. Jeśli się pracuje i poświęca, prędzej czy później sukces stanie się faktem.

Cenniejszy był złoty medal czy ciasteczkowy?
Ciasteczkowy otrzymałem w żłobku w grupie mojego syna Jasia. Trudne pytanie, ale chyba jednak ten ciasteczkowy. Kiedy zobaczyłem dzieciaczki, które przygotowywały Panie Paulina i Karolina, opiekunki z grupy mojego Jasia, aż zaniemówiłem. Dwa tygodnie spędzili, tworząc medal i dyplom z odbitymi paluszkami na dyplomie. Byłem nie mniej wzruszony niż na podium, bo wie Pan, jak to z dwulatkami jest, trudno coś zrobić, zainteresować ich czymś na dłużej. A tu się udało!

Czy tegoroczny sukces zmotywował Pan do dalszych startów?
Za 10 tygodni wylatuję na Maderę na mistrzostwa Europy na krótkim basenie, później na przełomie lutego i marca będą kolejne mistrzostwa świata w Doha, gdzie będę startował już w kategorii wiekowej wyżej.

Dzieci, które Pan przygotowuje, odnoszą sukcesy, także Pana córka.
To mnie bardzo cieszy. W szóstej klasie w Swarzędzu mam 11 pływaków i widzę, że doceniają to, że mają trenera, który nie tylko wymaga od nich, ale także od siebie. W ubiegłym sezonie dwójka zawodników, Krystian i Victoria, byli wicemistrzami Wielkopolski. W rozmowie z nimi pojawiają się marzenia o igrzyskach. A z Julką wyszło samoczynnie. Chciałem ją nauczyć pływać. Z basenem oswajała się od drugiego roku życia, a od czwartego zacząłem ją uczyć pływania. Jest obecnie niepokonana, w sześciu zawodach zgarnęła siedem złotych medali. Ma sześć lat i wybory przed nią. Będę ją motywował do sportu, bo on uczy życia i dyscypliny. Każda osoba, którą uda mi się zainspirować tym, co robię, jest dla mnie bardzo ważna. Bo medale przychodzą i odchodzą. Jeśli jestem w stanie moim sukcesem pobudzić, żeby poszła na trening i powiedziała, że on może, to i ja mogę. O to mi w tym, co robię, chodzi, by zainspirować.

Wiele osób pływa od dziecka i nie uprawiały sportu zawodowo. Czy mają szansę zostać mistrzem świata w Mastersach?
Każdy może zostać mistrzem świata. Przecież w Mastersie mamy kategorię 105 lat. Nawet rozpoczynając starty w wieku 50 czy 60 lat, rywalizuje się w swojej kategorii wiekowej. Powiem krótko, zapraszam na treningi, a być może przyjdzie moment, kiedy będzie można wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego na mistrzowskiej imprezie.