Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Muzyka to nasze życie

Podziel się

Candela Latin Music to muzyczna formacja multiinstrumentalistów, którą tworzą Meksykanie Jose Luis Keys i Roman Mendez oraz Victor Hormazabal Baeza z Chile. Swoją latynoską muzyką przyciągają coraz większe tłumy roztańczonych mieszkańców Poznania, którzy bawią się na ich występach. Niecałe 20 lat temu przeprowadzili się do Polski z miłości. Dzisiaj to Polacy kochają ich energię i pasję, obok której nikt nie przejdzie obojętnie.

ROZMAWIA: Dominika Job
ZDJĘCIA: Waldemar Rak

 

Od kilkunastu lat mieszkacie w Poznaniu – co Was tu przywiodło?
Victor Hormazabal Baeza: Ja od dziecka marzyłem, żeby mieszkać w Polsce (śmiech). A tak poważnie, to każdy z nas miał ten sam powód – poznaliśmy Polki i zakochaliśmy się! Co ciekawe, nasze wybranki serca poznaliśmy daleko stąd – Roman w Meksyku, Jose na Karaibach, a ja swoją żonę poznałem w Brazylii.

Spodobało Wam się w Polsce i postanowiliście tu zostać na zawsze?
Zauważyliśmy, że Polacy bardzo lubią muzykę latynoską. Razem ze znajomymi Latynosami i Polakami zaczęliśmy koncertować jako większa formacja Punto Latino Band. Po paru latach nasz znajomy Alejandro Aguilera ściągnął nas na otwarcie Hawana Club przy Starym Rynku. To miał być jednorazowy występ, ale tak się spodobał, że zostaliśmy na stałe. Wtedy zaczęliśmy grać jako trzyosobowa formacja Candela, z którą występujemy już siódmy rok. Gramy muzykę na żywo, mnóstwo ludzi przychodzi z nami poimprezować, spodobała im się taka forma rozrywki.

Pamiętam czasy, kiedy występowaliście na rynku przed klubem i bardzo szybko przyciągaliście przechodniów, którzy włączali się do wspólnej zabawy. Jaką muzykę gracie?
Roman Mendez: Ja mam kilka swoich kompozycji, ale ciężko roztańczyć tłum własną muzyką, bo ludzie chcą bawić się przy tym, co dobrze znają. Dlatego jako Candela gramy covery hitów, naszą wersję znanych, popularnych piosenek. Gramy muzykę, przy której rozkręcamy szaloną imprezę.

Jose Luis Keys: Odkąd gramy w klubie Hawana, zaczęliśmy tworzyć formację Candela już tak na serio. Dużo koncertujemy w kraju i za granicą. Czasami występujemy w innym składzie lub gościnnie z innymi muzykami. Roman i ja gramy również w zespole Emersound, z którym jeździmy po całej Europie. Byliśmy też w USA i na scenach wielkich festiwali, np. Montreux Jazz Festival Szwajcarii. Ale zawsze wracamy do Polski!

Wiem, że każdy z Was jest samoukiem – kiedy zaczęła się Wasza przygoda z muzyką?
Roman: Na gitarze gram, odkąd miałem 13 lat. Miałem styczność z różnymi stylami – flamenco, cumbia, jazz, muzyka klasyczna, reggae. Najlepiej czuję się w rytmach muzyki latynoskiej, czyli takiej, jaką gramy z Candelą. W tej formacji gram na gitarze elektrycznej, klasycznej i śpiewam.

Victor: U mnie w rodzinie to ja zapoczątkowałem pasję do muzyki. W wieku 14 lat wiedziałem już, że odnalazłem w życiu to, co kocham. Grałem w różnych zespołach na wielu instrumentach, m.in. na pianinie, perkusji, kongach i gitarze. Uwielbiam muzykę do tańca, cumbię, muzykę ludową z Wysp Wielkanocnych. Teraz spełniam się, grając na basie i śpiewając w Candeli.

Jose: Victor jest multiinstrumentalistą, podziwiam go. Ja zaczynałem grać w Meksyku na weselach, imprezach, dawałem koncerty rockowe. Później dostałem kontrakt na statkach rejsowych po Karaibach. Rozwinąłem się tam muzycznie, dużo się nauczyłem. Tam poznałem wspaniałą pianistkę, przeprowadziliśmy się do Polski, gdzie poznałem chłopaków i tu zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Zauważyłam, że graliście na instrumentach, nawet pomimo kontuzji…
Victor: Dwa lata temu miałem mały wypadek i uciąłem sobie kawałek palca. Myślałem, że moje życie muzyczne się skończyło. Czekając, aż palec się zagoi, znalazłem instrument, na którym grałem jedną ręką. Później zmieniłem technikę gry na gitarze i udało się – znowu mogę grać jak przedtem.

 

Roman: Ja miałem pękniętą kość lewej ręki. Nie mogłem grać na basie, więc tak jak Victor, grałem wówczas jedną ręką na klawiszach. Trzeba się adaptować. Jose na przykład jest pianistą, a z Candelą gra na perkusji. Wszyscy jesteśmy multiinstrumentalistami. Po prostu robimy to, co trzeba. Znaleźliśmy też sposób no to, by w małym, trzyosobowym składzie, tworzyć pełną kapelę. Dzięki temu jesteśmy w stanie koncertować więcej, ponieważ transport i próby nie stanowią problemu, jak w przypadku większych zespołów.

Wasze talenty wykraczają poza muzykę. Czym jeszcze zajmujecie się na co dzień?
Roman: Ja uczę gry na gitarze, prowadzę warsztaty, od paru lat pracuję też w Szkole Muzycznej w Poznaniu. Moja praca łączy się z muzyką.

Jose: Jestem tancerzem i jeszcze do niedawna prowadziłem warsztaty, byłem instruktorem zumby, ale postanowiłem przejść na taneczną emeryturę (śmiech). Teraz skupiam się już tylko na kilku formacjach muzycznych, jako członek lub manager zespołu.

Victor: Przez pandemię musieliśmy poszukać innego zajęcia. Podjąłem wtedy pracę w korporacji, ale dzisiaj nie przestaję koncertować. Wcześniej przez kilka lat byłem zawodowym tancerzem, trzykrotnie zdobyłem mistrzostwo Polski w salsie oraz tytuł wicemistrza świata. Zajmowałem się też fotografią, ale kiedy moje hobby zaczęło zmieniać się w pracę, przestało mi się to podobać. Ostatnio bardzo wciągnęło mnie malarstwo, to moje najnowsze zainteresowanie.

A jak to jest muzyką – to Wasza pasja i praca?
Victor: Muzyka to nie jest ani praca, ani hobby – to nasze życie. Oprócz tego, że gramy razem w zespole, to jesteśmy też bardzo blisko w życiu osobistym. Ten projekt sprawił, że jesteśmy ze sobą bliżej niż kiedykolwiek.

Czujecie, że w Polsce jest Wasz dom?
Roman: Każdy z nas jest daleko od swoich bliskich, dlatego jako Candela stworzyliśmy tu swoją rodzinę. Wzajemnie się pilnujemy i wspieramy. Polska jest w sercu Europy i nasze serca też są tutaj.

Wasze dzieci odziedziczyły Wasz talent?
Victor: Najstarszy syn ma bardzo ładny głos, a młodszy zaczyna uczyć się gry na gitarze, lubi też śpiewać. Ale nie chcę narzucać im tej ścieżki, wolę, żeby rozwijało się to naturalnie.

Roman: Moja córka ma artystyczną duszę. Gra na pianinie, ukulele, gitarze, śpiewa, ale głównie idzie w stronę tańca, coraz bardziej podoba jej się flamenco.

Jose: Jedna z moich córek jest w szkole muzycznej, gra na wiolonczeli i jest bardziej utalentowana ode mnie (śmiech). Cala rodzina od strony jej mamy jest muzykalna, więc to nie tylko moja zasługa.

Za co kochacie Polskę?
Jose: Polacy mają dobre serca i są serdeczni. Jako Meksykanin mogę powiedzieć, że czuję się tu bezpiecznie. Nie boję się chodzić wieczorami po ulicy. Wiadomo, że zdarzają się różne pojedyncze przypadki, ale ogólnie jest spokojnie.

Victor: Dla mnie to świetny kraj, ludzie są bardzo otwarci, spontaniczni i przyjacielscy. Wszędzie, gdzie jestem, zawsze znajduję kogoś, kto mi pomaga, kto jest serdeczny. Sami Polacy często o swoim kraju mówią negatywnie, nie mogę tego zrozumieć. Swoim dzieciom powtarzam, że Polska i Chile to są najlepsze kraje na świecie.

Roman: Jestem w Polsce, bo lubię tu być i czuję się tu jak w domu. Jestem dumny z tego, że moje dzieci są w połowie Meksykanami, a w połowie Polakami. Tu każda pora roku jest inna, mi to nie przeszkadza, to też ma swój urok – jest naprawdę super.

Przyzwyczailiście się już do pogody?
Victor: Jeszcze nie (śmiech). Ale za to macie pyszne jedzenie. Szczególne uwielbiam tak duży wybór mięsa, szynki, kiełbasy… coś wspaniałego!

Roman: No i ogóreczki kiszone, kapusta. I jeszcze gołąbki… cudo!

Jakie macie plany na przyszłość?
Jose: Nadal chcemy porywać ludzi do tańca i wspólnie się bawić. Chcemy nagrać płytę naszego zespołu Candela i mieć jeszcze więcej występów na imprezach prywatnych, firmowych, plenerowych, grać na weselach i innych spotkaniach okolicznościowych. To nasz żywioł i w tym kierunku chcemy się rozwijać. Zapraszamy na nasze występy w rytmie latino!

https://www.facebook.com/CandelaLatinMusicOfficial