Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

(Nie)pasje młodych ludzi

02.03.2023 11:08:32

Podziel się

Hobby, zajawka, mania, umiłowanie, pasja – zwał, jak zwał. Wszystkie wymienione słowa trafnie opisują to, co pozwala oderwać się od codzienności i dodaje życiu niepowtarzalnego smaku. Co kręci i podnieca. Współcześni 20- i 30-latkowie, milenialsi i przedstawiciele pokolenia Z, ochoczo oddają się analogowym pasjom, które jeszcze kilkanaście lat temu stereotypowo kojarzyły się z zajęciami dla seniorów. Co sprawia, że są dla nich tak atrakcyjne?

TEKST: Martyna Pietrzak-Sikorska

– Moim pierwszym wypiekiem była szarlotka, którą upiekłam, mając 12 lat. Lata mijają, a ja nadal kocham to robić. Dla mnie pieczenie to forma twórczości i kreacji, to również uosobienie gościnności oraz sposób na relaks i odpoczynek. Uwielbiam dzielić się tym, co dobre, uwielbiam karmić ludzi, a z pieczeniem jest tak, jak z publikowaniem zdjęć na Instagramie albo jak z tworzeniem contentu. Ono pozwala mi wyrazić siebie, pokazać, w jaki sposób widzę świat. Każdy robi to po swojemu, ja robię to za pomocą smaku – mówi Kristina Rozhevetska, content creatorka pracująca na co dzień w jednej z największych agencji marketingowych Poznaniu. Jej profil na Instagramie pełen jest słodkości, obok których nie da się przejść obojętnie – rumiane, posypane prażonymi orzechami rogaliki, kremowy sernik, ciasteczka z wypływającą czekoladą, zakręcone jak ślimaki cynamonki.

Jej pasja zalicza się do tych najbardziej popularnych wśród młodych ludzi. Jej fenomenu dopatruję się w nostalgii i tęsknocie za tym, co dobre – w końcu wypieki, zwłaszcza te słodkie, wywołują idylliczne wspomnienia z dzieciństwa. Podwieczorki u babci, maślane bułeczki, słodkie jagodzianki jedzone w lecie bez opamiętania. Zapach ciasteczek czy świeżego chleba wzbudza uczucie błogości, pozwala poczuć się jak w domu, choćby na moment. Pieczenie to bycie tu i teraz, wymaga pracy dłońmi, pozwala improwizować i kombinować. Daje poczucie satysfakcji, bo efektem pracy jest ciasto. Coś, co można zjeść, coś, czym można poczęstować, coś, czym można się podzielić, coś, co daje radość. – Może to dziwnie zabrzmi, ale pieczenie ma dla mnie wymiar duchowy. Zawsze zabieram się za nie w dobrym nastroju i wierzę, że przemycam to moje pozytywne nastawienie do wypieków, a ludzie, którzy je zjadają, czują je i zabierają ze sobą. Poczucie, że mój wypiek, coś, nad czym pracowałam, coś, w co włożyłam całe swoje serce, sprawia komuś radość i poprawia humor, sprawia mi ogromną frajdę i satysfakcję – dodaje Kristina. Ma absolutną rację.

Oczko za oczkiem
– Robienie na drutach to dla mnie dobry sposób na spędzanie czasu offline, na pobycie samej ze sobą. Mam zajęte dłonie i oczy, nie mogę scrollować Instagrama i łatwiej zapanować mi nad silną potrzebą ciągłego sięgania po telefon, która chyba dokucza dziś każdemu z nas – opowiada Julia Ziółkowska, poznańska twórczyni internetowa prowadząca konto na Instagramie, kanał na YouTube, bloga i autorski podcast. Nieodłączną częścią życia Julii i jej rówieśników jest cyfrowa rzeczywistość. Morze możliwości, ogrom inspiracji, wszystko na wyciągnięcie ręki. Na pozór bajka, realnie zbyt duża ilość bodźców, która męczy i przytłacza. Manualne, powtarzalne czynności są odpoczynkiem dla głowy i… pozwalają na twórcze spędzenie czasu.

Choć w codziennej pracy Julii zdecydowanie nie brakuje kreatywności, to toczy się ona według pewnego schematu – to praca ze zdjęciami lub video, do tego nagrywanie, wszystko w tej samej lub podobnej tematyce. Dzierganie pozwala jej wyjść poza ramy. – To dla mnie zupełnie nowy wymiar kreatywnego wyżycia się. Mogę wykreować coś zupełnie innego, coś świeżego, niepowtarzalnego. Robienie na drutach łączy mnie też z moją pasją do mody, co jest fantastyczne, bo mogę stworzyć sobie ubranie od zera, w takim kolorze, jak chcę, w takim kroju, jak chcę, z wełny produkowanej w sposób odpowiedzialny lub tej kupionej z drugiej ręki – dodaje.

Zrób to sam
– Kiedy pytam ludzi, co sprowadza ich na warsztaty, najczęściej słyszę, że potrzebują czegoś, co w wolnym czasie oderwie ich od technologii, da im relaks i przeniesie do pracy manualnej. Koło garncarskie jest w tym genialne, bo mocno angażuje obie półkule mózgu – wymaga koordynacji nogi z ręką, pracują mięśnie w całym ciele. To jest zupełnie inne myślenie, musisz być tu i teraz, nie ma przestrzeni na błądzenie i rozmyślanie. Dwie godziny na kole garncarskim potrafią bardzo mocno wyczyścić głowę – mówi Elka Kosek, rzemieślniczka i właścicielka zlokalizowanej na Wildzie pracowni ceramicznej Nami Studio, która wspólnie ze swoim partnerem Pascalem prowadzi cieszące się popularnością warsztaty.

W czasach pracy na wirtualnych projektach, które często nie mają wymiaru fizycznego, młodzi dorośli tęsknią za tym, co materialne i namacalne. Praca z ceramiką przynosi widoczne i stosunkowo szybkie efekty, łatwo również dostrzec swój progres. – W pracy na kole garncarskim dopamina działa na zupełnie innym poziomie, a gratyfikacja jest bardzo namacalna, bo efektem kilku godzin pracy jest konkretny przedmiot. Nagle pijesz kawę z kubka, który zrobiłeś własnoręcznie, a to jest bardzo satysfakcjonujące. To zupełnie inny rodzaj poczucia spełnienia w porównaniu do pracy na projekcie, który jest cyfrowy – dodaje moja rozmówczyni.

Koło garncarskie bywa kapryśne, ale doskonale uczy cierpliwości i pokory. Gdy coś nie wychodzi, zaczyna się pracę jeszcze raz, od początku. Nie jest to porażką. To naturalna kolej rzeczy i część procesu. To po prostu życie.

Grasz w zielone?
– Rośliny realizują ludzkie potrzeby i dzięki temu tak wiele osób odnajduje się w tej zajawce. Nie każdy może sobie pozwolić na posiadanie zwierzęcia, bo to zbyt duży obowiązek, a roślina wypełnia w jakimś stopniu potrzebę opieki i odwdzięcza się za nią pięknymi liśćmi – mówi Kama Chwil, właścicielka pracowni Czarna Ziemia, zawodowo związana z roślinami od ponad 10 lat. Organizuje warsztaty, sprzedaje własne mieszanki ekologicznych podłoży i oferuje wizyty domowe, podczas których sprawdza stan roślin, doradza w kwestiach pielęgnacji i… dużo rozmawia z posiadaczami roślin. – Pielęgnacja roślin sprawia ludziom dużą satysfakcję, bo proces, w który się angażują, przynosi widoczny efekt. To bardzo ważny aspekt, szczególnie dla osób, które na co dzień nie mogą obserwować rezultatów swojej pracy – dodaje Kama.

Źródła roślinnego szaleństwa wśród młodych szukam w pierwotnej potrzebie bycia blisko natury – w końcu kiedyś była ona w zasięgu ręki, a dziś tuż obok jest… betonoza, kolejny blok lub centrum handlowe. Kama potwierdza moje podejrzenia: – Tęsknimy za naturą, za zielenią, bo spędzamy w ich otoczeniu bardzo mało czasu. Domowe rośliny dają nam namiastkę tego, co towarzyszyło nam od zawsze, są elementem naturalnym, który nie został wykonany przez człowieka i to po prostu dodaje nam otuchy i sprawa, że czujemy się lepiej.

Powrót do przeszłości
Pieczenie ciast, robienie na drutach, ceramika i uprawa roślin są z człowiekiem od dawna, nie są niczym odkrywczym. Jednak w ostatnich latach tego typu analogowe pasje nabrały nowego wymiaru – stały się odskocznią dla młodych ludzi, którzy pokochali je równie mocno, jak ich dziadkowie dziesiątki lat wcześniej. Hobby przynosi im to, za czym tęsknią w przebodźcowanym, cyfrowym świecie – daje im namacalny, materialny efekt pracy. Coś, co mogą używać na co dzień, coś, czym mogą się dzielić, coś, czym mogą się opiekować, coś, co mogą zjeść.

Poczucie spełnienia, nowy wymiar kreatywności i tworzenie czegoś własnoręcznie przynosi radość, satysfakcję i jest po prostu przyjemne. Ot, życie z pasją.