Witamy w 2023 roku ❄️ styczniowe wydanie SUKCESU już dostępne ❄️ zapraszamy do lektury ❄️ najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu ❄️  

Organizator:

Nowi w mieście

02.01.2023 09:30:04

Podziel się

Zbudowali najnowocześniejszy salon Toyoty i Lexusa w Polsce, jedyny taki w całej Europie. Jolanta i Jacek Mikołajczak zaczynali w 1999 roku od małego salonu w Lesznie, potem powstał obiekt w Kaliszu, a kiedy okazało się, że mają najlepsze wyniki sprzedaży w kraju, dostali szansę na więcej. Dzięki temu, na działce większej od boiska piłkarskiego, przy ulicy Bukowskiej 237, swój dom znalazło 27 samochodów toyota i 13 Lexusów, samochody używane i dostawcze. Jest tutaj w pełni zautomatyzowany serwis wyprzedzający nasze czasy, wielki parking lotniskowy, hotel dla 8000 opon i wspaniały zespół ludzi, którzy nie trafili tutaj przypadkowo, tylko chcieli tu być. Nic dziwnego, skoro właściciele tego miejsca tworzą wyjątkową atmosferę, która udziela się nawet obcym. Nam było trudno wyjść…

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: bonderphtography

Jak to się stało, że Państwo trafiliście do Poznania?
Jacek Mikołajczak: Toyota daje szansę rozwoju tym, którzy jako dilerzy mają osiągnięcia sprzedażowe. Jak w każdej grupie, u nas również, istnieje coś takiego jak ranking, a najlepsi, którzy są lojalni i mają wyniki, mogą się dalej rozwijać. Tak właśnie było z nami. Zanim jednak trafiliśmy do Poznania, zaproponowano nam inną lokalizację – Wrocław. Jako Wielkopolanie, bo przecież pochodzimy z Leszna, uznaliśmy, że ten rynek jest nam bliższy i tutaj mamy jeszcze sporo do zaoferowania.

Jolanta Mikołajczak: Dodam tylko, że w związku ze zmianą właściciela salonu toyoty przy ulicy Bobrzańskiej w Poznaniu zaproponowano nam poprowadzenie tego miejsca.

Jacek Mikołajczak: Pamiętam, że kiedy zobaczyłem ten salon wiedziałem, że to nie jest to. Miałem zupełnie inną wizję tego miejsca. Do jej realizacji potrzebowałem dużej działki, aby pomieścić Toyotę i Lexusa, zaoferować klientom parking, porządny serwis, możliwość zakupu aut używanych. Siłą rzeczy musiałem z Bobrzańskiej zrezygnować.

Ten salon, w którym jesteśmy teraz, przy ulicy Bukowskiej 237, robi wrażenie.
Jacek Mikołajczak: Sama Pani widzi, że w małym salonie byśmy tak nie poszaleli (śmiech). Działkę kupiliśmy od wojska. Od początku zaczęły się schody, ponieważ wszystkie media znajdowały się od strony ulicy Dąbrowskiego w związku z wcześniejszą przebudową pasu startowego lotniska. Zanim je doprowadziliśmy, minęło trochę czasu. Długo też czekaliśmy na pozwolenia środowiskowe.

Jolanta Mikołajczak: W związku z tymi zawirowaniami budowa trwała trochę dłużej niż zakładaliśmy, ale i tak jesteśmy dumni, że taki obiekt powstał w 14 miesięcy.

To bardzo szybko!
Jacek Mikołajczak: Wszystko zależy od tego, co oznacza słowo dłużej (śmiech). Faktycznie, w pewnym momencie poznaniacy mogli pomyśleć, że stanęliśmy z budową, bo z zewnątrz niewiele się działo. W tym czasie prowadziliśmy zaawansowane prace wewnątrz.

Jest to pierwszy tak nowoczesny salon toyoty i lexusa w Polsce, prawda?
Jolanta Mikołajczak: Tak. Mamy tu inne elementy wyposażenia. Poczekalnia, która znajduje się za recepcją w salonie Toyoty, jest zupełnie nową koncepcją, wcześniej jej nie było. Oprócz tego mamy standardową poczekalnię, która łączy salon z serwisem. Każdy może obserwować swój samochód w trakcie naprawy czy wymiany opon, chociaż widzimy, że już coraz mniej osób to robi, korzystając z nowej, wygodnej przestrzeni do pracy. Oprócz tego mamy nowe ekrany multimedialne, dostosowane dla osób niepełnosprawnych z możliwością ich obniżenia.

Jacek Mikołajczak: Recepcja znajduje się tuż przy samym wejściu do salonu, a nie – jak było do tej pory – na końcu. Już przy drzwiach możemy przywitać klienta i skierować go do działu, którego szuka. To, że mamy dużo miejsca, pozwala nam na ekspozycję zarówno samochodów osobowych, jak i dostawczych. Wcześniej te samochody były rozdzielone między dwa różne salony. Mamy też sprzedawców dedykowanych samochodom dostawczym. I cieszę się, że na naszym pokładzie znajduje się 27 samochodów Toyoty i 13 Lexusów, bo klient ma ogromny wybór. A jeśli nie ma ochoty na nowy samochód, zawsze może skorzystać z oferty aut używanych.

Jest zainteresowanie samochodami używanymi?
Jolanta Mikołajczak: Bardzo duże. Zresztą mówi się o tym, że samochód powinien mieć kilka żyć. Ma wracać do nas średnio używany i trafiać w ręce kolejnego klienta. Biorąc pod uwagę niezawodność zarówno toyoty, jak i lexusa, myślę, że z tymi kilkoma życiami wcale nie przesadziłam (śmiech). Poza tym nasze samochody używane są sprawdzone, serwisowane, mają gwarancję, co daje poczucie bezpieczeństwa zarówno finansowego, jak i technicznego.

Jacek Mikołajczak: W salonie mamy też 24 stanowiska serwisowe, na jednej zmianie dziennie możemy robić przeglądy 120 samochodów. Mamy tutaj magazyn na 8000 opon. Latem będziemy zapraszać na taras, który znajduje się obok wydawki samochodów. Będzie tam strefa chilloutu, gdzie będzie grała muzyka.

Jolanta Mikołajczak: W związku z tym, że dokładnie tutaj, gdzie teraz jesteśmy, był parking buforowy lotniska, postanowiliśmy, że go przywrócimy. Pomieścimy tutaj 700 samochodów. Będziemy też odwozić klientów na lotnisko. Parking jest obsługiwany przez nowoczesny system kamer i całodobową ochronę. Ma zapisaną historię lotów oraz możliwość wykupienia miejsca przez Internet.

A serwis samochodowy? Podobno jest najnowocześniejszy w Poznaniu.
Jacek Mikołajczak: Przejeżdżamy samochodem przez linię recepcji serwisu, nie wysiadając z auta. Pojazd jest obfotografowany z każdej strony, a więc mamy jego pełen przekrój, a od dołu lasery skanują każdy jego element, sprawdzając nawet grubość bieżnika w oponie. Następnie wyniki badania trafiają do doradcy serwisowego, który dalej omawia z klientem plan działania. Trzeba przyznać, że podczas wyboru urządzeń, które pracują na serwisie, nie oszczędzaliśmy. Chcieliśmy, aby był to sprzęt na lata, jednocześnie podwyższający jakość pracy i usług.

Nie baliście się Państwo wchodzić na poznański rynek? W końcu jest tu już kilku dilerów toyoty.
Jolanta Mikołajczak: My lubimy wyzwania, poza tym gdyby nie my, pewnie pojawiłby się ktoś inny. Uznaliśmy, że to jest ten moment, kiedy możemy się rozwinąć i też kiedy chcemy to zrobić.

Toyota to wciąż numer jeden pod kątem sprzedaży samochodów?
Jacek Mikołajczak: Dla nas zawsze Toyota była i będzie numerem jeden. Według CEPiK-u w Polsce najwięcej zrejestrowanych jest samochodów właśnie tej marki. Jeszcze dwa lata temu sprzedawaliśmy około 63 tysiące pojazdów, w 2022 roku sprzedaliśmy niemal 90 tysięcy. Wyprzedziliśmy wszystkich, w tym popularną Skodę.

Kto dzisiaj jeździ Toyotą?
Jacek Mikołajczak: Kiedyś toyota kojarzyła się z przysłowiowym Kociniakiem w kapeluszu, po 50. Dzisiaj Toyotą jeżdżą wszyscy: od ludzi młodych, przez rodziny z dziećmi, po osoby starsze. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu mieliśmy feedback od klientów, że są marki, które pod kątem designu bardziej się ludziom podobają, ale wybierają Toyotę ze względu na jej niezawodność. Poza tym chyba lubili od nas kupować (śmiech). Faktem jest, że przez nie najlepszy design część klientów odchodziła na korzyść innych marek premium czy marek luksusowych.

Jolanta Mikołajczak: Kiedy w 1999 roku podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu przygody z toyotą, pierwsze, co powiedziałam do męża to: „Jacek, ale te auta są brzydkie” (śmiech).

Jacek Mikołajczak: No właśnie, a dziś otwieramy kolejny dom tej marki i jesteśmy z tego szalenie dumni. Pod kątem designu Toyota mocno poszła do przodu, rozwinęła się, zmieniła filozofię. W moim przekonaniu, kiedyś projektowano auta Toyoty, które nie miały się psuć. Dziś mają być niezawodne i maja się podobać. Ponadto we Francji powstało studio projektowe aut na Europę, natomiast w Anglii otwarto specjalny ośrodek badawczy, który zajmuje się mediami w samochodach i dba o nowe technologie, a bywało z tym różnie. Dzisiaj jesteśmy lepsi pod tym względem od konkurencji i dużo bardziej zaawansowani.

Skąd na polskim rynku wziął się Lexus?
Jacek Mikołajczak: Lexus to marka wymyślona na potrzeby rynku amerykańskiego, ma 30 lat historii. W USA Lexus jest numerem jeden wśród marek premium, wygrywając z BMW, Audi czy Mercedesem. W Polsce sięgają po nią ludzie szukający wygody, niezawodności, elegancji, drapieżności i wysokiego komfortu jazdy.

Jolanta Mikołajczak: W roku 2022 w Polsce pojawiło się pięć nowych salonów Lexusa, co pokazuje, że jest zapotrzebowanie na tę markę.

Jak zaczęła się Państwa przygoda z motoryzacją?
Jacek Mikołajczak: Mam techniczne, ściśle samochodowe wykształcenie. Zaczynałem jako pracownik Polmozbytu, prowadząc sklep motoryzacyjny. To był 1989 rok. Kiedy rozpoczęła się prywatyzacja spółki, postanowiliśmy z kolegami przejąć firmę. Sprzedawaliśmy FSO, Lublina, Nysę, VW, Skodę potem było Daewoo. Założyliśmy spółkę, dzierżawiąc od Polmozbytu cały obiekt. Handlowaliśmy częściami, samochodami, proponowaliśmy usługi, takie jak choćby profesjonalny serwis. Pewnego dnia postanowiliśmy podzielić biznes i każdy wziął swoją markę. Ja zaryzykowałem i postawiłem na Toyotę.

Dlaczego?
Jacek Mikołajczak: Dlatego, że wiedziałem o jej niezawodności, mimo tego że wszyscy mówili, że japońskie samochody to pojazdy jednorazowe. Wie Pani, dlaczego?

Dlaczego?
Jacek Mikołajczak: Bo nie było do nich dostępnych części. Kiedy budowaliśmy salon w 1999 roku, to jeden z moich kolegów dilerów w Lesznie, skąd pochodzimy i gdzie zaczynaliśmy, popukał się w głowę i powiedział: „Toyota w Lesznie? Z czego Ty się utrzymasz?” (śmiech). Do końca życia zapamiętam te słowa. Kiedy byłem w Toyocie po raz pierwszy, pamiętam, jak ówcześni menadżerowie, którzy zaszli w strukturze bardzo wysoko, opowiadali mi o rozwoju marki, wizji i tym, że będą numerem jeden. I są!

Jolanta Mikołajczak: Wydaje mi się, że sukces Toyoty polega między innymi na tym, że jest marką rodzinną, a założycielom i przedstawicielom zależy na tym, żeby te salony przechodziły z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj rozumiem tę filozofię. Sukces w tej branży odnosi się wtedy, kiedy lubi się to, co się robi, kiedy jest to częścią twojego życia. Jeśli masz w zespole pasjonatów, to masz wielki skarb, który należy docenić i szanować. Muszę przyznać, że mamy wielkie szczęście do ludzi.

Od początku pracujecie razem?
Jolanta Mikołajczak: Teoretycznie, ponieważ w naszym domu Toyota obecna jest od zawsze (śmiech). Praktycznie też towarzyszyłam od początku. Jednak łączyłam bycie w firmie z pracą zawodową. W momencie, kiedy podjęliśmy decyzję, by powiększyć Leszno o salon Lexusa, zagościłam w firmie „na całego”. Z wykształcenia jestem pedagogiem, studiowałam oligofrenopedagogikę, pracowałam z osobami niepełnosprawnymi. Myślę, że do tego zostałam stworzona. Z drugiej strony motoryzacją interesowałam się, odkąd pamiętam, ale „wkręciłam się” dopiero, kiedy zgłębiłam markę premium. Wysokie standardy obsługi i japońska filozofia bycia blisko klienta były bardzo inspirujące. To się w Lexusie nazywa „omotenashi”, czyli traktuje się klienta jak gościa w domu, ze szczególną dbałością o szczegóły. Lubię nawiązywać i budować relacje z ludźmi, to w biznesie jest bezcenne. Dzisiaj sprzedajemy relacjami, idąc do konkretnego człowieka, a nie do firmy czy marki. Na umiejętność budowania relacji patrzyliśmy właśnie podczas rekrutacji do naszych salonów. Proszę sobie wyobrazić, że otrzymaliśmy w trakcie rekrutacji aż 1000 podań!

Jak Wam się razem pracuje?
Jacek Mikołajczak: Bardzo dobrze, mamy określone zadania. Od początku wiedzieliśmy, że nie będziemy się wtrącać w to, co robimy. Żona zresztą świetnie radzi sobie z Lexusem, z ludźmi, a ja zajmuję się Toyotą i finansami.

Myślę, że w przypadku zarządzania ludźmi pomaga pedagogiczne wykształcenie.
Jolanta Mikołajczak: Coś w tym jest (śmiech). Jednak ważne jest, aby relacje z ludźmi budować naturalnie. Staram się poznawać wszystkich pracowników, chociaż jest to trudne przy pięciu salonach. Ale oni wiedzą, że zawsze mogą do nas przyjść, porozmawiać, opowiedzieć o tym, co ich boli, co cieszy i mogą na nas liczyć, zwłaszcza w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Lubię naszych pracowników, wszyscy wiemy, że gramy do jednej bramki. Wszyscy potrafią doskonale nawiązywać relacje. Myślę, że charakterologicznie do siebie pasujemy.

Ile osób u Was pracuje?
Jacek Mikołajczak: Z uczniami jakieś 190 osób.

To duża odpowiedzialność.
Jolanta Mikołajczak: Tak i mamy tego pełną świadomość. Cieszymy się z sukcesów naszych pracowników. Obserwujemy ich rozwój na przestrzeni lat. Rozwój – mam na myśli zarówno zawodowy, jak i osobisty. Od jakiegoś czasu mówimy o spotkaniu wszystkich nas, z naszymi dziećmi. Oj, byłoby nas bardzo dużo. I można by zobaczyć kogoś, kto przyszedł do nas jako młodziutki człowiek, a teraz jest dojrzałym mężczyzną, dojrzałą kobietą – tatą lub dumną mamą. To niezwykle miłe, kiedy pracownicy dzielą się z nami informacjami o kolejnych rodzących się im dzieciach.

Są ludzie, którzy są z Wami od początku?
Jolanta Mikołajczak: Tak.

Pamiętacie pierwszy salon w Lesznie?
Jolanta Mikołajczak: Stała tam bardzo brzydka corolla (śmiech).

Jacek Mikołajczak: Dwa razy już przerabialiśmy ten salon i wciąż jest za mały (śmiech).

Jolanta Mikołajczak: A nowy w Poznaniu rozrysowywaliśmy w domu, na stole, w weekendy. Całą rodziną wprowadzaliśmy poprawki, zmienialiśmy przejścia po to, by był to salon na miarę XXI wieku.

Jacek Mikołajczak: Z pierwszej koncepcji nie zostało nic (śmiech).

Dzieci z Wami pracują?
Jolanta Mikołajczak: Pracuje z nami Ania – prawnik z wykształcenia, najstarsza córka. Mama dwóch małych dziewczynek. Zaangażowana na maksa. Podziwiam ją, bo być mamą małych dzieci i brać na siebie szeroką gamę tematów firmowych, to nie jest łatwe. I najmłodszy syn Jędrzej – lada moment ekonomista – zaangażowany w obiekt w Poznaniu od momentu wkopania pierwszego kamienia. Jędrzej obecnie łączy studia dzienne z pracą w firmie. Włączony do działań w firmie jest również zięć – prawnik – Marcin, który wziął pod swoje skrzydła dział floty. Druga córka – Ola, mieszka w Poznaniu i jest psychologiem, seksuologiem. Z pasją rozwija swoją wiedzę i z satysfakcją realizuje się w zawodzie. Ta większość zaangażowanych dzieci to też minusy (śmiech) – przy stole rodzinnym często trudno nam nie poruszać tematów firmowych. Ale nie jest źle, psycholog nas przywołuje do ładu i wprowadza tematy relaksujące (śmiech).

Czyli macie sukcesorów?
Jacek Mikołajczak: Mam nadzieję, że tak.

Jolanta Mikołajczak: Wiesz, my to wszystko robimy dla dzieci. I skoro się zadeklarowały, że chcą iść z nami dalej tą drogą, to była dla nas wielka radość i szczęście.