Organizator:

Perukarstwo wymaga cierpliwości

07.09.2020 12:08:33

Podziel się

Czasem idąc ulicą, chciałaby robić zdjęcia mężczyznom z zarostem, żeby zobaczyć, ile mają w niej jasnych, ile siwych i ciemnych włosów. Zawsze zwraca uwagę na wicherki. Podobno ten układ włosów na czubku głowy jest trochę jak odcisk palca. Czasem wicherki są po bokach, u niektórych znajdują się trochę wyżej, u innych nisko… Jeszcze nikt w życiu nie opowiadał mi o włosach z taką pasją, jak Katarzyna Ufir. Na co dzień pracuje w Teatrze Wielkim w Poznaniu jako charakteryzatorka. Zajmuje się też perukarstwem, które, poza pracą, jest Jej życiową pasją.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIA: Julia Trzmiel

Spotkałyśmy się w pracowni Katarzyny Ufir na poznańskiej Wildzie, gdzie na półkach i w gablotach wzrok przykuwają peruki. Kolorowe są wykorzystywane w spektaklach, długie blond włosy i krótkie fryzury zrobiła na zamówienie do codziennego użytku, ale także do sesji zdjęciowych. Na korkowych główkach są też peruki dopiero rozpoczęte, a na stole do pracy widać piękne, lśniące pukle włosów...

To włosy brazylijskie. Spójrz, są dość grube, a mimo tego jedną perukę robi się z włosów przynajmniej trzech osób. Najcenniejsze są natomiast włosy słowiańskie. Te można określić jako rolls royce wśród wszystkich dostępnych na rynku. Na jedną perukę, w zależności od efektu, który chcemy uzyskać, zużywa się od 120 do 180 gramów włosów. W przeciwieństwie do tego, co mamy na głowie, włosy w peruce są najlepszej jakości, dokładnie przeczesane i tej samej długości.

Skąd u Ciebie ta fascynacja perukarstwem?

W swojej pracy charakteryzatora zajmuję się zarówno makijażem, jak i stylizacją włosów. Częścią tej pracy jest też produkcja włosów – peruk, zarostów, owłosienia na ciele. Na co dzień można mnie spotkać w Teatrze Wielkim, gdzie razem z zespołem czuwamy nad obsługą spektakli operowych, teatralnych, baletowych. Dbamy o to, żeby nasi artyści wyglądali jak najlepiej.

Czyli?

Czyli czasami musimy ucharakteryzować kogoś na piękną divę operową, czasem na włóczęgę. Nie tylko upiększamy ludzi. Fascynujące jest też pobrzydzanie i tworzenie charakterystycznych postaci, takich jak pajac z „Dziadka do Orzechów”. Cały proces tworzenia spektaklu wraz ze scenografem i reżyserem jest bardzo interesujący. Ważnym elementem przy tworzeniu postaci teatralnych są włosy. Widać je z daleka. Uwielbiam skomplikowane projekty, w których można się wykazać i stworzyć peruki dosłownie z niczego, albo fryzury na stelażu.

Gdzie się tego nauczyłaś?

W Polsce perukarstwo to niestety zajęcie niszowe. Kiedyś było traktowane na równi z fryzjerstwem i dawniej w szkołach fryzjerskich prowadzono obowiązkowe zajęcia z perukarstwa. Dziś, żeby się tego nauczyć, trzeba trochę wysiłku. Chodzi tu zarówno o profesjonalne kursy, jak i instrukcje czy filmy dostępne w Internecie. Wtedy okazuje się, że zawodowych i cenionych perukarzy jest na świecie naprawdę niewielu. To jest praca niezwykle jubilerska. Wymaga dużo cierpliwości i dużo praktyki.

I dobrego wzroku.

Zdecydowanie! Wygląda to tak, że przy użyciu szydełka, które jest naprawdę mikroskopijne, chwyta się po kilka włosów, a na końcu pracy już włosek po włosku odwzorowuje się faktyczną linię włosów. Ta siateczka, na której można tkać, to tiul, a jak się już uszyje z niego bazę, to wtedy po polsku nazywamy to montur czy montiura. Tę siateczkę również trzeba najpierw uszyć na miarę. Jedną perukę robi się średnio od 50 do 80 godzin. Czasami są jednak takie projekty teatralne czy filmowe, które wymagają 40, a czasem nawet 140 godzin. Wszystko zależy od tego, czy jest to mała, czy duża głowa, jaka ma być gęstość i jaki włos. Na końcu takie włosy trzeba wystylizować. Przed tkaniem staram się już ułatwić sobie pracę i wszystko dokładnie planuję. Czyli na przykład jeśli wiem, że włosy mają mieć odrost, to dużo łatwiej jest mi je pofarbować przed tkaniem. Układam też długości.

Perukarstwo to zawód, w którym ciągle się doskonalisz. Właśnie wróciłaś z takiej zawodowej podróży do Paryża. Co tam robiłaś?

Nawiązałam wcześniej kontakt z Dorothée Soual, która zajmuje się głównie perukami do filmów. Jest już w zawodzie 17 lat. Spędziłam z Nią kilka tygodni i ciekawie było zobaczyć współpracę między artystami, którzy pracują na planie filmowym, stylistami i perukarzem. Musi to być zgrany team. W perukarstwie filmowym fascynuje mnie to, że zwraca się tam ogromną uwagę na szczegóły. To wszystko musi być niezwykle delikatne. Trzeba brać pod uwagę duże zbliżenia i jakość nagrania w 4K. I właśnie ten perfekcjonizm przy tworzeniu peruk jest bliski mojemu sercu. To było naprawdę cenne doświadczenie. Tym bardziej, że naprawdę lubię jeździć po świecie, uczyć się i dzielić się swoją wiedzą.

Po kilku latach pracy w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim przez chwilę mieszkałaś też w Londynie.

Właśnie z Londynu przyjechałam do Poznania. Często tam bywam, bo mam tam rodzinę i tam uczestniczyłam w wielu perukarskich szkoleniach, miałam też okazję sama szkolić tam ludzi. Wielka Brytania jest zresztą kolebką perukarstwa. Techniki, które przywiozłam do Polski, jako zupełnie nowe, tam były standardem. We Francji z kolei przełamuje się pewne utarte schematy i zasady, żeby układ włosów był jak najbardziej naturalny. To wszystko jednak, to dojście różnymi sposobami do tego samego efektu. Zresztą na świecie perukarstwo jest inaczej traktowane niż w Polsce. Teraz peruki są wykorzystywane w świecie mody, na różnego rodzaju eventach. Jeśli tylko mamy umiejętności i wiedzę, możemy tworzyć na głowach dowolne dzieła, niczym nieograniczone projekty.

To zupełnie odbiega od moich pierwszych skojarzeń z perukarstwem. Jesteś młoda, zdobywasz doświadczenie jeżdżąc po świecie…

Ostatnio nawet jedna z moich kursantek powiedziała mi, że perukarstwo kojarzyło jej się z pracą ludzi w wieku okołoemerytalnym, w jakimś ciemnym pomieszczeniu, w kapciach. Zdziwiła się, kiedy na mojej stronie czy w mediach społecznościowych zobaczyła, że wszystko jest takie jasne, czyste i ładne. No i to też jest moja misja. Chciałabym odczarować ten zawód, chcę pokazać nowy świat perukarski. Niezwykle ciekawy, kreatywny, oryginalny. Włosy mogą zupełnie zmienić wygląd, mogą też nadać charakteru danej postaci, podkreślić prezentowane kreacje czy tworzyć klimat promocyjnej imprezy.

Każdą z tych peruk robi się inaczej?

Oj tak. Jest ogromna różnica między perukarstwem teatralnym, filmowym, a tym do użytku codziennego. Teatralne jest cięższe, filmowe jest delikatne, ale też podatne na zniszczenia. Często do jednego filmu przygotowuje się kilka zestawów włosów, zarostu czy wąsów. Muszą być one identyczne. W perukach do codziennego użytku musimy znaleźć złoty środek. Coraz większą popularnością w Polsce i na świecie cieszy się perukarstwo na daną okazję. Czyli włosy dobierane do konkretnej imprezy i stylizacji. I mówimy tu zarówno o okazjonalnych eventach, jak i balach tematycznych. Jeśli mówimy o włosach naturalnych, to jest to bardzo drogi biznes, ale są też peruki hybrydowe, w których łączy się naturalne i sztuczne włosy.

Skąd bierzesz włosy?

Ja na przykład swoje zapuszczam, później ścinam i wykorzystuje do peruk (śmiech). Przy tym tempie wzrostu mogę je ścinać najczęściej raz na dwa lata. Ale każdy ma swoje dojścia. Są firmy, które zajmują się skupem włosów. Kupujemy zarówno przesortowane, jak i takie prosto z głowy. Najcenniejsze są te dziewicze.

A jakich włosów używa się do robienia zarostów?

Też włosów z głowy. Są one tylko odpowiednio opracowane, obrobione, poddane ondulacji. Można też wykorzystywać włosy z jaka lub sztucznych. Brody, tak jak peruki, tka się na tiulu. Męskie zarosty są bardzo fascynujące. Przyjrzyj się im kiedyś. One nie mają jednego koloru. Jest trochę jasnych, trochę ciemniejszych, siwe. Gdzieniegdzie włosy są gęstsze, miejscami są przerzedzone. Różnie rozkładają się na twarzy i uzyskanie naturalnego efektu nie jest wcale takie proste. Ale najbardziej fascynują mnie wicherki. Czyli to, jak się układają włosy na czubku głowy. Kręcą się w różne strony, czasem są bardziej po lewej, czasem po prawej stronie, a niektórzy mają nawet dwa. Uwielbiam się im przyglądać.