Organizator:

Picupowa rewolucja

31.08.2021 10:55:50

Podziel się

Wzięłam kubek picup do ręki. Na dnie znajdował się gotowy filtr z liśćmi herbaty. Wystarczyło zaparzyć. Z białego, ekologicznego kubka unosił się niezwykły aromat imbiru i cytryny. Biorąc pierwszy łyk wiedziałam, że nie jest to tania mieszanka, raczej z wysokiej półki. Kiedy wypiłam herbatę, postanowiłam ponownie ją zaparzyć. Znów była pyszna. Pomyślałam sobie, że jest to produkt, który zrewolucjonizuje rynki na całym świecie. Już testują go takie kraje jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy czy Dubaj. Nic dziwnego: jest wygodny, szybki w przygotowaniu i – co najważniejsze – produkowany w Poznaniu, a stoi za nim niesamowite małżeństwo: Marcin Grzymisławski z żoną Vandana Shelar. Ludzie z ogromną pasją, wielkimi pomysłami, marzeniami i odwagą.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Jak się poznaliście?

Marcin Grzymisławski: W 2016 roku spędziłem ponad pół roku mieszkając na Bali i znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Vandana Shelar: Pamiętam, że wpadłam do restauracji naładować laptopa, a tylko przy stoliku Marcina był kontakt. Zapytałam, czy mogę się dosiąść i tak się poznaliśmy. Żadne z nas wtedy nawet przez sekundę nie pomyślało, że będziemy kiedyś wspólnie w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz. A tym bardziej o start-upie z herbatami.

Piękna historia…

MG: Piękna, chociaż ledwo uniknąłem morderstwa honorowego w Indiach.

Chcieli Pana zabić?

MG: Żona pochodzi z Indii, gdzie liczy się przynależność do kasty. Ja do żadnej nie należałem, więc, jako potencjalny kandydat na męża, mogłem zostać stracony.

VS: Faktycznie tak jest. Jeśli chodzi o męża, to nie mogłam przecież na to pozwolić.

MG: Pamiętam nawet okres, kiedy uciekliśmy na Goa, by przeczekać napiętą sytuację w rodzinnym domu żony.

Ale rodzina Pana w końcu zaakceptowała? Żyje Pan!

MG: Ostatecznie zostałem zaakceptowany.

Skąd w Waszej relacji wziął się w takim razie kubek picup

MG: Będąc na Bali obserwowałem, jak morze wyrzuca tony plastiku. To było obrzydliwe, kiedy kolejne foliówki przyklejały mi się do deski. Pomyślałem wtedy, że trzeba coś z tym zrobić, bo za chwilę utoniemy w plastiku. Biorąc pod uwagę ilości produkowanych butelek i plastikowych kubków uznałem, że warto zaprojektować biodegradowalny kubek, który przysłuży się środowisku. A że jestem miłośnikiem herbaty, uznałem, że powinien zawierać herbatę. I tak powstała koncepcja kubka picup.

To unikalna technologia?

VS: Tak. Nasze kubki można zalać nawet trzykrotnie, a herbata wciąż będzie dobrze smakować. Nie stosujemy standardowej torebki, która zawiera spore ilości plastiku. Nie mówię, że eliminujemy go do zera, bo na tym etapie to niemożliwe, chociaż pracujemy już nad taką technologią, która to umożliwi. Nie wiem, czy Pani zauważyła, ale jako społeczeństwo generujemy bardzo dużo odpadów, nie mówiąc o jednorazowych kubkach, które wyrzucamy po jednym użyciu. Proszę spojrzeć, że możemy pojechać z rodziną na wycieczkę, zabrać ze sobą ulubioną herbatę i zalać ją kilkukrotnie. Wystarczy nam tylko termos z gorącą wodą i picup.

To znaczne ułatwienie.

MG: Dokładnie. Dolewamy gorącej wody i już.

To doskonałe rozwiązanie dla wszystkich firm, które oferują usługi.

MG: Oczywiście. Nasze kubki mają zastosowanie w restauracjach, cateringu, w salonach urody, samochodowych, SPA, na stacjach benzynowych, w sklepach proponujących napoje na wynos, liniach lotniczych, targach, stadionach, eventach sportowych i kulturalnych. Tych miejsc jest mnóstwo! Nawet można dołączać picup do diety pudełkowej. To również doskonałe rozwiązanie logistyczne – skraca czas i proces przygotowania. Konsument może sam zabrać z półki kubek i zalać wrzątkiem. Nie trzeba chodzić z cieknącą torebką, szukając miejsca, gdzie można ją wyrzucić.

Herbata w diecie mnie zaintrygowała…

MG: Herbata wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej oczyszczając i regulując pracę jelit, przeciwdziała tworzeniu się cellulitu, poprawia wygląd skóry. Bogata w antyoksydanty, obniża ryzyko nowotworów oraz choroby wieńcowej, udaru, zawału. Jest dobra w każdej diecie, działając również uspokajająco. No i mamy gotowy napój na cały dzień. picup można zabrać do pracy – dzięki takiemu rozwiązaniu mamy pewność, że to tylko nasz kubek i nikt w nim wcześniej nie pił. Nie trzeba go myć i przechowywać.

Skąd bierzecie herbaty?

MG: Nasze herbaty są naturalne i bardzo dobrej jakości, starannie wyselekcjonowane. Część sprowadzamy z Chin, ale również z rodzinnych Indii, jak i Sri Lanki. Współpracujemy z firmą, która na nasze zamówienie robi wyjątkowe mieszanki. Nie ma ich w stałym asortymencie. Długo pracowaliśmy nad wyborem herbat, dlatego że gusta i smaki są różne, a i odmian zielonej herbaty jest mnóstwo.

To jakie smaki możecie zaproponować?

MG: Stworzyliśmy produkt, na który nie wpadł jeszcze żaden wielki koncern. Smaki herbaty rodzą się w wielu głowach, także w mojej. Doświadczamy tego. Pytamy branży herbacianej, szukamy. Nie skupiamy się na odbiorcach detalicznych, chociaż nasz produkt można zamówić przez Internet. Chcemy współpracować z firmami. Mamy earl grey z bergamotką – mój ulubiony. Jest zielona klasyczna, jaśminowa – bardzo delikatna, cytrynowa – zielona z dodatkiem trawy cytrynowej, zielona z cytryną i imbirem, miętowa, różana klasyczna. Testujemy także herbaty konopne.

VS: Mamy też coś, co pokochały dzieci, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. To herbata różana, lekko słodka, z domieszką płatków klitorii ternateńskiej. To te płatki powodują, że po zaparzeniu herbata robi się niebieska, a kiedy doda się cytrynę – zmienia barwę na fioletową.

MG: Testujemy herbaty konopne, które potrzebują odpowiednich atestów. Planujemy także osobne serie herbat: picup light i picup strong. To dopiero przed nami, ponieważ każda nowość wymaga od nas zmian na produkcji.

Skąd wiedzieliście, ile herbaty umieścić w filtrze na dnie kubka?

MG: Piję bardzo dużo herbat w ciągu dnia. Poza tym, zanim światło dzienne ujrzała ostateczna wersja herbaty, którą Pani pije, wysyłałem kubeczki z różną gramaturą do znajomych, przyjaciół i wszyscy testowaliśmy. Dokładaliśmy, odejmowaliśmy liści, kombinowaliśmy i ostatecznie uzyskaliśmy gramaturę idealną. Każdy gatunek herbaty jest inny, a więc proporcja wkładu w każdej z nich jest inna.

VS: Nie szliśmy na kompromisy, jeśli chodzi o herbatę. Stosujemy najbardziej szlachetne mieszanki i odmiany. Testowaliśmy różne możliwości, żeby dojść do rozwiązania idealnego.

MG: Warto dodać, że nasze herbaty nie są perfumowane. Postawiliśmy na smak, dlatego tak uparcie szukaliśmy produktów premium.

A kto zaprojektował maszynę do produkcji kubków?

MG: Ja (śmiech). Jestem taki człowiek-orkiestra. Księgowy z pomysłami. Jesteśmy małą firmą rodzinną, która chce się rozwijać i stawiać na ekologię. Chcemy dbać o środowisko, o to, co nas otacza. Zrobiłem stronę internetową, przygotowałem projekt, formalności. Wynająłem pomieszczenie na produkcję w Poznaniu, zająłem się certyfikacją wody, herbaty, dostawcami. Żona bardzo pomagała mi w doborze smaków, dziś zajmuje się sprzedażą naszych produktów za granicę. Doskonale mówi w języku angielskim, stąd chyba lepiej idzie nam za granicą niż w kraju (śmiech). Najwięcej kubków sprzedajemy na rynek amerykański, brytyjski i niemiecki. Wysłaliśmy nasze herbaty do Dubaju. Rozmawiamy tam z konkretnymi markami i mamy pozytywny odzew. I mimo że Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są raczej koneserem herbaty ze względu na klimat, są bardzo zainteresowani naszym produktem, podobnie jak duża zagraniczna linia lotnicza.

Czy kubki ekologiczne nie powinny być szare?

MG: Proszę sobie wyobrazić, że najbardziej ekologiczne wychodzą w kolorze oryginalnym, a więc białym. Wszystkie szare kubki nie są ekologiczne – są pomalowane farbą na szaro.

A kawa? Jest w Waszej ofercie?


MG: Z racji tego, że nie jestem kawoszem, nasze kawy testuje specjalnie wybrana do tego grupa osób. Zaufaliśmy ekspertom. Na jesień planujemy już mieć kawy w stałej ofercie.

Ile kubków produkujecie?

MG: Około 50 tysięcy miesięcznie. Oczywiście jesteśmy w stanie wyciągnąć z maszyny więcej i produkować nawet 140 tysięcy. Jednocześnie pracujemy nad urządzeniem w pełni zautomatyzowanym, które wyprodukuje milion kubków miesięcznie. Mamy zaprojektowane dystrybutory, z których można będzie korzystać w sklepach czy na stacjach benzynowych. Ciągle udoskonalamy nasz produkt, wprowadziliśmy już specjalną powłokę, dzięki której nie ulatuje smak. Mamy kubek z podwójną ścianką. Testujemy kolejne rozwiązanie – kubek pokryty woskiem, na który składa się trzcina cukrowa i ryż. Będzie wytrzymywał wysoką temperaturę, zapewni pełną szczelność oraz będzie rozkładał się całkowicie po stu dniach. Mam już próbki papieru, czekamy na gotowe kubki.

Czy to podniesie ich cenę?

MG: Właśnie nie i to jest super. Ale nie wdrożymy ich, dopóki faktycznie nie przetestuję tego patentu.

Skąd nazwa?

MG: To była gra słów. Picup to: podnosisz, bierzesz i idziesz dalej, a przy tym nie śmiecisz. Nazwa jest bardzo elastyczna. Tak elastyczna, jak nasza współpraca z różnymi podmiotami. Jednym z nich jest sport. Jesteśmy partnerem amatorskiej drużyny żużla AKŻ Speedway Ostrów Wielkopolski. Dotujemy wszystkie akcje charytatywne, które organizują, a w zamian nasz logotyp umieszczony jest na motocyklach. Dodatkowo przekazujemy zawodnikom herbatę na treningi. Właśnie nakręciliśmy reklamówkę, w której występuje nasz earl grey, idealnie komponując się z czarnym sportem. Szykujemy się już do sezonu jesiennego.

No tak, jesień i zima sprzyjają piciu herbaty.

MG: Dokładnie tak. Zwłaszcza takiej z imbirem i cytryną, którą mamy w naszej ofercie.

Macie jakiegoś asa w rękawie?

Niejednego! Na przykład chcemy nie tylko ograniczyć plastik, ale zwiększyć ilość roślinności. Wymyśliliśmy, żeby dodać nasiona do kubka, który – po wyrzuceniu – będzie mógł wydać plon. Na ten moment jesteśmy w trakcie testów. Pracujemy już nad wersją picup, który będzie zawierał dowolny gatunek nasion dopasowany do kontynentu, na którym będzie sprzedawany. Będzie to oddzielna linia produktów. Ostatnio od naszego partnera w Dubaju usłyszałem: zrób tak, żeby ten kubek wyrósł na pustyni, to obłożymy nimi cały Dubaj, a Ty będziesz ich produkował miliony.

I co?

MG: Powalczę i spróbuję sprostać temu zadaniu. Już nawet mam na to pomysł, ale jest to skomplikowana procedura produkcji. Byłoby to z pewnością spełnienie moich marzeń i niesamowite działanie dla środowiska.

Za chwilę będziemy zachęcać ludzi do wyrzucania kubków picup przez okna samochodów (śmiech).

VS: Do wyrzucania śmieci w ten sposób nie trzeba zachęcać. Wystarczy zerknąć do przydrożnego rowu i zobaczyć, co tam zalega. Dzięki naszym rozwiązaniom tych śmieci nie będzie, a w zamian urosną krzewy.

Jakie macie plany i marzenia?

MG: Pracując w usługach zawsze marzyłem, by stworzyć coś, co ludzie będą chcieli używać i co ułatwi im życie. Chciałbym zobaczyć swój produkt na półce w sklepie i usłyszeć: weź herbatę, bo ona jest dobra. Mam 4-letniego syna, który – mam nadzieję – zobaczy, że tata robi coś fajnego i będzie ze mnie dumny. To jest warte więcej niż jakiekolwiek pieniądze.

VG: Wywodzę się z przedsiębiorczej rodziny. Mój tata przez wiele lat miał zakład produkcyjny, dając pracę prawie 100 ludziom. Ambicję i przedsiębiorczość mam we krwi. Zresztą moja pra pra babcia była pierwszą nauczycielką w stanie Maharażdża, więc innowacyjność i łamanie stereotypów mamy w rodzinie od zawsze.

A ja chciałabym podjechać na stację benzynową i kupić Waszą herbatę z imbirem i cytryną.

MG: Też bym chciał. Proszę wierzyć, bo ja w to głęboko wierzę.

Ja już uwierzyłam.

 

Picup to wysokiej jakości herbaty zapakowane w biodegradowalne ekologiczne kubki. Bez fusów, bez torebek, bez dodatkowych odpadów. To poznański start-up, który stworzył unikatową linię produktów pod marką picup. Innowacyjne podejście do produkcji i pakowania gorących oraz zimnych napojów, które są ekologiczne, praktyczne i zdrowe.

 

www.picup.pl