Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Pisać lubiłem od zawsze

Podziel się

Pisanie czasami sprawia mi frajdę, bywa, że działa terapeutycznie, innym razem pozwala odciąć się troszkę od rzeczywistości, żeby wykreować własną, fikcyjną, na kartce – mówi Jakub Łaszkiewicz, 23-letni autor „Kryształu”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Niebieskiego. Autor jest poznaniakiem i akcję swojej książki osadził w naszym mieście. Premiera miała miejsce 22 kwietnia.

 

 

ROZMAWIA: Juliusz Podolski

WSPÓŁPRACA: Przemysław Radzyński

ZDJĘCIA: M. Hałas

 

Jak zostaje się pisarzem?

Pisać lubiłem albo przynajmniej chciałem w zasadzie od zawsze, ale nie mam pojęcia, kiedy konkretnie to się zaczęło. Chyba zaraz po tym, jak zacząłem czytać – być może przy „Przygodach Detektywa Pozytywki” lub trochę później, kiedy zaczytywałem się w Mikołajku albo mniej znanym Mateuszku. Chciałem też tworzyć podobne historie.

Jako nastolatek wydał Pan swoją pierwszą książkę?

Z perspektywy czasu wiem, że wydanie książki w tak młodym wieku – miałem wtedy 15 lat – nie było najlepszym pomysłem. Obecnie nie byłbym w stanie jej przeczytać bez walenia łbem o kaloryfer, no ale szkoda... kaloryfera. Pewnie musiałem ją wydać, żeby teraz pisać lepiej i żeby lepiej dobierać ludzi, z którymi współpracuję w kwestiach wydawniczych.

Co daje Panu pisanie?

Czuję, że nie mam w tym zakresie jeszcze wiele do powiedzenia, ale pisanie czasami sprawia mi frajdę, bywa, że działa terapeutycznie, innym razem pozwala odciąć się troszkę od rzeczywistości, żeby wykreować własną, fikcyjną, na kartce. Ogólnie – jest spoko.

Słowo jest dla Pana ważne? Zajmuje się Pan nim na co dzień w pracy zawodowej, zgrabnie nim Pan też obraca jako stand-uper.

Po prostu lubię słowa, lubię gry słowne, fascynuje mnie elastyczność języka polskiego i sporo frajdy sprawia mi rozkminianie takich rzeczy. Kiedyś wytrzymałem nawet dwa zjazdy na zaocznej polonistyce.

Dlaczego tylko dwa?

Mam pewne szkolne traumy, przez które masakrycznie stresuję się na wykładach czy zajęciach, szczególnie kiedy trzeba odezwać się publicznie. Co ciekawe, na stand-up to nie działa. Gadania głupot ta trauma nie obejmuje.

O Pana pokoleniu mówi się, że to dzieci Instagrama (zdjęcia) czy Tik-Toka (filmiki). Czy dla tego pokolenia posługującego się głównie obrazem słowa mają znaczenie?

Oczywiście, że tak. I myślę, że to się nie zmieni. Proszę spojrzeć na popularność literatury młodzieżowej albo chociażby na niesłabnące zainteresowanie Wattpadem, gdzie każdy chętny może dzielić się swoimi opowiadaniami albo durnymi fanfikami. Mój ulubiony to ten z Krzysztofem Bosakiem wdającym się w gejowski romans z Robertem Biedroniem.

No właśnie, w ostatnich latach obserwujemy wielki boom literatury dla młodych dorosłych i kolejki – zwłaszcza nastolatek – na różnych targach książek.

Jeśli sądzisz, że sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś mugolem. Wystarczyło popatrzeć na kilkugodzinne kolejki do wydawniczych stoisk z książkami dla młodych na Poznańskich Targach Książki.

A Pan co i kogo czyta?

Głównie literaturę faktu. Uwielbiam reportaże o mniej lub bardziej odległych miejscach i intrygujących ludziach. Jeśli jednak chodzi o beletrystykę, cenię sobie zbiory opowiadań Mariany Enriquez, Pawła Sołtysa (Pablopavo) i Joego Hilla, co jakiś czas też sprawdzam, co tam u Stephena Kinga i Sylwii Chutnik.

Jako autor – ma Pan jakieś zwyczaje czy rytuały?

Absolutnie nie. Podejrzewam u siebie ADHD, które nie pozwala mi na dotrzymywanie rytuałów i czasami nawet na względnie regularne pisanie. Kiedy akurat czuję się na siłach, to siadam i piszę.

Gdzie Pan pisze?

Miejsce jest kwestią drugorzędną – mogę tworzyć na kanapie, w łóżku, przy stole, przy biurku, w pociągu czy gdziekolwiek indziej. Cały proces jest niebywale chaotyczny, bardzo nieokiełznany i nieregularny.

Jakiś pisarz jest dla Pana autorytetem?

Chyba nie. Ale jeśli chodzi o sam warsztat, niejaką biblią jest dla mnie „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika Stephena Kinga”, więc pewnie powinienem wskazać właśnie jego.

Skąd pomysł na „Kryształ”?

 Nie znam powieści poruszającej temat tej konkretnej substancji. Uznałem, że mogłoby to kogoś zainteresować.

O czym jest ta historia?

O zagubionych młodych ludziach, którzy ćpają.

To jest powszechny problem w Pana pokoleniu?

Myślę, że ludzie zawsze byli zagubieni i zawsze uciekali w używki. Zagubienie wynika przede wszystkim ze zderzenia z rzeczywistością, z tak zwanym dorosłym życiem. Musisz być odpowiedzialny, ogarniać rzeczy, podejmować decyzje, nieustannie szukać walidacji wśród przyjaciół lub ludzi, którzy nazywają się przyjaciółmi i w ogóle jesteś jak dziecko, które stary wyrzucił w foliowym worku na środek jeziora, a nieszczególnie umiesz pływać.

Chyba nie zdradzimy za wiele, ale oczywistym wydaje się, że różne substancje psychoaktywne nie są dobrym pomysłem na życie. Skoro mówi Pan o zagubieniu młodych ludzi – to w czym pokolenie Z może szukać ratunku?

W literaturze. Kupujcie „Kryształ”. Egzemplarz kosztuje tyle, co sztuka towaru. Nie znajdziecie tam odpowiedzi na pytanie „Jak żyć?”, ale możecie uratować stan mojego konta.

Oby literatura była tym remedium… „Kryształ” to fikcja, ale czy jako autor korzystał Pan z jakichś własnych doświadczeń?

Jestem raczej grzeczny i mało porywczy, za to sporo słyszałem i widziałem.

Ale Adam, główny bohater, podobnie jak Pan, marzył o pisaniu książek. Sporo z Pana jest w Adamie?

Ja uprawiałem troszkę więcej seksu niż on. A poważnie – ja mam chyba cząsteczkę siebie w każdym z bohaterów, nie tylko w Adamie. Trudno jednak mówić o drastycznych podobieństwach albo próbach przemycenia wątków autobiograficznych.

Jednym z „bohaterów” książki jest Poznań – miasto osobiście Panu bliskie. Jakie miasto poznają czytelnicy „Kryształu”?

Poznań – w mojej opinii – jest przepięknym miastem o bogatym zapleczu kulturalnym oraz zaskakująco bogatym zapleczu narkotykowo-dopalaczowym. Tylko tutaj słyszałem o gościach, którzy w nocy chodzą w okolicach Rynku i proponują kryształ. Chciałem oddać troszkę tego nocnego folkloru, ale i docenić Poznań za dnia, bo jest super.

Komu poleciłby Pan lekturę „Kryształu”?

Teoretycznie nastolatkom i młodym dorosłym, w praktyce wydaje mi się, że ich rodzice też mogliby rzucić okiem. I nikomu najpewniej to na złe nie wyjdzie.

Ma Pan jakieś marzenia związane z wydaniem „Kryształu”?

Byłoby mi bardzo miło, gdyby książka spodobała się czytelnikom.

Pisze Pan coś nowego?

Pracuję nad kilkoma projektami, ale co z tego wyjdzie, tego jeszcze dokładnie nie wiem.

 

 

 

„Kryształ” to realistyczna powieść o młodych dorosłych z Poznania. Anka, Zuzia, Bartek i Adam – czwórka przyjaciół, którzy wiodą imprezowe życie w centrum wielkiego miasta. Alkohol, narkotyki, muzyka pozwalają im się wyluzować, dobrze zabawić i stworzyć pozór bycia atrakcyjnym dla otoczenia. Są też sposobem, aby zapomnieć o problemach przywiezionych z rodzinnych domów, nieudanych związkach, porażkach w pracy i na uczelni.

Tytułowy „kryształ” to popularny dopalacz na bazie metamfetaminy. Daje uczucie błogostanu, przypływ energii, pobudzenie seksualne. Ale równocześnie obciąża serce i uszkadza mózg, prowadząc do psychoz i urojeń.

Autor „Kryształu” szkicuje świat pokolenia Z, do którego sam należy. Opisuje trudne relacje z rodzicami, dylematy związane ze studiami i pierwszą pracą, budowanie rówieśniczych relacji i pierwsze miłości. Podejmuje też tematy społeczne dotyczące młodych-dorosłych, którzy eksperymentują nie tylko z różnego rodzaju używkami, ale także eksplorują świat relacji, angażując się w sugardating, związki z MILF-ami czy wręcz przeciwnie – z nieletnimi.