Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Pofarbujmy swoje ubrania

18.10.2022 13:17:55

Podziel się

Każdego roku na wysypiska śmieci w Polsce trafia ponad 2 mln ton tekstyliów, z czego blisko połowa z nich nadaje się do ponownego użycia. Produkujemy i kupujemy za dużo. Poddajemy się modzie i impulsom, nie zawsze zastanawiając się nad etyczną stroną produkcji i jej wpływem na środowisko. Na szczęście są osoby, które nie ulegają trendom i dbają o naturę, a z potrzeby serca i chęci artystycznego wyrazu wykorzystują to, co zostało już wyprodukowane i łączą z tym, co dała matka natura. O wykorzystaniu roślin, naturalnych technikach barwierskich i upcyklingu odzieży rozmawiamy Julią Kromolicką, specjalistką od mody cyrkularnej.

ROZMAWIA: KAROLINA MICHALAK
ZDJĘCIA: ARCHIWUM WŁASNE

Dlaczego zajęłaś się upcyklingiem?
Jako projektantka ubioru uważam, że to jedyna droga, którą mogłam wybrać, mając świadomość nadprodukcji odzieży i zmian klimatycznych, jakie wywołuje jej wytworzenie. Ale również z chęci twórczego wyrazu i poszukiwania sposobów, by wykorzystać to, co zostało już wyprodukowane i połączyć z tym, co mamy wokół. Inspiruje mnie praca z tkaniną i łączenie pozornie niepasujących do siebie elementów.

Na czym polega Twoja praca?
Na poszukiwaniu relacji między przyrodą a tkaniną. Wprowadzam tkaniny/ubrania do ponownego obiegu i w ten sposób przedłużam ich życie, to jeden z postulatów mody cyrkularnej. Upcycling, czyli przetwarzam, farbuję, szyję, nadaję nowe kolory, wzory i formy. Wykorzystując różne techniki, tworzę coś nowego z czegoś starego.

Co jest najbardziej fascynującego w procesie twórczym?
Niepowtarzalność. Za pomocą technik barwierskich można stworzyć podobne wzory, ale nigdy identyczne. Dzięki temu ukazuję unikatowość ubrania, ale także osoby, która je nosi.

Skąd u Ciebie takie zamiłowanie do mody?
Już jako sześciolatka paradowałam po domu w ubraniach Mody Polskiej. Uwielbiałam buszować w piwnicy dziadka, przebierać się w zgromadzone w niej ubrania, dodatki i wraz z kuzynkami urządzać pokazy mody. Z drugiej strony, większość dzieciństwa spędziłam w Teatrze Wielkim w Poznaniu, w którym pracowali moi rodzice. Biegałam za kulisami Teatru, bawiłam się w garderobie, obserwowałam próby i podglądałam prace kostiumografów… To, na pewno ukształtowało moją estetyczną wrażliwość.

No właśnie, bo Twoim dziadkiem jest nie kto inny, jak…?
Jerzy Antkowiak.

Najpierw była chemia?
Tak, zawsze myślałam o sobie, że mam umysł ścisły, więc poszłam w ślady babci, która była farmaceutką i wybrałam technikum chemiczne. Z wykształcenia oprócz projektowania jestem też technikiem-analitykiem. Skończyłam technikum chemiczne, zaczęłam nawet studia o tym samym profilu, ale po roku zrezygnowałam. Zawsze ciągnęło mnie do świata artystycznego. W technikum mieliśmy sprawnie działające kółko teatralne i realizowaliśmy przedstawienia. Kwestie aktorskie zostawiłam kolegom i koleżankom, a moją rolą było przygotowanie kostiumów. Na dobrą sprawę, duże znaczenie na przekierowanie mojego myślenia oraz zmianę późniejszej drogi miała wpływ nauczycielka angielskiego, która była odpowiedzialna za naszą teatralną trupę i to ona dostrzegła we mnie artystyczną duszę
i bardzo mnie dopingowała.

Dopiero później przyszła pora na modę?
Po zrezygnowaniu z chemii  poszłam do School of Form (Uniwersytet SWPS), gdzie mentorką była Li Edelkoort – holenderka, guru przewidywania trendów. Pobyt na uczelni nauczył mnie procesu projektowego, projektowania w oparciu o potrzeby, dowiedziałam się, jak uzasadniać swoje pomysły i gdzie szukać ich korzeni. Bardzo ważna na etapie kształcenia była możliwość doświadczania i podejmowania różnych prób. Mieliśmy zajęcia z naturalnego barwienia tkanin, które prowadziła artystka i projektantka Katarzyna Schmidt, pracująca w Instytucie Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich Państwowego Instytutu Badawczego. Tam właśnie ponownie zderzyłam się z moją chemią. Byłam wniebowzięta. I już wtedy wiedziałam, że pójdę w tę stronę. Ponieważ kurs na uczelni był jednym z wielu i nie był długi, dlatego zapisałam się indywidualnie na staż do Instytutu, by dokładnie zgłębić tematy barwiarskie, również od strony naukowej.

Czym jest naturalne barwienie?
Naturalne barwienie to jest rzemiosło. Jedno z tych, które zostało zapomniane i które nie funkcjonuje w powszechnej świadomości. Nie łączy się go z krawiectwem, a powinno, ponieważ jest jednym z jego elementów. Natura została wyparta przez sztuczne barwniki wynalezione w XIX wieku, które okazały się tańsze i szybsze w produkcji. Niestety to był ten czas, gdy mało kto myślał o ekologii i ochronie środowiska, a najmniej o skutkach produkcji przemysłowej. Teraz, gdy ta świadomość jest większa i wróciła moda na naturę, wróciły też stare techniki barwienia tkanin.

Czyli jakie?
Na przykład kąpiel barwierska, dzięki której możemy pofarbować tkaninę na jednolity kolor. Można także użyć techniki shibori, co oznacza, wyciśnij, naciśnij i polega na składaniu, wiązaniu czy skręcaniu materiału, przez co nie dopuszczamy barwnika do zakrytych fragmentów tkaniny i w ten sposób tworzy się oryginalny wzór. Dużym zainteresowaniem cieszy się też technika eko printingu, czyli odbijania fragmentów roślin na tkaninach, które w efekcie tworzą barwy i roślinne wzory.

A czym barwimy i gdzie szukać barwników?
Wystarczy wyjść na spacer i rozejrzeć się, ponieważ barwniki są na wyciągnięcie ręki. Wokół nas rośnie spora lista roślin, które barwią, można zatem zbierać kwiaty, zioła, korę drzew: rezeda, która odpowiada za kolor żółty, marzanna barwierska – czerwony, urzet barwierski – niebieski. Mieszając te trzy kolory w odpowiednich proporcjach lub dobierając sposób barwienia, uzyskujemy inne odcienie. A dodając różne naturalne modyfikatory, możemy tworzyć wzory, rozjaśniać i przyciemniać. Na przykład kwasek cytrynowy wybarwia naturalne kolory, naniesiony punktowo może tworzyć ciekawe wzory.

Jak się przygotować do barwienia?
Dla uzyskania trwałego efektu w barwiarstwie bardzo ważny jest sam proces przygotowania tkaniny. Pierwszy krok to oczyszczenie, ponieważ są one bardzo często nasączone różnymi substancjami chemicznymi, nie zawsze zdrowymi dla organizmu. Kolejno trzeba ją zaprawić albo zabejcować. Podstawowym składnikiem jest tutaj ałun – minerał, który wydobywa barwę i sprawia, że włókno lepiej się wiąże z barwnikiem. Zaprawiać tkaninę można przed,
w trakcie lub po barwieniu. W zależności od tego, w którym momencie to zrobimy, inny efekt otrzymamy. W ogóle, na przyjęcie barwy ma wpływ wiele czynników: gleba, na której rośnie roślina, klimat, w jakim dojrzewała, w którym momencie rozkwitu została zebrana, czy jest żywa, czy suszona.

Czy każda tkanina nadaje się do farbowania?
Nie, tylko naturalne i niekiedy sztuczne. Tkaniny dzielą się na naturalne, sztuczne i syntetyczne. Sztuczne tkaniny nie są takie straszne, jakby się mogło wydawać, ponieważ wytwarzane są na bazie roślinnej celulozy, z tym że poddana jest ona obróbce chemicznej. Zaliczamy do nich na przykład tencel, wiskozę czy lyocell. Syntetyczne tkaniny z kolei są wytwarzane na bazie ropy, a więc nie nadają się do farbowania naturalnego. Ich włókna przypominają plastikową żyłkę, nie oddychają, a proces wytwarzania jest szkodliwy dla środowiska.

Czy każdy może pofarbować sobie tkaninę w domu?
Każdy może spróbować! I to jest piękne, że możesz wyjść na spacer i wrócić z niego z głową pełną pomysłów i naręczem składników farbiarskich.